Autoanaliza uczuć. Na marginesach „Wyznania maski” Yukio Mishimy zaledwie parę słów

Tylko ty wiesz, co ukrywasz za tym pięknym uśmiechem. Jaki chowasz w sobie mrok, jak długie i kręte korytarze prowadzące do środa fantazji, iluzji, onirycznej krainy niespostrzeżenie stającej się rzeczywistością. Demony zamknięte wewnątrz ciebie, ukryte za maską, próbują się wymknąć, znaleźć drogę, tyleż rejteradę, ile możliwość zainicjowania frywolnego marszu, by przerwać udawanie i pozwolić na rozkoszowanie się każdą chwilą namiętności. Przeszywające, elektryzujące uczucie obezwładnia – trudno je zamaskować.

Japończyk Yukio Mishima w 1949 roku, jako dwudziestoczteroletni pisarz, opublikował powieść o znamiennym tytule – „Wyznanie maski”. Książka długo czekała na polskie tłumaczenie i dopiero po 60 latach od powstania wreszcie polski czytelnik może ją poznać. A utwór to arcyciekawy. Jednych oburzy i zniesmaczy, inni pozwolą poprowadzić się czy też porwać w głąb perwersyjności skrywanej przed społecznością, i może znajdą jak ja w narracji Mishimy trochę z atmosfery „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Czytaj dalej

Mieszanka kryminalno-erotyczna, część 2. Kilka słów o książce „Zamknięci” Wojciecha Kulawskiego

Chorobliwa fascynacja agonią i śmiercią może doprowadzić do zbrodni w imię poszukiwania złudnego spełnienia nienasyconego głodu krwi, pożądania widoku umierania. Czy widzisz, jak przez palce przecieka życie? Jak z każdą minutą strach zjada cię od środka? Bo wiesz, że nie ma wyjścia. Twój los został przesądzony.

W opuszczonym bunkrze uwięzione zostają trzy osoby – dwóch mężczyzn i kobieta. Mistrz gry tworzy starannie wyreżyserowane pomieszczenie na kształt pokoju zagadek, swoisty escape room, miejsce wypełnione narzędziami używanym podczas tortur Inkwizycji, przy których ukryte są zadania. Życie trójki „graczy” jest w ręku tajemniczego i nieobliczalnego „demiurga” – on rozdaje karty i decyduje, czy odpowiedź jest poprawna, czy zadanie zostało wykonane. Kilka miesięcy później w podwarszawskim lesie znaleziono fragmenty zwłok zaginionej dziewczyny, która trudniła się graniem w filmach pornograficznych. Rozpoczyna się śledztwo prowadzące do wnętrza branży porno, amatorskich filmików obrazujących konanie, do produkcji gore i… przemian społeczno-ustrojowych w Czechach. Prywatne potyczki policjantów niebezpiecznie zazębią się z prowadzoną sprawą. Misternie uknuta intryga doprowadzi do zaskakującego zwrotu akcji. Czytaj dalej

Mieszanka kryminalno-erotyczna, część 1. Kilka słów o książce „Między udręką miłości a rozkoszą nienawiści” Wojciecha Kulawskiego

Zemsta wymaga planu. Dokładnego obmyślenia każdego szczegółu, bo od tego zależy sukces. Ale trzeba uważać na wspólników. Bo kto wie, czy nie zdradzą cię, gdy nadejdzie wielki finał.

„Między udręką miłości a rozkoszą nienawiści” Wojciecha Kulawskiego zaczyna się od erotycznej sceny w jednej z galerii, gdzie w przebieralni czterdziestoletni biznesman Krzysztof Kortyński uprawia seks ze swoją piękną asystentką Jagną Filiańską. Gdy wychodzą ze sklepu, ktoś robi im zdjęcia, acz mało dyskretnie, bo zostaje szybko spostrzeżony przez mężczyznę – to wynajęty przez Lucynę, żonę Kortyńskiego, detektyw. Tymczasem Lucyna również nie próżnuje i spędza czas z młodym, atrakcyjnym masażystą Waldemarem Komarem. Ich nastoletnia córka Wiktoria czuje się jak przeszkoda w życiu rodziców. Zawadza im swoją obecnością – jest wyrzutem sumienia. Na ich oczach próbuje popełnić samobójstwo. Na Krzysztofie i Lucynie nie robi to większego wrażenia. Jedynym skutkiem jest decyzja o rozwodzie. Kobieta wynajmuje jednego z najlepszych prawników, by zemścić się na Krzysztofie i doprowadzić go do upadku, nie tylko bankructwa i finansowej ruiny – chce bowiem zniszczyć także jego wizerunek. Jej małżonek nie pozostanie dłużny. Gdy toczą między sobą walkę jedyną osobą, która przejmuje się losem Wiktorii, jest jej opiekunka Nadieżda Konsieł.

Nie trzeba czekać długo na pierwszą ofiarę zemsty. Ktoś zabija Jagnę Filiańską i zostawia po sobie ślad – znak „V”. Do akcji wkraczają policjanci: niestroniący od alkoholu komisarz Rafał Trygar, starszy aspirant Tymon Foltyński, prokurator Marian Suski, a po pewnym czasie także ich koleżanka, atrakcyjna i seksowna Marzena Gibała. Czytaj dalej

Komiks paragrafowy. Kilka słów o „Magicznym rytuale” oTTami i Manuro

Wejdź do świata gry. Ktoś rzuca kością i przenosisz się z pola na pole, skaczesz z punktu do punktu, odkrywasz nowe artefakty, zbierasz ekwipunek, spotykasz różne stworzenia, zyskujesz sojuszników, tracisz ludzi, idziesz samotnie, rozmawiasz, milczysz, uciekasz albo walczysz. Iluzja miesza się z rzeczywistością, jesteś integralną częścią, nieodłącznym elementem układanki. To od ciebie zależy nie tylko ciąg dalszy, ale także istnienie tego wymiaru świata – bez twojej obecności zastygnie w bezruchu. Albo będziesz przemierzać rozmaite krainy, albo spadniesz w przepaść i zakończysz swoją podróż. A co jeśli zamiast rzutu kością, to ty wybierasz drogę na rozwidleniu? Nie jesteś prowadzony, ale sam decydujesz?

Na polskim rynku wydawniczym za sprawą FoxGames pojawiają się stosunkowo od niedawna komiksy paragrafowe, będące połączeniem komiksu i paragrafówki, czyli tekstu składającego się z ponumerowanych paragrafów, po których albo wewnątrz których czytelnik wybiera wpisaną przez twórcę paragrafówki cyfrę, a następnie przenosi się do konkretnego paragrafu (akapitu, fragmentu), by kontynuować grę-podróż po świecie. Nie trudno zatem odgadnąć, że w komiksie paragrafowym jeden bądź więcej kadrów są oznaczone cyfrą, natomiast poza dialogami w kadrze pojawiają się informacje od narratora-mistrza gry prowadzące do kolejnych kadrów-paragrafów. Czytaj dalej

Rozpadam się. Na marginesach „Jestem, tęsknię, mówię” Yūko Tsushimy parę słów

Jestem. Właśnie „tu i teraz”, które jest „zawsze” – jestem. Ja jestem. Po co tysiące słów, skoro w tym jednym – jestem! – kryje się przerażający wszechświat, niesamowitość istnienia. Wejście w głąb siebie, zanurzenie się w nurcie „ja”, wsłuchanie się w muzykę ciszy otwiera prześwity istnienia, zbliża do tajemnicy istoty życia, prowadzi do miejsca, gdzie wszystko się jednoczy – życie i śmierć są nierozerwalną całością. Chwyć mnie za rękę, bym wróciła ze świata po drugiej stronie, bym odnalazła drogę do przestrzeni oświetlanej ciepłymi promieniami słońca, bym nie zagubiła się we wspomnieniach, onirycznych krainach.

Yūko Tsushima (właściwie Satoko), japońska pisarka i eseistka urodzona w 1947 roku, zmarła trzy lata temu w 2016 roku, córka Osamu Dazaia (właściwie Shūji Tsushima), autora takich utworów jak Zmierzch czy Zatracenie. Proza Dazaia – który dokonał samobójstwa, gdy Yūko miała rok – przenika czytelnika, wyzwala poczucie niepokoju, prowadzi przez labirynt teatru marionetek i obnaża kruchość ludzkiej kondycji, dojmującą samotność, penetruje zakamarki psychiki człowieka. Wynika to w jakiejś mierze z dramatycznych doświadczeń, burzliwego życia autora i dekadenckich tendencji. Wybór opowiadań czy raczej mikroobrazów, zapisków z wiwisekcji duszy, subtelnych szkiców rzeczywistości i emocji najczęściej tłumionych, spychanych na margines, Yūko Tsushimy – „Jestem, tęsknię, mówię” – można zestawiać z twórczością Dazaia, jako kobiecy kontrgłos. Jest w nich podobny pierwiastek, bolesność, nienasycona potrzeba wyzwolenia. Ale jest to proza osobna, zasługująca na czytanie jej poza porównywaniem do ojca. Czytaj dalej