Japońskie inicjacje w kryminalno-detektywistyczne powieści. Kilka słów na marginesach opowiadań z tomu „Gąsienica” Ranpa Edogawy

Oglądanie agonii może wzbudzać niezdrową fascynację, obłędną radość. Tak samo będzie z wrażeniem, że jest się nieuchwytnym mordercą i że właśnie dokonało się „zbrodni doskonałej”. Ale przecież nic nie jest idealne. Zawsze znajdzie się jakaś rysa, lekka szrama, która otworzy drogę do rozwiązania i (w)skazania winnego.

Mrożące krew w żyłach opowieści od wieków przyciągają słuchaczy. Niegdyś przekazywane tylko ustnie, z biegiem czasu zaczęły być spisywane, modyfikowane i przetwarzane w różnych mediach. Co jasne, elementy kryminału, opowieści detektywistycznej, horroru, intelektualnej zagadki w różnych natężeniach pojawiały się w wielu klasycznych utworach. Były jednak jedynie fragmentem historii, nierzadko anegdotą, jedną z dróg inicjacji w rzeczywistość, sposobem oswajania z lękami albo rozrywką umysłu. Z czasem dopiero wyodrębniły się i zaistniały jako autonomiczne opowieści. Przez lata traktowano je przykładowo w Japonii jako literaturę o niższej kategorii, ponieważ nieprzeznaczoną do bycia reprezentatywną sztuką dla narodu, nieukazującą wszystkich walorów estetyki*. Ale wśród tej niesłusznie niedocenianej gałęzi literatury znaleźli się twórcy uważani dziś za klasyków jak Edgar Allan Poe, George Wells czy Arthur Conan Doyle. I między innymi oni zainspirowali pionierów japońskiego kryminału.

Szlaki literaturze kryminalno-detektywistycznej w Japonii przetarł tłumacz francuskich i angielskich powieści Ruikō Kuroiwa (1862-1920). Jego przekłady opierały się na języku mówionym, który wzbudził zainteresowanie czytelników niekoniecznie gustujących w kunsztownym, wyrafinowanym literackim języku. Czytaj dalej

„Pusta kukła”. Parę słów o zbiorze opowiadań „Kości dziecka” Yi Sanga

Moje ciało jest słabe, kruche, rozpada się, ogranicza mnie. Widzisz te wystające kości, cienką skórę, mętny wzrok, chorobliwe dreszcze? Chciałoby się rozłożyć skrzydła i wzlecieć w górę, wyzwolić się, uciec, zacząć od początku, jeszcze raz, jeszcze ten jeden raz.

Skandalista, kontrowersyjna postać dwudziestowiecznej koreańskiej literatury Yi Sang (właściwie Kim Hae-gyŏng) żył niespełna 27 lat. Jego burzliwe życie, niejednokrotnie przetwarzane w utworach, obrosło w legendy, wprowadzając ekscentrycznego i oryginalnego twórcę w przestrzeń literatury eksperymentalnej, drażniącej i prowokującej odbiorcę. Oficjalnie pozostawił około 180 utworów, w większości poezji, ale wiele z jego dzieł nie zostało opublikowanych, niektóre powstały w języku japońskim, autor twierdził, że samych wierszy napisał ponad 2 tysiące.

Jako dwulatek został oddany na wychowanie do wuja, zubożałego arystokraty, który swojego podopiecznego wykształcił, między innymi przekazując chłopcu kanon literatury klasycznej i konfucjańską doktrynę. Yi Sang studiował na wydziale architektury, ale w zawodzie pracował krótko. Chorował na gruźlicę, częste krwotoki osłabiały jego organizm. W 1933 roku Yi Sang poznał kurtyzanę Kŭmhong, z którą spędził trzy burzliwe, szalone lata i z którą współprowadził kawiarnię. Pisarz ożenił się jednak w 1936 roku z inną kobietą – Pyŏn Tong-nim. Dręczyła go nieustannie myśl o wyjeździe do Japonii, gdzie chciał zacząć wszystko od nowa. Wbrew radom żony udał się do Tokio, lecz rzeczywistość na obczyźnie rozczarowała go, a postępująca choroba całkiem przytłoczyła. Jego abnegackie, niechlujne zachowanie zwróciło uwagę japońskiej policji i Yi Sang został aresztowany. Czytaj dalej

Kronika autodestrukcji. Kilka słów o „Miłości głupca” Jun’ichirō Tanizakiego

„(…) coś, co raz się stało, już się nie odstanie.” [s. 179]

Im bardziej zależy ci na kimś, tym większą władzę on ma nad tobą. Możesz zaprzeczać, uciekać, wyrzucać go ze swojego życia, płakać i krzyczeć, zarzekać się. Ale jeśli znowu pojawi się w twoim życiu ta jedyna adorowana przez ciebie osoba, złamiesz swoje postanowienieJun’ichirō Tanizaki, "Miłość głupca", przyjmiesz ją z obłędem w oczach, będziesz drżeć ze strachu, że każdy twój błąd, wybuch złości, okazywana zazdrość, sprawią, że ona odejdzie, tym razem na zawsze. A ty pozostaniesz sam w mroku własnego szaleństwa. Ile jesteś w stanie zrobić, żeby ją zatrzymać?

Pisarz Jun’ichirō Tanizaki (1886-1965) fascynował się zachodnim stylem życia, ale także żywo interesowała go klasyczna japońska literatura. Łączył w swojej twórczości zarówno japońskie elementy estetyki, kultury, jak i zachodnie inspiracje. Penetrował zakamarki ludzkiej natury, zwłaszcza namiętności i pożądania. W swoich utworach rejestrował między innymi regresję, degenerację, upadek człowieka, który pod wpływem własnych sekretnych, nierzadko lubieżnych pragnień, zatraca się i doprowadza do autodestrukcji. Polski czytelnik ma możliwość odkrywania przestrzeni wykreowanych przez Tanizakiego w kilku utworach literackich: Niektórzy wolą pokrzywy (1929), Ashikari (1932), Shunkinshō (1933), Tajemna historia pana Musashiego (1935), Dziennik szalonego starca (1961) i opowiadanie Ulotny most snów (1959, w polskim wydaniu w antologii Tydzień świętego mozołu). W 1924 roku opublikował powieść Chijin-no aiMiłość głupca, która w 2019 roku doczekała się polskiego tłumaczenia. Czytaj dalej

„a ja – gdzież ja dziś jestem?” Kilka słów na marginesie „Dzwoneczków nefrytowych w księżycowej poświacie”

Poezja, jedna z odmian języka rozumianego jako forma komunikacji, umożliwia przekazywanie treści niekoniecznie wprost, co jasne. Przez wieki towarzyszy ludziom, ulega modyfikacjom, przeobrażeniom, przekształceniom, deformacjom. Odznaczać może się rymem. Być kunsztownie i misternie skonstruowaną albo prostą wypowiedzią. Wywodzi się ją z pieśni, piosenek, zaklęć. Opisuje i oswaja świat, stanowi zapis niepokoju bądź afirmacji. Można zaryzykować twierdzenie, że jest uniwersalnym, bo właściwym dla niemalże wszystkich ludów, narodów sposobem mówienia o rzeczywistości.

Ponad tysiąc lat przed naszą erą na terenie Chin poezja nie dość, że była już rozwinięta, to jeszcze istotna w społeczeństwie jako źródło informacji o świecie, wierzeniach, duchach, ceremoniach i rytuałach czy dziejach rodów. Na dworze królewskim wiersze tworzone przez poddanych podlegały analizie, by wychwycić społeczne nastroje. Poezja służyła również za pośredniczkę w przedstawianiu stanowisk między poszczególnymi księstwami Państwa Środka. W VI wieku p.n.e. Konfucjusz nie tylko opiewał wartość poezji, ale zebrał ponad 3 tysiące utworów dworskich i ludowych, współczesnych i odległych. Wybrał z nich 311, zachowało się 305. W III stuleciu p.n.e., po zjednoczeniu księstw, podczas panowania dynastii Qin, jego zbiór skazano na zniszczenie. Czytaj dalej

Ideał. Na marginesach „Ewy jutra” Auguste’a de Villiersa de l’Isle-Adama kilka słów

Jesteś niewyobrażalnie piękna. Nikt nie może równać się z twoją urodą. Zachwycasz i onieśmielasz swoim istnieniem. Bądź już na zawsze marzeniem, doskonałością. Tylko… tylko czemu jesteś taka głupia i ograniczona?

„Wokół nas dzieje się mnóstwo rzeczy pozornie niemożliwych!” [s. 337]

Villiers de l’Isle-Adam, a tak właściwie to Jean-Marie-Mathias-Philippe-Auguste de Villiers de L’Isle Adam żył w latach 1838-1889, był francuskim symbolistą, pisarzem, a popularność przyniosły mu powieści kryminalne. W 1886 roku opublikował tworzoną od 1878 roku „Ewę jutra”, gdzie pojawił się termin dobrze dziś znany i rozpowszechniony – android. Autor tworzy opowieść o sztucznym ciele i (samo)świadomości, która ma go nawiedzić, duchu, który ma go zamieszkać, ale jednocześnie pozostać pod kontrolą człowieka. Można rzec, że myśl prekursorska, bo jakże bliska współczesnym ideom i rozważaniom o istocie robotów. Utwór zachwyca – język jest wyborny (chociaż niekoniecznie przypadnie do gustu czytelnikom-zwolennikom języka bez ornamentów, nierozbudowanych wypowiedzi, prostego budowania narracji), fabuła niesamowita, problematyka wciąż aktualna. Do zasmakowania i rozsmakowania się. Czytaj dalej

Autoanaliza uczuć. Na marginesach „Wyznania maski” Yukio Mishimy zaledwie parę słów

Tylko ty wiesz, co ukrywasz za tym pięknym uśmiechem. Jaki chowasz w sobie mrok, jak długie i kręte korytarze prowadzące do środa fantazji, iluzji, onirycznej krainy niespostrzeżenie stającej się rzeczywistością. Demony zamknięte wewnątrz ciebie, ukryte za maską, próbują się wymknąć, znaleźć drogę, tyleż rejteradę, ile możliwość zainicjowania frywolnego marszu, by przerwać udawanie i pozwolić na rozkoszowanie się każdą chwilą namiętności. Przeszywające, elektryzujące uczucie obezwładnia – trudno je zamaskować.

Japończyk Yukio Mishima w 1949 roku, jako dwudziestoczteroletni pisarz, opublikował powieść o znamiennym tytule – „Wyznanie maski”. Książka długo czekała na polskie tłumaczenie i dopiero po 60 latach od powstania wreszcie polski czytelnik może ją poznać. A utwór to arcyciekawy. Jednych oburzy i zniesmaczy, inni pozwolą poprowadzić się czy też porwać w głąb perwersyjności skrywanej przed społecznością, i może znajdą jak ja w narracji Mishimy trochę z atmosfery „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Czytaj dalej