„Patologiczne nienasycenie”. Kilka słów o „Kluczu” Jun’ichirō Tanizakiego

Jesteś zjawiskowa. Zmysłowa, elektryzująca. Pobudzasz wyobraźnię, wzbudzasz pożądanie. Wciąż nienasycona doprowadzasz na skraj szaleństwa, nad przepaść rozkoszy, skąd nie ma powrotu. Nic już nie będzie takie samo. Nie możemy wrócić do tego czasu, gdy jeszcze tego nie zaznaliśmy.

Profesor – jego nazwiska ani imienia czytelnik nie pozna – od lat prowadzi dziennik. Teraz jednak zdecydował, że od pierwszego stycznia będzie pisał o sprawach, o których wcześniej nie miał śmiałości, a mianowicie o sferze seksualnej. On ma 56 lat, jego żona Ikuko ma 45 lat. Są małżeństwem od przeszło dwudziestu lat. Żona profesora wychowana została według „staroświeckich zasad moralnych” – jest skryta, nieskłonna do zwierzeń, udaje, że nic nie wie. Ale w sypialni objawia się jej „patologiczne nienasycenie”, wciąż jej mało, a mąż, który z wiekiem nie jest w stanie nadążyć za jej pragnieniami, postanawia znaleźć stymulatory, bodźce umożliwiające mu zaspokojenie Ikuko. W dzienniku, który chowa do szuflady zamkniętej na klucz, zapisuje kolejne etapy pobudzania i rozkwitu sfery seksualnej. Klucz często zostawia w takim miejscu, by żona go znalazła i mogła przeczytać zapiski. A Ikuko również postanawia w tym roku prowadzić dziennik – jakby odpowiedź na mężowski. Czytaj dalej

„BLΛƆKPIИK in your area”. Parę słów o publikacji „Blackpink. Księżniczki k-popu” Adriana Besleya

Jesteś pięknym kwiatem. Delikatnym, subtelnym, wrażliwym. Potrafisz też pokazać swoją siłę. Rozkwitasz pośród nocy. Rozjaśniasz przestrzeń. Przypominasz, że nie wolno rezygnować z marzeń. Trzeba iść przed siebie.

Adrian Besley w opublikowanej w 2019 roku nieoficjalnej biografii południowokoreańskiego girlsbandu Blackpink przybliża kulisy powstania zespołu. Jednakże dla zrozumienia sukcesu, jaki osiągnęły poza Koreą Południową, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, ważne jest spojrzenie na rynek muzyczny Kraju Porannej Rosy. Dlatego Besley rozpoczyna swoją książkę od nakreślenia kwestii związanych z koncernami wydawniczymi, procesem przesłuchań utalentowanych młodych, najczęściej nastoletnich kandydatów na przyszłych idoli, ze żmudnymi treningami praktykantów, którzy uczą się profesjonalnego śpiewu, tańca, poznają języki. Polski odbiorca mógł poznać niektóre z aspektów poruszonych w „Blackpink. Księżniczki k-popu” w innej nieoficjalnej biografii napisanej przez Besleya, a dotyczącej BTS – siedmiu chłopaków popularnych na niemalże całym świecie.

O ile za sukcesem BTS nie stoi wielka wytwórnia fonograficzna, a sami członkowie zespołu mają ogromny wpływ na wykonywaną przez siebie muzykę, o tyle Blackpink jest zespołem stworzonym na potrzeby zawojowania światowego rynku muzycznego, czego firma YG Entertainment nie ukrywała. Przy wyborze kandydatek stawiano nie tylko na umiejętności wokalno-taneczne, ale i na naturalną urodę. Czytaj dalej

„Ludzki umysł to pułapka”. Kilka słów o „Syryjskiej legendzie” Wojciecha Kulawskiego

Z podziękowaniem dla Wojciecha

W mrokach przeszłości zacierają się kontury prawdy. Odłamki zdarzeń dryfują w czasie i przestrzeni, ulegają celowym, nieuniknionym lub przypadkowym paralaksom, przekształceniom, modyfikacjom. Niektóre stają się legendami, mitami, onirycznymi narracjami. Nieliczni zechcą przetestować pogłoski, wystawić na próbę świadectwa i zapiski, dotrzeć do źródła. Niewiele jednak będzie można zrekonstruować, większość pozostanie hipotezą, domysłem, zawieszona między niedopowiedzeniami. To jak brzmi twoja opowieść?

Pracujący dla Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN profesor Bertrand Cologne, przygotowuje się do publicznej prezentacji magnetronu, czyli – w uproszczeniu – urządzenia umożliwiającego wykrywane pierwiastków chemicznych znajdujących się w dalszej odległości. Dowiaduje się jednak, że porwano jego córkę Laurę, więc postanawia zrobić wszystko, by ją uwolnić. W tym samym czasie do szwajcarskiego rządu zgłasza się przedsiębiorca Mark Radke, który otrzymał od przyjaciela zapisane w języku pragermańskim dwadzieścia trzy karty zaszyfrowanej mapy, prowadzącej do ukrytych najpewniej w Syrii skarbów zrabowanych przez hitlerowców. Po dokonaniu wstępnej ekspertyzy władze decydują się na podjęcie wyprawy archeologicznej, by odnaleźć zaginione dzieła sztuki. Ekspedycji ma przewodzić dwoje znanych i cenionych archeologów Tim Mayer i Sara Frei. Co łączy oba wątki? Ano postać Marka Radke, który na parę miesięcy przed porwaniem Laury zaczął się z nią spotykać… Czytaj dalej

Niedopasowanie (do) rzeczywistości. Słów parę o zbiorze opowiadań „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” Harukiego Murakamiego

Po długiej drodze, im bliżej wyjścia z tunelu zaczynają wracać odległe wspomnienia, okruchy przeszłości, przebłyski i rozbłyski, reminiscencje, drobnostki, epizody, niewiele znaczące fragmenty i obrazy. Pojawiają się znów ludzie, których kiedyś spotkałeś, przelotnie minąłeś podczas podróży, w jednym z korytarzy, zaułków świata. Każdy detal rzeczywistości jest częścią składową i świadectwem twojego jednostkowego istnienia „tu i teraz”. Możesz zakładać kolejne maski, ukrywać się w słowach i gestach, kreować i wymyślać, ale tej wewnętrznej świadomości rozdwojenia między wizerunkiem a prawdziwą twarzą nie uciszysz – ona będzie o sobie nieustannie przypominać, gdy nastanie mrok.

„Byliśmy jak dwie proste linie, które przecięły się w pewnym miejscu, a potem znowu od siebie oddaliły.”

[„Do kamiennej poduszki”, s. 21]

Osiem opowiadań tworzących zbiór „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” Harukiego Murakamiego ukazało się latem 2020 roku w Japonii. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy Kraju Wschodzenia Słońca w tym roku skończył 71 lat. I być może dlatego jego najnowsze utwory są zapisem wspomnień, reminiscencji czasów głównie wczesnej młodości. Autor dokonuje swego rodzaju wstępu, próby pierwszych podsumowań, rewizji mniej czy bardziej znaczących epizodów z życia, a każdy z nich składa się na to, kim jest i że istnieje tu i teraz „w pierwszej osobie liczby pojedynczej”. Odsłania się przed nim i może przed odbiorcą prześwit istnienia, tajemnica bycia w świecie – subtelna, niejasna, podskórnie wyczuwalna. Jest w tej prozie i urok, magia, niezwykłość wczesnych utworów Murakamiego, i nostalgia, i poczucie przemijania, cielesnej metamorfozy, estetyka piękna i brzydoty, ale przede wszystkim świadomość siebie i swojego istnienia.

Czytaj dalej

„Love Yourself”. Słów kilka o publikacji „BTS. Koreańska fala” Adriana Besleya

W świecie, w którym inni uważają, że wiedzą, co jest dla ciebie najlepsze, kim powinieneś być, co robić, co powiedzieć, jak się zachować, nie ma miejsca na oddech, więc krztusisz się przy prostych słowach. Wyzwolenie zaczyna się wbrew pozorom nie od buntu, ale od pokochania siebie. Poznanie swoich zalet i słabości, zaakceptowanie siebie, dostrzeżenie własnej wartości, świadomość wyjątkowości, są fundamentem dla rozwoju. I chociaż pojawią się ludzie, którzy będą próbowali podcinać twoje skrzydła, to jeśli uwierzysz w siebie i zaczniesz działać, osiągniesz wiele.

BTS, czyli Bangtan Sonyeondan (w polskim tłumaczeniu „Kuloodporni Harcerze”) to południowokoreański zespół muzyczny, któremu udało się zbudować i umocnić wielki fandom, a dzięki temu podbić listy przebojów na całym świecie – dość powiedzieć, że trzy ich albumy w ciągu niecałego 2019 roku wygrywały w US Billboard 200, czyli zestawieniu najlepiej sprzedających się płyt w Stanach Zjednoczonych. Grupa powstała w 2012 roku, a oficjalnie zadebiutowała pierwszym występem na żywo rok później z piosenkami o znamiennych tytułach „No More Dream” i „We Are Bulletproof Pt. 2”. Popularność siedmiu młodzieńców z Kraju Porannej Rosy jest oszałamiająca. Co ważne jednak, nie wynika z przypadku, lecz z ciężkiej pracy, wyrzeczeń i ciągłego doskonalenia się pod względem muzycznym i tanecznym. Adrian Besley w drugim wydaniu nieoficjalnej biografii BTS, opublikowanej na początku 2020 roku, przybliża fenomen koreańskiego zespołu – „BTS. Koreańska fala”.

Czytaj dalej

Wstęp do K-culture. Kilka słów o „Korean lifestyle book”

Jesteś jak obłędny sen, kalejdoskop barw wywołujący zawrót głowy. Elektryzujesz, twój pulsujący rytm przebiega po ciele. Elegancja, nieskazitelne piękno, jasne i świetliste przestrzenie przeplatają się z mrocznymi, nieoświetlonymi miejscami, nieokiełznanymi emocjami, zaułkami znaczonymi śladami krwi. Balansowanie między jawą a onirycznym królestwem, w którym wszystko jest możliwe, prowadzi do szaleństwa. To inny wymiar doświadczania i odczuwania rzeczywistości – jeśli raz tu wejdziesz, nie będziesz chciał wyjść.

Korea Południowa fascynuje. Stopniowo elementy jej współczesnej kultury pojawiają się w przestrzeni europejsko-amerykańskiej. Obok literatury i filmów, k-dram, jedzenia (zwłaszcza kimchi), istotnym czynnikiem jest k-music, czyli koreańska muzyka najnowsza. Polski odbiorca ma możliwość zapoznać się z koreańską literaturą klasyczną i współczesną, dzięki takim wydawcom jak Kwiaty Orientu czy Wydawnictwo Akademickie Dialog. Był czas, gdy popularnymi reżyserami w naszym kraju byli Park Chan-wook i Kim Ki-duk. Dziś mówi się o pierwszym Oskarze w kategorii „Najlepszy film” dla nieanglojęzycznego obrazu – „Parasite” w reżyserii Bonga Joon-ho. A przecież od wielu lat rozrasta się środowisko fanów koreańskich seriali (k-dram) i muzyki Kraju Porannej Rosy, wbrew pozorom dużo wcześniej niż sięga międzynarodowa popularność singla „Gangnam style” PSY, promującego jego szóstą płytę. Całkiem niedawno dalekowschodnie podejście do urody i pielęgnacji oraz sprzątania zainteresowało mieszkańców krajów zachodnich. Dlatego nie trzeba było długo czekać, by na polskim rynku wydawniczym pojawił się poradnik dotyczący koreańskiego stylu życia.

Zaprezentowana przez Burda Media Polska publikacja „Korean lifestyle book” podzielona została na sześć rozdziałów poprzedzonych przedmową koreańskiej dziennikarki Ryu Jeong-hwa. Pierwsza część książki dotyczy filozofii pięknej skóry. Linden Tyler przedstawia koreańską pielęgnację w 10 krokach, pisze o sekretach k-beauty (przede wszystkim wysypianiu się i piciu dużej ilości wody), wyjaśnia właściwości składników kosmetyków, wskazuje na różne rodzaje maseczek w płachcie, następnie przechodzi do kwestii związanych z makijażem (no-make-up krok po kroku), pielęgnacją paznokci i ust – wymienia przykładowe warte uwagi produkty. Autorka podkreśla, że liczy się regularność, nie istnieją szybkie rozwiązania.

Czytaj dalej

Więź. Słów parę o „Kieszonkowcu” Fuminoriego Nakamury

Czy wierzysz w przeznaczenie? Wybory, wydarzenia, spotkania, rozstania nie są przypadkowe, czyż nie? Zastanawiasz się, jaki masz wpływ na swoje życie, na mijane osoby, spośród których jedynie niewielka część zatrzyma się przy twojej drodze i wymieni spojrzenia, myśli, słowa, gesty. I nawet ta krótka chwila, gdy jesteśmy razem czy może tylko obok siebie, jest ważna dla mnie, pomaga zbudować więź, która może nie miała prawa nigdy przetrwać dłużej, a jedynie wskazać mi dalszą drogę. Bo podróż nigdy się nie kończy.

„Kieszonkowiec” to druga obok „Dziecka z ziemi” przetłumaczona na język polski książka japońskiego pisarza Fuminoriego Nakamury. Narratorem i centralną postacią jest tytułowy złodziej Nishimura, ale jego nazwisko poznamy dość późno, gdy nieco więcej szczegółów z jego życia zostanie wydobytych z mroków niepamięci. Powrócił właśnie do Tokio, skąd nie tak dawno temu wyjechał, a raczej uciekł, gdyż współuczestniczył z Ishikawą, też złodziejem, można rzec, że przyjacielem, w ryzykownym napadzie zorganizowanym na zlecenie enigmatycznego, budzącego lęk Kizakiego. Rejterada podyktowana była strachem, a powrót – między innymi chęcią odszukania Ishikawy, który po akcji zniknął bez śladu. Nishimura samotnie dryfuje po mieście, okradając kolejne osoby, do czasu, aż nie spotka małego chłopca, który przypomina jego samego sprzed lat. Mężczyzna stopniowo zacznie nawiązywać więź z dzieckiem instynktownie szukającym kogoś, kto się nim zaopiekuje i ofiaruje odrobinę uwagi. Ale ta namiastka rodziny stanie się dla złodzieja słabością – straci czujność i zrobi wiele, by chłopcu nie stała się krzywda. A wtedy na jego drodze pojawi się znów psychopatyczny Kizaki, który złoży propozycję nie do odrzucenia. Czytaj dalej

Fenomenologia percepcji. Słów parę o zbiorze szkiców literackich „Cytryna” Motojirō Kajiego

Percypowanie rzeczywistości jest pełne paralaks, odchyleń, zaburzeń. Obiekty świata widziane raz w świetle, a raz w mroku, w różnych konfiguracjach pozwalają na dostrzeżenie prześwitów istnienia, kulisów świata. Bycie obserwatorem i bycie obserwowanym stanowi nierozerwalną całość. To, co postrzegam, jest tym, co istnieje we mnie. Równocześnie to, co istnieje we mnie, jest odbiciem tego, co poza mną. Ten swego rodzaju lustrzany świat – świat odbić – utrudnia odnalezienie drogi do praźródła, prapoczątku. Ale eksploratorzy przestrzeni mogą też i to wykorzystać, by eksperymentować, wykreować sztuczne rzeczywistości, multiplikować wymiary świata, prowadzące na obrzeża, w zakamarki, gdzie prześwity istnienia paradoksalnie okazują się wyraźniejsze.

Japoński modernistyczny pisarz Motojirō Kajii żył krótko, bo 31 lat. Zmarł w 1932 roku na gruźlicę, niedługo po pierwszych swoich publikacjach, gdy krytycy zainteresowali się jego twórczością. Pozostało po nim blisko dwadzieścia krótkich opowiadań oraz nieco więcej niedokończonych literackich szkiców. Polski czytelnik ma okazję obserwować wycinki z jego „pejzażu wewnętrznego” odzwierciedlonego w ośmiu utworach wchodzących w skład tomu Cytryna. W tekście otwierającym zbiór japonistka Anna Wołcyrz kreśli sylwetkę młodego, dobrze zapowiadającego się twórcy, zafascynowanego twórczością Natsumego Sōsekiego, zaprzyjaźnionego z Yasunarim Kawabatą, ale tyleż szukającego, ile podążającego własną literacką drogą. Bo, co istotne i ciekawe, Kajii jako autor niewielkiej liczby utworów jest niezwykle konsekwentny w obrazowaniu, tworzeniu, kreowaniu. Dużo czasu spędzał na dopracowywaniu swoich opowiadań, małych form prozatorskich, które niejednokrotnie przywodzą na myśl przemyślane, precyzyjne quasi-eseje, a czasem impresjonistyczne szkice. Czytaj dalej

Kreacyjna moc wyobraźni. Kilka tylko słów o „Czerwonych Drzwiczkach” Alicji Szulborskiej

Z podziękowaniami i życzeniami sukcesów dla Alicji

Postrzeganie świata przez dzieci opiera się nie tylko na wyobraźni, ale przede wszystkim na poczuciu, że wszystko jest możliwe. Percypują one najdrobniejsze elementy, rejestrują dźwięki, dostrzegają cienie, eksperymentują (ze) słowami. Bo przecież oniryczne, baśniowe królestwo, które większość dorosłych uważa za igraszki zmęczonego umysłu, urojenie, sen, jest jednym z ukrytych wymiarów naszej rzeczywistości. Dostęp do niego posiadają ci, którzy nie utracili dziecięcego, czystego spojrzenia na świat i wciąż z ciekawością go zagłębiają.

Czerwone Drzwiczki Alicji Szulborskiej – marzycielki, eksploratorki nie tylko literackich światów i słów – to wejście w magiczny świat. Główna bohaterka, dziewczynka o imieniu Jadzia wierzy, że postacie i światy z książek istnieją naprawdę, w innym wymiarze naszej rzeczywistości, współistnieją z nami. Problem polega na tym, że dorośli usiłują małą czytelniczkę-marzycielkę przekonać, iż to jedynie fikcja, iluzoryczne światy. Ale moc wiary w krainę czarów umożliwia dziecku przekroczenie granicy i wejście do sekretnego, ukrytego świata. Tytułowe Drzwiczki to Cezram, który prowadzi dziewczynkę do Krainy Marzeń. A tam Jadzia spotyka poznanych w książkach i podziwianych przez nią dziecięcych bohaterów, Królową Wszystkich Magicznych Krain oraz… narratorkę-autorkę. Czytaj dalej