„Konstruując siebie od nowa”. Na marginesie „Końca niewinności” Ami Sakurai kilka myśli

W loterii genetycznej, w ramach rzutu kością przez los, przypadkowo, w sposób zaplanowany, w medycznych eksperymentach na zespole cech fizycznych i psychicznych, w ramach realizacji ambicji ludzi pragnących posiadać kogoś na własność, nowe istnienie, które nabiera coraz większej samoświadomości, zaczyna szukać usprawiedliwienia dla swojego bycia. Niech to będzie tylko twój uśmiech – wystarczy, to najlepsze usprawiedliwienie dla mojego istnienia. Rola społeczna wyznacza konkretne miejsce w szeregu, więzy z innymi ludźmi dookreślają. Ale są jak zaciskająca się obręcz – duszą, pozbawiają czucia i potęgują osamotnienie. Dla niektórych będziesz błędem, pomyłką, przypadkiem, balastem, którego należy się pozbyć, skazą, którą trzeba wymazać, dokonać retuszu. Wtedy pozostaje tylko zacząć działać i wybierać świadomie, oddzielić autentyczne uczucia od sztucznie wyprodukowanych na potrzeby teatru codzienności. A po każdym upadku trzeba wstać i konstruować siebie na nowo, na nowo, wciąż na nowo…

„Dlaczego ludzie próbują opatrywać własne rany gnijącym ciałem i krwią innych? Przecież wiedzą, że się nie uda.”*

W 2006 roku ukazało się polskie tłumaczenie książki Ami Sakurai Koniec niewinności (2004)**, w której obnażony został brutalny i bezwzględny wymiar rzeczywistości młodzieży uciekającej od pustki, braku miłości, ciepła i bezpieczeństwa. Czytaj dalej

„Płomień przeznaczenia, tak?”* Na marginesach „Światła i mroku” Natsumego Sōsekiego

Tyle teatralnych gestów, nieodgadnionych spojrzeń, uśmiechów i mylących drogę słów. Ukrywanie autentycznych intencji i prawdziwego pragnienia prowadzi do powolnego rozpadu wewnętrznego. Wystarczy jedna myśl, cień podejrzenia, drobna wątpliwość w szczerość uczuć i miłosnych deklaracji, wystarczy nikły ślad kolejnej osoby wkradającej się do idealnego świata dwojga, by złamać zaufanie i rozbić miłość. Posiadanie na wyłączność twojej uwagi, spojrzenia i obecności jest marzeniem, iluzją, snem, który tylekroć sam niszczysz, ilekroć odchodzisz, wymykasz się prawdzie, mnożysz tropy i potencjalne rozwiązania zagadki, gonisz cień z przeszłości, wyobrażenie ze snu. Natsume Sōseki, "Światło i mrok"Ale miej świadomość, że pewnego dnia albo nocy druga strona zechce zaryzykować, odkryć karty, odcyfrować złudne słowa, dotrzeć do głębi, by uratować albo zagrzebać uczucie. Tym gorzej, jeśli w cieniu, za twoimi plecami ukrywa się manipulant, osoba bawiąca się kochankami, dla czystej rozrywki wprowadzająca zamieszanie i rozłam. Wtedy nie zostanie ci wybaczone.

Według rodziny i krewnych Onobu jest kochana przez męża, Tsudę Yoshio. Mężczyzna uwielbia ją nad życie, spełnia jej każde pragnienie, pozwala się owinąć wokół jej palca – tak uważają postronni obserwatorzy życia dwojga młodych małżonków. Zazdrośnie spoglądają na piękny i drogi pierścionek Onobu jako symbol bezgranicznej miłości i oddania męża. Zupełnie jakby nietrwały przedmiot miał świadczyć o prawdziwości i sile uczuć, być świadectwem i wyznaniem. Zważywszy, że Yoshio samodzielnie nie utrzymuje swojego domu, lecz  przy pomocy pożyczek od ojca, wynegocjowanych przez męża siostry Yoshio – Ohide, w dodatku rodzina i znajomi uważają, że Onobu preferuje wygodne, luksusowe życie, zresztą jej małżonek również, więc oboje zdają się według wszystkich marnotrawić fundusze na zbytki. Pod pozorami lekkiego życia, w którym zachcianki i kaprysy są spełniane, skrywana jest przez Onobu i Yoshio niema gra w małżeństwo. Czytaj dalej

Sekundy, minuty. Na marginesie „Kota, który spadł z nieba” Hiraidego Takashiego kilka ulotnych wrażeń

Jesteś cudem. Kruchym, niewinnym, pełnym lęku, ale jednocześnie bogatym w wewnętrzną radość i urok, nieskażonym przez rzeczywistość egoistycznych ludzi. Wystarczy twoja obecność, nie potrzeba nam wielkich ani małych słów. Jeden drobny gest, subtelne dotknięcie i spojrzenie są wystarczające, by poczuć, że jesteś naprawdę, autentycznie, w pełni, a nie tylko zastępczo i iluzorycznie. Hiraide Takashi, "Kot, który spadł z nieba"Bo nie jesteś wyobrażeniem, nie jesteś pięknym snem, którego odejście będzie zwiastowało koniec marzenia i początek prawdziwego świata. Nie jesteś?

Koniec lat 80. XX wieku, Tokio. Zbliżają się wielkie zmiany, niedługo skończy się okres Shōwa (1926-1989), podczas którego dokonał się szereg zmian na wzór Zachodni w Japonii. Względny spokój pozornie gwarantowany przez szybki wzrost ekonomiczny zapowiada mimowolnie, podskórnie zmierzch starej epoki. On-narrator, bezimienny, pracuje jako redaktor w wydawnictwie, ona – jego żona – jest korektorką. Oboje mają około trzydziestu siedmiu lat, są bez majątku, nie mają dzieci, ale wciąż szukają miejsce dla siebie – spokojnego, cichego, chociaż rozbrzmiewającego wewnętrzną radością, promiennością i świeżością. Wprowadzają się do wynajmowanego jako mieszkanie domku gościnnego na pięknej posiadłości z domem w japońskim stylu i zachwycającym ogrodem. W związku z chorobą on musi zrezygnować z pracy stałej na rzecz zleceń, które może wykonywać w domu. Czytaj dalej

„Nie ma piękna bez cienia.”* Na marginesach „Pochwały cienia” Tanizakiego Jun’ichirō

Zachwycające i przerażające jednocześnie jest piękno ukryte w mroku. A mrok tyleż skrywa piękno, ile je ewokuje, na swój sposób konstytuuje, niczym demiurg powołuje do chwilowego zaistnienia w teatrze światła i cienia kruche piękno. Efemeryczne wrażenie zmysłowe dostępne jest dla otwartych poszukiwaczy, eksploratorów przestrzeni subtelnie i powoli zagłębiających kolejne odcienie i odblasTanizaki Jun’ichirō, "Pochwała cienia"ki wielowymiarowej rzeczywistości.

Każdy gest, rekwizyt starannie został przygotowany, by przedstawienie mogło przynieść widzowi (nie)oczekiwaną rozkosz, estetyczne spełnienie będące wynikiem napięcia między światłem a cieniem. Ale nie Platońskim odbiciem idei, nie teatrzykiem palców i dłoni, dziecięcymi kuglarstwami i sztuczkami, lecz wymiarem pozornie pokątnym, pełnoprawnym odgałęzieniem rzeczywistości, dostrzegalnym dla wrażliwych na załamania gładkiej tafli, nieoszlifowania diamentów, patynę czasu – swoistą księgę, w której przeszłość rozrzuca swoje tropy.

Obcowanie z wysublimowaną sztuką aranżacji przestrzeni na wzór oryginalnej gry światło-cienia, uczestniczenie w wyrafinowanym spektaklu zmysłów łączą się z jedną z japońskich kategorii estetycznych – ukrytego piękna, tajemnej głębi, ukrytej esencji, czyli yūgen. Czytaj dalej

Ogród grzeszników. Na marginesach „Wrót” Natsumego Sõsekiego

„Wszystko zaczęło się wtedy, gdy nadeszła wiosna, kwiaty wiśni opadły i zrobiły miejsce rozwijającym się liściom.” [s. 166]

Zdecydowanie łatwiej jest udawać obojętność. Przejść obok ciebie, wymienić spojrzenia i uśmiechy. A następnie urwać kontakt. Każdy kolejny gest, każde następne wyznanie komplikują krystalicznie czystą relację.Natsume Sõseki, "Wrota" Są ryzykowne, bo w jakiś sposób zbliżają, wprowadzają emocje. Tym gorzej, jeśli kiedyś twoja droga przetnie się z drogą kogoś, z kim związany jesteś czerwoną nicią przeznaczenia, lecz będziesz mieć świadomość, że wasz związek położy cień na całą rodzinę i waszą wspólną przyszłość. Czy wtedy zdecydujesz się zapłacić wysoką cenę, zaryzykujesz i poświęcisz wygodne życie w świetle, względną stabilizację w społeczeństwie na rzecz miłości we dwoje – zamkniętego, intymnego świata w wątłym blasku świecy, na obrzeżach wielkich przestrzeni uśmiechniętych ludzi? Ze świadomością przyjmiesz wszystkie konsekwencje grzechu, a może po prostu uciekniesz przestraszony opinią zbiorowości? Wiesz dobrze, że czerwonej nici przeznaczenia nie można rozerwać ani przeciąć. Czytaj dalej

„Jutro, jutro się spotkamy.”* Na marginesie wyboru opowiadań Higuchi Ichiyō „Na rozstaju”

Moja miłość do ciebie nie ma prawa istnieć. Jest niemożliwa. Przynosi wyłącznie ból i krótkie momenty szczęścia, gdy widzę twoją uśmiechniętą twarz i twoje spojrzenie. Nienasycone, żądające wyłączności uczucieHiguchi Ichiyō, "Na rozstaju" prowadzi do stopniowego wykrwawiania. Albo pozostanę w cieniu, w wiecznym lodowym królestwie, z ukrytym pragnieniem zobaczenia ciebie, albo poświęcę wszystko, by przekroczyć granicę snu i dotknąć twojej ciepłej dłoni.

Ten ulotny świat to przecież tylko sen.
[Ciemna noc, s. 60]

Znacznie ciekawsze (może dlatego, że boleśniejsze?) od literackiego doświadczania miłości są obrazy rezygnacji, odejścia, wyrzeczenia się miłości, a zatem takie, w których miłość pozostaje w sferze wyobrażeń, nie będzie praktycznie nigdy cielesna, zmysłowa, erotyczna, lecz już na zawsze pozostanie niespełniona, niedopowiedziana, zatrzymana na pierwszym etapie fascynacji, niepozbawiona złudzeń i iluzji pojedynczego wrażenia, chwili oczarowania. Ale taka miłość najmocniej rani, zadaje cierpienie, uniemożliwia wyzbycie się samotności i dlatego też – paradoksalnie – jest doskonałą inspiracją, katalizatorem twórczości. Czytaj dalej

„Wszyscy coś gramy”*. Na marginesach zbioru opowiadań „Mężczyźni bez kobiet” Murakamiego Harukiego**

„Ja też jestem jednak człowiekiem, więc można mnie zranić. Na razie nie wiem, czy trochę, czy bardzo.”

[Kino, s. 234]

Granie dowolnej roli w przedstawieniu życia nie jest – wbrew pozorom – trudne i skomplikowane. Zdecydowanie łatwiej założyć maskę, gdy pragniesz ukryć swoją prawdziwą twarz przed ludźmi, którzy nie będą w stanie cię zrozumieć i celowo bądź przypadkowo by cię skrzywdzili. Wystudiowana mimika zakrywa twoje autentyczne łzy, ale także szczery uśmiech. Prawdziwa gra zaczyna się jednak wtedy, gdy niepostrzeżenie tracisz pewność, co jest prawdą, a co mistyfikacją. Murakami Haruki, "Mężczyźni bez kobiet"Gubisz się (siebie) w pożyczonych słowach, gestach i uśmiechach. To jeszcze raz – jak masz na imię?

Najnowszy, bo z 2014 roku, zbiór krótkich form prozatorskich Murakamiego Harukiego. oryginalnie składa się z szczęściu utworów: Drive my car, Yesterday, Niezależny organ, Szeherezada, Kino, Mężczyźni bez kobiet. Polskie wydanie zostało jednak uzupełnione opowiadaniem z innego tomu – Zakochany Samsa – jednakże tematycznie doskonale wpisującym się w ideę przewodnią zbioru wycinków z życia mężczyzn pozbawionych kobiet. Mężczyźni, samotnie dryfujący po (czaso)przestrzeni bądź tkwiący w tymczasowych związkach nieprzynoszących im satysfakcji i ekscytacji, w pewnym momencie decydują się na powrót do przeszłości, odkrycie, ujawnienie wspomnień oraz uświadomienie sobie straty. Czytaj dalej

Mój niestabilny, kruchy świat. Na marginesach „Błysku szczęścia” Ekuni Kaori*

Dostrzegasz drobne pęknięcia i rysy w moim pięknym, krystalicznym świecie? To te momenty, kiedy tracę równowagę i potrzebuję twojego ciepła, twojej stabilności, silnej dłoni, która nie pozwoli mi upaść. Dlaczego łzy nie przestają płynąć? Tak bardzo chcę się śmiać, a tymczasem, tymczasem wszystko wypada z moich rąk. I mimo iż rozpadam się na kawałki, to z przekonaniem codziennie powtarzam, że wszystko w porządku. Czasami kłamstwo jest najlepszym wyjściem, dobrą wymówką. Bo nie każdy potrafi zrozumieć.

Alkoholizm połączony z nerwowym załamaniem, Ekuni Kaori, a w zasadzie z zaburzeniami emocjonalno-psychicznymi, wynikającymi być może z neurotyzmu czy osobowości borderline, dotyka młodą tłumaczę z języka włoskiego, Shoko. Lekarz zrezygnowany brakiem szybkich postępów rehabilitacji psychiki przepisuje doskonałe lekarstwo na poskładanie odłamków rozbitego świata i uśpienie samotności – małżeństwo. Zaaranżowane przez rodziców spotkanie, tradycyjne (o)miai, pozwala dziewczynie odnaleźć Mutsukiego – tego, który pomoże jej dość pobieżnie, powierzchownie posklejać pęknięcia, zatuszować momenty depresyjne i stany manii. Bo całkowite wyleczenie nie jest możliwe. Kishida Mutsuki to lekarz geriatra. I homoseksualista. Napiętnowany, odrzucony i wykluczony – analogicznie jak Shoko – nie tyle przez społeczeństwo (niezdające sobie sprawy z seksualnych upodobań szanowanego lekarza), ale przede wszystkim przez najbliższych. Matka mężczyzny nie akceptuje jego preferencji, dlatego w małżeństwie z niestabilną emocjonalnie i psychicznie dziewczyną upatruje szansę na tyleż „wyleczenie” syna, ile zachowanie twarzy przed społecznością. Ojciec Mutsukiego natomiast współczuje Shoko bycia w relacji przypominającej z jego perspektywy „przytulanie wody” (eufemistyczne określenie braku seksu w związku, synonim białego małżeństwa). Czytaj dalej