„Każde z nas stoi w strumieniu czasu.” Parę słów o „Nikt nie odpisuje” Jang Eun-jin

Podczas przemierzania czasoprzestrzeni w ciszy i samotności wytwarzają się pokątnie nowe wymiary, w których gnieżdżą się porzucone wspomnienia i emocje. Ale wystarczy czyjaś obecność, kilka słów zapraszających do rozmowy, by odzyskać to, co utracone, przywrócić zapomniane.

Trzydziestodwuletni Jihun od trzech lat podróżuje z psem Chociem. Podczas noclegów w hotelach w ramach rytuału wędrowniczego pisze list do jednej z osób, zwykle wybranej spośród poznanych podczas wyprawy. Ale mężczyzna wypracował specyficzny sposób nazywania ludzi – oznacza ich bowiem numerami, w kolejności spotkania na swojej drodze życiowej. Jang Eun-jin, "Nikt nie odpisuje"Pewnego razu wsiada do metra, udając niewidomego, by jego pies nie został wygnany, i tam spotyka pisarkę sprzedającą swoją książkę „Pasta do zębów i mydło”. Kobieta jest tak zaintrygowana Jihunem, że nawiązuje z nim rozmowę. A może wyczuwa w mężczyźnie kogoś równie samotnego co ona. Poirytowany natrętnym zachowaniem autorki podróżnik niechętnie nadaje jej tymczasowy numer 751. Kilka sierpniowych dni wspólnej wędrówki czy raczej dryfowania po naznaczonych opuszczeniem czasoprzestrzeniach, meandrach pamięci, traumach, pozwoli im zbudować więź.

W 2009 roku ukazała się powieść południowokoreańskiej pisarki Jang Eun-jin (ur. 1976) „Nikt nie odpisuje”. Autorka sięga po elementy literatury terapeutycznej, powieści psychologicznej, obyczajowej, epistolarnej, powiastki filozoficznej, romansu, powieści drogi, detektywistycznego utworu, eseju, „intymistyki” (w formie nie tylko listów – pojawiają się pierwiastki pamiętnika, wyznań, konfesji), sztuki teatralnej, reportażu (vide: gosiwony, czyli bardzo małe jednoosobowe pokoje do wynajęcia). „Listowa tułaczka”, „podróż słów”, „podróż listów” Jihuna jest sposobem na przepracowanie przez niego traumy, odkąd zaczął mieć ataki paniki, gdy przebywał w domu. O autentycznych przyczynach reakcji mężczyzny czytelnik dowie się bliżej finału peregrynacji duchowo-psychicznej narratora-bohatera. Po drodze odbiorca odnajdzie rozmaite detale, znaki, dostrzeże ślady, rysy, tropy, a niektóre z nich prowadzą na manowce, są artystycznym ornamentem, zwłaszcza literackie i malarskie aluzje, nawiązania, cytaty oraz formowane w aforystyczne frazy podsumowania przemyśleń wędrującej pisarki i Jihuna, refleksji o istnieniu i rozmaitych aspektach życia, doświadczania świata, relacji międzyludzkich, istoty i potrzeby rozmowy, komunikacji. Czytaj dalej

„Jesteśmy na wyprawie katastroficznej”. Słowo o „Turystce” Yun Ko-eun

Słyszysz tykanie wskazówek zegara? Każda sekunda to odliczanie do końca. Do rozpadu fasady, rozkruszenia tego wymiaru rzeczywistości. Nie zmarnuj chwil, które przygotowują cię do ostatecznego wyzwolenia, do jedynego wyjścia z tego świata. Drugiej szansy nie dostaniesz.

Trzydziestotrzyletnia Ko Yona pracuje od dekady w biurze turystycznym Jungle, które specjalizuje się w organizowaniu wycieczek do miejsc rozmaitych katastrof. Podróżnicy mają przeżyć coś w rodzaju katharsis, swego rodzaju oczyszczenia i uwolnienia poprzez zwiedzanie okaleczonych, pełnych blizn fragmentów świata oraz zetknięcie się z ocalałymi. Yona zaczyna być molestowana przez przełożonego Kim Jo-gwanga, ale nie chce tej sprawy zgłaszać, mimo inicjowanych przez innych pokrzywdzonych prób nakłonienia jej do zmiany zdania. Yun Ko-eun, "Turystka"Gdy kobieta składa wypowiedzenie, Kim proponuje jej urlop, by w jego trakcie pojechała służbowo do jednego z oferowanych przez Jungle miejsce, które firma chce zweryfikować pod kątem dalszej opłacalności. Yona zgadza się i wybiera wyspę Mui położoną niedaleko Wietnamu. Atrakcją ma być lej kresowy na pustyni, w którym zagrzebane zostały ofiary masakry z 1963 roku będącej skutkiem walki pomiędzy dwoma ludami Undo i Kanu. Kobieta jest rozczarowana wycieczką. Ale podczas powrotu do Korei w wyniku swojej nieostrożności, pozbawiona dokumentów i portfela, utknie na Mui. Otrzyma jednak zdumiewającą propozycję od kierownika hotelu. Początkowo nie wie, że wielki plan zakłada makabryczne przedstawienie.

Południowokoreańska pisarka Yun Ko-eun (ur. 1980) studiowała kreatywne pisanie, które zaowocowało nagradzanymi utworami. W 2013 roku ukazała się jej zaangażowana społecznie powieść „Turystka” (oryg. 밤의 여행자들). Ale polski tytuł (w oryginale odwołujący się do „nocnych podróżników” czy „podróżników nocy”) przesuwa akcenty, wydobywając pierwiastki grozy i makabry kryjące się w opowieści Yun, dostrzegalne dopiero po finałowych mocnych scenach w przerażającym scenariuszu. Koreanka konfiguruje rozmaite schematy, wzorce, klisze, przykładowo wybiera elementy z powieści społeczno-obyczajowej, przygodowej, romansu, kryminału, thrillera, powieści detektywistycznej, powieści rozrachunkowej, felietonu, reportażu czy „intymistyki” głównie w formach (nierzadko udawanej) konfesji, wyznań. Sięga niekiedy po rozbudowane aforystyczne frazy, puentujące określoną sytuację. Wprowadza kilka wątków-tematów, ale większość jest wyłącznie sygnalizowana, nie zostanie rozwinięta, bo powinna stanowić tyleż rozgałęzienie interpretacyjne, ile po prostu tło, element konstrukcji teatru Yun, czego egzemplifikacjami są: katastrofy klimatyczne i ekologiczne, tożsamość turysty, szeroko pojęte bycie ofiarą, molestowanie w pracy, zostawanie po godzinach czy traktowanie pracownika jak robota, którego można wymienić, jeśli przestanie spełniać oczekiwania.

Można zaryzykować twierdzenie, że nadrzędne problemy w nowości Wydawnictwa Kwiaty Orientu związane są z medialną (w tym funkcjonującą w obrębie turystyki) kreacją (nie)rzeczywistości, inscenizacją wyrw świata, fabrykacją katastrof (nie)naturalnych, manipulowaniem emocjami odbiorców, wyrachowaną grą demiurgów, reżyserów poszczególnych przedstawień. Czytaj dalej

„Coście zrobiły, moje słowa?”. Myśli parę o poetyckim tomie „Histeria” Kim Yi-deum

Poezja jest moją wielką miłością. Zdecydowanie wolę zgłębianie i eksplorowanie słownych korytarzy, odczytywanie, dekodowanie pojedynczych wierszy, ale na potrzeby tego wymiaru przestrzeni decyduję się niekiedy na parę pobieżnych słów o całym tomiku, wyborze, zbiorze, antologii poetyckich utworów. Najłatwiej jest z poezją w języku polskim, bo bez pośredników podążam za muzyką wiersza i przemierzam (czaso)przestrzeń poetyckiego ogrodu. Histeria"W przekładach, co jasne, zawsze się coś gubi, (czasami) coś zyskuje. Tłumacz jako drugi twórca, dla niektórych przetwórca, reinterpretator, poszukiwacz ekwiwalentów, (po)głos poety, przynosi wraz ze swoimi językami (opisu świata i siebie), słowami, dźwiękami, obrazami, doświadczeniami, przeżyciami coś innego, jakiś obcy pierwiastek. Niekiedy zaraża czymś tekst, (świadomie albo nie) przesuwa akcenty, konfabuluje, przerysowuje, podmienia szczegóły, kradnie rytm, zmienia melodię, podstawia odmienne obrazy, staje się fałszerzem. Jego dzieło jest palimpsestem, tekstem nadpisanym na oryginale.

W trzech odsłonach, w cielesnym tryptyku konstytuującym tom-zbiór z 2014 roku „Histeria”, południowokoreańskiej poetki Kim Yideum (Kim Yi-deum; ur. 1969), przemierzamy gęsty, niejednoznaczny, pełen niedopowiedzeń, „(nie)domyśleń” labirynt słów, w którym najczęściej w piętrzących się obrazach objawia się, prześwituje, przepływa, odsłania, ukrywa, maskuje za metonimiami, metaforami, symbolami ciało (też: ciało-poezja). Ale owo ciało ulega nieustannie metamorfozie, przemianie, degeneracji, okaleczeniu, degradacji, reifikacji, zwyrodnieniu-chorobie, stając się ciałem-grobem, wydrążaną przez świat skorupą, pustym pancerzem. Wespół z cielesnością (i asocjacyjnymi ciągami prowadzącymi w kierunkach seksualności, zmysłowości, nagości) koegzystować, na swój sposób korespondować i rezonować, wydobywając pokątne tony, szmery, będą stany takie jak chociażby gubienie, tracenie, znikanie, zacieranie, wymazywanie, swego rodzaju korekta, podstawianie, podmienianie – co jednak ważne, szeroko rozumiane, na przykład zarówno jako wyjazd „ty” i/albo podróż „ja”, ucieczka, rejterada ze świata czy/oraz z życia, jak i jako ubywanie miejsc, słów, (szczątków) wspomnień, a wreszcie wykreślanie, wycinanie, usuwanie tyleż „ja”, „ty”, ile… „ono”.

„Ono” zaś to i dosłownie, i metaforycznie rozumiane potencjalne dziecko, nienarodzone, wyproszone z przedstawienia ciała-przedsionka świata, niekiedy intruz, niekiedy jedyny sposób wyrazu. Inaczej mówiąc, między w(i)ers(z)ami Kim odnajdziemy frazy, które odczytywać można jako na przykład wspólny element, więź, połączenie ze światem polegające na przekazywaniu i/czy przywoływaniu (powoływaniu, wyzwalaniu) życia, lęk przed byciem matką, strach przed ciążą, poronienie albo przymusowa aborcja. Warto mieć na względzie, że dzieckiem „ja” lirycznego, identyfikowanego z poetką, twórczynią, dekonstruktorką, jest również… słowo, wiersz. Czytaj dalej

Umiłowanie ojczyzny. Kilka słów o „Niebie we śnie” i „Wojnie smoków” Sin Chaeho

Czy słyszysz już pieśń wzywającą do powstania, rebelii? Właśnie na scenę wszedł bard. Jego śpiew towarzyszyć będzie buntownikom. Stanie się iskrą, zarzewiem pożaru, źródłem blasku ognia wypalającego w ciemnościach znamiona. Shin Chae-ho, "Niebo we śnie"Czy jesteś gotów do walki o życie ojczyzny?

Sin Chaeho (jego nazwisko transliteruje się także jako Shin Chae-ho) urodził się w 1880 roku, zmarł w 1936 roku. Był koreańskim nacjonalistą i historykiem, twórcą koreańskiej nacjonalistycznej historiografii (민족 사학, minjok sahak), wywodzącej się z czasów, gdy Japonia na początku XX stulecia narzuciła protektorat Półwyspowi Koreańskiemu. Japońska władza usiłowała wówczas wynarodowić Koreańczyków, zasymilować ich, uczynić z nich obywateli Kraju Wschodzącego Słońca, wskazując im między innymi wspólne pochodzenie rasowe. Można zaryzykować twierdzenie, że w obronie tożsamości etnicznej i narodowej część koreańskich intelektualistów, działaczy, patriotów przyjęła wizję Sina, który głosił, iż koreański naród był zawsze wojowniczy, lecz w pewnym momencie zaniechał walk, co w dużej mierze przyczyniło się do japońskiej ekspansji na Półwyspie Koreańskim. Dlatego teraz trzeba ożywić tego ducha i wyzwolić koreańską rasę. Ideę minjok Sin zawarł w książce z 1908 roku 독사신론 (Doksa sillon).* Zręby tej myśli zaś odnajdziemy w literackim utworze „Niebo we śnie” opublikowanym w polskim tłumaczeniu przez wydawnictwo Yumeka wraz z drugim szkicem Sina – „Wojną  smoków”. To zaskakująca nowość, nieoczywista, trudna, skłaniająca do refleksji nad tożsamością etniczną i narodową, kwestią zrywów narodowowyzwoleńczych, obrony dziedzictwa i korzeni narodu. Czytaj dalej

(Z)rozumienie. Kilka słów o utworze „O mojej córce” Kim Hye-jin

Gdybyś był mną, gdybyś stał się „ja”, to być może twój sposób postrzegania świata nie byłby taki jak „teraz”, gdy jesteś „ty”, gdy oglądasz mnie z dystansu jak eksponat, obiekt i nadpisujesz moje gest, słowa, wybory. Kim HyeO mojej córce"Może odbieranie bodźców (z) rzeczywistości, poczucie przepływających przez ciało i ducha dźwięków, smaków, zapachów, muśnięć elementów świata, okazałoby się nowym doświadczeniem, przewartościowującym, zmieniającym, przemeblowującym. Może nie trzeba wcale zamieniać się miejscami, a wystarczy dokonać paralaksy, odchylenia w obliczaniu i odmierzaniu wielowymiarowej rzeczywistości, by dostrzec mnogość w jedności.

„Ludzie zaczynają mówić, jakby ktoś naciskał im jakieś przyciski. Tworzą historie, dodając treść do swoich własnych życzeń i wyobrażeń.” [s. 49]

Pracująca w domu opieki nad starszymi osobami ponad sześćdziesięcioletnia kobieta podczas jednej z rozmów z córką, wykładowczynią na uczelni, proponuje zamiast pożyczki wspólne zamieszkanie. Ale nie przewiduje jednego. Jedyne ukochane dziecko, w którym pokłada nadzieje i ma liczne oczekiwania, nadzieje, bo tyleż poświęciła mu całe swoje życie, ile uczyniła centrum, sensem swojego istnienia, wywróci jej świat, zniszczy piękną kryształową wizję przyszłości, spróbuje odwrócić, zdekonstruować skostniały społeczny porządek, zapraszając tym samym i obnażając jednocześnie obłudne uśmiechy sąsiadów i znajomych. Trzydziestoparolatka bowiem ma… partnerkę i wraz z nią zamieszkuje u matki.

Południowokoreańska pisarka Kim Hye-jin (ur. 1983) opublikowała w 2017 roku kameralną, bolesną (o)powieść „O mojej córce”. Wykorzystując elementy powieści rozrachunkowej, „intymistyki”, konfesji, dziennika i pamiętnika, kroniki, wywiadu, eseju, sięgając po paralelizmy, narrację pierwszoosobową z odpryskami strumienia świadomości, autorka śledzi krzywdzący, deprecjonujący jednostkowość i podmiotowość każdego człowieka wpływ wzorców kulturowo-społecznych, obyczajowości oficjalnej, przekazywanej od pokoleń, kształtującej w dużej mierze światopogląd kolejnych generacji. Czytaj dalej

Sen o przeszłości. Słów kilka o powieści „O zmierzchu” Hwang Sok-yonga

„Śnimy o wciąż niespełnionych pragnieniach, gdy ich prawdziwa natura, niby jawa, wyłania się na wierzch, by zaraz znów przemienić się w sen i rozpłynąć całkowicie.” [s. 100]

Niepostrzeżenie gubimy ślady przeszłości, bezwiednie rozsypujemy zapisy i zdjęcia miejsc, osób, emocji. Wyrywamy korzenie, odcinamy pędy, więzy(i), by móc biec szybciej. Tracimy ludzi, tłumimy wspomnienia, pijemy wodę z Lete. Ale gdy ktoś albo coś poruszy delikatną strunę w nas, wprawi w drganie, rezonans, to może odnajdziemy trop subtelnej nici łączącej nas ze światem, może odnajdziemy porzucone sny, marzenia, relacje, uczucia.

Park Min-u jest świetnie zarabiającym architektem. O zmierzchu"W zasadzie jako jedyny uciekł z Księżycowej Doliny, slumsów Seulu, i osiągnął sukces w życiu zawodowym. Ale po latach kontaktuje się z nim Cha Sun-a – jego pierwsza miłość, którą odrzucił, by poświęcić się nauce i karierze. Kobieta przywołuje w Parku zepchnięte, wymazywane wspomnienia. Podróż w głąb przeszłości przyniesie pytania o tożsamość, korzenie, osobistą, rodzinną i społeczną odpowiedzialność. Tymczasem zbliżająca się do trzydziestki Jeong U-hui nieustannie próbuje zrealizować swoje marzenia o tworzeniu sztuk teatralnych, a później wystawianiu ich, niestety kolejne przedsięwzięcia kończą się fiaskiem. Podejmuje się różnych prac, by zarobić na utrzymanie i gonić za mrzonkami, iluzjami. Poznaje Kim Min-u, który staje się dla niej kimś w rodzaju starszego brata. Ale to dopiero jego matka odmieni w jakiś sposób Jeong. W zaskakujący sposób paralelne historie architekta i scenarzystki-reżyserki (rzeczywistości) połączą się „cienką, niewidzialną nicią”.

W 2015 roku południowokoreański pisarz Hwang Sok-yong (ur. 1943), znany polskiemu czytelnikowi z opowiadań zaprezentowanych w tomie „Chwasty” oraz utworu „Znajomy świat”, opublikował powieść o znamiennym tytule „O zmierzchu”. Można zaryzykować twierdzenie, że nawiązującym między innymi do jednego z elementów koła (Uroborosa?), jednej z faz cyklu życia i śmierci, a dokładniej końca życia, zbliżającej się nocy istnienia, ale i nocy duszy, sytuacji granicznej, pomiędzy światłem a ciemnością, gdy dokonuje się rewizji, rekapitulacji dotychczasowych zdarzeń, wyborów. Następuje wówczas konfrontacja marzeń, idei, wartości z rzeczywistością, snu z jawą, przeszłości z teraźniejszością. To jakby moment do rachunku sumienia, konfesji, wyznań, okazania skruchy. I te elementy rozbłyskiwać będą między wierszami, słowami, gestami bohaterów utworu Hwanga, czyniąc z powieści podejmującej ważne społecznie problemy jednocześnie kameralną, intymną opowieść o minionej miłości, straconych złudzeniach, rozczarowaniach, płonnych nadziejach. Czytaj dalej

„(…) świat przewrócił się na nice.” Kilka słów o „Północ-Południe” Yi Ho-cheola (Li Hoczhola)

Niekiedy z mgły wyłaniają się twarze i imiona ludzi dawno niewidzianych. Przez chwilę zatrzymasz się i zastanowisz, co oni teraz robią, gdzie są, jakie sny śnią, dokąd zmierzają. A może nie ma ich już w tym wymiarze świata. Cienie z przeszłości ożyją na nowo, ale wyłącznie na moment, podczas krótkiego teatru wspominania. Yi Ho-cheol (Li Hoczhol), "Północ-Południe"Później wrócą do zaułków i zakamarków (nie)pamięci, zatoną w letejskiej wodzie.

Po blisko pięćdziesięciu latach pisarz sięga pamięcią do przełomu lat 40. i 50. XX wieku, gdy jako dziewiętnastoletni uczeń liceum został zmobilizowany do Armii Ludowej podczas wojny koreańskiej. Kreśli portrety rewolucjonistów i aktywistów z północnej części kraju, atmosferę nużących przemówień, nieufności i ostrożności w kontaktach międzyludzkich, niejasnych motywacji „ochotników” z Południa, by następnie zestawić to z powiewem mityzowanej południowej części kraju i wizerunkami „Południowców”, których spotkał, gdy został jeńcem wojennym.

Urodzony w 1932 roku, podczas japońskiej okupacji Korei, Yi Ho-cheol (Li Hoczhol) wychował się w zamożnej rodzinie w wiosce Wonsan (obecnie znajdującej się na terytorium Korei Północnej). Pokrótce przypomnę, że po kapitulacji Japonii od północy wkroczyła Armia Czerwona, a od południa – Stany Zjednoczone. Ustanowiono linię demarkacyjną wzdłuż 38 równoleżnika. W 1948 roku w amerykańskiej strefie wpływów powstała Republika Korei, a niedługo później Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna po stronie północnej, gdzie coraz więcej aktywistów chciało doprowadzić do zjednoczenia Korei. W 1950 roku Koreańczycy z Północy zbrojnie wjechali na Południe, niebawem zajęli Seul, ale sytuację zmieniła ingerencja wojsk ONZ. W początkowym okresie walk powoływano praktycznie wszystkich mężczyzn i młodzieńców mieszkających na północy Półwyspu Koreańskiego – także licealistów. Jednym z nich był Yi Ho-cheol. Własne doświadczenia w armii, a później ucieczkę na Południe opisywał od 1955 roku w kolejnych (nagradzanych) utworach. Zmarł w 2016 roku.

W języku polskim ukazał się w 1999 roku zbiór pięciu opowiadań-opowieści Yi, pod wspólnym tytułem „Północ-Południe”. Liczne usterki językowe, błędy, literówki, powtórzenia i polska transkrypcja (vide: Li Hoczhol; w dalszej części tekstu podaję zgodnie z tą transkrypcją nazwiska bohaterów) nie ułatwiają przedzierania się przez tekst pisarza – sam w sobie czy ze względu na tłumaczenie nierówny, momentami nużący, pełen wyimków, wyrw, luk, niedopowiedzeń, dryfowania po reminiscencjach, chaotycznego chwytania kolejnych rozbłyskających obrazów przeszłości. Czytaj dalej

Pęknięcia. Słów parę o pięciu dramatach Lee Kang-baeka

W lodowym królestwie, w z(a)mrożonej przestrzeni co jakiś czas pojawiają się drobne rysy, subtelne, ledwo dostrzegalne pęknięcia. Sączy się przez te mikrorany pragnienie ciepła i wyzwolenia, ucieczki ze skostniałego świata zaprogramowanych gestów i mechanicznie powtarzanych fraz. Dramaty"Ale nieustanne funkcjonowanie wedle ściśle wytyczonych zasad, z określonym systemem kar, jest najznakomitszym sabotażystą rejterady.

Południowokoreański dramatopisarz Lee Kang-baek (ur. 1947) debiutował w 1971 roku sztuką „Pięcioro”, którą w polskim tłumaczeniu zaprezentowała koreanistka Ewa Rynarzewska najpierw w czasopiśmie „Dialog”, a w 1998 roku w zbiorze zawierającym pięć dramatów Lee. To cenny na polskim rynku wydawniczym wybór utworów jednego z najważniejszych twórców z Korei Południowej, w młodości zafascynowanego między innymi dziełami Samuela Becketta i potrafiącego umiejętnie czerpać inspirację z nich, by kreować oryginalne literackie światy. Przełożone na język polski sztuki Lee można określić jako koreański wariant „teatru absurdu”. Autor dokonuje wiwisekcji, obnażenia psychiki jednostki spętanej, uwikłanej w społeczeństwo i dominującą narrację. Poprzez nonsensy, absurdy ujawnia opresyjność władzy i mechanizmy dopasowywania się do bieżącego kursu (nie)rzeczywistości, przystosowania się do nieustannie zmieniających się okoliczności, wyrzeczenia się siebie i swoich poglądów, odrzucenia czy ukrycia swojego „ja” za maską bez wyrazu, by przetrwać. Dramaty Lee Kang-baeka zachwycają. Czytaj dalej

Maskarada. Słów parę o wyborze utworów Choi In-ho „Maski”

Echa wymiarów rzeczywistości pokątnie zaczynają przejmować miejsce, nadpisywać istniejące. Powstają niepozornie jako odpryski (auto)kreacji, odrzucone skrawki, nieudane warianty, próby. Ale wbrew pozorom nie znikają, nie ulegają zatarciu, zmieleniu. Podstępnie imitują rzeczywistość. Choi In-ho, "Maski"Możesz zdejmować kolejne maski, zrzucać kostiumy, zdzierać palimpsesty i nie dotrzeć do „autentyku”. A co jeśli on nigdy nie istniał? Jeśli te wszystkie echa, wymiary, retusze, mistyfikacje tyleż pochłonęły „oryginał”, ile wyrosły z pustki, a to, co uważaliśmy za „pierwowzór”, nigdy nie istniało?

W 1999 roku ukazał się wybór sześciu opowieści południowokoreańskiego pisarza Choi In-ho (1945-2013) pod intrygującym tytułem „Maski”. Selekcji i tłumaczeń dokonała koreanistka Halina Ogarek-Czoj, przygotowała także jeszcze kilka informacji o autorze, wskazując między innymi na jego popularność w Korei Południowej zwłaszcza w latach 70. XX wieku. Sześć dzieł Choia to wgląd do jego literackich światów wypełnionych nieustanną maskaradą, grą, eksperymentowanie, (auto)kreowaniem, wytwarzaniem iluzji „ja”, złudnego wizerunku, który zwykle ma na celu zwabić kogoś i wykorzystać okazję do nasycenia się. To proza penetrująca mroczne korytarze ludzkiej psychiki i cielesności, eksplorująca atawistyczne odruchy, instynkt przetrwania. Niepokojąca, niekiedy lepka, brudna, odrażająca i przerażająca. Zdziera Choi maski bez wyrazu, sztuczne uśmiechy, teatralne łzy, puste spojrzenia. Zagląda pod powierzchnię, odwraca na nice, przenika do wnętrza, by odnaleźć metki (symboliczną tożsamość) wszyte w ludzi-kukiełki, obnażyć sznurki pętające kończyny ludzi-marionetek odgrywających role w wielkim przedstawieniu świata. Jego narracje przyciągają i odpychają jednocześnie, są przedzieraniem się przez kaleczące gałęzie w gęstym, ciemnym lesie-labiryncie, gdzie światło słoneczne nie dociera, a lęki i demony czyhają na błądzących. Czytaj dalej

„Drzewa wiedzą najlepiej, jak wieje wiatr”. Słów parę o „Tętniącym życiu” Kim Ae-ran

„Mamy do wyboru tyle rozmaitych słów i możemy nimi powiedzieć tak wiele rzeczy, czasem jednak to za mało i wtedy śpiewamy albo słuchamy muzyki.” [s. 209]

Szesnastoletni Han Areum zmaga się z progerią, czyli bardzo rzadko występującym genetycznie uwarunkowanym przyspieszonym procesem starzenia. Kim Ae-ran, "Tętniące życie"Fizycznie ma jakieś osiemdziesiąt lat, jego ciało i organizm są wycieńczone. Rodzice Areuma, Choi Mira i Han Daesu, mieli po szesnaście lat, gdy oczekiwali jego narodzin. Pełni lęku, niepewności przyjęli dziecko z radością. Areum chciałby im coś ofiarować za lata miłości i poświęcenia – tekst, a w zasadzie krótki liryczny szkic o ich tętniącym szesnastoletnim życiu, gdy pierwszy raz się spotkali.

Południowokoreańska pisarka Kim Ae-ran (ur. 1980) opublikowała w 2011 roku przejmującą powieść „Tętniące życie”, która szybko stała się bestsellerem i doczekała się ekranizacji. Autorka oddaje glos szesnastolatkowi – on jest naszym przewodnikiem, on relacjonuje i opisuje swój ból, poczucie samotności, pragnienie życia. Początkowo rozdziały dotyczące młodości Miry i Daesu przeplatają się z częściami poświęconymi teraźniejszym zmaganiom Areuma. Poznajemy nastoletnich przyszłych rodziców, reakcję ich rodzin, a także pytania, które sobie stawiali, na przykład czy dokonać aborcji, lęki i obawy związane z narodzeniem dziecka. Ale, jak sam zaznaczy narrator, pisanie wiąże się czasem z pewnymi retuszami, (de)montażem, koloryzowaniem, przesuwaniem akcentów, słownymi roszadami, żonglerką, zaciemnianiem i rozjaśnianiem wybranych elementów, przemilczeniami. Jest on świadomym twórcą, czego źródeł szukać można zarówno w artystycznych fascynacjach, podróżach po licznych literackich światach, jak i w dziecięcej ciekawości, nieustannych pytaniach wynikających z eksplorowania przestrzeni, napotykania i obiektów fizycznych, i fenomenów, i słów, dźwięków. A słowa Areum smakuje, ale też testuje, eksperymentuje z nimi, wchodzi w ich pola semantyczne i dokonuje eksploracji, badań. Czytaj dalej