„Martwy szum Wszechświata.” Parę słów o „Problemie trzech ciał” Liu Cixina

W środku nocy Wszechświat wydaje się pusty. Zgrzyty i szumy nie są wyczekiwanymi komunikatami nadanymi przez oddalonego o lata świetlne innego samotnego słuchacza Wszechświata. Marzenie, by poza własną planetą odnaleźć istoty, z którymi porozumiewanie się jest wykonalne, może stać się rzeczywistością, tak jak płynnie czasem sen przechodzi w jawę, zaciera się granica. Ale co, jeśli obca cywilizacja jest lustrzanym odbiciem nas, odzwierciedla nie tylko nasze zalety, pragnienie harmonii i rozwoju, lecz także bezlitosną chęć podboju, kolonizacji i tym samym przyczyni się do naszej zagłady, zamiast wyzwolenia?

Chiny, 1967 rok, początki rewolucji kulturalnej zainicjowanej przez Mao Zedonga. Młodzi, nierzadko nastoletni czerwonogwardziści niszczą i tępią „potwory i demony”, czyli uznanych za wrogów klasowych między innymi intelektualistów, nauczycieli. Na jednym z „wieców walki klas” kolejny raz zmuszają fizyka Ye Zhetaia do przyznania się, że jest winny wykoślawiania prawdy i przedstawia zafałszowanego, bo kapitalistycznego, niezgodnego z komunistyczną doktryną poglądu na naukę i jej dotychczasowy rozwój oraz wyniki badań. Skatowanego przez cztery gimnazjalistki ojca widzi Ye Wenjie. Ten wstrząsający widok, ta nierzeczywistość, absurdalność czasów jej wczesnej młodości oraz późniejsze zgłębianie przez nią mrocznych, krwawych dziejów ludzkości przyczynią się do wyciągnięcia wniosku, że rasa ludzi jest okrutna i sama się nie opamięta, potrzeba siły-impulsu z zewnątrz, by odnowić moralnie mieszkańców planety. Z zewnątrz, czyli… spoza Ziemi. Czytaj dalej