Kołysanka przed wschodem. Kilka słów o „Ru” Kim Thúy

„Czasem lepiej nie wiedzieć wszystkiego.” [s. 33]

Dramatyczna ucieczka z kraju ogarniętego wojną, walka o przeżycie każdego momentu podczas niebezpiecznej podróży do nowego świata mieszkańcom przestrzeni wolnych od takich doświadczeń przypomina o wartości i bezcenności życia. Nieliczni z ocalonych decydują się na spisanie wspomnień. Dla większości to próba rekonstrukcji siebie, odnalezienia swojego miejsca, przepracowania traumy, znalezienia czy wypracowania języka zdolnego do opowiadania o koszmarze. Istotne będzie także przekazanie następnym pokoleniom i narodom wyimków z dziejów własnej ojczyzny, by ta część historii nie została zawłaszczona i napisana na nowo przez dyktatorów, ale wybrzmiała głosem ofiar. W przypadku bardzo młodych świadków wojny debiutujących autobiograficzną opowieścią w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii czy we Francji, powstaje wrażenie pewnej koniunkturalności, chęci dobrej promocji ułatwiającej wejście na międzynarodowy rynek wydawniczy. Obalić to odczucie może jedynie jakość książki. Ale… w jaki sposób oceniać jakość cudzych wspomnień, prześladowań i przeżyć wojennych? Czytaj dalej

„(…) ptakiem wszak nie jestem…”* O tomiku aforyzmów „Z krańców Azji”

Kto nie uznaje
nawet rzeczywistości
za rzeczywistą,
jakże uważać może
sny swoje za przyśnione?

Saigyō [s. 34]

Niewielkich rozmiarów książeczka Z krańców Azji składa się ze złotych myśli, przypowieści i poetyckich fragmentów, stworzonych przez mieszkańców trzech krajów – Japonii, Korei i Wietnamu. Mądrości ludowe, niegdysiejsze spostrzeżenia przybierające formę lapidarnych słownych komentarzy, niejednokrotnie metaforycznych, właściwe są dla praktycznie każdego narodu – niezależnie od czasów, okoliczności historycznych, uwarunkowań społecznych i kulturowych. Dlaczego zatem o książce Z krańców Azji? Udowadnia bowiem, że uwagi o percypowanej przez nas rzeczywistości, chociaż wyrażone w innym języku, są ponadczasowym (i „ponadprzestrzennym”) sposobem komunikowania o kondycji człowieka.

O, gdybyż światu
zostało po człowieku
chociaż jedno słowo,
drobne jak liść bambusu –
karła nad brzegiem stawu!

Fujiwara no Nobuyoshi [s. 60]

Zbiorek otwierają aforyzmy z Japonii, stanowiąc najrzetelniej przygotowaną część, ale to nie dziwi, gdyż wyboru i przekładu dokonał „ojciec” polskiej japonistyki, Wiesław Kotański. Czytaj dalej

„Kwiat, który kocha krew.”* O „Smutku wojny” Bảo Ninha parę słów

Duch Hanoi najmocniejszy jest nocą, a już zwłaszcza podczas deszczu. Jak choćby teraz, kiedy całe miasto wydaje się opuszczone, mokre, samotne, zimne i bardzo smutne. [s. 72]


Zbudowany z retrospektywnych obrazów Smutek wojny (paradoksalnie to właśnie słowo „smutek” jest silniejsze, mocniejsze niż „okrucieństwo”, „nieludzkość”, „makabryczność”) ukazuje wojnę wietnamską widzianą oczami Kiena, który w wieku siedemnastu lat (rok 1965) zgłosił się do armii. Okrucieństwo, bestialstwo i mord przeplatają się ze wspomnieniami z dzieciństwa i wczesnej młodości – pięknej, kruchej, eterycznej. Liryczne fragmenty dotyczące pierwszej i jedynej miłości kontrastują z obrazami wojennymi. Kien, „Zasmucony Duch”, wędruje po labiryncie swojej pamięci, by wiernie zrekonstruować smutny czas i nieliczne chwile radości. Jego celem jest spisanie wspomnień, odtworzenie portretu pokolenia skazanego na zagładę, straconej generacji. Kiedy to bolesne zadanie zostanie wykonane, będzie mógł wówczas zniszczyć rękopis, odprawić swoisty pogrzeb. I odejść…

Kiedy ją [książkę] wreszcie napisał, stała mu się zbędna. Wszelkie diabły, od jakich chciał się uwolnić, zniknęły. Ta powieść była popiołem po egzorcyzmach, jakie nad nimi odprawił. [s. 118]

Bảo Ninh (ur. 1952 roku, właśc. Hoàng Ấu Phương), jeden z wietnamskich pisarzy, brał udział w wojnie wietnamskiej (na front wyruszył w 1969 roku). Spośród członków jednostki 27 Brygady Młodzieżowej przeżyło dziesięciu – Bảo Ninh jest jednym z nich… Debiutancki Smutek wojny (oryg. Thân phận của tình yêu) został opublikowany w Hanoi w roku 1991. Polski przekład (z języka angielskiego – 1994) ukazał się już w 1995 roku. Czytaj dalej

„(…) kwiaty rozkwitają, zanim zwiędną (…)”.* Parę słów o „Zwoju wielkiej rzeki perfumowanej. Małej antologii wierszy wietnamskich X-XV wieku”

Tęsknota w ogrodzie haremu

Kurz pokrył porzucone wrota, mchem zarosły aleje,
W pełni dnia wszystko drzemie w niezmąconej ciszy.
Tysiąc złocistych promieni jaśnieje nadaremnie,
Dla kogo rozwinęły się wiosenne kwiaty? [s. 17]

Tran Thanh Tong (1240-1290)

W naszym kraju ukazało się kilka antologii czy też raczej zbiorów (wyborów) poezji wietnamskiej, chociaż zapewne niewielu polskich czytelników zdaje sobie z tego sprawę. Przykładowo w roku 1962 opublikowano Z poezji Wietnamu, w 1986 roku wydano Wietnam – krew i kwiaty (wybór? wierszy Tố Hữu). Niedawno, na początku 2010 roku, pojawiła się Antologii Poezji Wietnamskiej od XI do XIX wieku, paradoksalnie jednak trudno ją odnaleźć…

Podróż rzeką

Brzegi się poruszają, pochylone drzewa odbiegają,
Odwrócony obraz kwiatów odbija się w głębi strumienia.
Skrzydła zabłąkanych ptaków znikają w warstwicach mgieł.
W wiosennym deszczu sunie ku nam żagiel. [s. 36]

Nguyen Suong (XV wiek)

W 2008 roku światło dzienne ujrzała ze wszech miar wyjątkowa antologia. Jedna z perełek na polskim rynku wydawniczym – Zwój wielkiej rzeki perfumowanej. Mała antologia wierszy wietnamskich X-XV wieku. Utwory przetłumaczył z francuskiego wyboru wietnamskiej poezji Andrzej Turczyński, uzupełniając dodatkowo zbiór niezwykle cennym posłowiem, w którym dokonuje interesującej syntezy wietnamskiej poezji X-XV wieku, zestawiając myśl Dalekiego Wschodu z Zachodnim systemem wartości. Czytaj dalej