„(…) im większa jest miłość, tym silniejsza nienawiść.”* Słowo o „Synu Człowieczym” Yi Mun-yŏla

Czasem wystarczy jedna chwila zawahania się, a zwątpienie niepostrzeżenie się rozleje, zakorzeni i wzrośnie jako ciernie czy chwasty, których wyplenić szybko nie można. Yi Mun-yŏl, "Syn Człowieczy"Trzeba wędrówki, eksploracji przestrzeni, poznawania innych ludzi i detali (nie)rzeczywistości, by móc na nowo spojrzeć na to, co przyczyniło się do zachwiania niegdysiejszej podstawy, rozpadu dawnego fundamentu. W nocy duszy, na przecięciu światów twoja miłość albo uzdrowiona umocni się, albo przesiąknięta pustką rozkruszy na kawałeczki serce i nienawiścią zatruje twoje życie.

Pewnego dnia sierżant Nam Kyŏngho i jego koledzy otrzymują zadanie wyjaśnienia morderstwa Min Yosŏp, którego ciało znaleziono niedaleko domu modlitewnego, gdzie od niedawna gościł u znajomego z czasów studiów teologicznych. Trzydziestotrzyletni mężczyzna został ugodzony nożem. Podczas mozolnych prób zdobycia informacji o tym, co przez ostatnie lata robił Min, Nam trafia na informację o jego radyklanej zmianie w trakcie studiów – ze wzorowego studenta na głoszącego herezje i wydalonego z uczelni, a później tułającego się, ciągle zmieniającego miejsca pobytu. Odkrywa także jego pamiętniki oraz osobliwe zapiski. Min bowiem spisywał swoją wersję historii Ahaswerusa (nawiązując do legendy o Żydzie Wiecznym Tułaczu) – swego rodzaju odbiciu lustrzanym Jezusa, Syna Człowieczego. Opowieść o Ahaswerusie w zdumiewający sposób zaczyna przypominać literacko przerobione wyimki z życia Mina. Ale czy przeczytanie, zanalizowanie i zinterpretowanie narracji stworzonej przez niegdysiejszego studenta teologii przybliży sierżanta do odnalezienia mordercy?

Południowokoreański pisarz Yi Mun-yŏl (ur. 1948) opublikował „Syna Człowieczego” w 1979 roku (a polskie tłumaczenie niestety dokonano z przekładu francuskiego…). I mimo ciekawego pomysłu polegającego na paralelnym prowadzeniu opowieści kryminalnej oraz dzieła literackiego, bazującego na reinterpretacji wątków biblijnych, utwór rozczarowuje. Oba poziomy narracji załamują się i prowadzą na manowce, bezładny, pseudofilozoficzny słowotok, bełkot. Dwie opowieści rozpływają się w mgle niedomówień, płycizny, powierzchownej pisaniny. Nie chodzi o dysproporcję miedzy historią śledztwa a dziejami Ahaswerusa czy sam wątek zabójstwa, bo czasem kryminalno-detektywistyczne aspekty bywają dobrym pretekstem czy wprowadzeniem, niekoniecznie muszą być kontrapunktem. Istotny zgrzyt leży w realizacji, a zwłaszcza w finale koncepcji zarysowanych na początku powieści. Opowieści w opowieści(ach) błyszczą z pozoru, wielkie słowa i idei tworzą iluzoryczną głębię, ale jeśli zanurzyć się, to będą jedynie rozrzuconymi skorupami, złudnymi wydmuszkami, pustymi semantycznie tropami.

Min, który skupił się na pogłębianiu wiedzy, gdzieś po drodze zgubił wiarę. Poznane egzegez, ich skrupulatna analiza przyłożona do realnego życia, rzeczywistości, w której ludzie umierają z głodu, biedy, stają się niewolnikami, są pogardzani i potępiani przez majętniejszych, otworzyły wyryw, swego rodzaju aporie, miejsca-nie-do-przejścia, zaczęły budzić wątpliwości. Zaczął zatem zagłębiać kolejne apokryfy, sięgnął po różnych teologów, odrzuconych egzegetów i uczonych, po rozmaite herezje. Wciąż odczuwał pustkę, rozczarowanie, niemożność odnalezienia tyleż swojego miejsca, ile duchowego spokoju, równowagi. Nieustannie błąkał się, dryfował po przestrzeni, jakby niepogodzony i nienasycony uciekał przed sobą, przed goryczą w sobie, nicością, ciemnością. Opracowywał zrąb swoich nauk, wizji Boga, w którego mógłby uwierzyć. Zaczął nawet nauczać. Ale i to nie ukoiło jego rozedrgania, nie zapełniło jego serca i duszy, wręcz przeciwnie – powiększało pustkę. Autor jednak nie udźwignął tematu, roztrwonił go.

Postawę Mina można skonfrontować ze stanowiskiem jego „ucznia”, jak swoistego wykoślawionego odbicia lustrzanego, drwiny z butnych zapędów Mina jako kreatora Boga, odłamu (sekty) – nie tylko w kwestii życia, działania, budowania czy tworzenia (własnego-cudzego-zawłaszczonego) Boga, ale również pod względem zapisków. O ile Min tworzył coś w rodzaju dziennika mroku duszy, negacji, odrzucenia, eksploratora różnych religii i wierzeń, poszukiwacza Boga, o tyle jego uczeń Cho Tongpal stał się fanatykiem i zapragnął napisać na nowo Biblię, ale… wyszedł z tego chorobliwy bełkot. Nie wiem, czy taki był zamysł autora (za tą opcją może przemawiać ocena pisaniny Cho dokonana przez Nama), lecz wlekące się i momentami kuriozalne zapiski Mina, coraz bardziej niszczone przez południowokoreańskiego pisarza, oraz szaleńcze wizje Cho w dużej mierze rozbijają powieść, sprowadzają ją do marnej jakości gadulstwa, grania na chwytach związanych z herezją. W morzu słów, myśli, idei, koncepcji, nawiązań, aluzji, trawestacji, reinterpretacji, metafor, metonimii rozpływa się paralelny obraz życia Ahaswerusa i Mina, który mógłby być wstępem do rozmowy o kwestiach potrzeby wiary, jej odrzucenia, zwątpienia, poszukiwań.

„Syn Człowieczy” Yi Mun-yŏla jest niestety przekombinowaną ekwilibrystyką, rozczarowującą żonglerką ideami.

——————

Yi Mun-yŏl, Syn Człowieczy, tł. [z fr.] Iwona Banach, Zysk i S-ka, Poznań 2011, s. 262.

Obowiązuje zapis dalekowschodni – nazwisko poprzedza imię.

Autor: Luiza Stachura

3 uwagi do wpisu “„(…) im większa jest miłość, tym silniejsza nienawiść.”* Słowo o „Synu Człowieczym” Yi Mun-yŏla

  1. Przy okazji rozczarowującej lektury pozwolę sobie zapytać nieco pobocznie: skąd czerpiesz informacje o premierach i jak zaopatrujesz się w książki? Chodzi mi głównie o te azjocentryczne.

    1. Przeglądam co jakiś czas strony wydawnictw (głównie Wydawnictwo Akademickie Dialog, Kirin, PIW, Czytelnik, Tajfuny, Kwiaty Orientu, Karakter, WUJ, WUW, Czarne) – nie tylko z uwagi na utwory z Dalekiego Wschodu, bo czasem odnajduję wznowienia klasyki europejskiej ; )
      Rzadziej działa przypadek (a może przeznaczenie) – (nie)przypadkowo zobaczę, że na jakieś stronie, np. Honbon czy na Instagramie pojawiała się informacja o zapowiedzi.

      Książki głównie kupuję, a ze dwa razy w roku otrzymuję na urodziny i Święta od rodziny, a czasem i na dzień dziecka ; )
      Kiedyś, dawno temu kilka książek Murakamiego dostałam od Muzy, kilkanaście książek (literatura dalekowschodnia) otrzymałam w ramach recenzji na portale Honbon i Japonia-Online; teraz, czyli jakoś od tego roku, sporadycznie dostaję z bo.wiem (marki WUJ).
      Ostatnio kupuję dużo książek z PIW-u, bo cieszę się, że powrócili do wydawania japońskich, chińskich i koreańskich utworów (właśnie czytam „Kamień w lustrze”, a na półkach jeszcze kilka kupionych jakiś czas temu). A że tak wielki jest mój entuzjazm i ostatnio o ich książkach pisałam, to pierwszy raz od istnienia bloga dostałam w tym miesiącu propozycję egzemplarzy recenzenckich z PIW-u (informację o tym, co było egz. rec., podaję teraz pod wpisem – na razie nic z Dalekiego Wschodu).

      Nowości wydawnicze kupuję głównie w Bonito, czasami w Wydawnictwie Dialog, a starsze wydania na allegro.
      Był czas, parę lat temu, że sporo dalekowschodniej literatury wypożyczałam z biblioteki – wtedy mało osób było zainteresowanych literaturą japońską, chińską czy koreańską, więc nie czekałam w kolejce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s