„Nic nie dzieje się przez przypadek”. Kilka słów o „Prywatnym życiu roślin” Lee Seung-u

Nie możesz nigdzie uciec. Zawsze wykryją twoją obecność. Przejrzą na wskroś twoje ciało, by wyrwać duszę. Ale jest taki wymiar przestrzeni, w której odnajdziesz schronienie, druga strona rzeczywistości, nieco oniryczna kraina – świat roślin powoli rozwijający korzenie, które pod ziemią łączą się, tworząc nierozerwalną całość, pokątne, prywatne życie. Przemieniony w drzewo bezpiecznie będziesz obserwować przemijający czas w oczekiwaniu na spotkanie z kimś ci najbliższym, ukochanym. Kiedyś wasze dłonie znów się połączą. Tym razem nic was nie rozdzieli.

Po kolejnej włóczędze Gi-hyeon wrócił do domu rodzinnego i dowiedział się, że jego starszy brat U-hyeon w wojsku stracił dwie nogi i co jakiś czas dręczą go napady furii połączone z seksualnym napięciem, które musi rozładować. Matka zabiera go więc regularnie do prostytutek. I być może Gi-hyeon nawet by tego nie zauważył – ich rodzina od zawsze żyła obok siebie, ojciec w milczeniu zajmował się ogrodem, matka skupiała uwagę na pierworodnym i swoim biznesie – gdyby nie niezwykłe zlecenie, które otrzymał. Czytaj dalej

Wiśniowi strażnicy. Kilka słów o „Angliku, który ocalił japońskie wiśnie” Naoko Abe

Opadające co roku efemeryczne, subtelne płatki wiśni w czasach samurajów były symbolem nowego życia, odradzania się. Podczas restauracji Meiji, od lat 70. XIX wieku, ich znaczenie zostało przez ówczesnych przywódców po cichu przesunięte w kierunku śmierci. Delikatność, ulotność kwitnących drzew wiśniowych stała się metaforą poświęcenia życia w imię cesarza.

Zaskakujące w pierwszym momencie okazuje się, że drzewa wiśniowe – jeden z „towarów eksportowych”, znaków rozpoznawczych Kraju Wschodzącego Słońca – ich różnorodne odmiany, bujnie rozwijające się zarówno w dzikich terenach górskich, jak i we wspaniałych ogrodach w rezydencjach daimyō, panów feudalnych podległych siogunowi, po schyłku siogunatu i przejęciu władzy przez cesarza w 1868 roku, wprowadzającego wraz z ówczesnym rządem szybką modernizację na wzór zachodnich państw, tak po prostu wyginęły. Dominowała jedna, niejasnego pochodzenia, łatwa do hodowania, tania i dość szybko przekwitająca Somei-yoshino. Sadzona dla uczczenia ważnych wydarzeń, a jednocześnie uosabiająca ówczesne ideały łatwego do sterowania i manipulowania ujednolicenia, unifikacji, wypleniania różnorodności, która zagrażałaby władzy. Była zapowiedzią japońskiej ekspansji. W tamtym czasie zniknęły choćby takie odmiany jak Taihaku i Daikoku. Obie ze swego ogrodu w hrabstwie Kent angielski podróżnik, botanik, ornitolog, darwinista Collingwood Ingram po wielu nieudanych próbach reintrodukował – dzięki pomocy nielicznych japońskich „strażników wiśni” przesłane przez niego zrazy do szczepienia umożliwiły odrodzenie się tych i innych odmian w Japonii. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie Ingram i jego śmiałe, energiczne działania, Japończycy podziwialiby prawie wyłącznie Somei-yoshino. Czytaj dalej

„Na dnie snu szumiał deszcz.”* Tylko słowo-szkic o „Deszczu” Ng Kim Chewa

Niebo się zachmurzyło i zaczyna padać deszcz. Miesza się ze łzami, dlatego nie widać, gdy ktoś płacze. Obraz świata ulega zakrzywieniu. Zamglone elementy stają się nieostre, na swój sposób delikatne, subtelnie, ale i pozbawione szczegółów, jak w świecie krótkowidza. Ale wtedy wyobraźnia podpowiada zgubione-zakryte detale, rysuje linie graniczne, szkicuje obiekty, otwiera morze możliwości. Gdy przestanie padać, przetrę oczy, włożę okulary, świat pokaże inną twarz. Dziś jestem deszczem.

„Deszcz” Ng Kim Chewa jest poetycko-onirycznym traktatem, asocjacyjnym ciągiem obrazów zamazanych kroplami deszczu czy też przekształconych przez wodę, anamorficznych. To laboratorium pisarza pracującego nad opowieścią, „Muzeum Opowieści”, dokonującego nieustannych przesunięć, modyfikacji, montaży, (wy)cięć, lingwistycznej gry. Wydaje się, że autor buduje „Deszcz” z szesnastu autonomicznych utworów, w tym jednego wiersza-pieśni, bo w zasadzie jeśli się uprzeć, każdy szkic jest w stanie funkcjonować pojedynczo, w odizolowaniu, ale poszczególne „segmenty”, elementy układanki, są jak koraliki nanizane na nić czy jak nuty. Dopiero w całości otwierają niezwykłą wędrówkę przez czas i przestrzeń, a towarzyszącą melodię wygrywa deszcz.

Przywodzący na myśl powieść szkatułkową „Deszcz” jest wyławianiem historii pewnej rodziny z mroku niepamięci, z niejasności, sekretnych przekazów. Czytaj dalej

„Zazielenią się drzewa na rzeki brzegu / a ja wciąż myśleć będę o tobie.”* Słówko o „Opowieści o Czhun-hiang, najwierniejszej z wiernych”

Tego roku wiosna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zachwyca swoimi barwami, słonecznymi promieniami, delikatnym wiatrem, kroplami deszczu, szumem liści. Bo jest piękniejsza za sprawą twojego uśmiechu. Kiedy zgubiłam drogę, to właśnie ty zjawiłeś się, by oświetlić świat.

„Opowieść o Czhun-hiang” jest koreańskim utworem, który wywodzi się z tradycji mówionej, legend i podań ludowych. Wielokrotnie przerabiany, modyfikowany, poprawiany, ukształtował swoją formę na przełomie XVIII i XIX wieku. Szesnastoletni Li Mong-riong, syn wyższego urzędnika na dworze królewskim, przyjeżdża wraz z rodziną na prowincję, gdzie jego ojciec zostaje zarządcą (panem życia i śmierci mieszkańców). Oczytany w klasycznych chińskich dziełach filozoficznych i literackich młodzieniec pełen różnych talentów układa także zachwycające pieśni. Pewnego wiosennego dnia szuka wspaniałych krajobrazów, by móc stworzyć nowy wiersz. I dostrzega piękną córkę kiseng** o eterycznym imieniu Czhun-hiang („Zapach wiosny”). Czytaj dalej

„Noc śpiewa ciszą.”* Parę słów o „Poparzonym dziecku” Stiga Dagermana

„Najlepsze są pierwsze dni, dni, zanim się poznają. Kiedy poznają się lepiej, sytuacja jest trudniejsza, bo trudniej jest kochać tego, kogo dobrze się zna. Zakochać się to być ciekawym. Jedynie to jest piękne, na co nie możemy się napatrzeć. Może jedynie nowe jest piękne. W każdym razie jedynie nowe możemy kochać. By móc kochać kogoś, kogo już dobrze poznaliśmy, musimy najpierw o nim zapomnieć, nie całkiem, ale dość dużo. (…) Żeby móc kogoś długo kochać, trzeba kłamać, dość dużo przed sobą samym, najbardziej przed ukochanym.”**

Alma, matka dwudziestoletniego Bengta, umiera nagle. Ale jej mąż Knut zdradzał żonę wielokrotnie i tego syn nie może mu wybaczyć. Chce dokonać „zemsty w imię czystości”, wendeta ma być zadośćuczynieniem, swoistym poświadczeniem synowskiej miłości dla rodzicielki. Trudno jednak sztywno realizować plan, gdy w przedstawieniu pojawia się ponętna kobieta, swoista kusicielka.

Norweski pisarz Stig Dagerman (1923-1954) swoją drugą książką „Wyspą skazańców” z 1945 roku oczarował czytelników i krytyków, później przyszedł czas na równie ceniony reportaż „Niemiecka jesień” z 1947 roku. Ale napisany w niespełna sześć tygodni utwór „Poparzone dziecko” z 1948 roku podzielił krytyków – jedni byli zachwyceni, inni zarzucali nadmiar psychoanalizy, dostrzegali kompleks Edypa. Jeśli uciec od tych uwag i wejść w literacki świat Szweda, to powieść „Poparzone dziecko” przyciąga i nie pozwala odejść. Jest tajemniczym, rozkwitającym ogrodem znaków, opalizuje znaczeniami. Wypełniona jest tropami, symbolami, złożonością aspektów rzeczywistości (zwłaszcza miejsc, elementów w tych miejscach, kolorach), grą światłocieni, napięciem między intelektualnym a emocjonalnym odbieraniem bodźców świata, cielesnością, zmysłowymi doznaniami, doświadczaniem skrajnie odmiennych stanów, przemierzaniem labiryntu własnych pragnień i autentycznych uczuć, otwiera odurzającą, prowadzącą do zawrotu głowy mnogość dróg interpretacyjnych. Zachwycająca, niejednoznaczna proza, która stawia wiele pytań, naświetla z różnych perspektyw gest, słowo, milczenie. Dlatego też tylko lekko zarysuję kilka spraw. Czytaj dalej

Psychodeliczny teatr. Słów parę na marginesach opowiadań z antologii „Samotna kulturystka” Yukiko Motoyi

Przemierzając zimne korytarze przestrzeni, wędrując uliczkami i zaułkami, w drobnych elementach dostrzegam albo twoją twarz, albo kształt twojej sylwetki, słyszę twój głos. Pragnę, byś mnie zauważył. Dopóki to się nie stanie, nie zatrzymam się, wciąż niespokojnie, tłumiąc w sobie żal, będę chodziła po miejscach i nie-miejscach.

Yukiko Motoya urodziła się w 1979 roku, jest japońską reżyserką, dramatopisarką i pisarką. Dziesięć krótkich utwór literackich wydanych w polskim przekładzie pod tytułem zaczerpniętym z jednej z opowieści zachwyca. To olśnienia, rozbłyski, elektryzujące, niesamowite, magiczne szkice z emocjonalno-psychicznych (odmiennych) stanów świadomości i nieświadomości, podstępnej gry myśli, pokątnych pragnień, których nieokiełznane rozwinięcia, rozgałęzienia prowadzą do obnażenia obcości i samotności w codzienności. Polskie wydanie zostało starannie przygotowane – czytelnika w świat Motoyi wprowadza bardzo dobry wstęp uzupełniony bibliografią. Czytaj dalej

„Świat za drzwiami”. Parę słów o „Matczynej drodze” Pak Wanso

Oczekiwania, pragnienia, sny o lepszym życiu. Rodzice czasem za wszelką cenę chcą wprowadzić swoje dziecko do świata „za drzwiami”, dostatniejszego, elitarnego. W drodze pełnej powstrzymywanych łez, nieokazywanego bólu, wyrzeczeń i poświęceń można zgubić to, co najważniejsze. A przecież to, że jesteśmy tu razem – czy słońce, czy deszcz, czy wiatr – znaczy najwięcej. Niech ta chwila trwa wiecznie.

Narratorka, ponad czterdziestoletnia kobieta, wraca myślami do czasów, gdy miała osiem lat i jej mama przyjechała z Seulu do rodzinnej wsi, by zabrać ją do miasta. Wychowywana była przez dziadków, gdyż matka wcześniej przeniosła się do metropolii z synem. Pragnęła wykształcić pierworodnego, umożliwić mu zrobienie kariery i tym samym podnieść status życia rodziny. Ale rodzicielka nie zapomniała o swojej córce i w stosownym momencie po nią wróciła, by „przesadzić” dziewczynkę z wiejskiej społeczności i uczynić z niej „kobietę nowoczesną”, wykształconą i elegancką. O niełatwej drodze, życiu w seulskich slumsach i pierwszych wspomnieniach z miejskiej przestrzeni pisze koreańska pisarka Pak Wanso w utworze „Matczyna droga”. Czytaj dalej

„Rzeczy dziwne”. Tylko słówko o „Opowiastkach z zaświatów”

„Na tym świecie dana jest nam tylko chwila, która jest niczym pył na wietrze.”*

Z sześciu klasycznych chińskich zbiorów powiastek „o rzeczach dziwnych” sinolog i tłumaczka Ewa Paśnik-Tułowiecka wybrała reprezentatywne dla czasów, w których powstawały, utwory dotyczące kwestii zaświatów w wyobrażeniu Chińczyków. Wydane w 2018 roku w wersji dwujęzycznej chińsko-polskiej „Opowiastki z zaświatów” opatrzone zostały komentarzem oraz bibliografią i wskazówkami lektur dla zainteresowanych pogłębianiem tematu.

Polska sinolog na początku wyjaśnia termin zhiguai xiaoshuo (志怪小說) rozwinięty w okresie Sześciu Dynastii (lata 220-589) i używany w odniesieniu do ówczesnych utworów o zaświatach, a tłumaczony jako powiastki czy opowiastki o „rzeczach dziwnych”. Zaznacza, że pierwsza księga („Księga gór i mórz”), z której zaczerpnęła szkice do tej małej antologii, powstała znacznie wcześniej, gdy zhiguai xiaoshuo (zgxs) jeszcze nie istniało. Niemniej jednak już w niej pojawiają się interesujące wizje (nie-)miejsc przebywania duchów, w zasadzie mitycznej przestrzeni, i dlatego one inaugurują zbiór, stanowiąc swego rodzaju wprowadzenie do opisów niezwykłych wymiarów przestrzeni. W zestawieniu opowiastek będą tylko nieliczne wstawki dotyczące nieba, gdyż tłumaczka skupia się na obrazach czyśćca i piekła. Ewa Paśnik-Tułowiecka pokrótce omawia każdą z ksiąg oraz prezentuje jej kompilatora, a w dalszej części publikacji zamieszcza wybrane (o)powiastki. Czytaj dalej

Utopia. Słów parę o „Czarnym kwiecie” Kim Young-ha

Marzenia, te płoche dzieci snu, oddalające się z nastaniem świtu, nie pozwalają się poddać, zatrzymać w biegu. Któregoś dnia, tak, któregoś dnia uda się je chwycić w ręce i nie wypuścić. Któregoś dnia spełnią się nasze sny.

Po wojnie japońsko-rosyjskiej, gdy nad Koreą ustanowiono japoński protektorat w 1905 roku, w prasie ukazało się ogłoszenie Spółki Kolonizacji Kontynentalnej z propozycją wyjazdu do pracy w Meksyku. Odległa kraina dla wielu jawiła się jako raj, Ziemia Obiecana, do której uciekną z kraju zmierzającego do nieuchronnego upadku i wynarodowienia. Na statku Ilford odpływającego z portu Jemulpo znalazły się 1033 osoby, niemalże cały przekrój społeczeństwa koreańskiego: podupadła arystokracja, członkowie rodu cesarskiego (Yi Jongdo, jego żona Yun, córka Yeonsu, syn Jinu), żołnierze (na przykład Jo Jangyun), sieroty, włóczędzy (Kim Ijeong), księża katoliccy (Paul Bak Gwangsu), szamani, handlarze, robotnicy, złodzieje (Choe Seongil), pałacowe eunuchy (Kim Okseon) czy tłumacze (Gwon Yougjun). Większość wypłynęła w poszukiwaniu lepszego świata dla siebie, miejsca do życia. Niektórzy dokonali rejterady przed duchami przeszłości (Bak Gwangsu), inni podążyli za tłumem i bez bliżej sprecyzowanego celu dostali się na pokład (Choe Seongil).

Ale przyzwyczajonych do gór Koreańczyków Meksyk przywitał pustką, bezmiarem, ciężką, krwawą pracą przy ścinaniu agawy, brutalnym traktowaniem i biczowaniem przez właścicieli hacjend, którzy do tej pory wykorzystywali przede wszystkim Majów. „Słodkie sny o krainie zwanej Meksykiem” w konfrontacji z rzeczywistością przyniosły ból, łzy, rozczarowanie. Czytaj dalej

„Artyści śmierci”. Kilka słów o powieści „Wyrok śmierci na życzenie” Masahiko Shimady

Twoja obecność, uśmiech i łzy, spojrzenie, milczenie i słowa – wszystko jest drogocennym skarbem. Podtrzymujesz ten świat, czynisz go pięknym i zdatnym do życia. Gdy znikniesz z tego wymiaru przestrzeni, będę cię szukać w snach, w onirycznym królestwie. Tam się spotkamy i uśmiechniemy do siebie.

Trzydziestopięcioletni Yoshio Kita postanawia, że za tydzień umrze. Wykona na sobie wyrok śmierci. Jeszcze nie wie, jaką metodę wybierze ostatecznie. Ale na swojej drodze spotka przebiegłego filmowca i hochsztaplera Heitę Yashiro, za sprawą którego kolejne dni będą obfitować w zdumiewające, momentami przerażające wydarzenia, związane między innymi z porwaniem, ucieczką i pościgiem czy handlem narządami.

Japoński pisarz Masahiko Shimada (ur. 1961) w powieści z 1999 roku „Wyrok śmierci na życzenie” podejmuje temat samobójstwa, ale nie w obronie honoru, nie z pragnienia poświęcenia dla ojczyzny, nie ze względu na presję i oczekiwania innych, tylko wynikającego z wolności, wolnej woli, świadomej chęci zabicia siebie. Główny bohater Yoshio Kita praktycznie nie utrzymuje kontaktu z matką, która po śmierci męża cierpi na demencję i pielęgnuje obecność małżonka-zjawy w swoim mikroświecie. Nie ma żony ani dziewczyny – jego dawna miłość Mizuho Nishi porzuciła go dla majętniejszego mężczyzny parę lat temu. Nie znajduje sensu, by dalej przebywać na świecie, to dla niego nieustane męczenie się, bo według niego „życie wymaga zbyt wiele zachodu” [s. 10], dlatego też podejmuje decyzję o samobójstwie. Czytaj dalej