Zagadki czasoprzestrzeni. Słów parę o „Niesamowitych opowieściach ze świątyni Sei’a” Okamoty Kidō

W ciemnościach, mrocznych zaułkach rozkwita krwiożerczy kwiat. Absorbuje żal, urazę, gorycz, poczucie krzywdy. Rozrasta się, rozplenia, stopniowo przejmuje kontrolę nad ciałem i umysłem żywiciela, czyni z niego pałubę, lalkę. Piętrzy negatywne emocje i ruminacje, które napędzają (o)błędne koło.

Pasjonat i mistrz haiku Umezawa, tworzący pod pseudonimem Kinka, jest także założycielem znajdującej się w tokonomie jego domu świątyni Sei’a, wzniesionej ku czci Żabiego boga. Okamoto Kidō, "Niesamowite opowieści ze świątyni Sei'a"Symbolizuje go przywieziona z Chin trójnożna figura, którą niegdyś otrzymał w prezencie. Pewnego śnieżnego wieczoru zaprasza jak zwykle kilkoro znajomych. Tym razem nie w celach poetyckich, lecz by usłyszeć od gości opowieści niesamowite. Wśród obecnych jest mężczyzna, który postanowił co ciekawsze historie spisać.

Okamoto Kidō (1872-1939; właśc. Okamoto Keiji) pochodził z samurajskiej rodziny, uczył się między innymi języka angielskiego i chińskiego, był miłośnikiem teatru kabuki i z czasem sam zaczął tworzyć sztuki teatralne, adaptował także istniejące historie, nierzadko je modernizując. Zainspirowany opowiadaniami Arthura Conan Doyle’a o Sherlocku Holmesie, postanowił napisać coś podobnego, ale umiejscowionego w Japonii ostatnich lat siogunatu Tokugawów, by przybliżyć czytelnikom część spuścizny minionych epok. W 1917 roku powstał pierwszy utwór z inspektorem Hanashichim i zafascynował czytelników. Okamoto nie ustawał w popularyzacji dziedzictwa okresu Edo i od 1925 roku w magazynie „Kuraku” prezentował opowiadania, które złożyły się na dwanaście „Niesamowitych opowieści ze świątyni Sei’a”. W otwierającym publikację szkicu „Testament minionych wieków” Adrianna Wosińska przedstawia czytelnikom między innymi życie i twórczość Okamoty, konstrukcję zbioru opowieści, cechy charakterystyczne narracji autora oraz znaczenie tytułowego „Sei’a”, odwołujące się do zielonej/niebieskiej żaby. Badaczka nadmieni także o kaidanach (kwaidanach, czyli opowieściach niesamowitych, w Polsce znanych głównie dzięki utworom Lafcadia Hearna*) czy wreszcie o „spotkaniach przy stu knotkach” – rozpowszechnionej w okresie Edo rozrywce polegającej na opowiadaniu sobie po zmroku przerażających historii (Hyaku-monogatari kaidan-kai, 百物語怪談会**).

Japoński dramatopisarz eksploruje mroczne korytarze ludzkiej psychiki, kreśli portrety ludzi szalonych, owładniętych obsesją, paranoją, pragnieniem zemsty tak silnym, że przekraczającym granice śmierci i życia, zakrzywiającym czasoprzestrzeń, wprawiającym ją w rozedrganie. Czytaj dalej

Smakowanie świata. Słów kilka o publikacji „Wspomnienia podniebienia. Zbiór esejów”

Zmysłowość, sensualność to, co jasne, nie tylko erotyzm, cielesność, nagość. To również szeroko pojęte smakowanie wymiarów rzeczywistości, nienasycone pożądanie eksplorowania, doznawania przyjemności na przykład z jedzenia – zarówno z jego przygotowywania dla kogoś, jak i konsumowania, delektowania się, degustowania, poznawania nowych produktów, zestawień, połączeń, konfiguracji. "Wspomnienia podniebieniaPrzemierzanie morza możliwości oferowanych przez świat wiąże się jednak nie tylko z olśnieniem, ale i z rozczarowaniem. Niekiedy próby, eksperymenty, testowanie nowych kulinarnych wymiarów albo powroty do pierwszych smaków stają się inspiracją do opowieści o zachwytach i zawodach.

W 2022 roku ukazała się ciekawa publikacja „Wspomnienia podniebienia. Zbiór esejów”. Czternaście tekstów częściowo o charakterze eseistycznym, felietonowym, osobistych szkiców, notek dotyczących smakowania rzeczywistości, spisanych wspomnień związanych z jedzeniem autorstwa trzynaściorga Japończyków – zarówno pisarzy, jak i naukowców, ekonomistów czy dziennikarzy – zaczerpniętych zostało z japońskiej biblioteki cyfrowej 青空文庫 Aozora Bunko. Każdy szkic opatrzono biogramem autora. Wydawnictwo zadbało także o przypisy. Spostrzeżenia o rozkoszowaniu się tyleż potrawami, ile poszczególnymi elementami, produktami, plonami ziemi i wody – owocem, warzywem, rybą – w niektórych tekstach są punktem wyjścia do krótkich, acz interesujących rozważań między innymi o różnicach kulturowych, przemianach społeczno-obyczajowych, reminiscencjach i mechanizmie przypominania sobie minionych zdarzeń czy wreszcie o zakodowanym nierzadko magicznym smaku dzieciństwa, determinującym odbiór jedzenia w późniejszych latach. Nieliczni autorzy podążyli nawet za niemalże fantastycznymi wizjami, z finezją i wdziękiem opisali iluzoryczny, ulotny świat doznań zmysłowych. Czytaj dalej

Fabryka automatów. Słów kilka o „Strefie próżni” Nomy Hiroshiego

Poddawany przemyślanej reedukacji zamieniasz się w kukiełkę, wydrążone ciało do wykonywania mniej czy bardziej bezsensowych rozkazów, podyktowanych kaprysem, znudzeniem albo chęcią zagarnięcia większych przywilejów, zgromadzenia bogactwa. Lecz gdzieś tam poza otchłanią reifikacji, poza fabryką automatów, robotów produkowanych z ludzi, istnieje „prawdziwe” życie. Strefa próżni"To tam zapieczętowana i ukryta została samoświadomość. Bo gdy kiedyś uda ci się powrócić do domu, odnajdziesz i wyzwolisz „ja” z więzów.

Początek 1944 roku, wojskowe koszary w Osace. Po dwóch latach więzienia, na trzy miesiące przed końcem kary, wychodzi niegdysiejszych pracownik intendentury i starszy szeregowiec Kitani Riichirō. Początkowo ukrywa swój pobyt w areszcie, korzystając z ogólnego wrażenia żołnierzy, że wrócił ze szpitala. Magnetyczna, elektryzująca siła i tajemnicza przeszłość Kitaniego przyciągają jednego z wojskowych zajmujących się kancelarią, Sodę Harajiego. Chciałby zaprzyjaźnić się z tym mężczyzną stroniącym od innych, wyraźnie odbijającym się w „strefie próżni” – jak nazywa Soda koszary. Ich pełna nieporozumień, niedopowiedzeń znajomość naznaczona jest z jednej strony pragnieniem krwawej zemsty Kitaniego na osobach, które niesłusznie skazały go na więzienie, oraz miłością do prostytutki Hanae, z drugiej zaś – próbami przełamania tchórzostwa i oportunizmu przez Sodę, uzmysławiającego sobie z przerażeniem, że wojsko czyni z ludzi automaty do wykonywania rozkazów, odhumanizuje, niszczy godność i jednostkowość – wszystko pod maską walki o ojczyznę. Pod sloganami bowiem ukrywają się podłe, wyrachowane działania żądnych władzy i przywilejów.

W 1952 roku ukazała się antywojenna powieść japońskiego pisarza, krytyka literackiego Nomy Hiroshiego (1915-1991) o znamiennym tytule „Strefa próżni”. Polskie wydanie pojawiło się bardzo szybko, bo w 1957 roku, ale niestety oparte o francuskie tłumaczenie, w dodatku słabe literacko, kulejące językowo, pełne widocznych ściegów, zszyć, przeskoków narracyjnych (jakby coś usunięto, wycięto, zdemontowano – albo to tylko wrażenie…), niezgrabności stylistycznych. Szkoda, bo pełne niuansów, intrygujących znaków, elementów jak choćby strumienie świadomości (bardziej w stylu Virginii Woolf niż Jamesa Joyce’a), gorzkie w wymowie dzieło Nomy zasługuje na czytelniczą uwagę – może kiedyś doczeka się wznowienia, ale tym razem w tłumaczeniu z oryginału. Czytaj dalej

Narracje „ja”. Na marginesach „Pewnego mężczyzny” Hirany Keiichirō

Cudze sądy, oceny, opinie nakładają się jak filtry, narastają jak słoje drzewne, multiplikują, rozrastają, wypierają. Są palimpsestem. Nadpisują „ja”, wymazują „oryginał”, bo pierwotna wersja nie pasuje do wyobrażeń zbiorowości, jest nie dość dookreślona, a więc wzbudza niepokój i przeraża. Hirano Keiichirō, "Pewien mężczyzna"Ale to czasem wbrew pozorom ułatwia ucieczkę „ja” i wybranie nowej maski, za którą chociaż przez chwilę będzie bezpiecznie. W razie kolejnych ataków, prób demaskacji, można poszukać nowego wizerunku, skonstruować go wedle przyjętych norm.

„Nosimy w sobie czasem rodzaj samotności, który może zostać ukojny tylko przez to, że odnajdziemy siebie w czyjejś bolesnej opowieści.” [s. 284]

Rozpoczyna się od kilku słów wstępu narratora-pisarza, który po jednym ze spotkań autorskich wszedł do przypadkowego baru i nawiązał rozmowę z prawnikiem o nazwisku Kido. Spotkany mężczyzna początkowo jednak przedstawił się jako ktoś inny, dopiero później wyjawił, że to była swego rodzaju maska, bo czasem „szczerość możliwa jest dzięki kłamstwu”. Coś w opowieści Kido i w jego osobowość na tyle zaintrygowało, przyciągnęło pisarza, że uczynił go bohaterem swojej powieści, nie unikając przy tym właściwych fikcji: kreacji świata, literackich retuszy, metamorfoz postaci. I tak oto poznajemy Takemoto Rie, która po dramatycznej śmierci młodszego dziecka oraz rozwodzie powróciła do rodzinnej miejscowości z synem Yūtą. Po pewnym czasie spotkała Taniguchiego Daisukego, pobrali się i doczekali córeczki. Ale niedługo trwało ich szczęśliwe, spokojne życie, gdyż mężczyzna zginął podczas ścinania drzewa. Nie utrzymywał on kontaktów z rodziną ze względu na przykre wspomnienia, lecz Rie postanowiła po jego śmierci odezwać się do nich. Przyjechał starszy brat Taniguchi Kyōichi, ale jakżeż zszokował kobietę, gdy powiedział, że mężczyzna na zdjęciu to nie Daisuke. Kim zatem był ten, który legitymował się nazwiskiem Taniguchiego? Rie prosi o pomoc prawnika Kido Akirę. Jego śledztwo rozdrapie blizny, odsłoni rysy i skazy, ciemne strony społeczeństwa, ale jednocześnie pozwoli na próbę zrozumienia, pogłębienia relacji, wstęp do duchowej rekonwalescencji nie tylko kobiety, ale i Kido.

Japoński pisarz Hirano Keiichirō (ur. 1975) w 2018 roku opublikował fascynującą i niepokojącą powieść „Pewien mężczyzna”, poruszającą istotne tematy związane przede wszystkim z tożsamością, kształtowaniem i wybieraniem własnej przynależności nie tylko narodowej, ale i społecznej, rodzinnej. Czytaj dalej

Komiksowo-filmowe kadry. Parę słów o „Bullet train. Zabójczym pociągu” Isaki Kōtarō

„Nie wierz we wszystko, co usłyszysz czy przeczytasz.” [s. 102]

Majsterkowicz losowo wydobywa ze świata jak z pudełka elementy, fragmenty, kawałeczki, odłamki. Te, które mu się podobają, zostawia, pozostałe odrzuca – niech dryfują na marginesach. Czasem poszukuje konkretnych obiektów, zalążków mikroświatów. Później zajmie się ich układaniem, przestawianiem, dopasowywaniem, wycinaniem. Isaka Kōtarō, "Bullet train. Zabójczy pociąg"Ale wybrane puzzle, kamyczki nie zawsze chcą się podporządkować, czasem wywołują echa innych detali, a niekiedy odmawiają współpracy z czymkolwiek, odizolowują się rozkapryszone, odcinają. Przetwórca jednak się nie poddaje, bo jedynym ograniczeniem mogłaby być jego wyobraźnia, gdyby nie to, że materiałów, z których buduje, jest nieskończenie wiele. Kiedyś znajdzie odpowiednie słowoobrazy. Albo i nie.

Do shinkansena zmierzającego z Tokio do Morioki wsiada Kimura Yuichi, niegdysiejszy płatny zabójca, obecnie ochroniarz zniszczony przez alkoholizm. Jego sześcioletni synek Wataru leży w śpiączce w szpitalu. Mężczyzna postanawia zemścić się na tym, kto zrzucił dziecko z dachu. W tym samym czasie do innego wagonu wchodzą kolejni ludzie z „branży”, funkcjonujący pod pseudonimami Cytryna i Mandarynka. Cytryna jest maniakalnie zafascynowany animacją „Thomas i przyjaciele”, więc nieustannie nawiązuje do poszczególnych odcinków i bohaterów, Mandarynka zaś to typ intelektualisty, który gdy wpada w furię, zaczyna cytować klasyków literatury światowej. Towarzyszy im odbity z rąk porywaczy syn bossa, przerażającego Minegishiego Yoshio, o którym krążą wstrząsające legendy. Owoce wiozą ze sobą także walizkę z okupem. Ale… ktoś wynajmuje poprzez Marię Beetle mężczyznę znanego jako Biedronka, największego pechowca Nanao, by ten ukradł konkretny bagaż. Nic nie pójdzie zgodnie z planami poszczególnych bohaterów. Tym bardziej, że w pociągu znajdą się także między innymi mityczny Szerszeń, który używa zatrutych igieł, oraz psychopata, mistrz manipulacji – gimnazjalista Ōji Satoshi*.

„Gest niedowierzania, godny postaci z mangi (…).” [s. 141]

W 2010 roku japoński autor kryminałów i thrillerów Isaka Kōtarō (ur. 1971) opublikował powieść 『マリアビートル』(Maria Beetle), której tytuł w języku angielskim to „Bullet train”. W sierpniu 2022 roku do kin wchodzi amerykańska ekranizacja w reżyserii Davida Leitcha, odpowiedzialnego między innymi za „Deadpool 2” i… sporo z atmosfery, poczucia humoru, obrazowania na przykład „Deadpoola” czy filmów choćby Quentina Tarantino jest w „Bullet train”. Nie brakuje też dalekowschodniego rysu (pop)kultury, jakiegoś pierwiastka Kirino Natsuo, ale przede wszystkim elementów znanych z niektórych m&a oraz gier, przykładowo: „Higurashi no naku koro ni”, „Danganronpa”, „Ansatsu Kyouyshitsu” („Assassination Classroom”), „Death parade”, „Death note”, „Dorehodoro”, „Durarara!!”, „FLCL”, „Mōsō Dairinin” („Paranoia Agent”). I w przeciwieństwie do „Battle royale” Takamiego Kōshuna, jest w „Bullet train” bardzo dużo dystansu, ironii, prowadzenia narracji z przymrużeniem oka, świadomego samplowania, przestawiania, zestawiania i konfrontowania znaków. Dodam jeszcze, że polskie tłumaczenie zawdzięczamy japonistce Annie Horikoshi.

Utwór Isaki jest utrzymany w konwencji postmodernistycznej żonglerki motywami, elementami kultury, kliszami, schematami, okraszony czarnym humorem, licznymi zwrotami akcji, suspensami, psychodelicznymi ujęciami, nagłymi cięciami, cofnięciami taśmy, symultanicznością. Znamienne, że autor używa czasu teraźniejszego – zachowania i działania bohaterów w pociągu opisuje jako „tu i teraz”, co wywołuje wrażenie przesuwających się kadrów i może przywodzić na myśl czytanie komiksu, oglądanie anime albo filmu. Odbiorca ma momentami wrażenie bycia częścią tego spektaklu, a nawet gry. Czytaj dalej

„Wyśpiewam pieśń o tobie.” Kilka słów o „Żegnaj, żono!” Tokunagi Sunao

Ślad twojej obecności przenika przestrzeń, wypala się w niej, zapisuje w cząstkach innych osób, w moim sercu. Podążam za tropami, odkrywam twoje miejsca i twoje twarze. Tokunaga Sunao, "Żegnaj, żono!"Przemierzam czas i wymiary rzeczywistości, by spotkać się z tobą jeszcze ten jeden raz i pożegnać, nim pójdę inną drogą.

Pod koniec lipca 1945 roku, niedługo przed ogłoszeniem przez cesarza Japonii kapitulacji, jeden z pisarzy ucieka z Tokio przed bombardowaniami z dwiema młodszymi córkami Machiko i Michio do rodzinnej miejscowości swojej żony Toshio. Kobieta niedawno zmarła. Miała dopiero czterdzieści lat, ale jej organizm był wyniszczony znojem, nieustanną wyczerpującą pracą fizyczną, która zaczęła się, gdy Toshio skończyła dziewięć lat i pierwszy raz trafiła do służby. Mężczyzna chce odnaleźć i uchwycić ostatnie subtelne ślady swojej ukochanej żony, wyśpiewać o niej pieśń, pozwolić, by symbolizowana przez nią tytanicznie pracująca kobieta, mogła wykrzyczeć swój ból, upokorzenie, gorzkie doświadczenia. W ten sposób mąż chciałby się z nią pożegnać, by po oddaniu czci zakończyć pielgrzymkę i powrócić z córkami do dwójki starszych dzieci, Koichiego i Yoko, należących do pokolenia głoszącego i pragnącego wcielać w życie hasła demokratyczne, o których ich rodzice mogli tylko śnić.

Tokunaga Sunao (1899-1958) to japoński pisarz proletariacki. Przez lata pracował jako robotnik w drukarni i  jako zecer. Zainteresował się filozofią marksistowską, stał się też jednym z czołowych działaczy związków zawodowych. Po przegranym i krwawo zakończonym strajku w 1926 roku stracił pracę oraz możliwość podjęcia podobnej w związku z represjami. Niedługo później zaczął pisać. Nieustannie nękany inwigilacjami, tajniakami i policją, zastraszony po aresztowaniu i śmierci lidera pisarzy proletariackich, zrezygnował z tworzenia literatury. Powrócił do tego zajęcia dopiero w czasie wojny. Od 1946 roku powstawała powieść „Żegnaj, żono!”, opublikowana około 1949 roku. Polskie tłumaczenie niestety pośrednie, bo z języka czeskiego, ukazało się w 1964 roku. Zastanawiające, co zostało dopisane, przepisane, zmodyfikowane względem oryginału w obu przekładach. Nieco ponad dekadę wcześniej niż „Żegnaj, żono!” pojawiło się tłumaczenie innej jego powieści – „Ciche góry”, wydanej w Japonii około 1952 roku. Czytaj dalej

Arteterapia. Słów kilka o „Zanim wystygnie kawa” Kawaguchiego Toshikazu

W czasoprzestrzeni dryfują odłamki wspomnień, okruchy uczuć, niewypowiedzianych słów, przerwanych gestów. Tworzą kalejdoskopowe obrazy. Przesuwają akcenty, anamorficznie deformują wymiary rzeczywistości, układają się w różne konstelacje. Kawaguchi Toshikazu, "Zanim wystygnie kawa"Migoczą, rozbłyskają, by za moment zniknąć w ciemnościach.

W powstałej około 1874 roku kawiarni „Funiculi Funicula”, ulokowanej w piwnicy, gdzie nie dociera światło z zewnątrz, niesamowity nastrój wytwarzają między innymi trzy zegary (każdy wskazujący odmienną godzinę), piękne krzesła, zapach kawy, oświetlenie barwiące przestrzeń sepią, a przede wszystkim sympatyczni właściciele Tokita Nagare i jego żona Kei oraz pracująca jako kelnerka kuzynka Tokity – Kazu. Krążą legendy, że w tym miejscu można przenieść się w czasie – zarówno w przeszłość, jak i w przyszłość. Ale podróż obwarowana jest kilkoma niewygodnymi zasadami. Najważniejsza z nich to limit czasu wyznaczany przez temperaturę kawy. Należy wrócić do teraźniejszości, zanim napój wystygnie. W przeciwnym razie można stać się duchem zawieszonym między czasoprzestrzenią.

Czy kiedyś czytaliście takie mangi i/lub oglądaliście takie anime jak na przykład „Death Parade”, „Steins;Gate”, „Clannad”, „reLIFE”, „Boku dake ga inai machi”, „Byousoku 5 centimer”, „Air” czy „Ano hi mita hana no namae wo bokutachi wa mada shiranai”?* Jakieś elementy z między innymi tych tytułów, cząstki, okruchy, odłamki wrażeń, emocji, obrazów odnalazłam w subtelnym, efemerycznym utworze z 2015 roku „Zanim wystygnie kawa” japońskiego scenarzysty, reżysera i pisarza Kawaguchiego Toshikazu (ur. 1971). Warto pamiętać, że to adaptacja jego spektaklu z 2010 roku. Pełne powtórzeń i różnych usterek językowych polskie tłumaczenie niestety powstało w oparciu o angielski przekład. Nie wiem, ile utraciliśmy między wierszami, ile eterycznych, delikatnych jak kwiaty wiśni obrazków zostało nadpisanych, przepisanych, zdeformowanych, ale mimo to jest sporo uroku i lekkości w pokrzepiającej narracji Kawaguchiego, przywodzącej na myśl light novel**. Można by zestawić ją również z takimi literackimi szkicowaniami wyimków rzeczywistości jak „Kot, który spadł z nieba” Hiraidego Takashiego, „Kroniki kota podróżnika” Arikawy Hiro czy „Kwiat wiśni i czerwona fasola” Sukegawy Duriana***. I nie bez powodu nawiązałam do m&a, tyleż ze względu na onomatopeje, ile przede wszystkim z uwagi na sposób kadrowania i wprowadzania charakterystyk postaci oraz miejsca. Czytaj dalej

(…) nie ma nic bardziej przerażającego… niż relacje między mężczyznami i kobietami…”. Parę słów o „Żonie doktora Hanaoki” Ariyoshi Sawako

Kruche, delikatne nici nas łączą. Łatwo je naderwać i zerwać. Możemy wiązać je na różne sposoby, ale kolejnych ran, rys, skaleczeń nie wymażemy. Będą nieustannie przypominać o bólu, samotności, opuszczeniu.

Pochodząca z samurajskiej rodziny ośmioletnia Imose Kae prosi swoją opiekunkę Tami, by zabrała ją do domu biednego wiejskiego doktora Hanaoki Noamichiego. Żona doktora Hanaoki"Krążą bowiem plotki o wielkiej urodzie jego żony Otsugi i mała Kae jest jej bardzo ciekawa. Opowieści okazują się prawdziwe i dziewczynka ulega urokowi i pozostaje pod wielkim wrażeniem doktorowej. Przez cały czas będzie skrycie marzyć, by się do niej zbliżyć. Dlatego gdy po kilku latach kobieta zjawi się w domu Imosów z zuchwałą prośbą o rękę dziewczyny dla swojego pierworodnego syna Hanaoki Shina Umpeia, który w Kioto kształci się na lekarza, Kae wraz z matką będą starały się nakłonić ojca do zgody na ślub. Ale życie w obcej rodzinie, po powrocie wyczekiwanego ukochanego syna dalekie będzie od idealistycznych wyobrażeń młodej kobiety. Wkrótce też zacznie się rywalizacja między teściową a synową.

Japońska pisarka Ariyoshi Sawako (1931-1984) opublikowała w 1966 roku tyleż beletryzowaną biografię jednego z pionierów chirurgii Kraju Wschodzącego Słońca, Hanaoki Seishū, który żył w latach 1760-1835, ile literacką wariację na temat żony, a poniekąd i matki lekarza z przełomu XVIII i XIX wieku. Czytaj dalej

„Dziwny przypadek zrządził, że byłem świadkiem początku sztuki; jakie miało wszakże być jej rozwiązanie?”. Słowo o „Ogniach polnych” Ōoki Shōheia

Widzisz, jak piękna rzeczywistość rozpada się na kawałki. W przestrzeni dryfują nadpalone, krwawiące elementy, niektóre z nich podmuch wiatru znosi na manowce, rubieże historii. Jakaś siła próbuje schwycić uciekające detale i skleić je ze sobą, dopasować niepasujące, skonfigurować. Ōoka Shōhei, "Ognie polne"W odłamkach migoczą światła. Czy to igraszki umysłu, szaleństwo, a może sen, iluzja, kuglarskie sztuczki?

Koniec drugiej wojny światowej, japońska armia przegrywa z amerykańskim wojskiem i wpieranymi przez nich partyzantami na Filipinach. Na wyspie Leyte szeregowiec Tamura, który zmaga się z gruźlicą, odesłany zostaje do japońskiego szpitala. Ale wyrzucają go stamtąd, gdyż brakuje im w zasadzie wszystkiego. W wyniku kolejnego ostrzału przez Amerykanów Tamura rozpoczyna swoją obłąkańczą wędrówkę po przestrzeni naznaczonej ogniami polnymi, będącymi nie tylko pozostałością po wypalaniu badylów kukurydzy czy szyfrem partyzantów, ale i piętnem śmierci, piekielną pożogą, przedsmakiem kary dla potępionych, skazańców, wyzwoleniem, jedynym wyjściem. W malignie, na pograniczu jawy i snu, błądząc, balansując nad krawędzią przepaści, otchłanią odczłowieczającą, o jego duszę rozpocznie się walka, przywodząca na myśl psychomachię.

W 1951 roku ukazała się powieść „Ognie polne” japońskiego pisarza Ōoki Shōheia (1909-1988). Zanim został powołany do wojska, studiował literaturę francuską. Pod koniec drugiej wojny światowej wysłano go na Filipiny, a niedługo później trafił do amerykańskiej niewoli. Własne doświadczenia w armii japońskiej i jako jeńca wojennego opisywał w literackiej formie, czego świetną egzemplifikacją są „Ognie polne”, przetłumaczone na język polski z japońskiego stosunkowo szybko, bo w 1959 roku. Ale powieść to – można rzec – dziwna, niepokojąca, rozbijająca odbiorcę, wprowadzająca go w wilgotną, duszną, parną atmosferę podzwrotnikowej (nie)rzeczywistości wytwarzającej omamy, przestrzeni wypełnionej z jednej strony piękną, bujną, zachwycającą przyrodą rzeźbiącą tereny w arcydzieła natury, z drugiej zaś – trupami, ale nie tylko rozkładającymi się ciałami, lecz i wydrążonymi ludźmi-zombie, ludożercami, zdegenerowanymi, pustymi skorupami napędzanymi instynktem i rozkazem. Czytaj dalej

„Zeszyty ulotnego świata”. Słówko o siedemnastowiecznych „Przypadkach miłosnych pięciu kobiet” Ihary Saikaku

Na tym przepływającym, efemerycznym świecie wystarczy nam chwila, gdy przetną się spojrzenia, złączą dłonie. Uśmiechniemy się do siebie, nim nasze ciała rozpłyną się w powietrzu. Ihara Saikaku, "Przypadki miłosne pięciu kobiet"Może pozostanie po nas drobny ślad w przestrzeni i kiedyś jego odłamek ktoś odnajdzie i na moment ożywi.

『好色五人女』 (Kōshoku gonin onna; pol. Przypadki miłosne pięciu kobiet) zostało wydane w 1686 roku (w trzecim rok ery Teikyō). Autorstwo przypisuje się poecie i pisarzowi Iharze Saikaku (1642-1693), jego dzieła nierzadko określano jako ukiyozōshi („zeszyty ulotnego świata”). Polskiemu czytelnikowi może być znany z „Żywota kobiety swawolnej” z 1668 roku. Japonistka i badaczka Katarzyna Sonnenberg-Musiał w solidnie przygotowanym, obszernym krytycznym wprowadzeniu do tłumaczenia „Przypadków miłosnych pięciu kobiet” przybliża zarówno sylwetkę twórcy, specyfikę jego utworów, jak i strukturę, liczne elementy teatralne, zastosowane chwyty (między innymi komizm i hiperbolizację), aluzje, odwołania i odniesienia do przysłów japońskich, literatury, tradycyjnej poezji, ballad, piosenek ludowych, pieśni. Dwujęzyczną publikację (współwydana została japońska wersja językowa dzieła) uzupełnia bogata bibliografia i rozbudowane przypisy, umożliwiające czytelnikowi zagłębienie się w estetyczne walory siedemnastowiecznego utworu. Po tych kilku wiekach utwór Ihary Saikaku nadal prezentuje się w wielu aspektach atrakcyjnie i pozwala zanurzyć się w ulotny świat pasji i pożądania. Czytaj dalej