„To cudowne mieć gdzie wracać.” Słówko o „Podniebnej poczcie Kiki” Kadono Eiko

Trzynastoletnia Kiki zdecydowała, że chce zostać czarownicą jak jej mama. Wiąże się to jednak z usamodzielnieniem, czyli opuszczeniem domu i znalezieniem miejscowości, w której nie ma żadnej czarownicy. Impulsywna i optymistycznie nastawiona dziewczynka wyrusza na miotle zrobionej przez mamę w świat, towarzyszy jej czarny kot Jiji, a podróż umila czerwone radio, które otrzymała od taty. Kadono Eiko, "Podniebna poczta Kiki"Kiki wybiera duże miasto Koriko, ale z rozczarowaniem zauważa, że większość ludzi podchodzi do czarownicy z uprzedzeniem i nieufnością. W nowym miejscu musi podjąć pracę związaną ze swoimi umiejętnościami. A że dziewczynka w zasadzie potrafi jedynie latać na miotle, to za namową życzliwej właścicielki piekarni otwiera podniebną ekspresową pocztę. Liczne przygody, małe sukcesy i porażki, nawiązywanie znajomości z kolejnymi osobami, przezwyciężanie tęsknoty za rodzicami będą etapami zarówno integracji z nową społecznością, jak i dojrzewania Kiki.

Japońska pisarka Kadono Eiko (ur. 1935; właśc. Watanabe Eiko) jest autorką literatury dziecięco-młodzieżowej, esejów, utworów non fiction. Największą sławę przyniosła jej opublikowana w 1985 roku urocza opowieść o młodziutkiej czarownicy „Podniebna poczta Kiki” (魔女の宅急便, Majo no Takkyūbin), która doczekała się w 1989 roku* anime w reżyserii Miyazakiego Hayao o tym samym tytule co oryginał, jednakże z licznymi zmianami. A szkoda, bo w wersji animowanej brakuje mi teraz choćby „koncertu na przywołanie wiosny” czy uratowania sylwestrowej tradycji mieszkańców miasta przez czarownicę i jej kota. W 2014 roku pojawił się także film (live action) na podstawie utworu Kadono. Popularność przygód Kiki przyczyniła się do napisania przez Japonkę następnych ośmiu książek, wydawanych w latach 1993-2022. Tymczasem polskie tłumaczenie pierwowzoru całkiem dobrze znanego u nas anime ukazało się dopiero pod koniec 2022 roku.

„Podniebna poczta Kiki” jest zbiorem tragikomicznych perypetii z jednego roku (od wiosny do wiosny) tytułowej bohaterki oraz Jijiego, Można zaryzykować twierdzenie, że to dziecięco-młodzieżowa fantastyka, przygodowa opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu, konfrontacji wyobrażeń z codziennością. Humorystyczne, żartobliwe, radosne momenty przeplatają się z trudami, upadkami, porażkami, zwątpieniem, tęsknotą, rozczarowaniami. Czytaj dalej

„Obcemu nie mów więcej niż jedną trzecią prawdy, / Odsłaniać przed nim serca roztropność nie dozwala.”* Słów kilka o wyborze chińskich utworów z X-XVII wieku „»Wesołe przygody Leniwego Smoka« i inne opowiadania”

Dobroć i szlachetność jaśnieją prawdziwym, niezakłamanym światłem. Nie jest spektakularne, pełne fajerwerków, obietnic, przysiąg. Zaczniesz je dostrzegać choćby wtedy, gdy poznasz sztuczki kuglarzy, ich fałszywy blask, pozłotę, połyskujące sztuczne uśmiechy, piękne słówka zwodzące i uwodzące, by cię wykorzystać albo poniżyć.

„»Wesołe przygody Leniwego Smoka« i inne opowiadania”W 1960 roku ukazało się w języku polskim dziewięć chińskich opowieści wywodzących się z tradycji oralnej, powstałych między X a XVII wiekiem. Zamieszczono je w zbiorze o wdzięcznym, chociaż zwodzącym nieco czytelnika tytule »Wesołe przygody Leniwego Smoka« i inne opowiadania”. Utwory zaczerpnięto z dwóch chińskich antologii – jak zaznacza w króciutkiej przedmowie Teresa Lechowska. Przekładu na język polski dokonano z angielskiego wydania „The courtesan’s jewel box”, opublikowanego w roku 1957, zawierającego opowieści w tłumaczeniu Yang Xianyia (1915-2009) i jego żony, brytyjskiej tłumaczki Gladys Yang (1919-1999). Pomijając pośredni przekład, to dodatkowo w polskiej wersji utwory zostały zretuszowane. Autorka wstępnego słowa zaznacza, że pozbawiono je anegdot wymagających zbyt wielu objaśnień.

Wbrew pozorom przedstawione w polskiej edycji historie w zasadzie z wyjątkiem ostatniej nie są komiczne, magiczne, urokliwe. To raczej okrutne bajki, baśnie i legendy o walce dwóch przeciwstawnych pierwiastków w człowieku – dobra i zła. Opowieści nie pełnią funkcji tylko ludycznej, nie mają służyć wyłącznie rozrywce, ale także czy może przede wszystkim pełnią funkcje pouczającą i poznawczą. (Nie tylko chińscy) bajarze, gawędziarze najczęściej pod kostiumami atrakcyjnych historii, pełnych zwrotów akcji, dynamicznych wydarzeń, niesamowitych zbiegów okoliczności, barwnych przygód, przekazywali słuchaczom prawdy moralne, przestrogi, nauki, uwrażliwiali ich, wskazywali, by pielęgnować szlachetność, prawość, dobroć i życzliwość. Czytaj dalej

Pogłosy. Słów kilka o „Nokturnach. Pięciu opowiadaniach o muzyce i zmierzchu” Kazuo Ishiguro

Pozornie spokojna, delikatna melodia, bez nagłych zwrotów i zaskoczeń, czasem przynosi więcej niż się spodziewasz niepokoju, emocjonalnego rozedrgania, bo rezonuje z ukrywanymi, marginalizowanych elementami duszy. Kazuo Ishiguro, "Nokturny. Pięć opowiadań o muzyce i zmierzchuWyzwala pogłosy, pobudza uśpione albo celowo spychane uczucia, pozwala na rewizję i rozrachunek z przeszłością, przejrzenie się w „ja”.

W 2009 roku ukazał się pierwszy zbiór opowiadań brytyjskiego pisarza japońskiego pochodzenia Kazuo Ishiguro (ur. 1954) o wdzięcznym tytule „Nokturny”, przywodzącym na myśl między innymi cykl utworów Fryderyka Chopina. Ale muzycy pojawiający się w opowieściach nie występują w salach koncertowych, nie uczestniczą w wielkich wydarzeniach muzycznych, przygrywają bowiem na placach, w kawiarniach i restauracjach czy hotelach jako członkowie okazjonalnie montowanych grup muzycznych uprzyjemniających czas turystom albo są w przedsionku do muzycznego biznesu, pragną, by ich kompozycje zdobyły słuchaczy. W niespiesznych narracjach przywołują po epizodzie ze swojego życia, gdy ich ścieżka zetknęła się z drogą osoby psychicznie i emocjonalnie okaleczonej, zranionej, złamanej, pełnej wątpliwości czy z kimś na rozdrożu bądź przebywającym we własnym wymiarze dźwięków. To wyimki z codzienności, wyrywy w czasoprzestrzeni monotonii i rutyny, drobne momenty olśnień, przebłysków, niekiedy przynoszące lekcję, innym razem wskrzeszające zagadkowe, może i niepokojące wspomnienie.

Nie ma tu wielkich słów, dynamicznych sytuacji, brak wyraźnych puent, ale jest ulotność, efemeryczność właściwa dla wszystkich spotkań, przecięcia się ścieżek podróżników po muzyce przestrzeni. Prostota, niekiedy chropowatość (korespondująca z żalem niektórych bohaterów), bardzo subtelna magiczność wynikająca z wyjątkowości każdej relacji, niezmiernie delikatne, podskórne wydobywanie „niezwykłości” w „zwykłości” nie znajdą wielu zainteresowanych takim prowadzeniem opowieści czytelników. Czytaj dalej

Autokreacyjny bełkot. Słówko o „Poślubić Buddę” Zhou Weihui

W cudzych narracjach odnajdujesz cząstki „ja”, jakby ktoś je wykradł i opisał, wystawiając tym samym na widok publiczności. Ale to autowiwisekcja uczuć, publiczna konfesja, ekshibicjonizm emocjonalny zdecydowanie bardziej niż ten fizyczny, cielesny, jest wrażliwy na ocenę innych. Nie zdradzaj zbyt wiele w wyznaniach. Pozostaw kluczowe elementy dla siebie, zaszyfruj opowieść o „ja” w różnych językach rzeczywistości.

Poślubić Buddę"Dwudziestodziewięcioletnia Coco po rozstaniu z kochankiem Muju wraca z Nowego Jorku do Szanghaju. Długo jednak nie wytrzymuje w dynamicznej metropolii, wśród pędzących ludzi, toteż wyjeżdża na wyspę Putuo, gdzie znajduje się wiele świątyń, sanktuariów, klasztorów. Tam się urodziła, gdy jej rodzice przed planowaną datą porodu udali się na wysepkę, by modlić się o pomyślność dla dziecka. Powrót do symbolicznych korzeni, praźródła, spotkanie z ponad stuletnim mnichem Mistrzem Pustej Natury staną się dla Coco okazjami do rewizji dotychczasowego życia, zwłaszcza ekstatycznych, wybuchowych relacji z mężczyznami.

Po wydanej w 1999 roku (dwa lata później ukazało się angielskie tłumaczenie) częściowo autobiograficznej książce „Szanghajska kochanka”, przynoszącej popularność i rozpoznawalność (chyba dlatego, że w Chinach powieść była na liście zakazanych) młodej Chince Zhou Weihui (ur. 1973), w 2005 roku opublikowano kolejną część perypetii erotyczno-pisarskich Coco – „Poślubić Buddę”. Autorka okazała się literacką hochsztaplerką, kuglarką, mniej czy bardziej zręcznie wplatając w niskiej jakości pornograficzną, niekiedy obsceniczną, wulgarną opowieść elementy łudzące grę ze schematami, rozbijające skostniałe formy, imitujące, że jest w niej coś więcej niż szczegółowe opisy seksu i rejestrowanie kolejnych płytkich relacji. Czytaj dalej

„Dolina Zatrzymanego Czasu”. Słówko o „Podróży do źródeł czasu” Aleja Carpentiera

„Jestem tutaj tej nocy przejazdem, przypominając sobie Przyszłość – wielką krainę Utopii dozwolonej, Ikarów możliwych. Bo moja podróż przemieszała dla mnie pojęcia czasu przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Nie może być teraźniejszością to, co będzie dniem wczorajszym, zanim człowiek zdążył go przeżyć i przemyśleć; nie może być teraźniejszością ta zimna geometria bez styl, gdzie wszystko nuży się i starzeje w niewiele godzin po urodzeniu. Wierzę już tylko w teraźniejszość czegoś nietkniętego, w przyszłość tego, co się rodzi zwrócone twarzą do świateł Genesis. Nie zgadzam się na los Człowieka-Pszczoły, Człowieka-Nicości, ani na to, by rytm mego życia wymierzał młot dozorcy galerników.” [s. 247]

Po wojnie wewnętrznie rozbity muzykolog i kompozytor nie powraca do dźwiękowych wymiarów świata. Alejo Carpentier, "Podróż do źródeł czasu"Uwikłany w męczące małżeństwo z aktorką Ruth, której nieustannie nie ma w domu, nocami – by zagłuszyć pustkę – eksploruje uliczki, zaułki, kluby, wystylizowane studio swojej zblazowanej kochanki Mouche, ślepo podążającej za modnymi „-izmami”. Uwięziony jest w iluzorycznie wiecznym, chorobliwym „tu i teraz”, degenerującej go monotonii płytkich rozrywek, fikcyjności życia. Aż pewnego dnia niegdyś poznany przez niego konserwator przekazuje mu propozycję naukowej wyprawy. Uczelnia szuka bowiem badacza, który pojechałby w głąb puszczy i odszukał pierwotne instrumenty muzyczne, o ile jeszcze istnieją. Po namowach Mouche, podekscytowanej wyobrażeniem pasjonującej eskapady, mężczyzna zgadza się na wyjazd. Wejście w przestrzeń, w której zatrzymał się czas blisko chwili Stworzenia, oraz muśnięcie tajemnicy istnienia naznaczą muzykologa i pozwolą powrócić do wspomnień krótkiego dzieciństwa w hiszpańskojęzycznym wymiarze, z którego został brutalnie wyrwany. Jaki jednak będzie wynik swoistej psychomachii, walki dwóch pierwiastków w nim – jednego artystowskiego, wzywającego twórcę do kreowania i publikowania dzieł(a), a drugiego pierwotnego, szukającego tyleż praźródeł muzyki i słów, ile kolebki czasu, stanowiącej koniec i początek, będącej utraconą Arkadią, punktem zwrotnym?

W 1953 roku kubański pisarz, muzykolog Alejo Carpentier (1904-1980) opublikował rewelacyjny utwór o znamiennym tytule „Podróż do źródeł czasu”. Pierwszy polski przekład ukazał się dekadę później. Czytaj dalej

Pejzaże mentalne. Kilka słów o publikacji „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w opracowaniu Katarzyny Sonnenberg-Musiał

„Jak mogli mnie znać, skoro ja sam nie znałem siebie. Przypominałem liść mimozy, który kurczy się i chowa pod wpływem dotyku.”

[Mori Ōgai, „Tancerka”, s. 131]

Publikacja „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w opracowaniu polskiej japonistki Katarzyny Sonnenberg-Musiał, wydana w 2018 roku, przeznaczona została dla studentów japonistyki na zajęcia z literatury Kraju Kwitnącej Wiśni. „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w wyborze i tłumaczeniu oraz z komentarzami Katarzyny Sonnenberg-MusiałWe wstępie badaczka przybliża wojaże trzech pisarzy, autorów zamieszczonych w tomie tekstów. Pierwszym jest Mori Ōgai (1862-1922), autor opublikowanych w polskim przekładzie „Dzikiej gęsi” i opowiadań w zbiorze „Zarządca Sanshō”. Następnie Natsume Sōseki (1867-1916) – polski czytelnik ma możliwość zapoznać się z kilkoma jego utworami, zwłaszcza „Sednem rzeczy”, „Jestem kotem”, „Światłem i mrokiem”, „Wrotami”, „Paniczem” czy wyborem tekstów w „Miniaturach na wiosenne dni”, a także rozproszonymi po antologiach i chrestomatiach krótkimi formami prozatorskimi. Trzecim twórcą jest zafascynowany literaturą francuską Nagai Kafū (właśc. Nagai Sōkichi, 1879-1959) – jego utwór „Order” znalazł się w antologii „»Tydzień świętego mozołu«. Opowiadania japońskie 1945-1975”, a „Spadające liście” w zbiorze „Sny i wizje w japońskich opowiadaniach przełomu XIX i XX wieku”.

W drugiej części publikacji Katarzyna Sonnenberg-Musiał prezentuje kontekst powstania szkiców literackich, esejów, opowieści zamieszczonych w tomie, dokonuje analizy i interpretacji tekstów. Następnie zaś badaczka zamieszcza wyimki z utworów w języku japońskim, we współczesnym języku japońskim oraz w swoim tłumaczeniu na język polski. Na końcu książki pojawiają się przekłady pełnych tekstów, analizowanych w poprzednich częściach. I dla czytelnika, który nie zajmuje się literaturą japońską zawodowo, a z przyjemnością, podczas prywatnych (literackich) podróży czasoprzestrzennych eksploruje światy twórców z Kraju Wschodzącego Słońca, ta odsłona publikacji przynosi interesujące szkice i eseje. Czytaj dalej

Droga pióra i miecza. Słówko na marginesach „Słońca i stali” Mishimy Yukio

Usiłujący wyzwolić się od zakażenia iluzorycznymi, zwodzącymi i uwodzącymi słowami, literackimi kuszeniami mrokiem, nocą, dekadenckimi wizjami, afirmacją mityzowanej, wyobrażeniowej śmierci podważającej prawdziwość istnienia, Mishima Yukio (1925-1970) w eseju wydanym w 1968 roku o znamiennym tytule „Słońce i stal” zapisuje meandryczną ścieżkę, którą przemierzył, swoją filozofię bycia. Mishima Yukio, "Słońce i stal"Dokonał bowiem przejścia od podstępnych słów infekujących go w młodości na długie lata do odkrywanego w wieku dojrzałym kultu piękna ciała, cielesności męskiej, budowania mięśni, wejścia na drogę wojownika, adepta sztuk walki, gdzie w czynie, w ruchu, działaniu prześwituje szczęście, a może i sedno rzeczy. Ostry podział na ducha i ciało, mishimowski dualizm, wyznacza jedną z osi „Słońca i stali” – jemu poświęci wiele przestrzeni i na tej konstrukcji będzie dokonywał kolejnych przemian, przechodzenia przez etapy inicjacji w tajemnicę istnienia. Można zaryzykować twierdzenie, że momentem przecięcia, połączenia (się?) ducha i ciała, swoistym Uroborosem (przywołanym, nota bene, jako „wielki krąg wężowy” w Epilogu), jest śmierć. W chwili śmierci można doświadczyć, że się istnieje-istniało naprawdę, a zatem nie w wyobrażeniach, mistyfikacjach, aranżacjach, dekoracjach słów i imaginacji, rojeniach ducha karmionego igraszkami, zwodzeniami, grą języka. Oczyszczenie słów i połączenie ich z mięśniami, pozwalające wejść na drogę pióra i miecza „urzeczywistni się w formie absolutnej” i będzie weryfikowalne jednak jedynie w momencie śmierci. Czytaj dalej

„Bo muzyka to sztuka, która rozwija się w czasie.” Parę słów na marginesach „Rozmów o muzyce” Harukiego Murakamiego i Seijiego Ozawy

„Praca dyrygenta polega na zmienianiu nut zapisanych w partyturze w rzeczywiste dźwięki (…).” [s. 218]

Polskim czytelnikom znany z zamiłowania do jazzu i muzyki poważnej* Haruki Murakami (ur. 1949) poznał japońskiego dyrygenta Seijiego Ozawę (ur. 1935) poprzez jego córkę Seirę, która zaprzyjaźniła się z żoną pisarza. Zasadniczo do 2010 roku, jak zauważa Murakami w przedmowie do publikacji „Rozmowy o muzyce” z 2011 roku, paradoksalnie w ich konwersacjach bardzo rzadko, sporadycznie pojawiały się kwestie związane z muzyką. Dopiero po operacji guza przełyku, podczas rekonwalescencji Ozawy stopniowo zaczęli wspólnie słuchać fragmentów nagrań i „gawędzić”, wymieniać uwagi, spostrzeżenia, przywoływać postacie dyrygentów, kompozytorów, muzyków. Haruki Murakami, Seiji Ozawa, "Rozmowy o muzyce"Opowieści dyrygenta zdały się Murakamiemu interesujące i fascynujące na tyle, że chciał je uchronić od zniknięcia, więc za zgodą Ozawy, nagrywał i spisywał ich rozmowy. Tak powstał zalążek publikacji, w której znalazło się sześć konwersacji przeprowadzonych między listopadem 2010 roku a lipcem 2011 roku. Nie jest to wywiad, a rozmowa dwóch tyleż artystów, kreatorów, ile pasjonatów, spotkanie profesjonalisty z amatorem. Polskie tłumaczenie ukazało się ponad dekadę po oryginale, w 2022 roku. I szkoda, wielka szkoda, że nie przygotowano i nie dołączono do wydania (choćby fragmentów!) nagrań poszczególnych wykonań pod dyrekcją Ozawy, Karajana, Bernsteina i innych wspominanych twórców podczas konwersacji pisarza z dyrygentem.

Murakami wyznaczał określony temat przewodni kolejnych rozmów, by – jak zaznaczył – nie zgubili się w dygresjach, chociaż podczas czytania pojawia się wrażenie kontrolowanego chaosu, strumienia myśli, wrażeń, przeżyć, napływających nagle odłamków wspomnień, rozbłyskających reminiscencji. Stosuje japoński pisarz też coś w rodzaju „didaskaliów” czy uwag na partyturze – dopisków zawierających informacje o na przykład odtwarzanym koncercie, wykonaniu czy reakcji rozmówcy. Wydziela również za pomocą śródtytułów fragmenty skupiające się na konkretnym aspekcie, ale i w obrębie nich liczne będą dygresje, rozgałęziające się, rozrastające asocjacje, które nadadzą fragmentarycznym opowieściom subtelny rys gawędy. Nota bene, zapis spotkań pisarza i dyrygenta zdaje się zarówno swego rodzaju kameralnym spontanicznym „przedstawieniem”, rozwijającym się w sposób unikalny, jednorazowy, niepowtarzalny, jak i utworem muzycznym (symfonią?, koncertem?). Czytaj dalej

Wartość wolności. Słowo o „Córce Bogini Księżyca” Sue Lynn Tan

Odizolowana od reszty świata Xingyin dorasta na Księżycu. Jedynymi jej towarzyszkami są matka Chang’e, Bogini Księżyca, uwięziona przez Niebiańskich Cesarzy za kradzież eliksiru nieśmiertelności, oraz służąca Ping’er. Jednakże im Xingyin jest starsza, tym bardziej kusi ją podążanie za okazjonalnie rozbłyskującymi plamkami światła, gdy przymknie oczy. Ostrzeżenia matki są mgliste, niejasne, więc nastolatka któregoś dnia postanawia nieco dłużej przyjrzeć się olśniewającym fenomenom. Sue Lynn Tan, "Córka Bogini Księżyca"I w ten sposób nieświadomie powiadamia o swoim istnieniu Niebiańskie Królestwo, bowiem nikt dotychczas nie wiedział, że dziewczynka się urodziła. Opracowany w pośpiechu plan ucieczki Xingyin, zanim odnajdą ją niebiańscy wysłannicy, szybko rozsypie się w proch, a nastolatka będzie musiała improwizować, podejmować samodzielne decyzje, dokonywać trudnych wyborów. Motywowana pragnieniem uwolnienia matki doświadczy upokorzeń, cierpienia fizycznego i duchowego, przemierzy Niebiańskie Królestwo, Krainę Demonów, zejdzie także do przestrzeni nieśmiertelnych. Spotka sukcesora tronu Liweia oraz utalentowanego i ambitnego kapitana Wenzhiego, zyska oddaną przyjaciółkę Shuxiao oraz wdzięczność legendarnych czterech smoków. Czy jednak zdoła ocalić matkę i odnaleźć ojca, wybitnego łucznika Houyiego?

„Gdy linie frontu zostaną wytyczone, ruszaj do walki z czystym umysłem.” [s. 181]

Urodzona w Malezji, mieszkająca w Hongkongu Sue Lynn Tan opublikowała w 2022 roku debiutancką powieść dla młodzieży – „Córka Bogini Księżyca”. Punktem wyjścia jest jeden z wariantów chińskiego mitu o bogini księżyca Chang’e (嫦娥)*. Wedle jednych podań, kobieta przeniosła się na księżyc po tym, gdy wypiła eliksir nieśmiertelności, który otrzymał jej mąż, dzielny i zdolny łucznik Houyi (后羿) za zestrzelenie słońc zagrażających bezpieczeństwu śmiertelników. W legendach pojawia się wzmianka o walce łucznika z trzema potworami – chronologicznie raz przedstawiana jako wcześniejsza niż pozbycie się słońc, a czasem jako późniejsza. Inna z wersji głosi, że Houyi wyprosił od bóstwa Xiwangmu (西王母, „Zachodnia Macierz Królów”) roślinę/ziele/lek/napój nieśmiertelności, jednakże wykradła ją Chang’e i uciekła na księżyc.** Opisane w „Córce Bogini Księżyca” elementy, bohaterowie, wydarzenia, miejsca, w tym postać Xingyin czy uszlachetnienie motywów jej matki, uczynienie z niej w gruncie rzeczy postaci tragicznej, są literacką wizją Sue Lynn Tan. I jakkolwiek znajdziemy w utworze odwołania do chińskiej kultury, tradycji, to niewiele ścieżek otworzy czytelnikowi uruchamianie tych kontekstów, tropów, znaków podczas podążania za protagonistką. Nie przeczę, że zainteresowałam się powieścią Tan ze względu na motyw księżyca i pretekst, praźródło (historię Change’e) do utkania narracji przez malezyjską (malezyjsko-hongkońską?) autorkę. Czytaj dalej

Rejterada z życia. Tylko parę słów o „Osobistym doświadczeniu” Ōego Kenzaburō

Możesz uciekać do różnych światów, maskować się w zwojach czasoprzestrzennych narracji, szyfrować swoje istnienie w rejestrach, wykazach i listach. Możesz próbować zgubić „ja”, dokonywać przemian, metamorfoz, anamorficznych przekształceń-zniekształceń. Ale nigdzie się nie ukryjesz przed drobnymi cząstkami, pierwiastkami bycia, w których zapisane są twoje przeżycia, indywidualne, niepowtarzalne doświadczenia. One powoli skażą twoje sny, wgryzą się w serce i nie pozwolą zapomnieć.

Ōego KenzaburōKenzaburō, "Osobiste doświadczenie"Dwudziestodziewięcioletni mężczyzna nazywany od młodzieńczych lat Ptakiem ogląda w księgarni mapę Afryki i powraca do swojego marzenia o wyjeździe na ten odległy kontynent. Tymczasem jego żona rodzi ich pierwsze dziecko. Wezwany do szpitala Ptak dowiaduje się, że synek cierpi na przepuklinę mózgową i konieczna będzie operacja, ale nikt nie może zagwarantować sukcesu. Przerażony wizją uwięzienia i kontrolowania jego życia przez „dziecko-potwora” Ptak gwałtownie ucieka. Jego eskapizm, rozpaczliwa rejterada poprowadzi go po mrocznych, lepkich korytarzach upokorzenia, upodlenia, atawistycznych odruchów, aż do chorobliwego pragnienia usunięcia, wymazania istnienia „przeszkody”.

W 1964 roku ukazała się powieść „Osobiste doświadczenie” japońskiego pisarza Ōego Kenzaburō (ur. 1935), autora znanych w Polsce utworów: świetnego „Futbolu ery Man’en”, intrygującego „Zerwać pąki, zabić dzieci”, utrzymanego w estetyce naturalizmu opowiadania „Zdobycz” (zamieszczonego w zbiorze „Cień wschodzącego słońca”).* Pierwsze polskie tłumaczenie pod tytułem „Sprawa osobista” pojawiło się dekadę po japońskiej edycji, ale niestety opierało się na angielskim wydaniu („A personal matter”, 1968 rok). Dopiero w 2022 roku polscy czytelnicy otrzymali przekład bezpośrednio z języka japońskiego. Stąd też odmienny tytuł kolejnej nowości w ramach serii Proza Dalekiego Wschodu Państwowego Instytutu Wydawniczego – wreszcie bliższy oryginałowi. Po dwunastu latach wróciłam do tej książki i nadal pozostawia we mnie poczucie niepokoju, niejednoznaczności, nierozstrzygalności pewnych pierwiastków, niewygody czytelniczej, momentami sprzeciwu. Czytaj dalej