Sens życia. Słów parę o powieści „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genkiego Kawamury

Z każdym odejściem coś tracimy. Gubimy jakąś cząstkę nas. Twoja krucha obecność, każdy moment spędzony z tobą jest bezcenny. I niby o tym wiemy, niby zdajemy sobie sprawę, ale wciąż odkładamy na później te kilka słów i gestów, biegnąc za tym, co tak naprawdę nie jest dla nas najważniejsze, zabiegając o chwilowe rozrywki, próbując choć trochę ugasić nienasycone pragnienie bycia szczęśliwym. Tymczasem szczęściem jest twoja uśmiechnięta i radosna twarz.

Trzydziestoletni listonosz dowiaduje się, że ma zaawansowane stadium guza mózgu. Gdy zastanawia się, co chciałby zrobić przed śmiercią, zjawia się u niego… diabeł, swoisty Doppelgänger, sobowtór, który poza ubraniem wygląda dokładnie tak jak on. I mówi, że mężczyzna jutro umrze. Jednakże kusiciel przedstawia też arcyciekawą propozycję. Wystarczy, że jakaś rzecz zniknie ze świata, a listonosz będzie żył o dobę dłużej. Tym sposobem może przedłużyć swoje istnienie o kolejne dni, dokonując anihilacji czegoś innego – coś za coś. Początkowo niedowierzający mężczyzna w końcu ulegnie pokusie i przystanie na warunki diabła. Niełatwe decyzje o tym, co powinno zostać usunięte, przyczynią się do rewizji i rekapitulacji życia, spojrzenia na przeszłość, zbudowane relacje, więzi, a wreszcie sens własnego istnienia.

Japoński scenarzysta, producent filmów i anime, pisarz Genki Kawamura (ur. 1979) w 2012 roku opublikował powieść „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?”, utrzymaną w konwencji intymistyki. Już na początku narrator-listonosz sygnalizuje, że odbiorca ma do czynienia z listem konfesyjnym, pełniącym też funkcję pożegnania i rekonstrukcji zdumiewającego ostatniego tygodnia życia – od razu otrzymujemy informację, że coś w planie diabła pójdzie nie po jego myśli, skoro bohater jednak po tygodniu umrze. Epistoła ma konkretnego adresata, ale kim jest, dowiemy się na końcu.

Kawamura wprowadza również do swojego utworu techniki związane z montażem filmu, budowaniem kolejnych odsłon, oglądaniem fotografii w albumie i komentowaniem ich – kadruje poszczególne reminiscencje listonosza, tworząc iluzję przyglądania się wydarzeniom „na żywo”, w czasie rzeczywistym i przeżywania równocześnie z narratorem różnych sytuacji, kreuje wrażenie bycia przy listonoszu, gdy on przypomina sobie wydarzenia sprzed lat, gdy widzi konkretne „zdjęcie”, kadr z przeszłości. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że list narratora powstać musiał chwilę przed śmiercią, a utrzymuje się odczucie, jakby następujące po sobie dni były nie odtwarzane i spisywane, ale tyleż zapisywane, ile relacjonowane na bieżąco. Wytwarza to poczucie swego rodzaju „tu i teraz”, napięcia i zawirowania między kategoriami czasu, którymi operujemy na co dzień, zwłaszcza „przeszłością”, „teraźniejszością”, „przyszłością”. Autor dodatkowo wybiera mniej rozbudowane wypowiedzenia, konstruuje krótsze akapity, jego bohaterowie wygłaszają zwięzłe, oszczędne kwestie, jakby większa waga spoczywała na obrazach-zdjęciach rzeczywistości i ich konfrontowaniu, (pr)zestawianiu. Ten zabieg zwiększa dynamikę, przywodzi na myśl kalejdoskopowe sceny z życia, co może okazać się wyjaśnieniem pewnej skrótowości, mało rozbudowanych analiz, szybkiego puentowania.

Każda rzecz czy istota, którą listonosz ma poświęcić dla kolejnego dnia swojego życia, łączy się w nierozerwalny sposób z najważniejszymi w jego życiu ludźmi – byłą dziewczyną, kumplem z czasów szkolnych, zmarłą mamą oraz ojcem, z którym urwał kontakt, obaj nie zdawali sobie sprawy, że o więzi trzeba dbać, gdyż im bardziej się od siebie oddalamy, tym trudniej jest wyciągnąć rękę i odbudować utraconą relację. Jakość i trwałość więzi z innymi osobami każe bohaterowi pytać o wartość i sens jego życia. Jak wyglądałby świat, gdyby go nie było? Co by się zmieniło? Czy ktoś by zauważył jego brak? Zastanawia się, na ile konieczne jest poświęcanie istotnych dla ludzi elementów rzeczywistości, by on mógł przeżyć następną dobę.

W swojej powieści Japończyk zamieszcza bardzo dużo cytatów i kryptocytatów, aluzji literackich, nawiazań do sztuki (zwłaszcza filmu i muzyki). Wbrew pozorom są dość dobrze sfunkcjonalizowane, bo nie odgrywają roli ozdobników, mott, ale wskazują na konkretne sytuacje, w których „coś” dla bohatera znaczyły, czegoś go uczyły, wzruszyły, rozbawiły, stanowiły wspólny punkt z drugą osobą, połączyły i rozdzieliły – innymi słowy, są elementami doświadczania przez niego rzeczywistości, etapami w jego życiu. Nie wypiera się ich, nie odrzuca, ale docenia, dokonuje niejako afirmacji. To one go w jakimś mniejszym czy większym stopniu (współ)kształtowały, one są świadectwami i pamiątkami po bliskich osobach.

Kilka słabszych momentów utworu wynika z mnogości problemów poruszanych, a raczej sygnalizowanych, wprowadzanych i niestety dość pobieżnie zarysowanych przez autora, między innymi: inicjacja w śmierć, sens życia, istota miłości, proces przypominania sobie, zapominanie i wypieranie z pamięci, budowanie więzi, tworzenie rodziny i jej istota, relacje z ojcem, zakład diabła z Bogiem, pakt człowieka z diabłem, diabeł jako alter ego człowieka, rezygnacja z czegoś, bezsilność człowieka, przebaczenie, świat widziany z perspektywy miejsca, w którym ktoś się znajduje, oddziaływanie elementów świata na siebie i na całość… – nawet nie próbuję wymieniać wszystkiego ani omawiać w tekście. W efekcie pozostaje u czytelnika wrażenie balansowania między powierzchownością a autentycznymi przeżyciami. Szkoda, bo historia ma duży potencjał. Kawamura pisze lekko, z pewną dozą uroku, więc tym bardziej żałuję, że jednak nie ograniczył liczby motywów, nie skupił się na wybranych aspektach, a reszty nie zostawiał na marginesach, obrzeżach opowieści.

Sentymentalnej podróży w przeszłość, gdy narrator dokonuje rewizji i analizy wyimków, okruchów ze swojego życia, towarzyszą quasi-filozoficzne rozważania bohatera o pojęciach i zasadach tworzonych przez człowieka, ale w podejściu do nich dominuje dychotomiczne myślenie. Zastanawiając się przykładowo nad kwestiami konstruowania zegarów i opracowania przez człowieka koncepcji czasu czy też budowania więzi z kimś ważnym dla nas oraz nadmiernego zaufania pamięci telefonów z wieloma numerami, pisarz uwydatnia skrajne podejścia. Wskazuje, że wszelkie kategorie, nazwy tworzone przez człowieka tak naprawdę zabierają mu wolność, bo „wolność przynosi niepokój”, a reguły ofiarują bezpieczeństwo – jakby nie widział w tym metod oswajania świata, niwelowania lęku przed nieznanym.

Kawamura ma tendencję do tworzenia aforyzmów, żongluje złotymi myślami, które powinny podsumować, błyskotliwie spuentować krótkie rozważania bohatera, lecz w nadmiarze wytwarzają przesyt i wrażenie powierzchownego ich traktowania, dryfowania po nich, są niejednokrotnie iluzją przemyśleń i refleksji nad życiem, dokonanymi wyborami. Trochę przywodzą na myśl cytaty zamieszczane w mediach społecznościowych – czasem ze świadomością wybrane i istotne w danym momencie dla nadawcy, ale dla odbiorcy już niekoniecznie.

Co ciekawe, narrator nie posiada imienia – ani on, ani ludzie, o których sobie przypomina. Imiona będą miały koty rodziców: Sałatek (znaleziony w kartonie po sałacie), który zmarł na guza lata temu, oraz Kapustek mieszkający z narratorem od czterech lat, po śmierci mamy. Bohater nazwie jednak diabła – Aloha (od skojarzenia z hawajskimi koszulami, które nosi kusiciel). „Bezimienność” wynika pewnie z wcześniej wspomnianej refleksji narratora, że ludzie lubią nazywać to, co ich otacza, by ujarzmić wolność, narzucić zasady i przebywać w bezpiecznym świecie, gdzie wszystko ma wyznaczone miejsce, jest skatalogowane, uporządkowane. Ale można to też odczytywać w odmienny sposób – nie są istotne imiona, lecz emocje, uczucia, przeżycia, które w istocie są uniwersalne.

Napisana ładnym, subtelnym językiem historia „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genkiego Kawamury jest opowieścią o introspektywnej podróży, przyjrzeniu się własnym wyborom, zmarnowanym okazjom budowania trwałych i głębokich relacji z najważniejszymi dla nas ludźmi. Wszystko to prowadzi do kwestii związanej z sensem życia, znaczeniem każdego, pojedynczego, jednostkowego istnienia. Na ile wpływ na to, kim jestem, miały i mają otaczający mnie ludzie, zwierzęta, użytkowane przedmioty, a na ile ja swoją obecnością – gestem, słowem, milczeniem – kształtuję innych? Wszystko jest ze sobą połączone, stanowi całość, która wiecznie coś cennego traci z odejściem, i coś nowego zyskuje z przyjściem.

——————

Genki Kawamura, A gdyby tak ze świata zniknęły koty?, tł. z jap. Dariusz Latoś, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2021.

Autor: Luiza Stachura

Reklama

16 uwag do wpisu “Sens życia. Słów parę o powieści „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genkiego Kawamury

  1. Dziękuję Ci za tą, kolejną, inspirację czytelniczą! A wiesz… ta Seria z Żurawiem to wygląda kusząco nie tylko z okładek, ale i tych opisów różnych tytułów. Myślałam, aby sobie w końcu zamówić kilka tytułów i może urządzić coś w stylu takiego maratonu czytelniczego;) Pozdrawiam Cię serdecznie!:)

    1. Tak, to bardzo ciekawa seria. Kiedyś chcę przeczytać książki niejapońskie z tej serii. Polecam, bo bardzo urokliwe, ciepłe japońskie utwory zostały wydane.
      Maraton czytelniczy – brzmi nieźle ; )
      Przesyłam słoneczności! : )

      1. Wspaniale! Świetny pomysł!:)
        Ostatnio nawiedza mnie taka myśl, aby „coś” z „jakiejś listy” przeczytać. Nie mogę się zdecydować, co wybrać;) Ach, choć fajnie mieć takie dylematy.

        Pozdrawiam serdecznie! Ślę dużo, dużo słońca!:)))

          1. Ach, zobaczę;) A masz taką książkę, która „za Tobą chodzi” od długiego czasu, ale nadal jej nie przeczytałaś…?

          2. Tak, dużo. Głównie Dostojewskiego („Białe nocne”, „Biedni ludzie”, „Młodzik”), „Lochy Watykanu” Gide’a, „Śmierć na kredyt” Celine’a i jeszcze inne, w tym sztuki teatralne ; ) Generalnie w tym roku chcę jak najwięcej ich przeczytać, bo mam poczucie, że odkładam to i odkładam, czytam słabsze książki, zamiast wejść w te literackie światy, które mi bardziej odpowiadają. Np. teraz w końcu czytam „Wojnę i pokój” – świetna powieść. A Ty? Jak u Ciebie w tej kwestii?

          3. Luizo, piękne postanowienie!!!;-) Trzymam kciuki, aby udało Ci się je zrealizować. Z moich doświadczeń wynika, że najtrudniej „wejść” w te bardziej wymagające światy literackie, aby później w nich „pobyć”. Najgorszy jest ten moment przeskoku z literatury popularnej czy ogólnie z książek mniej wymagających na teksty z górnej półki. Czytasz „Wojnę i pokój”? Brawo! Od wielu osób słyszałam, że to świetna powieść;) Ja kiedyś wybrałam jego „Annę Kareninę”. A co do mnie, na pewno chcę więcej czytać szeroko pojętej literatury górskiej czy publikacji o kosmosie. Nadal myślę też nad jakimś czytelniczym wyzwaniem, ale tu chodzi o dzieła klasyków, których nie znam;) Dobrego dnia!:))

          4. Dziękuję! To prawda, zgadzam się, że to problem, by wejść w te literackie światy, ale o dziwo, po długiej przerwie od intensywnego eksplorowania takich literackich światów teraz mniejszą odczuwam trudność. Annę Kareninę czytałam w okresie gimnazjalno-licealnym i pewnie kiedyś do niej wrócę, bo wiele zapomniałam, ale wtedy bardzo mi się podobała.
            Literatura górska i kosmos – brzmi interesująco. Oby Ci się powiodło i byś miała okazję pobyć w tych literackich przestrzeniach : )
            A, wyzwanie czytelnicze to też dobra sprawa.
            Dziękuję i wzajemnie, słonecznego i spokojnego dnia!

          5. „Wojna i pokój” cały czas chodzi mi po głowie… Może coś napiszesz o tej powieści Tołstoja…?;)
            Widać, widać, że łatwo weszłaś w te intensywne bycie w bardziej wymagających literackich światach, co zresztą bardzo mnie cieszy! Dzięki temu pojawia się tu wiele fajnych czytelniczych inspiracji!:)
            Pozdrawiam z krainy osnutej we mgle;)

          6. Wiem, że nie napiszę ; ) Ale powieść Tołstoja czyta się rewelacyjnie. I opisy wojennych zmagań, i salonowych intryg. Bohaterów jest wielu, a każdy z nich wnosi coś wyjątkowego.
            Dziękuję!
            U mnie dziś pochmurno, śnieg na jutro zapowiadają, ale ja przesyłam Ci słoneczności : )

          7. Szkoda… Ale pomyśl o jakimś cyklu kilku tekstów o takich „wielkich klasykach”. Piszesz pięknie o książkach, z chęcią przeczytam;)

            W marcu jak w garncu… Ale najważniejsze, aby dopisywała pogoda ducha!:))) Pozdrawiam ciepło!:-)

          8. Dziękuję : ) Miło mi. Problem polega na tym, że ja teraz mało czasu poświęcam tym tekstom na blog – różne rzeczy mnie zajmują, poza tym chcę przeczytać więcej ; ) Może kiedyś napiszę, zobaczymy.

            Pewnie! Pogoda ducha najważniejsza! I oby Tobie również dopisywała : ) Przesyłam słoneczności!

          9. Rozumiem Cię doskonale! Wiedź jednak, że bardzo chętnie przeczytałabym coś Twojego autorstwa na ten temat;)

  2. Może za bardzo ostatnimi dniami wsiąkłem w tę muzykę, ale Twoje pisanie o tej książce od razu przywiodło mi na myśl utwór „Tracić” Bisza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s