Indyferentyzm. Parę słów o „Niewinnych” Hermanna Brocha

To jak negatywowe odbicie albo rewers i awers, recto-verso. Widzisz promienie słońca oświetlające różne obiekty przestrzeni, przemalowujące kolory, wydobywające rozmaite tony, (od)blaski, (ol)śnienia i (roz)błyski, pozostawiające miejsce także dla cienia, zaciemniania, by świat rysowany był artystyczną ręką, w harmonijny sposób. Zamiast kakofonii słyszysz piękne dźwięki życia. Hermann Broch, "Niewinni"Rozkwita witalna potencjalność. Ale wystarczy, że odwrócisz lustro. I zobaczysz rzeki spływające krwią, szubienice, upiory i zjawy przemierzające przestrzeń, zdegenerowane, skarlałe ciała, dusze wyrastające z pustki, okrucieństwo i spodlenie, a w uszach świdrować będą krzyki rozpaczy i cierpienia.

Około 1950 roku wydawnictwo zwróciło się do austriackiego pisarza Hermanna Brocha (1886-1951) z prośbą o wznowienie jego pięciu opowiadań powstałych przeszło dwadzieścia lat wcześniej, zamieszczanych w różnych czasopismach. Planowano je opublikować jako osobny tomik. Gdy Broch otrzymał do korekty utwory zanurzone w atmosferze Niemiec międzywojennych, o onirycznym nastroju, z rysem lekko nadprzyrodzonym („Z podmuchem wiatru”, „Skonstruowany metodycznie”, „Syn marnotrawny”, „Lekkie rozczarowanie”, „Przelotna chmurka”), w pierwszym momencie nie znalazł w nich nic, co usprawiedliwiłoby ich wznowienie, o czym pisze w tekście „Relacja autora o narodzinach książki”. Ale „istniała jedna tylko możliwość: wydobycia tego ducha czasu jako pewnego fenomenu.” [s. 397] Broch postanowił zatem spróbować i zretuszował istniejące opowieści, stworzył sześć kolejnych oraz dodał „liryczną ramę”, by uwypuklić wspólną im myśl. Tak powstała opublikowana w 1950 roku „powieść w jedenastu opowiadaniach” – „Niewinni”.

W swoim dziele-szaradzie, osobliwej układance, mozaice Hermann Broch piętnuje indyferentyzm (czyli zobojętnienie, brak zainteresowania, na przykład sprawami społecznymi, politycznymi, religijnymi) oraz uciekanie od odpowiedzialności etycznej i politycznej każdego człowieka. Ludzie niewinni politycznie (jak bohaterowie opowiadań austriackiego pisarza) są w pewnym stopniu winni etycznie. Czytaj dalej

Parabola. Na marginesie „Procesu” Franza Kafki

Franz Kafka, "Proces"Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

[Bezpośrednio na blogu od 05.03.2020]

Niekiedy podczas literackich podróży nasze drogi krzyżują się z dziełami, które coś z nami robią. Intelektualnie i emocjonalnie poruszają, dotykają najgłębiej skrywanych elementów naszej osobowości, predyspozycji ducha, odczuć względem przestrzeni, w której istniejemy i którą do pewnego stopnia (współ)tworzymy czy może raczej przetwarzamy. Zetknięcie się ze słowem wypowiedzianym przez kogoś innego, słowem, którego nam brakowało, by wyrazić to, co przeżywamy, jest bolesnym doświadczeniem. Im głębiej pozwoli się na interakcję z dziełem, w którym zapisano fragment nas, tym trudniej o nim rozmawiać, dzielić się nim z innymi. Bo to tak, jakby przygotowywać się do dokonania autowiwisekcji, jakby obnażać cząstkę swojego „ja”. Czytaj dalej

Rozmowy z Lou. „Dziennik schmargendorfski” Rainera Marii Rilkego

Rainer Maria Rilke, "Dziennik schmargendorfski"Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

[Bezpośrednio na blogu od 05.03.2020]

Drugi z trzech młodzieńczych dzienników jednego z najwybitniejszych poetów, Rainera Marii Rilkego, ukazał się niedawno pierwszy raz w polskim tłumaczeniu. Przekładu i opracowania (zwróćmy uwagę na porządne słowo wstępne oraz przypisy!) podjął się Tomasz Ososiński, badacz literatury łacińskiej i niemieckiej.

„Dziennik florencki” prowadzony był przez naówczas dwudziestodwuletniego Rilkego od kwietnia do lipca 1898 roku. W przekładzie na język polski wydano go w zbiorze „Testament” z 1994 roku. Jego kontynuację stanowi „Dziennik schmargendorfski”, obejmujący okres od lipca 1898 roku do września 1900 roku. Trzecim dziennikiem jest pisany między wrześniem a grudniem 1900 roku „Dziennik z Worpswede”. Pierwsze fragmenty zapisków ukazywały się w latach 30. XX wieku, w całości zaś opublikowano je dopiero w 1942 roku. Natomiast w 2000 roku pojawił się kolejny – „Dziennik z Westerwede i Paryża z roku 1902”. Czytaj dalej

Studium obłędu. „Korekta” Thomasa Bernharda

Thomas Bernhard, "Korekta"Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

[Bezpośrednio na blogu od 05.03.2020]

Wzorowany na postaci filozofa Ludwika Wittgensteina bohater „Korekty”, opus magnum Thomasa Bernharda, wykładowca z Cambridge, Austriak, neurotyk, Roithamer, ponadprzeciętnie inteligentny i utalentowany, pod wpływem inspiracji domu, powstałego na przewężeniu rzeki Aurach, swojego przyjaciela Höllera, dla ukochanej siostry, po dokładnym przestudiowaniu jej charakteru i zachowania, decyduje się na urzeczywistnienie jednej z idei jego życia, a mianowicie do budowy (budowy, co ważne, a nie architektonicznej konstrukcji, bowiem Roithamer jest negatywnie usposobiony do słów takich jak „architekt” czy „architektura”, dla niego „architekci” to partacze, niszczyciele przestrzeni) Stożka, ale nie takiego zwykłego, bo mieszkalnego, specjalnie dla siostry, i ten Stożek powstaje w samym centrum (w skrupulatnie wyliczonym przez Roithamera środku) lasu Kobernaußerwald, dlatego, że Stożek powstaje w środku lasu, wszyscy, którzy niebacznie dowiedzieli się o jego budowie (bo, słowa Roithamera, nie należy przedwcześnie zdradzać innym swojej idei, gdyż niechybnie doprowadzą ją do destrukcji, wszak inni istnieją wyłącznie w jednym celu – by zniszczyć nasze próby urzeczywistnienia idei, a tym samym inni istnieją wyłącznie w jednym celu – by zniszczyć nas), uznali go za szaleńca, wariata, ale przede wszystkim budziło to ich irytację, on postanowił zbudować dla ukochanej siostry Stożek w samym centrum lasu Kobernaußerwald, Stożek, jakiego nikt jeszcze nie zbudował i nie wymyślił, bo ten Stożek miał w całości odpowiadać charakterowi siostry, każde pomieszczenie miało dostosować się do jej bieżącego usposobienia, ale to nic, bo Stożek uznany został za objaw postępującego obłędu, innym objawem postępującego obłędu była chęć sprzedaży rodzinnego domu Altensam (bo ojciec przepisał znienawidzone przez Roithamera Altensam średniemu synowi, pominął zatem starszego i młodszego brata budowniczego Stożka, zupełnie jakby chciał zniszczyć Altensam, skazać je na destrukcję, jakby mu było mało przyprowadzenia kobiety z Eferding, która dokonała zniszczeń intelektualnych, ta kobieta, czyli jego żona, córka rzeźnika z Eferding, pozująca na kulturalną i wykształconą kobietę) i uzyskane pieniądze przekazać wychodzącym z więzienia, ale Stożku budowa wyssała całe życie z jego siostry i dziewczyna, uzdolniona malarsko – u której odkrywano zalążki szaleństwa – popełniła samobójstwo, czyli dokonała ostatecznej korekty swojego życia, idąc drogą, którą wyznaczyli jej kuzyn i wuj, a po śmierci najukochańszej siostry w Roithamerze obudziła się nienasycona chęć, by dokonać ostatecznej korekty tego, co napisał, a pisał bardzo dużo i wszystko, co napisał, to był fałsz, i żeby skorygować całość, musiał skorygować siebie, wymazywanie słów, zmniejszanie ilości tekstu poskutkowało korektą życia – samobójstwem w prześwicie, a jego ciało odnalazł Höller, ten sam, który niegdyś udostępnił mu mansardę Höllerowską, gdzie Roithamer mógł swobodnie myśleć, bowiem w Altensam nie mógł, Altensam było przestrzenią, w której myślenie było znacznie utrudnione, wyeliminowane wręcz przez porządki zaprowadzone przez córkę rzeźnika z Eferding, a w mansardzie Höllerowskiej, nawet nie tak jak w Cambridge, w Anglii, myślenie samo zmuszało do myślenia, wchodząc na mansardę Höllerowską, wchodziło się w orbitę myślenia, w czasoprzestrzeń myślenia, w strukturę myślenia, w strumień myślenia, i dlatego tam też, po obserwacji domu Höllera, powstałego w najbardziej niebezpiecznym miejscu, powstałego na przewężeniu Aurach, i po obserwacji domowników, Höllera, jego żony i dzieci, Roithamer postanowił urzeczywistnić ideę budowy Stożka dla najukochańszej siostry, budowy w samym środku lasu Kobernaußerwald, Roithamer w testamencie zaznaczył wyraźnie, że po śmierci siostry (i jego śmierci) Stożek zbudowany w samym centrum lasu Kobernaußerwald musi pozostać w takim stanie, w jakim jest, natura sama ma go rozłożyć, pochłonąć, dokonać korekty, dokonać ostatecznej korekty, swoje pisma, teksty, między innymi o Altensam i budowie Stożka, pozostawił w spadku przyjacielowi z dzieciństwa, mieszkańcowi Stocket, wioski poniżej Altensam i ten jego przyjaciel z dzieciństwa, mieszkaniec Stocket, wioski poniżej Altensam, przyjeżdża na Höllerowską mansardę, by uporządkować spuściznę po Roithamerze, tylko że czytelnik początkowo nie wie, co on chce porządkować, wszak nie zamierza dokonywać żadnych korekt, bo uznaje, że wszelkie poprawki wydawców, edytorów i korektorów są przestępstwem, zbrodnią, wszakże to produkty umysłu, sprawa wyjaśnia się, gdy pod koniec części pierwszej ów przyjaciel w akcie obłędu rozrzuca pisma Roithamera… i zaczyna się korekta, ostateczna korekta. Czytaj dalej

„Nadwyraźnie dosłyszeć”* „Kalkwerk” Thomasa Bernharda

Słuch to najbardziej filozoficzny ze wszystkich organ zmysłu (…) [s. 68]

Od północy i zachodu woda, od południa skaliste zbocze, jedynie od wschodu można dotrzeć do Kalkwerk – twierdzy, quasi-więzienia, lodowatego, posępnego i upiornego gmachu, w którym przerażająco wielkie pokoje stanowią doskonałą przestrzeń dla samotnych dusz snujących się w poszukiwaniu zbawiennej inspiracji. Zupełny spokój, kompletne wyciszenie – obłędne miejsce odstrasza śmiałków i niebacznych podróżnych. Konrad marzył i śnił o Kalkwerk – dawnej wapniarni niedaleko Sicking – gdzie miał wreszcie sfinalizować swoją intelektualną pracę nad studium O słuchu. W końcu udało się – zamieszkał tam wraz z chorą, sparaliżowaną żoną. Po latach małżeństwa, z bliżej nieznanych przyczyn, zabił małżonkę. A przynajmniej wszystkim się tak wydaje.

Trudność nie polega przecież na tym, że ma się coś w głowie, w głowie mogą mieć wszyscy największe niesamowitości, i to nieledwie cały czas, aż do końca życia największe niesamowitości, ale trudność tkwi w tym, żeby te największe niesamowitości przenieść z głowy na papier. [s. 70]

Konrada poznajemy z urywków wspomnień ludzi, którzy co jakiś czas zaglądali do Kalkwerk i wybijali mężczyznę z rytmu pracy, zaprzątając mu głowę tysiącem błahych spraw, nieustannie i metodycznie torpedowali jego pracę. Obsesyjna i chorobliwa osobowość Konrada zostaje odzwierciedlona w szczątkowych i rozmytych reminiscencjach. Dość powiedzieć, że pierwsze akapity Kalkwerk rozpoczynają się i kończą wielokropkiem (jakby wyłaniały się z mgły niepamięci, ot – fragmenty niejasnych zeznań), a gdy w końcu rozpocznie się opowieść, Bernhard nie pozwoli na oddech – jeden długi akapit, wypełniony wyrażeniami wielokrotnie złożonymi – słownymi labiryntami, korytarzami i tunelami, w obrębie których dominują nacechowane nerwowością powtórzenia konstrukcji „zdaniopodobych” oraz sylogizmów. Czytaj dalej

Obłęd sztuki. Recenzja książki „Wycinka. Ekscytacja” Thomasa Bernharda

Recenzję można (było) przeczytać na stronie bookznami.pl

[Bezpośrednio na blogu od 27.04.2013]

Młodzi, zdolni i ambitni. Pną się coraz wyżej. Pragną stać się kreatorami, wizjonerami, mistrzami, ba! artystami. Naiwni, nie wiedzą, jak wysoką cenę muszą zapłacić za chwilę chwały. Skarlali epigoni, od-twórcy, żądni państwowych zaszczytów mierni naśladowcy rychło przeobrażą się w żenujące pośmiewisko. Miałkie słowa, puste, przerysowane gesty znamionują wypalone talenty. Dążenie do perfekcji naznaczone jest krwią i wyrzeczeniem. Ale czy doskonałość konotuje jedynie… (auto)destrukcję?

Małżeństwo Auersbergerów (muzyków) wydaje artystyczną kolację  dla aktora z Burgtheater. Wśród zaproszonych gości znajduje się także, przypadkowo spotkany przez gospodarzy w Wiedniu, po ponad dwudziestoletniej nieobecności w tym mieście, narrator (jego nazwiska nie poznamy, ale można zaryzykować twierdzenie, że jest porte-parole Thomasa Bernharda) – niegdysiejszy muzyk, obecnie pisarz. Czytaj dalej