Przekręt. O „Zabić ojca” Amélie Nothomb

(…) należy zderzyć ze sobą dwa słowa – niech sobie radzą – i od razu zaczynają współgrać.*

Narratorką w chłopięco-męskim świecie ojców-synów może z powodzeniem być ironiczna kobieta. Utwór o (pod)chwytliwym tytule Zabić ojca belgijskiej pisarki Amélie Nothomb to kolejna reinterpretacjaAmélie Nothomb, "Zabić ojca" mitu Edypa, ale tym razem męsko-męska przestrzeń stworzona została przez kobietę. Rytualne ojcobójstwo poddała literackiej obróbce, przewrotnie złożyła elementy symbolicznego odebrania tytułu ojca i ucieczki syna spod rodzicielskiej władzy. A wszystko to przybrane w barwy iluzji, zmyślonej gry, pojedynku na przetrzymanie.

Piętnastoletni Joe Whip wyprowadza się od matki Cassandry (o imieniu wieszczki, ale mitologicznych aluzji w książce Nothomb odnajdziemy wiele), dla której ważniejszy jest obecny adorator niż trwałe relacje z dzieckiem. Młodzieniec zafascynowany kuglarskimi sztuczkami, karcianymi trikami, trafia zrządzeniem losu do jednego z największych i najsłynniejszych iluzjonistów-idealistów, wierzących w artystyczną stronę sztuczek magików – Normana Terence’a. U niego Joe trenuje, zdobywa wiedzę, zagłębia arkana zawodu. Mężczyzna mieszka jednak z ponętną Christiną – fire dancer – toteż młodzieniec, który dość szybko zadomawia się u artystów, prędko odkrywa urok kobiety i postanawia obalić swojego „ojca” nie tylko w świecie iluzji karcianej…

Ale, no właśnie, ale gdzie tkwi haczyk? Czytaj dalej

Epistolarna układanka. Recenzja „Pewnej formy życia” Amélie Nothomb

Prowadzenie konwersacji poprzez listy może mimowolnie przyczynić się do przekroczenia subtelnej granicy między „ja” a „ty”. Epistolarna interakcja, przenikanie się słów i myśli, dryfowanie we własnym świecie, który nagle przecina się ze światem Innego dezorientuje. Jak zareagować? Uciec czy zostać? Jaką postawę przyjąć? Czy Inny jest wrogiem, czy tylko przechodniem, przelotnym wspomnieniem wspólnie śnionego snu? Niebezpiecznie jest zaangażować się zbyt mocno. Niebezpiecznie jest pozwolić komuś wkroczyć do własnej przestrzeni. Może z tego powstać… inna forma życia.


Polski wydawca Pewnej formy życia, króciutkiego utworu (obrazka?) belgijskiej pisarki Amélie Nothomb, informuje na okładce książki:

Amélie Nothomb znana jest z tego, że chętnie koresponduje z czytelnikami. Pewnego dnia dostaje list od Melvina Mapple’a, amerykańskiego żołnierza od szczęściu lat stacjonującego w Iraku. Jako wielbiciel jej książek Melvin uważa, że tylko ona potrafi go zrozumieć i posłużyć mu radą. Zaciągnął się do wojska w wieku 30 lat, z głodu i biedy. Dziś ma lat 39, waży prawie 200 kilogramów i cierpi.
Jest przeciwnikiem tej wojny i swój protest wyraża niekontrolowanym pochłanianiem śmieciowej żywności. Na dodatek popadł w lekką schizofrenię: nocami ma wrażenie, że leży na nim piękna kobieta o imieniu Szeherezada i to ciężar jej ciała nie pozwala mu zasnąć. Traktuje więc nadwagę jako swoją kochankę.
Melvin zdaje sobie sprawę, że zaczyna mieć poważny problem. Prosi więc Amélie o radę…*

Ironia i dystans, groteska i humor umożliwiają Nothomb w Pewnej formie życia przemieszczanie się między rzeczywistością (realnym życiem) a fikcyjnością, literackością, konwencją. Autorka zgrabnie łączy w swojej książce elementy powieści epistolarnej z intymistyką i eseistyką, nie ucieka też od political (nie)fiction, tworząc dzieło ze wszech miar godne uwagi. Kilka równoległych punktów wyjścia prowadzi czytelnika różnymi drogami interpretacyjnymi epistolarnej „rozsypance”. Czytaj dalej

Autokreacja. Recenzja „Podróży zimowej” Amélie Nothomb

Mówienie, że życie nie ma sensu, jest niepoważne.*

Przyznam szczerze, że sięgnęłam po książkę Amélie Nothomb, aby przekonać się, w jaki sposób konstruuje swoje dość krótkie dzieła literackie belgijska pisarka, o której sporo słyszałam (tak, jak magnes działa informacja, że Nothomb urodziła się w Japonii). Podróż zimową – dzieło inaugurujące moją przygodę z pisarstwem Belgijki – streścić można jednym słowem: zemsta. Wyrafinowana i osobliwa zemsta. Utwór Nothomb rozpoczyna się od śmiałego wyznania Zoila, głównego bohatera (i zarazem narratora) – zamierza on porwać samolot i doprowadzić do efektownego zniszczenia symbolu piękna (jakiż to symbol? – nie zdradzę). Tak przemyślny i przebiegły plan zrodził się w umyśle młodego człowieka z powodu… miłosnego zawodu.

(…) zwykła rzeczywistość miłości jest łaską, stanem krańcowego pobudzenia, w którym każda inna rzeczywistość przestaje istnieć.**

Fabuła Podróży zimowej obejmuje liczne retrospekcje, reminiscencje Zoilowej przeszłości. Rozpoczyna się, paradoksalnie, od końca. Wiemy, że mężczyzna zdecydował się uprowadzić samolot, ale dlaczego, co skłoniło go do tego desperackiego kroku, co popchnęło go do dokonania tak niecnego czynu? O tym dowiemy się z jego opowieści – opowieści, którą spisuje na lotnisku, jakkolwiek ma świadomość (a może pragnie, by było inaczej), że po rozbiciu samolotu nikt jego zapisków nie przeczyta (kokieteria szaleńca czy „trzeźwa” ocena?). Zoil sięga pamięcią do swego dzieciństwa (tu opisuje pierwszą inicjację… w literaturę – samodzielny przekład fragmentów Iliady Homera), by raptem przejść ku bezpośredniej przyczynie destrukcyjnych myśli, a mianowicie nieszczęśliwym zakochaniu się w pewnej asystentce autystycznej pisarki… Czytaj dalej