„Chodź ze mną, gdzie rosną żurawiny (…)”.* Na obrzeżach „Błogosławieństwa ziemi” Knuta Hamsuna

Czas kaleczy i czas leczy. [s. 130]

Na norweskim pustkowiu, niedaleko granicy ze Szwecją, zjawia się Izak. Niczym mityczny pierwszy człowiek ciężką i pełną wyrzeczeń pracą wcieli w życie myśl, by czynić sobie ziemię poddaną. Trudy zostaną wynagrodzone, jakkolwiek ludzka natura bywa zmienna i kapryśna, toteż niejednokrotnie stanie w poprzek świetlistym planom. Niebawem do Izaka dołączy Inger, dziewczyna gospodarna i zaradna, ale ze skazą – zajęczą wargą. Piętno determinuje los Inger. Nie ma większego wyboru i musi zostać z Izakiem, zamiast szukać „przystojnych” i „ponętnych” amantów. Pobyt na odludziu, które z czasem zacznie przeobrażać się w wieś, przyczyni się do nieustannych duchowo-fizycznych wzlotów i upadków Inger. Jakby stała się ona swego rodzaju pars pro toto (większości) kobiet – ulegających podszeptom złego, by później szukać oczyszczenia; płonących ogniem namiętności, który ugasić może tylko stanowczość, konsekwencja i siła mężczyzny. Kobiety hamsunowe nie tyle ocierają się o krwawą zbrodnię i grzeszność, kalając swoje początkowo czyste serca i umysły, ile działają jak w transie, z zimną krwią dokonując czynów haniebnych. Zresztą kreacje kobiet w powieści Knuta Hamsuna są znakomite. Wyśmienite. Choćby Olina – tyleż katalizator(ka), ile „akcelerator(ka)” wydarzeń. Albo Barbro – przewrotna i nienasycona czarodziejka zmysłów. Czytaj dalej