(Re)Kolekcje wspomnień. Słówko o „Białym morzu’ Roya Jacobsena

„Białe morze” to kontynuacja powieści „Niewidzialni”

Przemierzając korytarze wymiarów świata, błądząc i potykając się o słowa, szukam ciebie. W szumie wiatru słyszę twój głos. W załamaniach światła i ciemności widzę twój uśmiech. Wyciągam rękę, chcę chwycić sen. Gdzieś kiedyś…

Ingrid wraca na rodzinną wyspę Barrøy. Usiłuje przywołać i oswoić zarówno miejsce, jak i zepchnięte w niepamięć wspomnienia. Odnajduje jednak niepokój, lecz nie pustkę. Białe morze"Ujawniają się w zaburzonej percepcji młodej kobiety pozostałości po nieznanych jej ubraniach rozrzuconych po wyspie, stopniowo przekształcające się w ciała, a w zasadzie trupy rozbitków statku Rigel przejętego przez nazistów do przewozu jeńców. Wśród duchów i zwłok Ingrid odnajduje ciężko rannego mężczyznę, który jest najprawdopodobniej Rosjaninem. Męski pierwiastek, a może otarcie się o granicę życia i śmierci, agonii, rozkładu, przyciąga młodą kobietę do nieznajomego. Ukrywa go przed światem, łapczywie pragnie zachować wyłącznie dla siebie, ocalić. Ale w jej rozbitym wymiarze istnienia, pełnym luk, białych plam, niedopowiedzeń wszystko i wszyscy wyciekają, odpływają, znikają, zatapiają się w wodzie letejskiej. Może to wynik jej czynów, które doprowadziły niegdyś do rozpadu?

W roku 2015 ukazało się „Białe morze” norweskiego pisarza Roya Jacobsena (ur. 1954), drugi tom tetralogii o Barrøy, a konkretnie o Ingrid (pierwsza część to „Niewidzialni” z 2013 roku). Autor snuje mglistą, niejasną, zamazaną, nieco oniryczną opowieść o dalszych losach bohaterki, a w zasadzie o kilku kluczowych epizodach z jej wejścia w dorosłość. W tle, niekiedy przebijającym się na pierwszy plan, są czasy drugiej wojny światowej. Chaotyczna, burzliwa, pełna grozy, makabry i lęku epoka koresponduje z zamętem w duszy Ingrid. Jej świadomość jakby odłącza-wyłącza się w różnych momentach, przechowując względnie bezpiecznie „ja” z daleka od wojennych grzmotów. Czytaj dalej

Niesamodzielność. Tylko kilka słów o „Współczesnej rodzinie” Helgi Flatland

Życie wyobrażeniami jest ryzykowne. Iluzje są kruche i delikatne, roztrzaskują się jak szkło, pękają jak bańki mydlane. Nie zbliżaj się do żadnej z nich, nie próbuj dotknąć – rozpadną się w pył.

Czterdziestoletnia Liv, jej mąż Olaf, dwójka ich dzieci, Ellen (młodsza o dwa lata siostra Liv) ze swoim partnerem Simenem, Håkon (trzydziestoletni brat Liv i Ellen) oraz ich rodzice Sverre i Torill jadą na wspólne wakacje do Włoch. Helga Flatland, "Współczesna rodzina"Pretekstem do wycieczki są siedemdziesiąte urodziny Sverre’a. Podczas celebracji wydarzenia zgodnie z tradycją wygłaszane są toasty i mowy na cześć solenizanta. Tymczasem Torill uchyla się od rodzinnego zwyczaju. Pod naporem Ellen w końcu rodzice wyznają, że po ponad czterdziestu latach planują rozwód. Rewelacje Torill i Sverre’a siostry odbiorą jako niemalże katastrofę, rozpad świata, ale ich brat niewiele się tym przejmie. Nowina do pewnego stopnia przyczyni się do zrewidowania życiowych wyborów, relacji z partnerami, a także sprawi, że uważniej przyjrzą się swojemu dzieciństwu i w jaki sposób wpłynęło ono na ich tożsamość, poczucie własnej wartości, samoakceptację.

W 2017 roku norweska pisarka Helga Flatlang (ur. 1984) opublikowała utwór „Współczesna rodzina”. Wydaje się, że początkowo miała to być próba wiwisekcji tytułowej modelowej familii żyjącej na początku XXI wieku, wejście w głąb psychiki poszczególnych członków rodziny, penetrowanie ich problemów, traum, wzajemnych animozji, skrywanych uczuć, emocji, żalu i pretensji narastających przez lata, wzajemnych oczekiwań, przyczyniających się do między innymi budowania poczucia własnej wartości. Naprzemiennie przysłuchujemy się wynurzeniom sióstr (Liv-Ellen-Liv-Ellen) i w finale po dwóch latach od ogłoszenia rozwodu rodziców wybrzmi monolog Håkona, głównie o jego wizji relacji międzyludzkich obarczonych i uwikłanych społecznymi wymogami, zabijającymi wolność. Ale im dłużej trwa ten eksperyment, im dłużej przysłuchujemy się bełkotliwym monologom wewnętrznym i im dłużej przyglądamy się sytuacjom, które tyleż spotykają postacie, ile są przez nich wywoływane, tym bardziej narasta wrażenie, że ta powieść zmierza na manowce, zabiera nas na rubieże, wprowadza w kuriozalne przestrzenie, z których nie ma innego wyjścia, niż wykrzyczenie bohaterom, że są nieznośni, infantylni, niedojrzali i niesamodzielni, mimo pysznienia się przez nich swoimi umiejętnościami zawodowymi (Liv jest dziennikarką, Ellen – między innymi specjalistką od wizerunku i autopromocji, profesjonalnego wygłaszania przemówień) czy wysublimowanym odbieraniem świata (vide: Håkon). Czytaj dalej

„Jestem obcym, cudzoziemcem w życiu”*. Słów parę o „Szaradach” Knuta Hamsuna

Niedopasowany do codzienności, błądzący w niebezpiecznym labiryncie wewnętrznego świata, intensywnie przeżywający i doświadczający rzeczywistości, zawieszony między wymiarami, na granicy snu i jawy, szuka sposobów na zrzucanie masek ludzi, obnażenie ich natury. Knut Hamsun, "Szarady"W tym celu sam przywdziewa kostiumy, wchodzi w role, urządza maskaradę. I gubi siebie, po trochu siebie traci.

Około trzydziestoletni mężczyzna w żółtym garniturze Johan Nilsen Nagel 12 czerwca 1891 roku wysiada z parowca w małej norweskiej miejscowości i chce w niej pozostać jakiś czas. Wszystkim przedstawia się jako agronom. Przywozi ze sobą buteleczkę z kwasem pruskim, gdyby zdecydował się na samobójstwo. Na palcu zaś ma obrączkę, która chroni go przed lękiem, a futerał po skrzypcach traktuje jak walizkę. Jego obłędne, nieco deliryczne wędrówki po miasteczku i okolicznym lesie, ekscentryczne zachowanie, gesty i słowa wzbudzają wśród lokalnej społeczności zdumienie i stanowią dla nich niecodzienną rozrywkę, w niezdrowy sposób ich przyciąga. Neurotyczny, pełen wewnętrznych napięć, labilny, o niespokojnym umyśle Nagel zakochuje się szaleńczo w pięknej córce pastora Dagny Kielland, która właśnie się zaręczyła. Niedawno w lesie odnaleziono zwłoki jej adoratora – rzekomo sam się zabił, lecz okoliczności śmierci wskazują, iż mogło to być morderstwo. Czytaj dalej

Czas mityczny. Kilka słów o „Niewidzialnych” Roya Jacobsena

Drzewo świata rozrasta się w wielu kierunkach. Jego rozgałęzienia i korzenie kształtują labirynt przestrzeni. Niektóre korytarzyki, poboczne, po-kątne zaułki zostają oderwane przez porywy wiatru, nieustanny ruch w drzewie czy inne czynniki i subtelnie dryfują, tworząc odrębny, pozornie autonomiczny mikroświat. W takim mikrokosmosie wiecznie trwa „teraz”, mityczny cykl narodzin i śmierci, odradzania (się) i obumierania, niezakłócony przez podróżników, eksploratorów drzewa. Ale kiedyś to „teraz” zostanie złamane, przerwane, zdradzone przez mieszkańców. Nie zawsze udaje się ocalić mikroświat, czasem tonie w rzece niepamięci.

Wyspa Barrøy jest „miniaturowym kosmosem”, jak ziarnko piasku, ale z własnymi regułami, wyznaczanymi przez przyrodę. Zamieszkują ją rybak Hans Barrøy, jego żona Maria, ich córeczka Ingrid, siostra Hansa Barbro, ojciec Hansa Martin. Do okolicznych wysp rodzina Barrøy płynie, gdy potrzebuje konkretnych produktów – nie są trwale odcięci, odizolowani. Norweski pisarz Roy Jacobsen (ur. 1954) w powieści „Niewidzialni”, pierwszym tomie sagi o wyspie Barrøy, przedstawia kilkanaście lat z dziejów Hansa i jego bliskich. Autor wprowadza czytelnika w mikroświat, pozwala podglądać ich zmagania z morzem, próbuje uchwycić relacje między członkami rodziny Barrøy, ale robi to w dużej mierze z perspektywy Ingrid. Jak dziecko dorastając, poznaje, eksploruje najbliższą przestrzeń, by później móc albo pozostać i rozwijać miejsce, albo wyruszyć do nowych rejonów, tak Ingrid uczy się rytmu wyspy, rytmu morza, rytmu życia na wyspie, nieobawiania się wielkiej wody czy wreszcie niegdyś ściśle określonych, a z czasem zachwianych ról kobiety i mężczyzny żyjących na wyspach. Czytaj dalej

Fiordowe retrospektywy. Kilka słów o „Tam gdzie fiordy. Antologii nowel i opowiadań norweskich”

Wydana w 1970 roku z przedmową Adeli Skrentnej antologia nowel i opowiadań norweskich Tam gdzie fiordy to literacka wyprawa w przestrzeń wybitnych, popularnych, nie tylko noblistów, ale i mniej bądź bardziej znanych pisarzy oraz pisarek z krainy fiordów. Zakres chronologiczny przedsięwzięcia jest imponujący – zbiór obejmuje krótkie formy prozatorskie powstałe na przestrzeni blisko stu lat (od połowy XIX wieku po lata 60. XX stulecia). Łącznie zaprezentowano czterdzieścioro troje twórców. Zawiłości głównych prądów literackich w Norwegii wyjaśnia Adela Skrentna. Całość uzupełniają noty biograficzne o każdym z artystów, dzięki czemu czytelnik ma sposobność przygotować się należycie do lektury. I warto skorzystać z tej okazji, bo norweskie małe formy prozatorskie warto poznać – nie tylko z uwagi na coraz większą popularność skandynawskich powieści kryminalnych, ale przede wszystkim na bogactwo psychologicznych portretów i wnikliwą obserwację życia.

Przeważają narratorzy pierwszoosobowi, niekiedy ujawniający się dopiero pod koniec opowieści. Większość z nich przekazuje czytelnikom historię zasłyszaną, streszczoną im przez kogoś nam nieznanego. Innymi słowy, historia zazwyczaj jest zapośredniczona – nie usłyszymy oryginalnego opowiadacza, nie wiemy, ile narrator dopowiedział sam, na ile pozostał wierny. Tematycznie opowieści krążą wokół związków ludzi z przyrodą i skomplikowanych relacji z drugim człowiekiem; w wielu historiach kluczową rolę odgrywa próba odszukania Boga, Jego łaski i światła. Pojawia się motyw czystości, niewinności i grzeszności, zbrukania, czyli inicjacji w świat dorosłych. Nie brakuje zbrodni, śmierci, morderstwa, obłędu i szaleństwa. Autotematyzm odnajdziemy w zasadzie w jednym (nie licząc Liv) utworze – Głos Odda Solumsmoena (1917-1986). W pozostałych małych formach prozatorskich dominują tematy i motywy związane z miłością, zazdrością, młodością (inicjacją), śmiercią (w tym zbrodniami), z zależnością i podległością, z przyrodą i jej związkami z człowiekiem (pisarze często szukają paraleli między światem natury a światem ludzi). Sięgają pisarze po reminiscencyjne obrazy, wspomnienia i konstruują ciągi asocjacyjne. Czytaj dalej

„Deszcz przyjdzie, na pewno.”* Słów parę o „Wiosennej nocy” Tarjei Vesaasa

W ostatnim domu przy drodze (albo pierwszym, gdy podchodzi się do wioski od drugiej strony) mieszka czternastoletni Hallstein i jego osiemnastoletnia siostra, Sissel. Jest późna wiosna, granicząca z latem. Tego dnia ich rodzice pojechali do sąsiedniej gminy na stypę brata ojca. Mają wrócić nazajutrz. Hallstein już się cieszy, że został sam z siostrą – nareszcie wolny! Tarjei Vesaas, "Wiosenna noc"Tyle przed nim możliwości, tyle potencjalnych scenariuszy krótkiego czasu wyzwolenia spod władzy dorosłych!

Ale.
Tej nocy wszystko idzie na opak. [s. 114]
Bo.
Tej nocy, tego dnia wszystko może się zdarzyć. [s. 138]

Wieczorem Hallstein obserwuje pełną napięć i niezrozumiałą dla niego grę między Sissel a jej rówieśnikiem Torem. Po wyjściu młodzieńca-zalotnika prowadzi siostrę do swojego królestwa – miejsca, gdzie przebywają ślimaki. Czternastoletni Hallstein głośnym słowem-zaklęciem sprowadza jednak niebawem deszcz (bo deszcz można wyzwolić jednym okrzykiem [s. 22]) – przemoknięte rodzeństwo wraca do domu i już się przygotowuje do posiłku, gdy przed ich domem zatrzymuje się samochód z pięciorgiem osób. Przybycie nieznajomych przeobrazi tyleż Hallsteina, ile jego siostrę i Torego. Cała trójka dostąpi – w różnym stopniu – wtajemniczenia w świat dorosłych. Sissel stanie się kobietą, przygotuje się do roli matki (od przerażenia przejdzie do celebracji i afirmacji życia), Tore (przez praktycznie całą noc ukrywający się w lasku przy domu rodzeństwa) nabierze męskiej odwagi, zdecydowania i zdeterminowania. Natomiast Hallstein pożegna cząstkę swojego ukrytego świata. Czytaj dalej

Wiosna, lato, jesień, zima i…* Słów kilka o „Wielkiej grze” Tarjei Vesaasa

Wydarzenia toczyły się poza Bufast, ale w zasięgu ich gospodarki też działo się wiele różnych rzeczy. Słońce świeciło i deszcz padał. Ludzie pracowali. Tvinna szumiała. Całymi nocami ciągle i stale szumiała.**

Bufast leży na wzniesieniu, powyżej rzeki Tvinny. Ogrodzone z jednej strony lasem gospodarstwo stanowi swego rodzaju enklawę, do której obcy rzadko zachodzą. Powieściowy świat oglądamy oczami sześcioletniego Pera. Per ma dwóch braci: młodszego o trzy lata Botolf – dziecko chorowite, słabe, o oczach dorosłego – oraz niedawno narodzonego Aasmunda. Ojciec Pera, Eilev, jest jednym z najlepszych gospodarzy, umiłował swoją ziemię aż do szaleństwa (niektórzy nazywają go pomylonym). Małomówny i markotny Eilev poświęca swoją energię Bufast. Poza Ingjerd, żoną Eileva, w domu mieszka jeszcze jedna kobieta – ciotka Anna. Ona zajmuje się Perem, podczas gdy matka poświęca czas dwóm młodszym chłopcom. Odprawia najstarszego syna, stwierdzając, że jest już wystarczająco duży, by nie potrzebował jej pomocy. Nie powinno dziwić, że Per ma o to pretensje do rodzicielki. Ich kontakty w zasadzie nie ulegną zmianie – zawsze będą zdystansowani, dalecy, momentami wręcz nieśmiali.

Izolacja Bufast wypływa na stan psychiczny Pera – chłopiec dusi się w małej przestrzeni, potrzebuje swobody. I może udałoby mu się wyzwolić, uciec, gdyby nie ojciec, który słowami rzuca na niego swego rodzaju klątwę, zaklęcie inicjujące tytułową wielką grę (zdanie to inauguruje pierwszą część powieści): Pozostaniesz w Bufast do końca twoich dni. [s. 5] Brzmi jak wyrok. Czytaj dalej

Alegoria psychozy tłumu – „Nocne czuwanie” Tarjei Vesaasa

A co ty sądzisz o ptaku, który spadł na ziemię?*

Data publikacji Nocnego czuwania Tarjei Vesaasa – rok 1940 – w przerażający i niepokojący sposób koresponduje z wymową (arcy)dzieła norweskiego pisarza. Vesaas znakomicie uchwycił psychozę tłumu, łącząc ją z problematyką zbrodni i pokuty. Opowieść dzieli się na dwie części: Otchłań, w której dokonane zostaną dwa zabójstwa – jedno (prawie) przypadkowe, drugie rytualne, oraz Odnowa, gdzie miejsce ma tytułowe nocne czuwanie (jakkolwiek oryginalny tytuł – Kimen – nieco inaczej ustawia interpretację dzieła), swoiste zadośćuczynienie.

Andreas Vest przypływa do jednej z pięknych, zielonych wysp w poszukiwaniu ciszy, harmonii i witalności; pragnie uleczenia, ukojenia i wyzwolenia. Przeżył wybuch w fabryce, w której pracował; widział przerażające obrazy: śmierć drugiego człowieka, destrukcję znanego i pozornie bezpiecznego świata. Jest ofiarą zgrozy. Traumatyczne zdarzenie nadkruszyło jego delikatną psychikę. Otchłań w nim niebezpiecznie się otwiera – wystarczy tylko jeden impuls szaleństwa, by wydostały się demony. Mężczyzna słyszy głosy. Jeden z nich wita go na wyspie i wzywa do eksploracji nowej przestrzeni, do nasycenia się żywotnością, by zamazać sceny śmierci, ale jednocześnie – paradoksalnie – informuje, że Vest nie znajdzie tego, czego szuka.** ~Nie jest to recenzja, zatem spoilerów nie brakuje.~ Czytaj dalej

„Wszystkie oczy pogrzebane pod kamieniem (…)”.* Słów kilka o „Ptakach” Tarjei Vesaasa

Dzisiaj jest dzisiaj. [s. 30]

W 1957 roku ukazała się liryczna powieść Ptaki norweskiego pisarza Tarjei Vesaasa (1897-1970), dekadę później przeniesiona została na język filmu. I, co ważne z naszej perspektywy, zainspirowała polskich twórców, czego rezultatem Żywot Mateusza, reżyserki debiut Witolda Leszczyńskiego.

Blisko czterdziestoletni Mattis mieszka ze swoją starszą siostrą Hege w całkowitym odosobnieniu, jak okiem sięgnąć ani jednej zagrody, dopiero za świerkowym lasem przebiegał główny trakt obok dużego osiedla. [s. 7] Obok jezioro. A niedaleko usychają dwie osiki, nazwane przez miejscowych „Mattis-i-Hege”. Robieniem na drutach zarabia Hege na utrzymanie ich obojga. Mężczyznę miejscowi nazywają „Pomylonym”. Nie nadaje się do żadnej pracy, bowiem natrętne myśli prowadzą do destrukcji każde jego działanie.

Mattis słyszy szum na dworze, może go słyszy, a może nie. [s. 80]

Kiedy Mattis rozmyśla (chociaż tego słowa, „myśleć”, w domu Hege i Mattisa się nie używa), to lekko opukuje kolano środkowym palcem. Mężczyzna nieustannie słyszy głos, który podsuwa mu złe obrazy, zsyła okrutne sny zbudowane ze słów-obrazów. Czytaj dalej

Królestwo snów. Słów kilka o „Pałacu lodowym” Tarjei Vesaasa

Trudno odgadnąć, co jest prawdą, co zaś urojeniem.*

Celem wyprawy eksploratorów przestrzeni jest baśniowy pałac. Iluzja kryje się w realności, w autentycznym świecie, a nie w sztucznych tworach i misternych konstrukcjach umysłu. W wyniku silnych mrozów wodospad uległ sile lodu i zamarł w chwilowym bezruchu, w oczekiwaniu na cieplejsze światło. Lodowe korytarze, wyrosłe niczym odgałęzienia drzewa, wabią i kuszą niebacznych gości. Wejść w pułapkę pięknego labiryntu łatwo. Jedynym wyjściem zdaje się… Ale nie. Lepiej nie wypowiadać na głos. To tabu.

Zdumiewająco baśniowa okrutna historia o inicjacji w dorosłość i śmierć, Pałac lodowy norweskiego pisarza Tarjei Vasaasa (1897-1970), zachwyca. I przeraża. Doskonała proza (poetycka) – oszczędna, magiczna (jakkolwiek realistyczna), zbudowana na bazie inwersji. W opowieści o jedenastolatce czas teraźniejszy przełamuje się z przeszłym, zmierzając w kierunku praesens historicum. Różne formy narracji wybiera Vesaas. Dominuje mowa pozornie zależna, ale optyka zmienia się jak w kalejdoskopie – Siss, Unn, gromada (mieszkańcy wioski) i ptak. Ale gdzieś za licznymi zaimkami skrywa się ten, który tyleż opowiada, ile dobiera kadry i scenki, a później dokonuje pełnych niedopowiedzeń podpisów pod poszczególnymi odsłonami (prześwitami) opowieści – jak w przypadku ilustracji w książkach dla dzieci. Niekiedy przywodzi to na myśl zabawę w pytania i odpowiedzi; swego rodzaju wymianę słów, ale jakby jedna osoba prowadziła konwersację sama ze sobą (dialog duszy i ciała?, dialog światła i mroku?, dialog życia i śmierci?). W przypadku utworu Vesaasa podział na trzy części-akty (a w obrębie każdej z nich występują swoiste obrazki, sceny, bo przecież trudno nazwać je rozdziałami) jest przemyślany i doskonale porządkuje strukturę (arcy)dzieła Norwega. Czytaj dalej