„(…) Pijany wstaję i wchodzę na księżyc w strumieniu (…)”* Jedynie słówko o „Księżycu nad Fuzhou. Wierszach z epoki Tang”

Deliryczne spacery po księżycu albo eksplorowanie górskich przestrzeni, szukanie odłamków legend i mitów pośród zarośli świata, doświadczanie codzienności z jej smutkami i radościami. "Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang"Gdy po latach, a nawet wiekach ktoś odczyta zapisane przeżycia, może okaże się, że wszyscy śnimy podobny sen.

„(…) Mroźna rosa kapnęła i sen się rozpada (…)” [Meng Jiao, s. 253]

W serii „Czytanki Orientalne” Wydawnictwa Dialog w dwujęzycznym polsko-chińskim wydaniu ukazał się przetłumaczony przez Małgorzatę Religę wybór wierszy z epoki Tang – „Księżyc nad Fuzhou”. Cesarska dynastia Tang panowała w Chinach od połowy 618 roku do połowy 907 roku. Był to okres rozwoju i względnej stabilizacji. Kultura, a zwłaszcza poezja rozkwitała. Wśród utalentowanych i wybitnych poetów tamtego czasu wyróżnia się trzech największych: Wang Weia, Li Baia oraz Du Fu. Ich poetyckie utwory znalazły się, co jasne, w antologii „Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang”. Polska sinolog Małgorzata Religa opatrzyła zbiór krótkim wstępem przybliżającym specyfikę tangowskiej poezji. Badaczka wskazała między innymi na rozwijające się i dominujące dwa style – „nowy”, w którym kluczowe role odgrywały między innymi schematy tonalne czy liczba zgłosek, oraz nieco mniej rygorystyczny „stary”. Czytaj dalej

„Może wszyscy ludzie są samotni.”* Parę słów na marginesach „Klary i Słońca” Kazuo Ishiguro

Promienie słoneczne szkicują płoche obrazy, delikatnie tkają wzory na ziemi, roślinach, przedmiotach i ludziach. Kazuo Ishiguro, "Klara i słońce"Za chwilę chmury zasłonią rysunek i świetlne źródełko wyschnie. Ale wystarczy cierpliwie poczekać, by znów pojawiły się ciepłe, olśniewająco-oślepiające iskierki i zatańczyły przed oczami, tworząc niesamowity teatr.

Klara jest SP, czyli Sztucznym Przyjacielem. Jej unikatowość polega na niezwykle umiejętnym obserwowaniu i szybkim uczeniu się, wychwytywaniu niuansów w emocjach i uczuciach objawiających się w mimice, gestach i słowa ludzi; w przeciwieństwie do innych robotów usiłuje zrozumieć te niejasne, ukrywane przeżycia. W Sklepie ze swoją przyjaciółką Rosą i innymi modelami androidów czeka na nabywcę. Przeznaczeniem SP jest bowiem towarzyszenie dzieciom podczas dorastania. Korzystają z technologii fotowoltaicznej, toteż są niejako uzależnione od Słońca, które w ich pojęciu dostarcza „odżywcze składniki”. Pewnego dnia nastoletnia Josie zauważa Klarę w witrynie Sklepu. Dziewczynka koniecznie chce, by to ona została jej SP. Po długim czasie w końcu udaje się jej przekonać Matkę i Klara wyrusza w z Josie podróż, podczas której dowie się o chorobie nastolatki. Szczerze, prostodusznie wierząc w uzdrawiającą moc Słońca, podejmie się negocjacji z nim w sprawie udzielenia pomocy i łask dla dziewczynki.

„(…) zobaczyłam odbicie wieczornej twarzy Słońca” [s. 289]

„Klara i Słońce” brytyjskiego pisarza Kazuo Ishiguro (ur. 1954) ukazała się w 2021 roku i bardzo szybko została przetłumaczona na język polski, zachowano także oryginalną okładkę (jakże świetnie oddającą fragmenty powieści!). Autor powraca do motywów z poprzednich utworów, zwłaszcza z „Nie opuszczaj mnie”, i znów zadaje kluczowe, fundamentalne pytania dotyczące człowieczeństwa (zwłaszcza: co czyni nas ludźmi, co odróżnia człowieka od maszyny-przedmiotu-artefaktu, na czym polega wyjątkowość istnienia) i jednostkowości. Sięga po aspekty bioetyczne, znacznej ingerencji w organizmy żywe, inżynierii genetycznej zahaczającej o eugenikę, technicyzacji, sztucznej inteligencji, produkcji androidów, które są superinteligentne, ale część z nich także rozwija w sobie uczucia i emocje, wykazuje empatię. Czytaj dalej

„(…) studiuję wnętrze dłoni / w poszukiwaniu błyskawicy, która rozświetli świat w płóciennej torbie”*. Kilka słów o „Światłach w bursztynie. Antologii współczesnej poezji chińskiej”

Twoje nawyki, drobne gesty, grymasy twarzy, spojrzenia, dotyk, zapach – wszystko kiedyś rozwieje się we mgle, rozpłynie w powietrzu. Stanie się nieodłączną częścią świata, pierwiastkiem głęboko ukrytym, zagubionym fragmentem klucza do tajemnicy istnienia. Do tego czasu chcę chłonąć każdą zmianę, która w tobie zachodzi – jak w pogodzie, gdy przez chmury przebijają się promienie słoneczne, a za chwilę znów pada deszcz.

Autorem słowa wstępnego do „Świateł w bursztynie. Antologii współczesnej poezji chińskiej” jest poeta Jidi Majia, zwracający uwagę na swego rodzaju poetycki dialog Państwa Środka i Polski – współczesna twórczość liryczna obu krajów coraz częściej jest tłumaczona i publikowana w nich, tym samym umożliwiając przepływ myśli, wrażeń, obrazów, zwłaszcza teraz w czasie epidemii. Poezja dla Jidi Majia to między innymi „tajemniczy, duchowy i językowy kanał”. Utwory wybranych dziewięciorga poetów, laureatów prestiżowych nagród (w tym najważniejszej Nagrody Literackiej im. Lu Xuna), stanowią świetną egzemplifikację tej wizji. Ich słowa tkają (po)most między snami, ideami, myślami, wrażeniami odbiorców bez względu na narodowość. Czytaj dalej

Kryształowe serca. Słowo tylko o „Nadchodzi chłopiec” Han Kang

„Potrzeba mi więcej wspomnień.

Muszą powracać jeszcze szybciej, bez ustanku.” [s. 71]

Po kolejnym dniu krwawego tłumienia antyrządowych demonstracji społecznych w południowokoreańskim mieście Gwangju czternastoletni Tong-ho szuka kolegi Cheong-dae. Han Kang, "Nadchodzi chłopiec"Trafia do sali gimnastycznej, gdzie dwie niewiele starsze od niego dziewczyny Seon-ju i Eun-suk układają ciała zabitych, by rodziny szukające zaginionych krewnych podczas zamieszek mogły rozpoznać bliskich i pochować ich. Chłopiec nie odnajduje wśród zgromadzonych ciał kolegi, ale czuje, że nie może opuścić tego miejsca, w niepojęty sposób coś go przyciąga. Pomaga zatem dziewczynom, mimo nalegań matki, by wracał do domu. Niebawem dociera do nich informacja, że wojsko w nocy ma wkroczyć do miasta, by ostatecznie zatrzymać protestantów.

W 2014 roku południowokoreańska pisarka Han Kang (ur. 1970) opublikowała wstrząsający utwór „Nadchodzi chłopiec”, będący hołdem dla mieszkańców Gwangju, którzy w 1980 roku w obronie demokracji zostali przez żołnierzy albo zabici, albo zamknięci w więzieniu i poddawani torturom.* To także świadectwo i jednocześnie ostrzeżenie, że rzeź, która miała miejsce w Gwangju, powtarza się, powraca, by nieustannie ginąć, „płonie gniewem, wybucha, odradza się we krwi” [s. 274]. Pierwszy raz tekst Han Kang o Gwangju poznałam w formie sztuki teatralnej w 2019 roku, gdy przez pięć godzin widzowie-świadkowie wędrowaliśmy śladami Tong-ho po teatralnych korytarzach, kulisach i zakamarkach, współprzeżywając historie udręczonych, zmaltretowanych duchów. W 2020 roku ukazało się polskie tłumaczenie utworu. Czytaj dalej

Wewnętrzne zmagania. Słowo o publikacji „Podziemie. Największy zamach w Tokio” Harukiego Murakamiego

Na co dzień dostosowując się do społecznych wymagań i presji, nakładasz kolejne maski, makijaż, zmieniasz kostiumy, kreujesz zewnętrzne „ja”. Ale za tą fasadą kryjesz cały wszechświat myśli, uczuć, idei, pragnień, ale także niepokojów, miejsc pustych, przepaści, niespójności, zawirowań, pożarów. Światło i mrok współtworzą przestrzenie twojej świadomości, twojego wewnętrznego ogrodu. U jednych nie będzie walki w środku albo okaże się znikoma, łatwa do zażegnania. U innych rozziew między tym, co w wewnątrz, a tym, co na zewnątrz, nie pozwoli na spokój. I chociaż mijający ich ludzie niczego nie zauważą, to któregoś dnia mogą nie wytrzymać dłużej męki i za wszelką cenę będą poszukiwali wyzwolenia.

W poniedziałek 20 marca 1995 roku, przed świętem państwowym następnego dnia (równonoc wiosenna), gdy rano część mieszkańców Tokio jechała metrem do pracy, sekta Ōmu Shinrikyō (pol. „Aum – Najwyższa Prawda”) rozpyliła w kilku pociągach bojową broń chemiczną sarin, silnie toksyczny, paralityczno-drgawkowy środek. Zmarło 14 osób, szacuje się, że około 6 300 ludzi doznało obrażeń ciągnących się przez kolejne miesiące, a nawet lata. Czy zamachu terrorystycznego udałoby się uniknąć, gdyby japońskie służby wcześniej dogłębnie i rzetelnie zbadały incydent w mieście Matsumoto z 27 czerwca 1994 roku, gdy z powodu podłożenia sarinu (przez sektę) zginęło 8 osób, a kilkaset odniosło obrażenia? Albo jeszcze wcześniej, gdy 4 listopada 1989 roku zamordowano prawnika zwalczającego sektę Ōmu Tsutsumiego Sakamoto wraz z jego żoną i dzieckiem? Dlaczego dopiero w 2018 roku, a zatem 13 lat po ataku terrorystycznym, przywódca sekty i inicjator rozpylenia sarinu w tokijskim metrze Shōkō Asahara (właśc. Chizuo Matsumoto) usłyszał wyrok, a do dziś nie wszyscy sprawcy ponieśli karę? Czytaj dalej

„(…) książki sprzysięgły się przeciw mnie (…)”* Słówko o „Zbyt głośnej samotności” Bohumila Hrabala

Rozległe, nieprzemierzone przestrzenie literatury i filozofii czekają na eksploratora, który nie będzie obawiał się przepaści, otwierających się niespodziewanie otchłani, aporii, wyblakłych idei, odłamków myśli, pokruszonych albo spopielałych wizji. Jeśli jednak wejdziesz do tego labiryntu słów, obrazów, dźwięków, musisz liczyć się z tym, że nie tak łatwo z niego wyjdziesz. Bohumil Hrabal, "Zbyt głośna samotność"Być może jedynym wyzwoleniem będzie przeistoczenie się w nierozerwalną część tego świata, zespolenie się z nim.

Haňtio od trzydziestu pięciu lat pracuje przy prasowaniu papieru. Najczęściej przebywa w piwnicy, gdzie składowana jest makulatura, także z różnych względów przeznaczone na przemiał książki. Towarzyszami mężczyzny są w znalezionych przez niego w papierowych odrzutach autorzy dzieł filozoficznych i literackich – zaludniają jego świat wewnętrzny, ziarna ich idei, myśli, wizji rozrastają się w umyśle Haňtia, wywołując coraz większy rozziew między nim a światem rzeczywistym. Miejscowi robotnicy, kanalarze, Cyganki oraz szczury walczące o podziemne królestwo przepływają obok prasowacza, w mniejszym bądź większym stopniu urozmaicając jego codzienność w rzeczywistym świecie. Pewnego razu dowiaduje się Haňtio o wybudowaniu gigantycznej prasy, przy której pracują brygady młodych ludzi. Wiedziony tyleż ciekawością, ile złym przeczuciem, ogląda nowy element praskiej przestrzeni. Załamany widzi koniec starej epoki i wesoły pochód taśmowej, bezrefleksyjnej kolejnej generacji. Jego świat zaczyna się kruszyć. Czytaj dalej

Retuszowanie siebie. Parę słów o „Kwarantannie” Wytske Versteeg

Samotni eksploratorzy przestrzeni onirycznych, pogranicza jawy i snu, błądzący po korytarzach wewnętrznego ogrodu, introspektywni podróżnicy nie panikują nadmiernie w sytuacji zamknięcia zewnętrznej rzeczywistości. Wytske Versteeg, "Kwarantanna"Ich świat jest na tyle bogaty i różnorodny, że nie obawiają się zostać sami ze sobą. Wreszcie w ciszy, bez zgiełku codzienności, nachalnych pytań, męczących, nietaktownych komentarzy, mogą podążać w głąb. I podczas tej wyprawy spotkają na moście snów podobnych sobie. Gorzej z tymi, którzy istnieją w oczach innych, łakną jak powietrza cudzych zazdrosnych spojrzeń i mniej bądź bardziej fałszywych zachwytów.

Choroba przedostała się z najbiedniejszych regionów świata do bogatszych państw, między innymi tam, gdzie mieszka ceniony chirurg plastyczny Tomas Augustus. Próbowano na różne sposoby opanować epidemię, aż w końcu na czterdzieści dni zarządzono całkowitą izolację. Wyludnione ulice, brak prądu, nieliczni ocaleni ukrywający się w piwnicach czy schronach, obawiając się, że przez patrolujące służby zostaną zabici jako potencjalni nosiciele wirusa. Podczas izolacji Tomas dokonuje rekapitulacji swojego życia. Stopniowo zagłębia się w przeszłość, odsłania wstydliwe sekrety. Swoją spowiedź (formę autoterapii, rozliczenia przed ewentualną śmiercią czy chęć zrozumienia tego, co go spotkało i co poczuł) spisuje. Adresatką jest Maria, jedyna kobieta, którą – jak sądzi – pokochał. Ale może tak naprawdę zauroczył się wizją dziewczyny, kreowaniem jej osoby w swoim umyśle, a nie realnie istniejącą Marią? Czytaj dalej

Mikrokosmos. Kilka słów o zbiorze utworów „Ogród” Hiroko Oyamady

W dłoniach trzymasz klucz do kruchego mikrokosmosu. Łatwo go zmiażdżyć, rozgnieść, zniszczyć. W środku kryją się odrzucone potencjalne drogi, wycięte chwasty rzeczywistości, która mogła się rozwinąć, ale z jakiegoś powodu nie zaistniała. Tu ludzka kategoria czasu nie odmierza niczego, dlatego to, co dla człowieka było, i to, co według niego będzie, trwa obok siebie, niezakłócone kwitnie.

Japońska pisarka Hiroko Oyamada (ur. 1983) wydała w 2018 roku zbiór opowiadań „Ogród”, na który składa się piętnaście utworów publikowanych w czasopismach między 2013 a 2018 rokiem. Autorka zaprasza odbiorcę do swojego ogrodu, wielowymiarowej przestrzeni, w której zakwitają emocje, skrywane uczucia, pokątne myśli, zamaskowane pragnienia, zakopane marzenia, niewypowiedziane bolesne doświadczenia i lęki. W tym miejscu czytelnik może przyglądać się rzeczywistości lekko zniekształconej, naruszonej, przywodzącej na myśl anamorfozę, ale tu też zostaje na moment, ułamek wytrącony z przyzwyczajeń, „automatyzmu percepcji”. Czytaj dalej

„(…) na pewien rodzaj głupoty najmądrzej jest nie odpowiadać (…)”* Słówko o „Lochach Watykanu” Andrégo Gide’a

Wędrując zaułkami różnych idei, schodząc na ich manowce, zbliżając się do pogranicza, balansując nad przepaścią rozwierającą się niespodziewanie podczas intelektualnej podróży, można wychwycić i sprawdzić słabe punkty, chwiejne elementy myśli. André Gide, "Lochy Watykanu"A później wykorzystać to do utkania literackiej przestrzeni, gdzie zręczny iluzjonista poprzez lingwistyczne sztuczki wystawia na próbę uważności i spostrzegawczości widza-słuchacza-czytelnika.

Pewien włoski hochsztapler, przebiegły kuglarz, prestidigitator rozgłasza pogłoskę o uwięzieniu w lochach Watykanu papieża Leona XIII i podstawieniu fałszywego „zastępcy” przez lożę masońską. Ze swoimi kompanami oficjalnie zbiera pieniądze na rzekomy ratunek Ojca Świętego, doskonale się przy tym bawiąc, przywdziewa stroje, przybiera miny, zakłada maski, gra i udaje, drwi i żartuje. Los chce, by jego drogi zetknęły się z trzema rodzinami: zagorzałego ateisty, wolnomularza, eksperymentującego na małych zwierzątkach Antyma Amanda-Duboisa i jego gorąco wierzącej żony Weroniki, jej siostry Małgorzaty, której mąż to niespełniony i niedoceniony powieściopisarz hrabia Julius de Baraglioul, oraz najmłodszej siostry Weroniki i Małgorzaty – Arniki, żony poczciwego Amedeusza Fleurissoire’a. Przed śmiercią majętnego ojca Julius odkrywa, iż ma przyrodniego brata z nieprawego łoża, Lafcadia Wluiki, który w swej nieopierzonej młodzieńczej fantazji eksperymentowania i zwalczania nudy w życiu zetknął się z owym iluzjonistą pragnącym zarobić na plotkach o papieżu. A to dopiero początek zdumiewających znajomości, koligacji, relacji, związków i wzajemnego oddziaływania na siebie różnych bohaterów „Lochów Watykanu” Andrégo Gide’a (1869-1951). Czytaj dalej

Polityka. Kilka słów o publikacji „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie” Michaela Bootha

Wymiar polityczny rozrasta się nierzadko pokątnie i wrasta w innej wymiary świata. Michael Booth, "Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie"Drąży tunele, podkopuje, wprowadza konie trojańskie. Ucieczka możliwa jest chyba tylko w oniryczną krainę, chociaż… nie można być pewnym, czy już tam gdzieś nie pojawia się zalążek kolejnego odgałęzienia polityczności.

Michael Booth jest angielskim podróżnikiem, dziennikarzem, specjalizuje się w książkach o… jedzeniu. W 2020 roku ukazała się jego publikacja „Three tigers, one mountain: A journey through the bitter history and current conflicts of China, Korea, and Japan”, w polskim tłumaczeniu rok później wydano ją pod tytułem „Japonia, Chiny i Korea. O ludziach skłóconych na śmierć i życie”. Książka stanowi bardzo dobry impuls do poszukiwań i zagłębiania poruszonych przez autora ważnych tematów oraz świetny punkt wyjścia do rozmów o trzech, a w zasadzie czterech „tygrysach” Azji Wschodniej – Chinach, Korei, Japonii oraz Tajwanie.

Celem podróży Bootha jest próba odpowiedzi na pytania, jakie są powody nienawiści między tymi państwami i komu zależy, by kraje Azji Wschodniej o ogromnym potencjale żyły w nieustannym konflikcie, pielęgnowały urazy, zamiast połączyć siły i dominować na światowych rynkach. Czytaj dalej