„Płomień przeznaczenia, tak?”* Na marginesach „Światła i mroku” Natsumego Sōsekiego

Tyle teatralnych gestów, nieodgadnionych spojrzeń, uśmiechów i mylących drogę słów. Ukrywanie autentycznych intencji i prawdziwego pragnienia prowadzi do powolnego rozpadu wewnętrznego. Wystarczy jedna myśl, cień podejrzenia, drobna wątpliwość w szczerość uczuć i miłosnych deklaracji, wystarczy nikły ślad kolejnej osoby wkradającej się do idealnego świata dwojga, by złamać zaufanie i rozbić miłość. Posiadanie na wyłączność twojej uwagi, spojrzenia i obecności jest marzeniem, iluzją, snem, który tylekroć sam niszczysz, ilekroć odchodzisz, wymykasz się prawdzie, mnożysz tropy i potencjalne rozwiązania zagadki, gonisz cień z przeszłości, wyobrażenie ze snu. Natsume Sōseki, "Światło i mrok"Ale miej świadomość, że pewnego dnia albo nocy druga strona zechce zaryzykować, odkryć karty, odcyfrować złudne słowa, dotrzeć do głębi, by uratować albo zagrzebać uczucie. Tym gorzej, jeśli w cieniu, za twoimi plecami ukrywa się manipulant, osoba bawiąca się kochankami, dla czystej rozrywki wprowadzająca zamieszanie i rozłam. Wtedy nie zostanie ci wybaczone.

Według rodziny i krewnych Onobu jest kochana przez męża, Tsudę Yoshio. Mężczyzna uwielbia ją nad życie, spełnia jej każde pragnienie, pozwala się owinąć wokół jej palca – tak uważają postronni obserwatorzy życia dwojga młodych małżonków. Zazdrośnie spoglądają na piękny i drogi pierścionek Onobu jako symbol bezgranicznej miłości i oddania męża. Zupełnie jakby nietrwały przedmiot miał świadczyć o prawdziwości i sile uczuć, być świadectwem i wyznaniem. Zważywszy, że Yoshio samodzielnie nie utrzymuje swojego domu, lecz  przy pomocy pożyczek od ojca, wynegocjowanych przez męża siostry Yoshio – Ohide, w dodatku rodzina i znajomi uważają, że Onobu preferuje wygodne, luksusowe życie, zresztą jej małżonek również, więc oboje zdają się według wszystkich marnotrawić fundusze na zbytki. Pod pozorami lekkiego życia, w którym zachcianki i kaprysy są spełniane, skrywana jest przez Onobu i Yoshio niema gra w małżeństwo. Czytaj dalej

Sekundy, minuty. Na marginesie „Kota, który spadł z nieba” Hiraidego Takashiego kilka ulotnych wrażeń

Jesteś cudem. Kruchym, niewinnym, pełnym lęku, ale jednocześnie bogatym w wewnętrzną radość i urok, nieskażonym przez rzeczywistość egoistycznych ludzi. Wystarczy twoja obecność, nie potrzeba nam wielkich ani małych słów. Jeden drobny gest, subtelne dotknięcie i spojrzenie są wystarczające, by poczuć, że jesteś naprawdę, autentycznie, w pełni, a nie tylko zastępczo i iluzorycznie. Hiraide Takashi, "Kot, który spadł z nieba"Bo nie jesteś wyobrażeniem, nie jesteś pięknym snem, którego odejście będzie zwiastowało koniec marzenia i początek prawdziwego świata. Nie jesteś?

Koniec lat 80. XX wieku, Tokio. Zbliżają się wielkie zmiany, niedługo skończy się okres Shōwa (1926-1989), podczas którego dokonał się szereg zmian na wzór Zachodni w Japonii. Względny spokój pozornie gwarantowany przez szybki wzrost ekonomiczny zapowiada mimowolnie, podskórnie zmierzch starej epoki. On-narrator, bezimienny, pracuje jako redaktor w wydawnictwie, ona – jego żona – jest korektorką. Oboje mają około trzydziestu siedmiu lat, są bez majątku, nie mają dzieci, ale wciąż szukają miejsce dla siebie – spokojnego, cichego, chociaż rozbrzmiewającego wewnętrzną radością, promiennością i świeżością. Wprowadzają się do wynajmowanego jako mieszkanie domku gościnnego na pięknej posiadłości z domem w japońskim stylu i zachwycającym ogrodem. W związku z chorobą on musi zrezygnować z pracy stałej na rzecz zleceń, które może wykonywać w domu. Czytaj dalej

„Nie ma piękna bez cienia.”* Na marginesach „Pochwały cienia” Tanizakiego Jun’ichirō

Zachwycające i przerażające jednocześnie jest piękno ukryte w mroku. A mrok tyleż skrywa piękno, ile je ewokuje, na swój sposób konstytuuje, niczym demiurg powołuje do chwilowego zaistnienia w teatrze światła i cienia kruche piękno. Efemeryczne wrażenie zmysłowe dostępne jest dla otwartych poszukiwaczy, eksploratorów przestrzeni subtelnie i powoli zagłębiających kolejne odcienie i odblasTanizaki Jun’ichirō, "Pochwała cienia"ki wielowymiarowej rzeczywistości.

Każdy gest, rekwizyt starannie został przygotowany, by przedstawienie mogło przynieść widzowi (nie)oczekiwaną rozkosz, estetyczne spełnienie będące wynikiem napięcia między światłem a cieniem. Ale nie Platońskim odbiciem idei, nie teatrzykiem palców i dłoni, dziecięcymi kuglarstwami i sztuczkami, lecz wymiarem pozornie pokątnym, pełnoprawnym odgałęzieniem rzeczywistości, dostrzegalnym dla wrażliwych na załamania gładkiej tafli, nieoszlifowania diamentów, patynę czasu – swoistą księgę, w której przeszłość rozrzuca swoje tropy.

Obcowanie z wysublimowaną sztuką aranżacji przestrzeni na wzór oryginalnej gry światło-cienia, uczestniczenie w wyrafinowanym spektaklu zmysłów łączą się z jedną z japońskich kategorii estetycznych – ukrytego piękna, tajemnej głębi, ukrytej esencji, czyli yūgen. Czytaj dalej

Niekończący się sen – część 1. Kilka słów na marginesach książki „Wizerunek mężczyzny w visual kei” Klaudii Adamowicz

Visual kei to fascynacja, zachwyt i lęk. Jak sen – ambiwalentny, wieloznaczny, zmienny, niedopowiedziany. Czasami słodki, kolorowy i czarujący, przeważnie jednak przerażający i okrutny, zimny i monochromatyczny.Klaudia Adamowicz, "Wizerunek mężczyzny w visual kei" To przestrzeń, w której krew powoli spływa po ostrzu noża, okaleczona dusza szuka nowego ciała, w którym mogłaby zamieszkać chociaż na chwilę. Ciało trawią robaki. Płatki wiśni niesione są przez wiatr. Przebłyski promieni słonecznych docierające do najbardziej opuszczonych i zniszczonych nie-miejsc, przestrzeni, gdzie kwitnie śmiertelny kwiat, nie pozwalają zapomnieć o nadziei. Nadziei, że kiedyś… Piękny uśmiech, ślad Twojej dłoni to znaki kruchości, ulotności świata, nieustannego końca i początku. Nie można ich ochronić przed zniknięciem inaczej niż tylko w innym wymiarze rzeczywistości – onirycznym królestwie wyobrażeń. Bo visual kei to jeden z korytarzy w moim ogrodzie. Iluzja pozwalająca skrystalizować się marginalizowanym emocjom i niewypowiedzianym pragnieniom. Czytaj dalej

(Nie)zrozumienie. Na marginesach opowiadań Yiyun Li z tomu „Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna”

„Czy to nie szczęście, że kiedy mamy już dość ludzi, możemy jeszcze popatrzeć na drzewa?”

[„Dobroć”, s. 25]

Nie każdy wie, jak bolesna jest samotność. Yiyun Li, "Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna"Niemożność wymiany zaledwie kilku słów i paru ważnych myśli, brak sposobności doświadczenia prawie idealnego zrozumienia (w którym wystarczy wyłącznie znaczące spojrzenie czy choćby jeden gest) prowadzą do pustki, rozpadu świat(ł)a. Nawet cisza brzmi inaczej. Pozornie piękne uśmiechy, nic nie znaczące słowa, kurtuazyjne, zdawkowe rozmowy nie zastąpią autentycznego porozumienia, ale to dostrzega się z całą świadomością dopiero po wielu latach dryfowania po przestrzeni, balansowania pomiędzy, gdy relacje z innymi ludźmi okazują się albo fałszem, albo nie dość dobrymi substytutami, bardziej męczącymi niż przynoszącymi zapomnienie czy ucieczkę. I już zdajesz sobie sprawę, że nie ma najmniejszego sensu tłumaczenia czegokolwiek, wyjaśniania swoich motywacji, wyprowadzania z błędu, bo tak naprawdę wyłącznie jedna osoba (z)rozumiała – ta najbliższa, jedyna, dopełniająca. Czytaj dalej

Niepokój. Na marginesach opowiadań z tomu „Mama umiera w sobotę” Rafała Niemczyka

Z podziękowaniami dla Rafała Niemczyka – za „piękny smutek” i wymianę myśli

Nie, zdecydowanie nie istnieje wyłącznie jedna rzeczywistość, w której krew wypływająca ze skaleczonego ciała jest czerwona. Pozostałe wymiary świata, odkrywane zachłannie w dzieciństwie, zostają zamknięte w ciasnych ramach codzienności dorosłości, porzucone i wepchnięte do szafy, wychodzą nocą, by podczas snu przypomnieć o niespełnionym marzeniu swobody, o tęsknocie do wielkich przestrzeni. Rafał Niemczyk, "Mama umiera w sobotę"Każdego poranka umiera część nienasyconego pragnienia, ulega zatraceniu świeżość uczuć, myśli i słów. W mroku, w ciemnym wnętrzu człowieka, w ciszy i samotności słychać echo przeszłych snów o potędze (i) wolności. Czy słyszysz czasami szepty autentycznego życia, które chce się wyzwolić z tego wymiaru rzeczywistości?

Siedem opowiadań (a siedem, przypomnę, symbolizuje między innymi przestrzeń, kosmos, stworzenie) Rafała Niemczyka – debiutującego pisarza, dziennikarza, copywritera, recenzenta (też blogera), uczestnika maratonów – to inspirująca podróż w głąb ludzkiej psychiki. Autowiwisekcja, której mimowolnie dokonują niektórzy bohaterowie opowieści Niemczyka, eksploracja ciemnych korytarzy labiryntu niespełnionych pragnień, niewypowiedzianych życzeń, pokątnych myśli, prowadzą do obłędu bądź zbrodni. Opowieści pełne niejasności, niedopowiedzeń to fragmenty tajemnic skrywanych przez bohaterów, którzy są obserwowani „tu i teraz” przez niedyskretnego podglądacza. Ale sekrety nie zostaną wyjawione w całości, pozostanie miejsce dla czytelnika. Czytaj dalej

Dziecięcy zachwyt. Słów kilka między plamami „Hirameki” Penga i Hu

Dzieci widzą więcej. Chyba że za szybko zatracą zmysł dostrzegania piękna, niezwykłości i uroku w różnych elementach przestrzeni. Uśmiech na ich buzi wywoła między innymi wyłaniający się kształt z chmury, kałuży, kleksa czy plamy. Wszystko to, co otacza, jest zjawiskowe, bo niepowtarzalne, świeże, nowe. Peng + Hu, "Hirameki"Delikatne, subtelne i efemeryczne. Jak przelotny deszcz albo promienie słoneczne. Dla nielicznych dorosłych będzie później inspirujące. Będzie – jeśli tylko zechcesz. Jeśli nie zgubisz swojej wrażliwości i otwartości, to w twoich oczach odbije się niezwykłość świata – nieskończoność możliwości. Spróbujesz?

閃き (hirameki) można przetłumaczyć jako olśnienie, błysk (inspiracji), chociaż nie do końca, co jasne, oddaje to znaczenie japońskiego słowa. Można jednak zaryzykować twierdzenie, że hirameki jest swego rodzaju drogą do odkrywania i/bądź nadawania znaczeń, przygotowującą do samopoznania. Bo hirameki to nie tylko do-powiadanie, nad-pisywanie i do-pisywanie, za-rysowywanie, roz-rysowywanie, do-rysowywanie, prze-rysowywanie, ale przede wszystkim odnajdywanie elementów świata w plamie, kleksie. Czytaj dalej