„Krwawy potop”. Kilka słów o „Śnie wioski Ding” Yan Liankego

Preludium

 

Na szerokich polach kwitną piękne kwiaty, zieleni się świat, rozrastają drzewa, szumi wiatr. Zachwycający świat. Sen o bogactwie, marzenie o dostatnim życiu wyrywa z codzienności, rozpala i budzi nienasycone pragnienie. Zachłanni blasku nie chcą dostrzec, jak kruche i delikatne jest ludzkie życie. Gotowi są zniszczyć ten piękny świat.

W 2005 roku chiński pisarz Yan Lianke napisał „Sen wioski Ding” – utwór poświęcony apokaliptycznej wizji zamierania wioski, którą powoli strawiło AIDS. Powieść oparta jest na faktach, ale Yan Lianke nie decyduje się na reportaż, a wybiera prozę poetycką, oniryczną narrację, która koresponduje z wydarzeniami w sposób niezwykły. Potęguje bowiem wrażenie nierealności tego, co naprawdę się zdarzyło, jakby to się nigdy nie wydarzyło, lecz było jedynie literacką fikcją, autorskim eksperymentem.

Yan Lianke konstruuje opowieść nie tylko w oparciu o cykliczność natury, zwłaszcza cyklu narodzin i śmierci, ale także korzysta ze struktury paraboli, przypowieści. Utwór podzielony został na osiem tomów, ale jakże zaskakujących – choćby pierwszy z nich to trzy cytaty z Biblii: sny podczaszego, przełożonego piekarzy oraz faraona. Każdy z tomów kończy się wydarzeniem zwrotnym, wzmagającym dramat, trochę jak w tragedii antycznej. Każdy z tomów jest księgą-zapisem narastającego obłędu i chorobliwego pragnienia życia, gwałtownego chwytania się chwili, by nie utonąć w gorączce krwi. Czytaj dalej

„Świat jest pełen muzyki.” Kilka słów o „Pszczołach i gromie w oddali” Riku Ondy

Muzyka przestrzeni nigdy nie przestaje rozbrzmiewać. Ale czy słyszysz ją, czy nasłuchujesz szumu wiatru, dźwięków kropel deszczu, śpiewu ptaków? Nieświadomie przenosisz podsłuchane w świecie dźwięki, by tworzyć z nich inne kompozycje. Pożyczasz, czerpiesz, zabierasz, wyrywasz i transponujesz, przekształcasz, nierzadko deformujesz, nucisz. Zaciągasz dług poprzez wykorzystywanie muzyki przestrzeni do kreowania albo wyzwalania u słuchaczy emocji, uczuć, do ewokowania obrazów. Zamykasz jednak muzyczność przestrzeni, melodie świata w sztywne ramy – oceniasz, wartościujesz, wyznaczasz miejsce dla poszczególnych dźwięków. Otwórz muzykę! Wyzwól ją. Wyprowadź z ciasnych sal koncertowych, z głośników i płyt zniekształcających dźwięki. Bo przecież gdyby nie ten piękny świat i jego muzyka, nie znałbyś tych zachwycających, przerażających, niepojętych, olśniewających, zatrważających melodii. „Muzyka jest działaniem, zwyczajem. Wystarczy nadstawić uszu, by usłyszeć, że świat w nią opływa.” [s. 260] Czy słyszysz bicie serca? Pieśń wiatru? Tętent koni burzowych? A drganie skrzydeł pszczół i motyli?

(…) śnimy wciąż sen niemożliwy do spełnienia, że gdzieś tam musi istnieć niesamowita muzyka, jakiej jeszcze nie słyszeliśmy. [s. 455-456]

Japońska pisarka Riku Onda zaskakuje. Popularność i nagrody literackie przyniosły jej głównie utwory kryminalne i fantastyczne, ale w 2016 roku napisała powieść w zupełnie odmiennej konwencji, bo o… międzynarodowym konkursie pianistycznym – Pszczoły i grom w oddali. I rok później otrzymała za nią jedno z prestiżowych wyróżnień, Nagrodę Naoki. Polski czytelnik może zatem swoją literacką przygodę z twórczością Riku Ondy (właściwie Nanae Kumagai) rozpocząć od mało dla niej reprezentatywnego utworu, ale bardzo udanego, urokliwego i pełnego ciepła, przypominającego o muzyce przestrzeni i jej wpływie na nasze życie, zapraszającego do rozmowy o „brzmieniowości” świata. Czytaj dalej

Japońskie inicjacje w kryminalno-detektywistyczne powieści. Kilka słów na marginesach opowiadań z tomu „Gąsienica” Ranpa Edogawy

Oglądanie agonii może wzbudzać niezdrową fascynację, obłędną radość. Tak samo będzie z wrażeniem, że jest się nieuchwytnym mordercą i że właśnie dokonało się „zbrodni doskonałej”. Ale przecież nic nie jest idealne. Zawsze znajdzie się jakaś rysa, lekka szrama, która otworzy drogę do rozwiązania i (w)skazania winnego.

Mrożące krew w żyłach opowieści od wieków przyciągają słuchaczy. Niegdyś przekazywane tylko ustnie, z biegiem czasu zaczęły być spisywane, modyfikowane i przetwarzane w różnych mediach. Co jasne, elementy kryminału, opowieści detektywistycznej, horroru, intelektualnej zagadki w różnych natężeniach pojawiały się w wielu klasycznych utworach. Były jednak jedynie fragmentem historii, nierzadko anegdotą, jedną z dróg inicjacji w rzeczywistość, sposobem oswajania z lękami albo rozrywką umysłu. Z czasem dopiero wyodrębniły się i zaistniały jako autonomiczne opowieści. Przez lata traktowano je przykładowo w Japonii jako literaturę o niższej kategorii, ponieważ nieprzeznaczoną do bycia reprezentatywną sztuką dla narodu, nieukazującą wszystkich walorów estetyki*. Ale wśród tej niesłusznie niedocenianej gałęzi literatury znaleźli się twórcy uważani dziś za klasyków jak Edgar Allan Poe, George Wells czy Arthur Conan Doyle. I między innymi oni zainspirowali pionierów japońskiego kryminału.

Szlaki literaturze kryminalno-detektywistycznej w Japonii przetarł tłumacz francuskich i angielskich powieści Ruikō Kuroiwa (1862-1920). Jego przekłady opierały się na języku mówionym, który wzbudził zainteresowanie czytelników niekoniecznie gustujących w kunsztownym, wyrafinowanym literackim języku. Czytaj dalej

„Pusta kukła”. Parę słów o zbiorze opowiadań „Kości dziecka” Yi Sanga

Moje ciało jest słabe, kruche, rozpada się, ogranicza mnie. Widzisz te wystające kości, cienką skórę, mętny wzrok, chorobliwe dreszcze? Chciałoby się rozłożyć skrzydła i wzlecieć w górę, wyzwolić się, uciec, zacząć od początku, jeszcze raz, jeszcze ten jeden raz.

Skandalista, kontrowersyjna postać dwudziestowiecznej koreańskiej literatury Yi Sang (właściwie Kim Hae-gyŏng) żył niespełna 27 lat. Jego burzliwe życie, niejednokrotnie przetwarzane w utworach, obrosło w legendy, wprowadzając ekscentrycznego i oryginalnego twórcę w przestrzeń literatury eksperymentalnej, drażniącej i prowokującej odbiorcę. Oficjalnie pozostawił około 180 utworów, w większości poezji, ale wiele z jego dzieł nie zostało opublikowanych, niektóre powstały w języku japońskim, autor twierdził, że samych wierszy napisał ponad 2 tysiące.

Jako dwulatek został oddany na wychowanie do wuja, zubożałego arystokraty, który swojego podopiecznego wykształcił, między innymi przekazując chłopcu kanon literatury klasycznej i konfucjańską doktrynę. Yi Sang studiował na wydziale architektury, ale w zawodzie pracował krótko. Chorował na gruźlicę, częste krwotoki osłabiały jego organizm. W 1933 roku Yi Sang poznał kurtyzanę Kŭmhong, z którą spędził trzy burzliwe, szalone lata i z którą współprowadził kawiarnię. Pisarz ożenił się jednak w 1936 roku z inną kobietą – Pyŏn Tong-nim. Dręczyła go nieustannie myśl o wyjeździe do Japonii, gdzie chciał zacząć wszystko od nowa. Wbrew radom żony udał się do Tokio, lecz rzeczywistość na obczyźnie rozczarowała go, a postępująca choroba całkiem przytłoczyła. Jego abnegackie, niechlujne zachowanie zwróciło uwagę japońskiej policji i Yi Sang został aresztowany. Czytaj dalej

Kronika autodestrukcji. Kilka słów o „Miłości głupca” Jun’ichirō Tanizakiego

„(…) coś, co raz się stało, już się nie odstanie.” [s. 179]

Im bardziej zależy ci na kimś, tym większą władzę on ma nad tobą. Możesz zaprzeczać, uciekać, wyrzucać go ze swojego życia, płakać i krzyczeć, zarzekać się. Ale jeśli znowu pojawi się w twoim życiu ta jedyna adorowana przez ciebie osoba, złamiesz swoje postanowienieJun’ichirō Tanizaki, "Miłość głupca", przyjmiesz ją z obłędem w oczach, będziesz drżeć ze strachu, że każdy twój błąd, wybuch złości, okazywana zazdrość, sprawią, że ona odejdzie, tym razem na zawsze. A ty pozostaniesz sam w mroku własnego szaleństwa. Ile jesteś w stanie zrobić, żeby ją zatrzymać?

Pisarz Jun’ichirō Tanizaki (1886-1965) fascynował się zachodnim stylem życia, ale także żywo interesowała go klasyczna japońska literatura. Łączył w swojej twórczości zarówno japońskie elementy estetyki, kultury, jak i zachodnie inspiracje. Penetrował zakamarki ludzkiej natury, zwłaszcza namiętności i pożądania. W swoich utworach rejestrował między innymi regresję, degenerację, upadek człowieka, który pod wpływem własnych sekretnych, nierzadko lubieżnych pragnień, zatraca się i doprowadza do autodestrukcji. Polski czytelnik ma możliwość odkrywania przestrzeni wykreowanych przez Tanizakiego w kilku utworach literackich: Niektórzy wolą pokrzywy (1929), Ashikari (1932), Shunkinshō (1933), Tajemna historia pana Musashiego (1935), Dziennik szalonego starca (1961) i opowiadanie Ulotny most snów (1959, w polskim wydaniu w antologii Tydzień świętego mozołu). W 1924 roku opublikował powieść Chijin-no aiMiłość głupca, która w 2019 roku doczekała się polskiego tłumaczenia. Czytaj dalej

„a ja – gdzież ja dziś jestem?” Kilka słów na marginesie „Dzwoneczków nefrytowych w księżycowej poświacie”

Poezja, jedna z odmian języka rozumianego jako forma komunikacji, umożliwia przekazywanie treści niekoniecznie wprost, co jasne. Przez wieki towarzyszy ludziom, ulega modyfikacjom, przeobrażeniom, przekształceniom, deformacjom. Odznaczać może się rymem. Być kunsztownie i misternie skonstruowaną albo prostą wypowiedzią. Wywodzi się ją z pieśni, piosenek, zaklęć. Opisuje i oswaja świat, stanowi zapis niepokoju bądź afirmacji. Można zaryzykować twierdzenie, że jest uniwersalnym, bo właściwym dla niemalże wszystkich ludów, narodów sposobem mówienia o rzeczywistości.

Ponad tysiąc lat przed naszą erą na terenie Chin poezja nie dość, że była już rozwinięta, to jeszcze istotna w społeczeństwie jako źródło informacji o świecie, wierzeniach, duchach, ceremoniach i rytuałach czy dziejach rodów. Na dworze królewskim wiersze tworzone przez poddanych podlegały analizie, by wychwycić społeczne nastroje. Poezja służyła również za pośredniczkę w przedstawianiu stanowisk między poszczególnymi księstwami Państwa Środka. W VI wieku p.n.e. Konfucjusz nie tylko opiewał wartość poezji, ale zebrał ponad 3 tysiące utworów dworskich i ludowych, współczesnych i odległych. Wybrał z nich 311, zachowało się 305. W III stuleciu p.n.e., po zjednoczeniu księstw, podczas panowania dynastii Qin, jego zbiór skazano na zniszczenie. Czytaj dalej

Ideał. Na marginesach „Ewy jutra” Auguste’a de Villiersa de l’Isle-Adama kilka słów

Jesteś niewyobrażalnie piękna. Nikt nie może równać się z twoją urodą. Zachwycasz i onieśmielasz swoim istnieniem. Bądź już na zawsze marzeniem, doskonałością. Tylko… tylko czemu jesteś taka głupia i ograniczona?

„Wokół nas dzieje się mnóstwo rzeczy pozornie niemożliwych!” [s. 337]

Villiers de l’Isle-Adam, a tak właściwie to Jean-Marie-Mathias-Philippe-Auguste de Villiers de L’Isle Adam żył w latach 1838-1889, był francuskim symbolistą, pisarzem, a popularność przyniosły mu powieści kryminalne. W 1886 roku opublikował tworzoną od 1878 roku „Ewę jutra”, gdzie pojawił się termin dobrze dziś znany i rozpowszechniony – android. Autor tworzy opowieść o sztucznym ciele i (samo)świadomości, która ma go nawiedzić, duchu, który ma go zamieszkać, ale jednocześnie pozostać pod kontrolą człowieka. Można rzec, że myśl prekursorska, bo jakże bliska współczesnym ideom i rozważaniom o istocie robotów. Utwór zachwyca – język jest wyborny (chociaż niekoniecznie przypadnie do gustu czytelnikom-zwolennikom języka bez ornamentów, nierozbudowanych wypowiedzi, prostego budowania narracji), fabuła niesamowita, problematyka wciąż aktualna. Do zasmakowania i rozsmakowania się. Czytaj dalej