Po drugiej stronie pieca. Słowo o „Piekarni Czarodzieja” Gu Byeong-mo

Jeden wybór determinuje kolejny. Jedno słowo pociąga za sobą następne. Nie można cofnąć czasu i zmodyfikować czynów, chociaż niejednokrotnie w życiu większość z nas tego pragnie. Ale gdybyś miał sposobność, by dokonać retuszu, zmienić błędną decyzję, przenieść się w przeszłość, to czy po „naprawieniu” „defektu” nie okazałoby się, że „ty” w teraźniejszości to już nie „ty”, ale ktoś ukształtowany inaczej przez tę jedną zmianę w przeszłości?

Szesnastoletni chłopiec wspomina, gdy w wieku sześciu lat został porzucony na dworcu przez matką. Po kilku dniach tułaczki po stacji kolejowej, szpitalu i policji w końcu wrócił do domu i zajął się nim ojciec. Jakiś czas później ojciec ożenił się powtórnie z nauczycielką panią Bae, która miała wówczas dwuletnią córkę Muhee. Relacje między macochą a chłopcem były napięte, kobieta swoje pretensje, frustracje i rozczarowanie mężem przerzucała na pasierba. Obwiniała go o mniejsze czy większe sprawy. Chłopiec zaczął się jąkać, bez zapisanego tekstu nie był w stanie mówić bez zacinania się. Lata mijały, a on stopniowo coraz bardziej wycofywał się z przestrzeni domowej, nawet unikał posiłków – wolał kupić pieczywo w piekarni na osiedlu, w „Czarodziejskiej Piekarni”. Chciał wytrwać, aż nie skończy szkoły i nie podejmie pracy, by wyprowadzić się i samodzielnie utrzymywać. Los chciał, by pani Bae odkryła, że ktoś zgwałcił Muhee. Po długiej i męczącej inwigilacji oraz oskarżeniu najpierw jednego potencjalnego sprawcy, Muhee w końcu by matka dała jej spokój, wskazała na przyrodniego brata. Zdesperowany i niewinny chłopak w odruchu uciekł. Jedynym miejscem, gdzie mógł się ukryć i podjąć dalsze działania, była osiedlowa piekarnia. Ale to magiczne miejsce, gdzie Piekarz-czarodziej przygotowuje wypieki z zaklęciami. Czytaj dalej