Gry pamięci. Kilka tylko słów o „Krzyku w deszczu” Yu Hua

Na planszy pamięci poszczególne słowa, gesty, sceny układają się w dynamiczne obrazy. Odwracają świat na nice, przesuwają akcenty, żonglują momentami, niekiedy tworzą kolaże, mozaiki, zdają się puzzlami, a innym razem wybierają dekolaże, palimpsesty, demolowanie minionego czasu, spychanie, zamazywanie, wycinanie, nadpisywanie. Yu Hua, "Krzyk w deszczu"Manipulują słowami, czasem i przestrzenią, bohaterami i wydarzeniami. Ale dzięki tym zabiegom możesz żyć wieloma życiami, nieustannie zmieniać coś w zeznaniach, kreować przeszłość praktycznie dowolnie. To – ostrzeżmy na wstępie – niebezpieczne, bo łatwo jest zmultiplikować „ja”, rozszczepić je, zdezintegrować, pogubić (siebie) w labiryncie fałszów, otworzyć przepaść, otchłań. Zaryzykujesz?

Sun Guanglin powraca pamięcią do lat dzieciństwa, gdy jako sześciolatek został oddany do adopcji i mieszkał w mieście z przybranymi rodzicami – wojskowym Wang Liqiangiem i eteryczną, chorowitą Li Xiuying. Ale po pięciu latach niespodziewanie powrócił do rodzinnej wsi Nanmen, do ojca Sun Gunangcaia, matki i dwóch braci – starszego Guangpinga oraz młodszego Guangminga. Jego wspomnienia wiążą się z eksplorowaniem świata, nawiązywaniem znajomości i przyjaźni, próbami odnalezienia swojego miejsca wśród domowników, rówieśników i w społeczeństwie. W reminiscencjach odbijają się inicjacje w śmierć i w seks, liczne doświadczania odrzucenia, rozczarowań, porażek, upokorzeń, ale i rozbłyski małych radości.

W 1992 roku chiński pisarz Yu Hua (ur. 1960) opublikował meandryczny utwór „Krzyk w deszczu”. To wariant, reinterpretacja zarówno Bildungsroman, powieści o formowaniu, dorastaniu, dojrzewaniu, powieści inicjacyjnej, jak i szkicu rozrachunkowego, sięgającego w rejony „intymistyki”, pamiętnikarstwa (wprowadzającego między innymi retusze), fragmentów konfesji, „poetyki pamięci”, opowiadania samemu sobie przeszłości czy raczej różnych jej potencjalnych wersji, jednakże wyłącznie subtelnie dotykających, ledwo muskających równoległych linii czasowych. Można zaryzykować twierdzenie, że „Krzyk w deszczu” jest swego rodzaju żonglowaniem, bawieniem się reminiscencjami, zrekonstruowaniem i/czy sfabrykowaniem wydarzeń, słów, emocji i uczuć z minionego czasu oraz próbami uchwycenia i zrozumienia zarówno samych decyzji dorosłych (rodziców, opiekunów, nauczycieli), jak i ich wpływu na losy dzieci (narratora oraz jego kolegów), w tym między innymi na percypowanie świata, rozumienie relacji międzyludzkich, umiejętności budowania więzi, konstytuowanie się tożsamości, kształtowanie osobowości. Czytaj dalej

„Lunatyczna noc”. Myśli parę na marginesach „Dnia, w którym umarło słońce” Yan Liankego

Zewnętrzna granica snu jest subtelna, przyciąga kuszącymi obietnicami spełnienia marzeń, ofiarowania śmiałości umożliwiającej przezwyciężenie swoich obaw i porzucenie wstydu. Dzień, w którym umarło słońce"Łatwo jednak jest zgubić się w onirycznym królestwie. W tych labiryntowych, meandrycznych ścieżkach pełno zaułków, substytutów, imitacji szczęścia tak hipnotycznych, że nie sposób uciec z ich objęć. Wewnętrzna granica snu jest lustrzanym murem, blokuje próby wyjścia.

„Lunatycy mają chyba zawsze twarze nieruchome i nieme jak cegły w murach miejskich. Oczy niby zamknięte. Wywrócone białkiem na zewnątrz. Patrzą nie na świat, ale do środka siebie. widzą to, co dzieje się w śnie. Ale nie widzą nic ze znajdującej się poza snem wioski i pozasennego świata. nie widzą znajdujących się na zewnątrz snu drzew i traw. Chyba że takie drzewo czy trawa nagle przenikną do snu.” [s. 84]

Tej upalnej nocy z czerwca na lipiec w wiosce Gaotian wielu ludzi zaczęło lunatykować. Somnambuliczne wędrówki prowadziły ich w pole lub na klepisko do pracy albo ścieżką samobójstwa, zamożnych zaś w otchłanie hulanek i swawoli. Im dłużej mrok sięgał do serc i dusz, tym więcej zbrodni zostało popełnionych. Niektórzy zebrali się na odwagę, by zrobić coś, o czym w sekrecie marzyli, inni wykorzystali stan zamroczenia jako pretekst do przestępstw. Ale bandyci i złodzieje ustąpili miejsca okrutnym rewolucjonistom pragnącym spełnić sen przeszłości o potędze poprzez rzeź. Czternastoletni i lekko niedorozwinięty umysłowo Li Niannian, syn właścicieli sklepu z artykułami pogrzebowymi „Nowy Świat”, jako jeden z nielicznych czuwał i był świadkiem makabrycznych, krwawych wydarzeń. W związku z chroniczną niemożnością pisania, na którą cierpi jego sąsiad słynny literat Yan Lianke, to Niannian postanowił zwrócić się do bogów i bóstw, by natchnęli go do opowiedzenia historii „lunatycznej nocy”, niekończącego się snu.

W 2015 roku ukazała się oniryczno-surrealistyczna, wielopoziomowa powieść „Dzień, w którym umarło słońce” chińskiego pisarza Yan Liankego (ur. 1958). To mroczna, bardzo gęsta, nasycona symbolami, znakami, dychotomiami, ambiwalentnymi elementami, poetyckimi sformułowaniami, aluzjami, (krypto)cytatami, odwołaniami do dzieł kultury i do historii* opowieść o człowieku błądzącym w ciemnościach, pozbawionym świat(ł)a, wpadającym w odmęty szaleństwa, obłędu, paranoi. Na granicy jawy i snu, w miejscu przecięcia światła i mroku, dnia i nocy budzą się upiory, demony żądne krwi. Wejście w oniryczną pułapkę sprawia, że ludzie stają się widmami, kukiełkami-marionetkami w teatrze snu – karykaturalnym odbiciu lustrzanym teatru świata. Czytaj dalej

„Drzewo rodzące pieniądze”. Kilka słów o „Kronikach sprzedawcy krwi” Yu Hua

To, co cenne, błyszczy niepozornie, wciąż tłumione krzykliwością i rwetesem wydmuszek. Im więcej razem przejdziemy tej drogi, im więcej przeżyjemy nie tylko w uśmiechu i spokoju delikatnych promieni słońca, ale w krwawym zmaganiu z przeciwnościami, tym silniejsza i stabilniejsza będzie nasza więź.

Pracownik przędzalni jedwabiu Xu Sanguan odwiedza dziadka w rodzinnej wsi. Yu Hua, "Kroniki sprzedawcy krwi"Dowiaduje się, że o słabym zdrowiu świadczy to, jeśli ktoś nie sprzedaje krwi. Postanawia więc spróbować i zarobić. Po drodze spotyka dwóch mężczyzn regularnie oddających krew – Afanga i Genlonga. Oni przedstawiają mu sekretny element pomnażający cudownie krew, a mianowicie… wodę. Opijają się więc tak, że ich pęcherze ledwie to wytrzymują. Ale wierzą, iż dzięki temu sprzedadzą więcej krwi. Rytuał kończy posiłek regeneracyjny w restauracji, zamawiany z huknięciem pięścią w stół, by kelner ich nie oszukał. Zarobiwszy więcej niż podczas pracy w przędzalni, Xu postanawia się ożenić. Spośród dwóch kandydatek wybiera „Paluchową Piękność”, sprzedawczynię youtiao, Xu Yulan. Ślub i narodziny trzech synów okażą się wyzwaniem dla siły i charakteru mężczyzny. Tym bardziej, że rodzinne życie będzie się rozwijać, wznosić i boleśnie upadać uwikłane w politykę Mao Zedonga, prowadzącą między innymi do „wielkiego skoku naprzód”, wytopu stali, klęski głodu, wieców wrogów klasowych, reedukacji.

Chiński pisarz Yu Hua (ur. 1960) opublikował w 1995 roku powieść o intrygującym tytule „Kroniki sprzedawcy krwi”. To dzieje przeszło czterdziestu lat z życia mężczyzny, który w różnych trudnych sytuacjach swojej rodziny decydował się na sprzedaż krwi, by uratować bliskich. Czytaj dalej

„Letnie dni już odeszły, zaczyna się piękna pustynna jesień”. Parę słów o „Saharyjskich dniach” Sanmao

„Te wszystkie ręce, które uścisnęłam, wszystkie promienne uśmiechy, które zamieniłam, wszystkie zwyczajne rozmowy, które przeprowadziłam – jakże mogłabym je rozegnać, niczym wicher rozwiewa szaty na wszystkie strony świata, i bezdusznie zapomnieć?

Potrafię obdarzyć uczuciem każdy jeden kamyk na pustyni. Nie potrafię zapomnieć ani jednego wschodu czy zachodu słońca. Tym bardziej nie jestem więc w stanie wymazać z pamięci tych twarzy, żywych twarzy.”

[„Pasażerki i pasażerowie”, s. 265]

Sanmao to pseudonim chińskiej pisarki Chen Mao-p’ing, która znana jest też pod nazwiskiem Echo Chen (Echo to jej przybrane tzw. angielskie imię). Urodziła się w 1943 roku w Chongqing w Chinach, gdy była dzieckiem, jej rodzina przeniosła się na Tajwan. Sanmao, "Saharyjskie dni"Zmarła w 1991 roku w tajwańskim szpitalu – podejrzewa się, że popełniła samobójstwo. Zyskała popularność w dużej mierze dzięki utworom podróżniczym o charakterze autobiograficznym. Około 1974 roku w czasopiśmie tajwańskim opublikowano kilka ze szkiców dotyczących jej życia na Saharze, a dokładniej pobytu z mężem Hiszpanem Josém Marią Quero y Ruizem w okolicach Al-Ujun (Sahara Zachodnia), gdy teren ten był jeszcze kolonią hiszpańską i nazywał się Hiszpańską Afryką Zachodnią. Natomiast zbiór dwudziestu zapisków z tamtego okresu wydano w formie książkowej jako „Saharyjskie dni” (oryg. 撒哈拉的故事, ang. Stories of the Sahara) w 1976 roku. Polski przekład ukazał się po przeszło czterdziestu latach.

Barwnie kreślone szkice, anegdoty, dykteryjki, zapiski dziennikowe, teksty o charakterze eseistycznym, portrety spotkanych osób, wyimki z codzienności w afrykańskiej przestrzeni niestety nie układają się chronologicznie. Zdają się zestawieniem przypadkowych wpisów, notek, historyjek, tragikomicznych zdarzeń, w których najczęściej Sanmao samą siebie przedstawia jako superkobietę, wychodzącą bez większych obrażeń, zwinnie i z gracją (ach, jakżeż filmowo!) z praktycznie każdej opresji, niebezpiecznej sytuacji, vide: opowieść o zabójczym talizmanie czy sceny związane z 1976 rokiem, gdy rebelianci walczyli o niepodległość rejonów Sahary Zachodniej. Czytaj dalej

„Dźwięk krwawiącej duszy” pisarza. Tylko kilka słów o „Całusach Lenina” Yan Liankego

W sekretnym miejscu schowam cię, by nikt nie odnalazł twojego śladu. Tam będziesz bezpieczny przed wzrokiem chciwych i ciekawskich. Ale uważaj zarówno na pozornie zwykłych podróżników, jak i przejezdnych wizjonerów. Yan Lianke, "Całusy Lenina"Nie ufaj ich pięknie brzmiącym słowom, bo zwiodą cię na manowce, zabiorą na rubieże opowieści, marginesy narracji, chociaż obiecają ci bajeczne krainy, niezmierzone przestrzenie i kluczowe role w przedstawieniu świata.

W górach Balou istnieje wioska Żywot, składająca się z ludzi kalekich. Tego lata „czas zachorował” i spadł gorący śnieg. Starosta powiatu Liu Yingque przyjeżdża sprawdzić stan klęski. A w zasadzie to szuka kolejnego sposobu na zebranie pieniędzy na swój genialny projekt, czyli wykupienie… mumii Włodzimierza Lenina i umieszczenie ją w specjalnie przygotowywanym mauzoleum na Górze Dusz. Relikwie, w wizji Liu, przyciągną nieprzebrane rzesze pielgrzymów i majętnych turystów, a wraz z nimi przypłynie morze pieniędzy. Przypadkiem w Żywocie odkrywa niezwykłe talenty i umiejętności niepełnosprawnych, okaleczonych żywocian. Proponuje im założenie zespołu artystycznego, który ma jeździć po wybranych chińskich prowincjach z przedstawieniami. Nieformalna przywódczyni siedemdziesięciojednoletnia Babcia Mao Zhi, niegdysiejsza zapalona rewolucjonistka, nie chce się jednak zgodzić na upokarzanie mieszkańców. Ale Liu to tyleż zręczny kuglarz, prestidigitator, ile sprytny i elokwentny hochsztapler, który nie poddaje się tak łatwo i nęci, uwodzi pięknymi słówkami, ponętnymi obietnicami.

W „Całusach Lenina”, pełnej absurdu, tragikomicznej, groteskowej, momentami surrealistycznej i onirycznej powieści z 2004 roku, chiński pisarz Yan Lianke (ur. 1958), polskiemu czytelnikowi znany ze „Snu wioski Ding”, z „Kronik Eksplozji”, „Czteroksięgu”, porusza kolejny raz w nowej odsłonie problemy związane między innymi z nienasyceniem, zachłannością i manipulacją władzy oraz już nie retuszowaniem, ale jawnym fałszowaniem historii i rzeczywistości, brutalnym i prostackim przemalowywaniem jej, pisaniem na nowo. Czytaj dalej

„Nic na świecie nie dzieje się bez powodu, prawda?” Słów kilka o „Dziewczynach z północy” Sheng Keyi

W objęciach ciała, załamaniach, krzywiznach, niepojętych przestrzeniach rozkoszy i bólu dryfuje po morzu krwi nienasycone pragnienie. Żądza produkuje iluzje, ulotne senne marzenia rozpływające się w świetle dnia, rozbijające się w mrokach nocy. Sheng Keyi, "Dziewczyny z północy"Wystarczy jedno spojrzenie i już wiemy, że przez ten krótki moment zmierzamy w jednym kierunku. Za chwilę elektryzujące powietrze rozpuści się i nasze drogi się rozdzielą.

Szesnastoletnia Qin Xiaohong, obdarzona dużymi piersiami przyciągającymi mężczyzn i stanowiącymi pretekst do rozpowszechniania plotek o rozwiązłości, od dłuższego czasu romansuje ze swoim szwagrem. Po odkryciu przez siostrę zdrady, młoda dziewczyna wyjeżdża z prowincji Hunan do miasta, by podjąć pracę w pensjonacie, ale szybko zmienia ją na salon fryzjerski. Niewiele czasu upłynie, gdy jeden z klientów Li Mazi namówi Xiaohong i jej koleżankę z salonu Li Sijiang, by wybrały się wraz z nim do Shenzhen, miasta w prowincji Guangdong, na południe od Hunanu. Mężczyzna obiecuje im lepsze zarobki. Ale tam boleśnie doświadczą, jak traktowane są osoby bez wykształcenia i doświadczenia, atrakcyjne i młode dziewczęta.

Chińska pisarka Sheng Keyi (ur. 1973), polskiemu czytelnikowi znana z rewelacyjnego utworu „Tęczujący popiół”, w 2004 roku opublikowała powieść „Dziewczyny z północy” poświęconą kobietom, a niekiedy jeszcze dziewczynkom, które przyjeżdżają do miasta z rejonów położnych na północ od prowincji Guangdong, między innymi z Hunanu, rodzinnej prowincji autorki. Można jednak rzec, że w Shenzhen jak w soczewce skupią się problemy dotykające większości kobiet wyjeżdżających ze wsi i małych miejscowości do dużych miast w wielu równych rejonach świata. Czytaj dalej

Odcyfrowywanie tajemnic świata. Słowo o „Szyfrze” Mai Ji

W różnych konfiguracjach sennych poszczególne twoje słowa i gesty układają się w inne historie, odmienne narracje, jakby alternatywne opowieści. Mai Jia, "Szyfr"Ale jednak zdają się bliższe prawdy niż to, co mówisz i robisz na jawie. Porządkują i odsłaniają autentyczne intencje i emocje. Z odnalezionych odprysków, odłamków snów układam twój portret. Im więcej elementów dopasowanych, tym bardziej przerażający wyłania się obraz.

„Zakończenia są także początkami.” [s. 331]

Rong Jinzhen jest genialnym chińskim matematykiem, chociaż na co dzień to człowiek wycofany, przebywającym na pograniczu światów onirycznego i realnego. Jego talent zostaje szybko odkryty przez kolejnych uczonych, którzy starają się stworzyć mu warunki do rozwoju i nabycia kompetencji społecznych. Nie udaje się jednak ukryć umiejętności mężczyzny przed władzą. Rządzący zechcą bowiem wykorzystać potencjał jego umysłu i włączyć do Jednostki Specjalnej 701, by zajął się deszyfracją i łamaniem kodów, kryptogramów używanych przez wrogie państwa do komunikacji. Wyprawa w głąb lasu kryptografii odmieni oraz boleśnie naznaczy już i tak samotne życie Ronga.

W 1991 roku chiński pisarz i scenarzysta Mai Jia (ur. 1964; właśc. Jiang Benhu) zaczął pracę nad intrygującą, hybrydową powieścią „Szyfr” (解密), opublikowaną dopiero w 2002 roku, poruszającą między innymi zagadkę geniuszu balansującego na granicy obłędu, szaleństwa. Czytaj dalej

Gliniane dzieci. Słowo o „Żabach” Mo Yana

Po przelanej krwi pozostanie echo, z martwych ciał powstanie chór lamentujących widm, który pewnej nocy powróci i wypełniając jakąś formę, tymczasowo się zmaterializuje, by domagać się zadośćuczynienia. Ich przerażające krzyki cierpienia, jęki i płacz będą cię gnębiły, nie pozwolą zasnąć, nie pozwolą umrzeć.Żaby" Nie ma nigdzie miejsca dla potępionych, nie ma ucieczki przed upiorami. Tylko wieczna udręka.

Dramatopisarz występujący pod pseudonimem Kijanka, Wan Noga, zwany w dzieciństwie Biegaczem, w 2002 roku pisze list do japońskiego pisarza Sugitaniego Yoshity. Nie tylko dziękuje mu za wizytę w Chinach, ale także informuje o swoich planach stworzenia sztuki teatralnej na kanwie losów swojej ciotki Wan Serce, położnej od przeszło pół wieku. Sugitani wyraził podczas spotkania chęć poznania dziejów jednej z pierwszych wykwalifikowanych położnych w Dongbeixiang w powiecie Gaomi, toteż w kolejnych czterech listach wysyłanych do Sugitaniego na przestrzeni lat 2002-2008 Kijanka prezentuje barwne i tragiczne życie Wan Serce, począwszy od lat 50. XX wieku, aż po rok 2008, jednocześnie przygotowując się do napisania własnego utworu. W finalnej epistole nie tylko coraz bardziej odrealnia i uteatralnia opowieść oraz wypowiedzi i wspomnienia mieszkańców-bohaterów, ale także zapowiada swoją niejednoznaczną, utrzymaną w poetykach zbliżonych do snu i mitu sztukę w dziewięciu odsłonach „Żaby”. Czytaj dalej

„Czym jest »ja«?”. Słowo na marginesach „Drugiego brzegu” i „Na granicy życia” Gao Xingjiana

Widzisz, jak ten piękny świat rozpada się na kawałki. Odbierają ci pamięć i mowę, pętają, uzależniają, manipulują. Czynią z ciebie manekina, marionetkę, kukiełkę pociąganą za sznurki. Gao Xingjian, "Drugi brzeg"Wyzwoleniem może okazać się wejście w głąb siebie i posklejanie „ja”, nie tyle zrekonstruowanie, ile świadome zbudowanie, a nawet rozszczepienie. „Ja” bywa „ty”, „ona”, „on”, a „ty”, „ona”, „on” bywa „ja”. Czym jednak jest „ja”?

W polskim przekładzie oprócz powieści z 1990 roku „Góra duszy” ukazały się także dwa dramaty chińskiego twórcy, mieszkającego od ponad dwudziestu lat we Francji, Gao Xingjiana (ur. 1940). „Drugi brzeg” (1986) i „Na granicy życia” (1991) zaopatrzone zostały przez autora we wskazówki dotyczące wystawienia obu sztuk. Gao przygotował je jako swego rodzaju wprawki dla aktorów, ćwiczenia warsztatowe, by mogli osiągnąć wszechstronność i by zanurzyli się w – można zaryzykować twierdzenie – Parateatr i inne artystyczne projekty kreowane przez Jerzego Grotowskiego (1933-1999). Do polskiego reżysera teatralnego i teoretyka teatru odwołuje się Gao w uwagach do „Drugiego brzegu”, pisząc choćby, że „Metody kształcenia aktora Grotowskiego polegają na pomaganiu aktorom odkryć swe »ja« i uwalniają jego ukrytą energię poprzez wszechstronne ćwiczenia relaksujące ciało i umysł. (…)” [s. 49]. Ale obie sztuki Gao odbierać można w dużej mierze poprzez teatr Tadeusza Kantora (1915-1990), by wydobyć z nich kolejne tony, między innymi dźwięki i ciszę. Publikacja Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w przekładzie Izabelli Łabędzkiej została zaopatrzona przez tłumaczkę w krytyczny tekst „Między życiem a śmiercią, między realnością a snem: ku wyobraźni onirycznej”. Czytaj dalej

Makabryczna baśń. Parę słów o „Bum!” Mo Yana

To pierwsze spojrzenie na świat jest dziecięce, naiwno-niewinne, czyste, krystaliczne. Stopniowo zostaje zbrukane, zaplamione, zakrwawione. Ale jeszcze broni się przed ostatecznym przeobrażeniem. Mo Yan, "Bum!"Pozostają w nim cząstki zachwytu drobnymi elementami, rozbłyskami, fenomenami, zjawiskami „nadnaturalnymi”, które zdają się prawdziwą, autentyczną i integralną częścią (czaso)przestrzeni. Oszołomienie wielowymiarową rzeczywistością, zbieranie doświadczeń, poznawanie, zagłębianie, eksplorowanie pokrętnych ścieżek świata oraz ludzi przyprawiają o zawrót głowy, a niekiedy o obłęd, szaleństwo, paranoję. A jeśliby tak zatrzymać się na etapie dziecięcego postrzegania? Okopać się w iluzorycznym królestwie s(n)łów…

Młodzieniec Luo Xiaotong przybywa do świątyni, gdzie znajduje się Końskie Bóstwo związane z witalnością seksualną. Pragnie, by mnich Lan przyjął go na ucznia. Mistrz pyta, ile miał lat dekadę temu, w 1990 roku. Xiaotong wówczas był dziesięciolatkiem i mieszkał w Wiosce Rzeźników jako syn Yang Yuzhen i Luo Tonga, który uciekł z prowadzącą lokalną knajpę Dziką Mulicą. Po paru latach, gdy matka z synem zajęli się handlem złomem i odkładali każdy grosz, by wybudować wielki dom, wrócił. Ale nie sam, bo z córeczką Jiaojiao. Xiaotong snuje opowieść o swojej chłopięcej afirmacji mięsa czy wręcz miłości do mięsa oraz nieprzeciętnej inteligencji, żywych i śmiałych pomysłach, o wiosce, (w) której przewodził Lan i jako pierwszy zaczął tłoczyć mięso wodą, a za jego przykładem poszli pozostali. Mówi również o symbolicznej zemście na dorosłych, którzy zdemolowali jego świata. Historia Xiaotonga, podzielona na czterdzieści jeden wystrzałów nawiązujących do kupionego niegdyś od starszego małżeństwa moździerza i odnalezionych później czterdziestu jeden pocisków, stopniowo przechodzi w rejestry nie tylko oniryczne, ale i makabryczne, krwawe, lubieżne, erotyczne, zmysłowe, naturalistyczne. Przeszłość odzwierciedlająca się czy odbudowująca się w jego słowach nieustannie bywa rozpraszana widmami, obrazami, festiwalami, rozpasanymi karnawałami, korowodami ludzi pojawiającymi się w świątyni Końskiego Bóstwa czy wreszcie lustrzanym odbiciem Xiaotonga – posążkiem Mięsnego Chłopca utworzonym na pamiątkę dziecka, które kochało mięso. Paralelne opowieści (czasy dziecięctwa Xiaotonga i czas narracji) zazębiają się, zakrzywiają, tworząc błędne koło, z którego w zasadzie nie ma ucieczki. Czytaj dalej