„Introwertyczne pożycie”. O „Anomaliach” Grzegorza Krzymianowskiego

Tekst można przeczytać na stronie bookznami.pl

Z racji, że (chwilowo?) stara strona bookznami.pl nie działa, zamieszczam tekst na blogu [27.04.2013]

 

Narrator powieści Anomalie Grzegorza Krzymianowskiego ucieka od pierwszej osoby. Relacjonuje wydarzenia i swoje stany psychiczno-emocjonalne, wykorzystując literackie i dalekie „on” zamiast bliskiego i bolesnego „ja”. Paradoksalnie dopiero słowne odchylenia, deformacje i aberracje umożliwiają mówienie o osobistym przeżyciu. Paralaktyczna fotografia własnego życia i lingwistyczne wykroczenie poza siebie są niezbędne, by zrekonstruować przeszłość oraz właściwie zaprojektować „ja” w przestrzeni przyszłości. Anomalie bowiem to swoista wiwisekcja… zazdrości. A, jak wszyscy wiedzą, zazdrość rodzi się w głowie.

Ona – Anna, długowłosa brunetka, nauczycielka akademicka i lektorka włoskiego, zainteresowana między innymi współczesnym teatrem, gardząca miałką i ckliwą literaturą. On – brunet, programista, szachista-pasjonat, preferujący „prostą, linearną, przyczynowo-skutkową logikę”. Piękni, trzydziesto(paro)letni. Sześć lat związku. Bez dzieci, bez ślubu. Dopiero wychodzą z finansowego kryzysu. Jednakże względna stabilizacja to jedynie pozory. Rozpadu początki są zazwyczaj niedostrzegalne, podstępnie atakują odruchami zazdrości, coraz bardziej uciążliwymi, ale przemilczanymi. Bo duma nie pozwala na zapytanie wprost. Z czasem narrator odnajduje w mieszkaniu orbity, po których porusza się włącznie on, i miejsca przeznaczone jedynie dla jej obecności oraz aktywności – wspólna przestrzeń niepostrzeżenie się kurczy i służy tylko do rutynowych, mechanicznych czynności. Rozrzucone drobne ślady i (nie)przypadkowo odkryte tropy, wskazujące na niewierność Anny, staną się pretekstem do wzmożonej pracy wyobraźni.

Między Anną a narratorem rozgrywa się niemy teatr gestów, wzajemnych oskarżeń i pretensji. Najbłahsza sprawa urasta do problemu niebotycznych rozmiarów. Wystarczy iskierka. Rzadko padają jakiekolwiek słowa, a jeśli już, to albo są zdawkowymi uwagami, albo zjawiają się w postaci druzgoczącej, bolesnej lawiny, nieprzynoszącej oczyszczenia, a wręcz przeciwnie – zagęszczającej atmosferę niedomówień. Wspólnym tematem staje się dla nich rozwód znajomej pary, ale i rozmowa na ten temat szybko przemienia się w automatyczne wymienianie utartych fraz, klisz językowych. Napięcie między milczeniem a z trudem powstrzymywanym naporem słów sprzyja domysłom, w których bryluje on. Wyłapywanie z przestrzeni tych elementów, które idealnie potwierdzają wstępną hipotezę, determinuje przyszłość związku Anny i narratora. Dialogi w Anomaliach nie istnieją. Znamienne, że wszystko relacjonuje on. Odbiorca nie słyszy kobiety – postrzega ją jedynie przez pryzmat opisów narratora. Innymi słowy, wizerunek Anny powstaje pod wpływem męskiego interpretowania kobiecego świata, a taka interpretacja nierzadko bywa zgubna. Tym lepsze i mocniejsze, na tle tak zarysowanego dramatu dwojga młodych ludzi, jest zakończenie.

Język, jakim posługuje się Grzegorz Krzymianowski w Anomaliach, jest aż nazbyt piękny – pełen ornamentów, lingwistycznych gier, słownych zabaw, kunsztownych fraz – i poprzez to wytrącający z automatyzmu, ale niekiedy, ze względu na gęstość i przesyt, nużący.

Gra w ping-ponga pretensji, patchwork ponurych, niepłodnych myśli uderzających z impetem o ścianę kilkugodzinnego milczenia, za którą znowu się przed sobą skryją, jak tyle razy przedtem. Nic z tego nie wynika, nic poza doznaniem krzywdzącego niezrozumienia i jakiegoś gorzkiego posmaku na końcu gardła. [s. 102-103]

Pozostaje więc wariant odmienny, który w strzelistej ciszy pierwszego poranka Nowego Roku – czworokąt okna zaszedł bielmem załamującym się w różne odcienie szarości – wydaje mu się zupełnie fantastyczny, acz nieco bardziej godny uwagi i bezsenności. [s. 45]

Paradoksalnie on-narrator – programista wielbiący logikę – nie tylko zagłębia się w fantazji i żywi iluzjami, lecz także (a może przede wszystkim) konstruuje słowne labirynty, nierzadko testując możliwości semantyczne poszczególnych słów, głównie do wyrażenia indywidualnych stanów emocjonalnych. Momentami jego zachowanie przybiera rys chorobliwości, niezdrowej ciekawości, samoudręczenia. A przecież dla umysłu logicznego lingwistyczna żonglerka i poddanie się zazdrości to niczym pierwsze objawy szaleństwa, czyli błąd (systemu) – czyżby psychiczna anomalia?

Anomalie Grzegorza Krzymianowskiego jawią się jako przewrotny obrazek, tyleż o zazdrości i zdradzie, ile w ogóle o relacjach międzyludzkich – pełnych przemilczeń, niedopowiedzeń oraz wieloznacznych gestów. Interesująca literacka (kontr)odpowiedź na podążającą w tym kierunku najnowszą polską literaturę współczesną.

Grzegorz Krzymianowski, Anomalie, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012.

Autor: Luiza Stachura

Advertisements

10 thoughts on “„Introwertyczne pożycie”. O „Anomaliach” Grzegorza Krzymianowskiego

  1. wygląda nieźle. Co prawda nie moja tematyka (kwestie wewnątrzzwiązkowe stają się pewnego dnia po prostu codziennością i żadna książka im nie podskoczy), ale doceniam połączenie stylu i umiejętności ugryzienia tematu.

    1. I jest niezłe. Tak, to jasne – codzienność a literatura (czy szerszej: książki, bo i w tym można ująć poradniki itd.) są (co najmniej) dwoma przestrzeniami często się mijającymi. Ale czasami można z ciekawości coś takiego pod-czytać ; )
      Temat, który podejmuje Grzegorz Krzymianowski, jest eksploatowany niemiłosiernie, ale jemu udaje się zaprezentować świeży i zajmujący wariant (wariację?) – dlatego, jak sądzę, warto przeczytać ; )

      Pozdrawiam!

      1. zdarza mi się czytać takie dziwa, ale im mocniej życie dociska, tym chętniej sięgam po science fiction ;-). Z „obyczajówek” to ostatnio (w sensie ileś miesięcy wstecz) „Małe wieczności”

      2. Hehe, SF, no tak.
        Lem mnie swego czasu zainteresował. Podobnie Wells, ale jakoś niespecjalnie miałam okazję, by drążyć i eksplorować przestrzeń SF. Czytam na Waszym blogu recenzje SF – i kiedyś pewnie po coś sięgnę, jakkolwiek moja znajomość science fiction jest mizerno-mierna ; )

      3. ciężko o dobre science fiction, niestety. Moim zdaniem to bardzo trudny gatunek, niezwykle wymagający zarówno wobec twórców jak i odbiorców. Jest sporo lekkiego sci fi, czasami nawet nazbyt lekkiego, które trochę psuje oblicze gatunku, ale tak jest wszędzie ;-). Problem polega na tym, że sci fi powstaje zwyczajnie bardzo mało, a uwzględniając krzywą rozkładu normalnego, jedynie niewielka część tego „mało” będzie świetna. Nic się z tym nie poradzi. Jest jednak mnóstwo genialnej klasyki, którą przeczytać naprawdę warto.

  2. Nie lubię obyczajówek, zdecydowanie nie rejon moich zainteresowań. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam w dłoniach coś z tej bajki. Ale nazwisko i tytuł notuję do przejrzenia.

    1. Obyczajówek współczesnych też nie lubię, ale takie na przykład dziewiętnastowieczne czy z początku XX stulecia bywają interesujące ; )
      Anomalie (poniekąd) są pewną grą z obyczajówkami. Na ile się to autorowi udaje, zależy od czytelnika.
      A, dodam na marginesie, że co jakiś czas podglądam blog autora tej książki ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s