„Dlaczego nic nigdy nie może być proste?”* O „Statku śmierci” Yrsy Sigurðardóttir słów kilka

Uprzednio Yrsa Sigurðardóttir, "Statek śmierci"należący do magnata finansowego jacht o pretensjonalnej nazwie „Lady K” został przejęty przez islandzką komisję likwidacyjną. Po przeszło tygodniowej wyprawie z Lizbony ekskluzywny statek wpływa późnym wieczorem do portu w Reykjaviku. Na jego pokładzie w podróż wyruszyło siedmioro osób – kapitan, dwóch marynarzy i małżeństwo z bliźniaczkami. Jakiż zatem szok przeżywają oczekujący na pasażerów, gdy okazuje się, że jacht jest… pusty. Rodzina zaginionego małżeństwa zwraca się do prawniczki Thóry o pomoc. Ślady i tropy prowadzą do przerażającej prawdy.

Statek śmierci Yrsy Sigurðardóttir – bez przesady można powiedzieć, że obecnie najsłynniejszej współczesnej islandzkiej pisarki – dzieli się na paralelne opowieści. Pierwsza rozgrywa się po wpłynięciu statku do portu: to wszelkie działania, mające na celu ustalenie tego, co stało się z pasażerami. Druga natomiast – jest relacją wydarzeń podczas rejsu. Co istotne, na początku powieści autorka zamieszcza wykaz bohaterów, nazywając go listą „osób dramatu” – i ta konwencja wyznacza kolejne odsłony tropów, dawkowanie napięcia, gradację faktów oraz domysłów. Czytaj dalej

Ogień. Recenzja „Spójrz na mnie” Yrsy Sigurðardóttir

Spójrz na mnie to, między innymi po Lodzie w żyłach, piąta z cyklu książka poświęcona prawniczce Thórze Gudmundsdóttir. Jakkolwiek czytelnik swobodnie może rozpocząć swoją przygodę z kryminałami Yrsy Sigurðardóttir (1963) – islandzkiej pisarki, absolwentki inżynierii budowlanej – od dowolnie wybranej części, a to wszystko dzięki rozmyślnie skonstruowanej fabule.

Książka rozpoczyna się nieprawdopodobnie i nietypowo dla kryminałów, bo od… wizyty ducha. W Spójrz na mnie nie będzie jednak o nawiedzonych domach czy zjawiskach nadprzyrodzonych. Początkowo, po pojawieniu się mary w prologu książki, nie ma śladu duchów i nic nie zapowiada, że pojawią się wkrótce. A zjawią się… Pensjonariusz zamkniętego oddziału psychiatrycznego w Sogn, pedofil Josteinn, zwraca się do Thóry z prośbą (chociaż raczej należałoby to nazwać swego rodzaju wymuszeniem, nonszalancką propozycją nie do odrzucenia) o doprowadzenie do rewizji wyroku. Prawniczka zniesmaczona, pełna obaw i niechęci jedzie na spotkanie z Josteinnem. Dowiaduje się jednak, że nie o jego wyrok chodzi. Josteinn chce sfinansować rewizję wyroku Jakoba, dwudziestolatka z zespołem Downa. Młodego człowieka oskarżono bowiem o podpalenie ośrodka rehabilitacyjnego dla niepełnosprawnych, w tym tragicznym wypadku (czy zamierzonym i nieprzypadkowym działaniu?) zginęło w płomieniach pięcioro osób, z czego czworo było niepełnosprawnych. Josteinn wie, że chłopak jest niewinny, a Thóra będzie musiała to udowodnić.

Oczywiście, nic nie jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Świadkowie mijają się z prawdą, akta sprawy są niekompletne, pełne luk i przemilczeń. Brak między innymi informacji o tym, iż pogrążona w śpiączce Lisa, jedna z pensjonariuszek ośrodka, była… w czwartym miesiącu ciąży! Śledztwo opiera się z początku na przeczuciach, domysłach, poszlakach, ale z czasem dowodów przybywa. I trzeba przyznać – są przerażające. Czytaj dalej

„Lód skrywa wiele, ale niczego nie niszczy”.* Recenzja „Lodu w żyłach” Yrsy Sigurðardóttir

Yrsa Sigurðardóttir jest islandzką pisarką, specjalizującą się zarówno w kryminałach, jak i… powieściach dla dzieci. Urodziła się 1968 roku w Reykjaviku. Co ciekawe, Yrsa Sigurðardóttir ukończyła inżynierię budowlaną na Uniwersytecie Islandzkim. Jako pisarka debiutowała w 1998 roku. Do tej pory w Polsce zostały wydane czerty (łącznie z najnowszą, z 2010 roku) jej powieści kryminalne, których centralną postacią jest prawniczka Thóra Gudmundsdóttir: Trzeci znak (MUZA SA 2007), Weź moją duszę (MUZA SA 2008), W proch się obrócisz (MUZA SA 2009) oraz Lód w żyłach (MUZA SA 2010). W przygotowaniu zaś jest kolejny utwór islandzkiej pisarki – Spójrz na mnie (również Wydawnictwo MUZA SA).


Akcja Lodu w żyłach przenosi nas na wschodnie wybrzeże… Grenlandii, (pozornie) współczesnej Grenlandii. Jakkolwiek zachodnie wybrzeże jest w miarę zagospodarowane, tak wschodnie pozostaje niemal dziewicze. Nieliczni mieszkańcy tych terenów, pomni na przestrogi przodków (głoszące, iż duchy zmarłych porywają ze sobą „nieproszonych gości”), nie zapuszczają się w niektóre rejony.

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie jednej z islandzkich firm, aby rozpocząć prace na terenie, który stanowi temat tabu dla społeczności Grenlandczyków ze wschodniego wybrzeża. Firma Bergtaekni poszukuje bowiem surowców umożliwiających między innymi utwardzanie stali. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że w tajemniczych okolicznościach z bazy owej firmy wydobywczej znika troje pracowników. Co się z nimi stało? Islandzka firma może mieć poważne problemy, bo przerwała prace i nie dotrzymuje zobowiązań, toteż zapewne zostanie zmuszona zapłacić spore odszkodowanie. Czytaj dalej