„To życie mija tak szybko.”* Kilka słów o „Żyć!” Yu Hua

Dlaczego wartość tego, co miałeś, lśni najpełniej, gdy wysypie się z twoich rąk? Codziennie gubisz coś. Te drobne ślady przeszłości dryfują po ulicach, zaułkach i kanałach. Może kiedyś zapragniesz je odzyskać. Wyruszysz wtedy w podróż w głąb pamięci, by wydobyć utracone chwile. Co z nich zostało?

Jeden z narratorów powieści z 1993 roku „Żyć!” chińskiego pisarza Yu Hua (ur. 1960) wspomina, jak przeszło dziesięć lat temu jego zadaniem było zbieranie piosenek ludowych, które jeszcze przetrwały wśród wiejskich społeczności. Podczas jednej ze swoich wędrówek spotkał starszego mężczyznę Xu Fuguia poganiającego krowę, ale sposób, w jaki zwracał się do zwierzęcia, zwrócił uwagę narratora, więc go zagadnął. A napotkany opowiedział mu barwną, lecz gorzką historię swojego życia, sięgającą czasów wojny domowej miedzy Kuomintangiem a Armią Ludowo-Wyzwoleńczą, schyłku właścicieli ziemskich, kolektywizacji, wytopu stali, klęski głodu czy wreszcie rewolucji kulturalnej i brutalnych działań hunwejbinów. Na tle przemian historyczno-politycznych, licznych reform społecznych, przekształceń i wytycznych Mao Zedonga, Xu snuje opowieść o wartości życia. Relacjonuje swoje hulaszcze eskapady, awantury, hazard, małżeńskie potyczki i zmagania, narodziny dzieci oraz następujące po krótkim okresie szaleńczej i wesołej młodości tragedie, śmierci, rozstania, pożegnania. Czytaj dalej

„Wszystko to teatr”*. Słów parę o publikacji „»Moi bitelsi«. Wybór dramatów japońskich”

Wejść za kulisy przedstawienia, zajrzeć do garderoby, zająć się ustawianiem dekoracji, aranżacją przestrzeni, w której rozegra się dramat codzienności. Być kreatorem, reżyserem, wizjonerem. „»Moi bitelsi«. Wybór dramatów japońskich”Ale co jeśli wszystko jest teatrem, a twoje próby tworzenia przedstawienia są jedynie odtworzeniem, skalą mikro niepojętego przedsięwzięcia, symulakrum?

Publikacja „»Moi bitelsi«. Wybór dramatów japońskich”, zawierająca sześć utworów w przekładach Henryka Lipszyca, Beaty Kubiak Ho-Chi, Jana Filipka, Estery Żeromskiej, Jadwigi Rodowicz oraz Okubo Chizuru, jest jedną z nielicznych antologii dalekowschodnich sztuk teatralnych na polskim rynku wydawniczym, niezmiernie ważną i cenną. Kompilatorzy przybliżają utwory powstałe od połowy lat 50. oraz w latach 60. XX wieku, będące egzemplifikacją ówczesnego etapu rozwoju japońskiego dramatu. W zbiorze znalazły się dwa teksty Mishimy Yukio, dwa dzieła Betsuyaku Minoru oraz po jednym utworze Satō Makoto i Ōty Shōgo. Tłumacze przygotowali doskonałe słowo wstępne, w którym prezentują tło historyczne, przemiany społeczne i polityczne zaangażowanie twórców, a także kreślą wyimki z przemian japońskiego teatru w drugiej połowie XX wieku, przybliżają sylwetki dramaturgów czy wskazują tropy interpretacyjne zamieszczonych w zbiorze dzieł. Publikację zamyka interesujący tekst Henryka Lipszyca „Obecność teatru japońskiego w powojennej Polsce”. Czytaj dalej

„(…) nie wszystko z tego, co jest możliwe, człowiek potrafi zrozumieć”*. Słowo na marginesach „Edenu” Stanisława Lema

Odpryski informacji, zdarzeń, słów dryfują w przestrzeni. Możesz je zbierać i próbować ułożyć z nich obraz-mozaikę, by odcyfrować rzeczywistość, ale i tak pozostaną mylnie dopasowane obiekty, puste miejsca, białe plamy, szerokie pola semantyczne. Mimowolnie wytworzysz nowe wymiary, może niektóre z nich będą blisko prawdy. Stanisław Lem, "Eden"Dokąd zaprowadzi cię labirynt elementów, które w różnych konfiguracjach otwierają odrębne ścieżki?

Grupa sześciu astronautów wpada w ogon planety Eden, ale udaje się im awaryjnie wylądować. Ich rakieta wbija się w grunt i początkowo pracują nad wyjściem na zewnątrz, by z czasem rozpocząć naprawę, odkopać pojazd i odlecieć. Jakieś 10-11 lat wcześniej przy tej planecie znalazła się sonda kosmiczna i pobrała próbki do badania, od tamtego czas nikt nie planował żadnej naukowo-badawczej ekspedycji, toteż jedyną informacją jest, że „Eden ma znośną atmosferę” [s. 9]. Po wyjściu z rakiety mężczyźni rozpoczynają eksplorację terenu. I odkrywają, że wśród mieszkańców są istoty rozumne. Rozwijane przez nich technologie wzbudzają zdumienie kosmonautów. Początkowo próbują dopasować ludzkie kategorie do zrozumienia dziwnych zjawisk, roślinności i stworzeń nieznanej planety. Czytaj dalej

Posklejać to, co popękane. Słów kilka o „Bliźnie” Auður Avy Ólafsdóttir

„Ile potrzeba słów, żeby przeżyć?” [s. 190]

Te chwile przepływają przez palce jak woda, przesypują się jak piasek w klepsydrze. Zbliża się godzina, kiedy dostrzeżesz brak sensu, pustkę, nicość pochłaniającą cię od środka. Auður Ava Ólafsdóttir, "Blizna"Czy jedynym wyzwoleniem będzie zatrzymanie iluzji poprzez roztrzaskanie kruchego życia? A może… gdy zmieni się optyka, gdy posłuchasz szeptów duchów chwytających się istnienia, uciekających przez anihilacją, to zapragniesz zagrać dalej w życie, stworzysz nowy, trwalszy sens, odkryjesz wartość siebie i swojego bycia?

Czterdziestodziewięcioletni Jonas Ebeneser niedawno rozwiódł się z żoną Gudrun, ale ich małżeństwo już ponad osiem lat temu uległo rozpadowi. Mają dwudziestosześcioletnią córkę Gudrun Lilię Wodną. Jest jeszcze trzecia Gudrun w życiu Jonasa – mężczyzna bowiem odwiedza często w domu starców swoją matkę Gudrun Stellę Jonesdottir Snaeland, cierpiącą na demencję, nieustannie nawracającą do tematu wojny na świecie i okrucieństw, które konflikty zbrojne niosą ze sobą. Jonas jest nieszczęśliwy, niespełniony, nie widzi sensu życia, uważa, że nic nie ma i sam jest niczym, świat nic nie straci na jego odejściu. Myśli o samobójstwie, ale najlepiej poza domem, by zwłok nie odnalazła córka. Wybiera zatem kraj, w którym niedawno zakończyła się wojna, lecz porozumienie zdaje się niepewne, toteż w każdej chwili mogą zostać wznowione działania zbrojne. Porządkowanie rzeczy przed planowaną śmiercią, odnalezienie dzienników sprzed około trzech dekad, wyjazd i ulokowanie w hotelu o znamiennej nazwie „Silence” („Cisza”) staną się impulsami do rewizji dotychczasowego życia przez Jonasa. Czytaj dalej

„Gwiazdy lśnią na niebie, blask księżyca wypełnia izbę. Dlaczego ludzkie życie naznaczone jest rozpaczą?”* Parę słów o „Opowieściach znad rzeki Hulan” Xiao Hong

Kruchy, wrażliwy kwiat zakwita w ciemności skutej mrozem. W zimnej krainie, w lodowym królestwie jego istnienie zdaje się mirażem, iluzją, pomyłką, aberracją rzeczywistości. Jednak błąd będzie szybko naprawiony, bo jego krzyk zostanie ścięty przez ziąb, rozerwane na kawałki ciało stanie się częścią przestrzeni.

Hulan jest miasteczkiem położonym nad rzeką, od której wzięło nazwę. To tereny niegdysiejszej Mandżurii, rejon, w którym zimą panuje wielki mróz, aż ziemia i skóra człowieka pękają. Tutejsza ludność jest zaściankowa, ciekawska, chłonna widowisk i plotek. Atrakcją w życiu społeczności staje się czyjeś nieszczęście, na przykład opętanie przez złego ducha, którego próbują wypędzić szamani, prestidigitatorskie triki wróżbitów albo cykliczne wypadki czy nawet śmierć w ogromnej rozpadlinie, gdy niepomni na minione zdarzenia mieszkańcy i tak przeprawiają się tamtędy na drugą stronę, licząc na kapryśną łaskę losu. W tej krainie znajduje się „niegościnny i ponury dom” narratorki (portre-parole autorki) powieści z 1940 roku „Opowieści znad rzeki Hulan” Xiao Hong. Czytaj dalej

„Trudno jest ufać ludziom.”* Słowo na marginesach „Battle royale” Koushuna Takamiego

Zaufaj mi. Uciekniemy razem, wyzwolimy się z tej ciasnej przestrzeni. Chwyć moją rękę. Nie opuszczę cię. Razem możemy znaleźć wyjście inne niż śmierć. Ufasz mi?

W 1997 roku kolejny raz w Wielkiej Republice Azji Wschodniej rozpoczęto Eksperyment Bitewny Programu 68. Zainaugurowano go w 1947 roku i zasadniczo co roku powtarzano. Każdy obywatel wie, że komputer na chybił trafił wybiera 50 klas gimnazjalnych. Uczniowie z danej klasy zabierani są na teren wyludniony, otrzymują losowo broń (każdy inną), mapę, kompas, butelki wody i trochę jedzenia. Na szyjach mają założone elektroniczne obroże lokalizujące ich położenie i uniemożliwiające ucieczkę – próba ich zdjęcia grozi detonacją. Zadaniem uczniów jest… zabijać się, aż przetrwa wyłącznie jedna osoba. Czytaj dalej

„(…) Pijany wstaję i wchodzę na księżyc w strumieniu (…)”* Jedynie słówko o „Księżycu nad Fuzhou. Wierszach z epoki Tang”

Deliryczne spacery po księżycu albo eksplorowanie górskich przestrzeni, szukanie odłamków legend i mitów pośród zarośli świata, doświadczanie codzienności z jej smutkami i radościami. "Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang"Gdy po latach, a nawet wiekach ktoś odczyta zapisane przeżycia, może okaże się, że wszyscy śnimy podobny sen.

„(…) Mroźna rosa kapnęła i sen się rozpada (…)” [Meng Jiao, s. 253]

W serii „Czytanki Orientalne” Wydawnictwa Dialog w dwujęzycznym polsko-chińskim wydaniu ukazał się przetłumaczony przez Małgorzatę Religę wybór wierszy z epoki Tang – „Księżyc nad Fuzhou”. Cesarska dynastia Tang panowała w Chinach od połowy 618 roku do połowy 907 roku. Był to okres rozwoju i względnej stabilizacji. Kultura, a zwłaszcza poezja rozkwitała. Wśród utalentowanych i wybitnych poetów tamtego czasu wyróżnia się trzech największych: Wang Weia, Li Baia oraz Du Fu. Ich poetyckie utwory znalazły się, co jasne, w antologii „Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang”. Polska sinolog Małgorzata Religa opatrzyła zbiór krótkim wstępem przybliżającym specyfikę tangowskiej poezji. Badaczka wskazała między innymi na rozwijające się i dominujące dwa style – „nowy”, w którym kluczowe role odgrywały między innymi schematy tonalne czy liczba zgłosek, oraz nieco mniej rygorystyczny „stary”. Czytaj dalej

„Może wszyscy ludzie są samotni.”* Parę słów na marginesach „Klary i Słońca” Kazuo Ishiguro

Promienie słoneczne szkicują płoche obrazy, delikatnie tkają wzory na ziemi, roślinach, przedmiotach i ludziach. Kazuo Ishiguro, "Klara i słońce"Za chwilę chmury zasłonią rysunek i świetlne źródełko wyschnie. Ale wystarczy cierpliwie poczekać, by znów pojawiły się ciepłe, olśniewająco-oślepiające iskierki i zatańczyły przed oczami, tworząc niesamowity teatr.

Klara jest SP, czyli Sztucznym Przyjacielem. Jej unikatowość polega na niezwykle umiejętnym obserwowaniu i szybkim uczeniu się, wychwytywaniu niuansów w emocjach i uczuciach objawiających się w mimice, gestach i słowa ludzi; w przeciwieństwie do innych robotów usiłuje zrozumieć te niejasne, ukrywane przeżycia. W Sklepie ze swoją przyjaciółką Rosą i innymi modelami androidów czeka na nabywcę. Przeznaczeniem SP jest bowiem towarzyszenie dzieciom podczas dorastania. Korzystają z technologii fotowoltaicznej, toteż są niejako uzależnione od Słońca, które w ich pojęciu dostarcza „odżywcze składniki”. Pewnego dnia nastoletnia Josie zauważa Klarę w witrynie Sklepu. Dziewczynka koniecznie chce, by to ona została jej SP. Po długim czasie w końcu udaje się jej przekonać Matkę i Klara wyrusza w z Josie podróż, podczas której dowie się o chorobie nastolatki. Szczerze, prostodusznie wierząc w uzdrawiającą moc Słońca, podejmie się negocjacji z nim w sprawie udzielenia pomocy i łask dla dziewczynki.

„(…) zobaczyłam odbicie wieczornej twarzy Słońca” [s. 289]

„Klara i Słońce” brytyjskiego pisarza Kazuo Ishiguro (ur. 1954) ukazała się w 2021 roku i bardzo szybko została przetłumaczona na język polski, zachowano także oryginalną okładkę (jakże świetnie oddającą fragmenty powieści!). Autor powraca do motywów z poprzednich utworów, zwłaszcza z „Nie opuszczaj mnie”, i znów zadaje kluczowe, fundamentalne pytania dotyczące człowieczeństwa (zwłaszcza: co czyni nas ludźmi, co odróżnia człowieka od maszyny-przedmiotu-artefaktu, na czym polega wyjątkowość istnienia) i jednostkowości. Sięga po aspekty bioetyczne, znacznej ingerencji w organizmy żywe, inżynierii genetycznej zahaczającej o eugenikę, technicyzacji, sztucznej inteligencji, produkcji androidów, które są superinteligentne, ale część z nich także rozwija w sobie uczucia i emocje, wykazuje empatię. Czytaj dalej

„(…) studiuję wnętrze dłoni / w poszukiwaniu błyskawicy, która rozświetli świat w płóciennej torbie”*. Kilka słów o „Światłach w bursztynie. Antologii współczesnej poezji chińskiej”

Twoje nawyki, drobne gesty, grymasy twarzy, spojrzenia, dotyk, zapach – wszystko kiedyś rozwieje się we mgle, rozpłynie w powietrzu. Stanie się nieodłączną częścią świata, pierwiastkiem głęboko ukrytym, zagubionym fragmentem klucza do tajemnicy istnienia. Do tego czasu chcę chłonąć każdą zmianę, która w tobie zachodzi – jak w pogodzie, gdy przez chmury przebijają się promienie słoneczne, a za chwilę znów pada deszcz.

Autorem słowa wstępnego do „Świateł w bursztynie. Antologii współczesnej poezji chińskiej” jest poeta Jidi Majia, zwracający uwagę na swego rodzaju poetycki dialog Państwa Środka i Polski – współczesna twórczość liryczna obu krajów coraz częściej jest tłumaczona i publikowana w nich, tym samym umożliwiając przepływ myśli, wrażeń, obrazów, zwłaszcza teraz w czasie epidemii. Poezja dla Jidi Majia to między innymi „tajemniczy, duchowy i językowy kanał”. Utwory wybranych dziewięciorga poetów, laureatów prestiżowych nagród (w tym najważniejszej Nagrody Literackiej im. Lu Xuna), stanowią świetną egzemplifikację tej wizji. Ich słowa tkają (po)most między snami, ideami, myślami, wrażeniami odbiorców bez względu na narodowość. Czytaj dalej