Jutro. Słowo o „Gdybym miała twoją twarz” Frances Cha

Frances Cha, "Gdybym miała twoją twarz"Przeglądasz się w lustrzanym odbiciu, w witrynach sklepów, na zdjęciach i filmach, w oczach innych. Pod różnymi kątami, z odmiennych perspektyw wycinki z twojego życia i wyglądu są poddawane drobiazgowej analizie przez rodzinę i obcych. Jeśli nie można cię dopasować do preferowanych modeli w społeczeństwie, zostaniesz przycięty, ukształtowany, prawie na nowo ulepiony. A jeżeli odmówisz, to wymażą twoje istnienie, wyrzucą poza margines, byś w ich opowieści-narracji nigdy się nie zjawił i nie skalał jej swoją niemożliwą do przemilczenia bolesną obecnością.

W budynku Color House w Seulu mieszkają dwudziestoparoletnie Ara i jej przyjaciółka z czasów szkolnych Sujin, obok nich zaś Miho, przyjaciółka Sujin, oraz Gyuri. Ich przelotnie widywanymi sąsiadami z piętra niżej są trzydziestoparoletnia Wonna z mężem. Każda z pięciu kobiet żyje w zasadzie wyłącznie z myślą o „dziś”, niekoniecznie rozważając to, co będzie „jutro”. Ich trudna, wyboista przeszłość, brak poczucia bezpieczeństwa i akceptacji przyczyniają się do podejmowania pochopnych decyzji, wplątywania się w raniące je relacje. Są jednak świadome, że we współczesnym społeczeństwie kobieta nadal traktowana jest bardziej jak lalka, rzecz, nieustannie reifikowana, bo ciągłej ocenie podlegają jej wygląd, stan cywilny i urodzone dzieci. Część z nich decyduje się na operacje plastyczne, by wpisywać się w obecne kanony urody. Łudzą się, że zostaną zaakceptowane i odnajdą fragment w przestrzeni dla siebie.

Pozornie delikatna i krucha Ara jest fryzjerką, w szkole straciła głos i teraz porozumiewa się za pomocą pisma oraz gestów i mimiki twarzy. To wielka fanka k-popowego idola Taeina. Sujin uważa, że powinna Arę chronić i bronić – im głębiej poznamy wspólną przeszłość dziewczyn, tym lepiej zrozumiemy motywację Sujin, być może wynikającą z poczucia winy. Obie wspierają się i pomagają sobie, a Ara wcale tak bezbronna nie jest, jak może się wydawać. Na co dzień Sujin zajmuje się paznokciami, ale zbiera pieniądze na operację plastyczną twarzy, by móc pracować w salonie, gdzie zarobki są wysokie. Tymczasem w jednym z najlepszych, ekskluzywnym salonie zamożnych i wpływowych męskich klientów zabawia Gyuri, która już przeszła niejeden zabieg. A Miho – naturalnie ładna – nie tak dawno temu wróciła do Korei po skończeniu stypendium w Stanach Zjednoczonych. Jest artystką, pracuje na uczelni, zajmuje się malarstwem i rzeźbą, aktualnie wręcz obsesyjnie tworzy dzieła związane z Ruby, niegdyś jej koreańską wyjątkowo bogatą i wpływową znajomą, a także umawia się z młodych dziedzicem fortuny Hanbinem. Tylko że Miho tak jak Sujin wychowała się w znajdującym się w Cheongju Ośrodku Loring, w sierocińcu, obok zakładu dla obłąkanych. Jej pochodzenie w oczach matki Hanbina jest czymś nie do zaakceptowania. Wonna chyba – z perspektywy czasu – wolałaby trafić do sierocińca niż mieszkać przez parę lat z babcią, co spowodowało u niej chłód emocjonalny, zjadające ją od środka myśli o charakterze destrukcyjnym. Może między innymi dlatego do tej pory trzy razy poroniła i przy czwartej ciąży przeczuwa kolejną utratę dziecka?

O dziewczynach, interakcjach między nimi, relacjach z różnymi osobami, a także o ich burzliwej przeszłości, licznych manowcach, krętych drogach, zaułkach, mrocznych korytarzach w labiryncie, którym wędrowały, usłyszymy od nich samych. Wejdziemy w ich świat tak samo nagle, jak go opuścimy – ot, zagościmy na moment, by przysłuchać się ich słowom, zobaczyć ich czyny oczami samych bohaterek oraz postronnych osób. Cztery narratorki (bez Sujin) stopniowo odsłaniać będą przed czytelnikiem tajemnice, przywoływać w pamięci traumatyczne przeżycia, odrzucenie, porzucenie, traktowanie jak lalkę-zabawkę, życie złudzeniami czy wreszcie drobne marzenia, które obok przyjaźni pozwalają im trwać nadal, uśmiechać się, wstać po upadku i iść dalej. Może po introspektywnej podróży, powrocie do przeszłości, przywołaniu reminiscencji, odprysków „wczoraj”, dokonaniu czegoś w rodzaju konfesji, rekapitulacji, podsumowania, pojawi się w nich myśl o tym, co „jutro”, zamiast tego prowizorycznego życia czy raczej dryfowania z dnia na dzień, w zawieszeniu, w oczekiwaniu na magiczne „coś”, co odmieni los, wyrwie z beznadziei.

Koreańsko-amerykańska pisarka Frances Cha w powieści o znamiennym tytule „Gdybym miała twoją twarz” sygnalizuje istotne tematy dotyczące przestrzeni dla kobiet we współczesnym szybko rozwijającym się społeczeństwie, w którym dominują presja, wymagania i oczekiwania, określone standardy i kanony podporządkowane aktualnej narracji. Tytułowe słowa poprzedzone jeszcze frazą „przeżyłabym twoje życie znacznie lepiej niż ty” [s. 39] wypowie w myślach Gyuri, gdy minie na korytarzu k-popową idolkę, której twarz stanowiła wzór podczas jej operacji. W nielicznych prześwitach czytelnik dostrzeże jednak rysy na szkle, pęknięcia, skazy na idealnym obrazku. Bo i życie idoli podporządkowane będzie wytwórni fonograficznej, a relacje Ruby z rówieśnikami okażą się bolesną lekcją samotności, bowiem naznaczone będą fałszem, chęcią wkupienia się w łaski wpływowej osoby. Co jasne, zwykle wydaje się ludziom, że gdyby posiadali wielki majątek, wystarczająco atrakcyjny wygląd, wychowali się w zamożnej rodzinie, mieli szersze możliwości i perspektywy wynikające z pochodzenia społecznego czy zasobów finansowych, to ich życie byłoby zdecydowanie bardziej udane, ba! przeżyliby lepiej cudze życie. Nic dziwnego, bo z punktu widzenia kogoś, komu brakuje choćby urody czy pieniędzy (a bardzo o tym marzy i kreuje iluzoryczne światy, snuje wizje siebie w idealnym wcieleniu), osoby obdarzone owymi walorami powinny wieść życie lekkie i przyjemne, bez trosk i problemów. Rzeczywistość jest jednak boleśniejsza, nierzadko roztrzaskuje wyobrażenia (jak urocze rojenia Ary w momencie, gdy spotkała Taeina). To jedna z sygnalizowanych w powieści myśli – tych tematów, problemów, wizji, idei pojawi się trochę. Traktować je należy jako impulsy, punkty wyjścia do dalszej, pozalekturowej rozmowy. Zaistnieją w opowieści bohaterek bowiem tak samo, jak to bywa, gdy spotykamy pierwszy raz kogoś i jakiś czas z nim spędzamy, przysłuchujemy się temu, co mówi, dzielimy się wrażeniami, emocjami, a przy różnych, czasem pozornie błahych okazjach pewne tematy wypływają, inne odpływają, zostają zawieszone, urwane, fragmentarycznie dryfują, znikają, by rozbłysnąć w najmniej oczekiwanym momencie. Ta powieść to rodzaj takiego spotkania i przebywania wspólnie przez jakiś moment, chwilę, aż drogi się nie rozłączą.

Warto mieć na względzie, że Cha pisze w zasadzie tylko o kobietach i wymaganiach stawianych im przez rodziny oraz społeczność, a związanych z odgrywaniem określonych ról – pięknej i zachwycającej mężczyzn kobiety, pokornej córki, usłużnej synowej, czekającej z obiadem, czułej i wybaczającej każdą zdradę żony (samooszukującej się, co zauważy Gyuri) czy wreszcie matki, która absolutnie nie powinna zawodowo pracować, kształcić się, zdobywać kwalifikacji, awansować (vide: starania Wonny o urlop macierzyński), bo albo dom, albo praca/kariera. Wonna zazdrości sąsiadkom „wolności” – z jej perspektywy nie muszą się przed nikim w domu tłumaczyć, wspierają się jak siostry, nie odczuwają presji posiadania męża i dzieci. Tymczasem gdy towarzyszymy Arze w drodze do rodzinnego domu, widzimy, ile kosztowała ją owa „wolność”, jak jej wybory nie są rozumiane przez matkę, wręcz przeciwnie są negowane, deprecjonowane, lekko sabotowane, gdy rodzicielka pracuje nad swataniem jej ze starszym mężczyzną. A czym okupiona jest „wolność” Gyuri, która przeszła najciemniejsze zaułki, by dziś po licznych operacjach wreszcie zarabiać większe pieniądze i wraz z siostrą móc dbać o bezpieczeństwo chorej matki? To, co widzimy na zewnątrz, często jest jedynie drobnym wycinkiem nadinterpretowanym, zniekształcanym, błędnie – bo z naddatkiem wyobrażeń – odczytywanym. I całkiem dobrą tego egzemplifikacją jest utwór koreańsko-amerykańskiej pisarki.

„Gdybym miała twoją twarz” Frances Cha to gorzko-słodka powieść o współczesnych kobietach – wyzwaniach pojawiających się przed nimi, problemach, zmaganiach z brakiem przychylności i akceptacji ze strony nie tylko społeczeństwa, ale i rodziny, co powoduje, że nieustannie szukają czegoś albo kogoś, kto zagwarantuje substytut czy namiastkę bezpieczeństwa. Błądzą, potykają się, czasem dryfują, ale swoją siłę odnaleźć mogą w jedności, wzajemnym wsparciu i zrozumieniu. Autorka obnaża fasady, zagląda pod maski, umalowane twarze i sztuczne uśmiechy, by pokazać autentyczne uczucia i emocje, wewnętrzny ból, a nie wystudiowaną mimikę i gesty na co dzień wykorzystywane w przestawieniu, teatrze życia.

——————

Frances Cha, Gdybym miała twoją twarz, z ang. przeł. Urszula Gardner, Wydawnictwo Kobiece/Mova, Białystok 2021.

Autor: Luiza Stachura

 

5 uwag do wpisu “Jutro. Słowo o „Gdybym miała twoją twarz” Frances Cha

    1. A, trudna ocena, nie lubię przyznawać punktów, ale w ocenie z podziałem na: rewelacja-bardzo dobra-dobra-przeciętna-słaba-dno, to powiedziałabym, że jest dobra (z plusem).
      W kategorii literatury obyczajowej to mogłabym nawet powiedzieć, że bardzo dobra. Natomiast w zestawieniu książek, które czytam i w odniesieniu do tych, które dla mnie są rewelacyjne czy bardzo dobre, to „Gdybym miała twoją twarz” jest dobra.

    1. Ogólnie. Zawężanie do południowokoreańskiego społeczeństwa powoduje, że udajemy, iż poruszone w książce problemy nie dotyczą wielu kobiet w krajach rozwiniętych i szybko się rozwijających, a przecież dotyczą. W gruncie rzeczy znajdziemy w tej książce uniwersalne przesłanie związane między innymi z akceptacją siebie, swojego wyglądu, stylu życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s