„To cudowne mieć gdzie wracać.” Słówko o „Podniebnej poczcie Kiki” Kadono Eiko

Trzynastoletnia Kiki zdecydowała, że chce zostać czarownicą jak jej mama. Wiąże się to jednak z usamodzielnieniem, czyli opuszczeniem domu i znalezieniem miejscowości, w której nie ma żadnej czarownicy. Impulsywna i optymistycznie nastawiona dziewczynka wyrusza na miotle zrobionej przez mamę w świat, towarzyszy jej czarny kot Jiji, a podróż umila czerwone radio, które otrzymała od taty. Kadono Eiko, "Podniebna poczta Kiki"Kiki wybiera duże miasto Koriko, ale z rozczarowaniem zauważa, że większość ludzi podchodzi do czarownicy z uprzedzeniem i nieufnością. W nowym miejscu musi podjąć pracę związaną ze swoimi umiejętnościami. A że dziewczynka w zasadzie potrafi jedynie latać na miotle, to za namową życzliwej właścicielki piekarni otwiera podniebną ekspresową pocztę. Liczne przygody, małe sukcesy i porażki, nawiązywanie znajomości z kolejnymi osobami, przezwyciężanie tęsknoty za rodzicami będą etapami zarówno integracji z nową społecznością, jak i dojrzewania Kiki.

Japońska pisarka Kadono Eiko (ur. 1935; właśc. Watanabe Eiko) jest autorką literatury dziecięco-młodzieżowej, esejów, utworów non fiction. Największą sławę przyniosła jej opublikowana w 1985 roku urocza opowieść o młodziutkiej czarownicy „Podniebna poczta Kiki” (魔女の宅急便, Majo no Takkyūbin), która doczekała się w 1989 roku* anime w reżyserii Miyazakiego Hayao o tym samym tytule co oryginał, jednakże z licznymi zmianami. A szkoda, bo w wersji animowanej brakuje mi teraz choćby „koncertu na przywołanie wiosny” czy uratowania sylwestrowej tradycji mieszkańców miasta przez czarownicę i jej kota. W 2014 roku pojawił się także film (live action) na podstawie utworu Kadono. Popularność przygód Kiki przyczyniła się do napisania przez Japonkę następnych ośmiu książek, wydawanych w latach 1993-2022. Tymczasem polskie tłumaczenie pierwowzoru całkiem dobrze znanego u nas anime ukazało się dopiero pod koniec 2022 roku.

„Podniebna poczta Kiki” jest zbiorem tragikomicznych perypetii z jednego roku (od wiosny do wiosny) tytułowej bohaterki oraz Jijiego, Można zaryzykować twierdzenie, że to dziecięco-młodzieżowa fantastyka, przygodowa opowieść o dorastaniu, dojrzewaniu, konfrontacji wyobrażeń z codziennością. Humorystyczne, żartobliwe, radosne momenty przeplatają się z trudami, upadkami, porażkami, zwątpieniem, tęsknotą, rozczarowaniami. Czytaj dalej

Pejzaże mentalne. Kilka słów o publikacji „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w opracowaniu Katarzyny Sonnenberg-Musiał

„Jak mogli mnie znać, skoro ja sam nie znałem siebie. Przypominałem liść mimozy, który kurczy się i chowa pod wpływem dotyku.”

[Mori Ōgai, „Tancerka”, s. 131]

Publikacja „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w opracowaniu polskiej japonistki Katarzyny Sonnenberg-Musiał, wydana w 2018 roku, przeznaczona została dla studentów japonistyki na zajęcia z literatury Kraju Kwitnącej Wiśni. „Reminiscencje z podróży. Berlin, Londyn, Nowy Jork i Paryż w oczach japońskich pisarzy przełomu XIX i XX wieku” w wyborze i tłumaczeniu oraz z komentarzami Katarzyny Sonnenberg-MusiałWe wstępie badaczka przybliża wojaże trzech pisarzy, autorów zamieszczonych w tomie tekstów. Pierwszym jest Mori Ōgai (1862-1922), autor opublikowanych w polskim przekładzie „Dzikiej gęsi” i opowiadań w zbiorze „Zarządca Sanshō”. Następnie Natsume Sōseki (1867-1916) – polski czytelnik ma możliwość zapoznać się z kilkoma jego utworami, zwłaszcza „Sednem rzeczy”, „Jestem kotem”, „Światłem i mrokiem”, „Wrotami”, „Paniczem” czy wyborem tekstów w „Miniaturach na wiosenne dni”, a także rozproszonymi po antologiach i chrestomatiach krótkimi formami prozatorskimi. Trzecim twórcą jest zafascynowany literaturą francuską Nagai Kafū (właśc. Nagai Sōkichi, 1879-1959) – jego utwór „Order” znalazł się w antologii „»Tydzień świętego mozołu«. Opowiadania japońskie 1945-1975”, a „Spadające liście” w zbiorze „Sny i wizje w japońskich opowiadaniach przełomu XIX i XX wieku”.

W drugiej części publikacji Katarzyna Sonnenberg-Musiał prezentuje kontekst powstania szkiców literackich, esejów, opowieści zamieszczonych w tomie, dokonuje analizy i interpretacji tekstów. Następnie zaś badaczka zamieszcza wyimki z utworów w języku japońskim, we współczesnym języku japońskim oraz w swoim tłumaczeniu na język polski. Na końcu książki pojawiają się przekłady pełnych tekstów, analizowanych w poprzednich częściach. I dla czytelnika, który nie zajmuje się literaturą japońską zawodowo, a z przyjemnością, podczas prywatnych (literackich) podróży czasoprzestrzennych eksploruje światy twórców z Kraju Wschodzącego Słońca, ta odsłona publikacji przynosi interesujące szkice i eseje. Czytaj dalej

Droga pióra i miecza. Słówko na marginesach „Słońca i stali” Mishimy Yukio

Usiłujący wyzwolić się od zakażenia iluzorycznymi, zwodzącymi i uwodzącymi słowami, literackimi kuszeniami mrokiem, nocą, dekadenckimi wizjami, afirmacją mityzowanej, wyobrażeniowej śmierci podważającej prawdziwość istnienia, Mishima Yukio (1925-1970) w eseju wydanym w 1968 roku o znamiennym tytule „Słońce i stal” zapisuje meandryczną ścieżkę, którą przemierzył, swoją filozofię bycia. Mishima Yukio, "Słońce i stal"Dokonał bowiem przejścia od podstępnych słów infekujących go w młodości na długie lata do odkrywanego w wieku dojrzałym kultu piękna ciała, cielesności męskiej, budowania mięśni, wejścia na drogę wojownika, adepta sztuk walki, gdzie w czynie, w ruchu, działaniu prześwituje szczęście, a może i sedno rzeczy. Ostry podział na ducha i ciało, mishimowski dualizm, wyznacza jedną z osi „Słońca i stali” – jemu poświęci wiele przestrzeni i na tej konstrukcji będzie dokonywał kolejnych przemian, przechodzenia przez etapy inicjacji w tajemnicę istnienia. Można zaryzykować twierdzenie, że momentem przecięcia, połączenia (się?) ducha i ciała, swoistym Uroborosem (przywołanym, nota bene, jako „wielki krąg wężowy” w Epilogu), jest śmierć. W chwili śmierci można doświadczyć, że się istnieje-istniało naprawdę, a zatem nie w wyobrażeniach, mistyfikacjach, aranżacjach, dekoracjach słów i imaginacji, rojeniach ducha karmionego igraszkami, zwodzeniami, grą języka. Oczyszczenie słów i połączenie ich z mięśniami, pozwalające wejść na drogę pióra i miecza „urzeczywistni się w formie absolutnej” i będzie weryfikowalne jednak jedynie w momencie śmierci. Czytaj dalej

„Bo muzyka to sztuka, która rozwija się w czasie.” Parę słów na marginesach „Rozmów o muzyce” Harukiego Murakamiego i Seijiego Ozawy

„Praca dyrygenta polega na zmienianiu nut zapisanych w partyturze w rzeczywiste dźwięki (…).” [s. 218]

Polskim czytelnikom znany z zamiłowania do jazzu i muzyki poważnej* Haruki Murakami (ur. 1949) poznał japońskiego dyrygenta Seijiego Ozawę (ur. 1935) poprzez jego córkę Seirę, która zaprzyjaźniła się z żoną pisarza. Zasadniczo do 2010 roku, jak zauważa Murakami w przedmowie do publikacji „Rozmowy o muzyce” z 2011 roku, paradoksalnie w ich konwersacjach bardzo rzadko, sporadycznie pojawiały się kwestie związane z muzyką. Dopiero po operacji guza przełyku, podczas rekonwalescencji Ozawy stopniowo zaczęli wspólnie słuchać fragmentów nagrań i „gawędzić”, wymieniać uwagi, spostrzeżenia, przywoływać postacie dyrygentów, kompozytorów, muzyków. Haruki Murakami, Seiji Ozawa, "Rozmowy o muzyce"Opowieści dyrygenta zdały się Murakamiemu interesujące i fascynujące na tyle, że chciał je uchronić od zniknięcia, więc za zgodą Ozawy, nagrywał i spisywał ich rozmowy. Tak powstał zalążek publikacji, w której znalazło się sześć konwersacji przeprowadzonych między listopadem 2010 roku a lipcem 2011 roku. Nie jest to wywiad, a rozmowa dwóch tyleż artystów, kreatorów, ile pasjonatów, spotkanie profesjonalisty z amatorem. Polskie tłumaczenie ukazało się ponad dekadę po oryginale, w 2022 roku. I szkoda, wielka szkoda, że nie przygotowano i nie dołączono do wydania (choćby fragmentów!) nagrań poszczególnych wykonań pod dyrekcją Ozawy, Karajana, Bernsteina i innych wspominanych twórców podczas konwersacji pisarza z dyrygentem.

Murakami wyznaczał określony temat przewodni kolejnych rozmów, by – jak zaznaczył – nie zgubili się w dygresjach, chociaż podczas czytania pojawia się wrażenie kontrolowanego chaosu, strumienia myśli, wrażeń, przeżyć, napływających nagle odłamków wspomnień, rozbłyskających reminiscencji. Stosuje japoński pisarz też coś w rodzaju „didaskaliów” czy uwag na partyturze – dopisków zawierających informacje o na przykład odtwarzanym koncercie, wykonaniu czy reakcji rozmówcy. Wydziela również za pomocą śródtytułów fragmenty skupiające się na konkretnym aspekcie, ale i w obrębie nich liczne będą dygresje, rozgałęziające się, rozrastające asocjacje, które nadadzą fragmentarycznym opowieściom subtelny rys gawędy. Nota bene, zapis spotkań pisarza i dyrygenta zdaje się zarówno swego rodzaju kameralnym spontanicznym „przedstawieniem”, rozwijającym się w sposób unikalny, jednorazowy, niepowtarzalny, jak i utworem muzycznym (symfonią?, koncertem?). Czytaj dalej

Rejterada z życia. Tylko parę słów o „Osobistym doświadczeniu” Ōego Kenzaburō

Możesz uciekać do różnych światów, maskować się w zwojach czasoprzestrzennych narracji, szyfrować swoje istnienie w rejestrach, wykazach i listach. Możesz próbować zgubić „ja”, dokonywać przemian, metamorfoz, anamorficznych przekształceń-zniekształceń. Ale nigdzie się nie ukryjesz przed drobnymi cząstkami, pierwiastkami bycia, w których zapisane są twoje przeżycia, indywidualne, niepowtarzalne doświadczenia. One powoli skażą twoje sny, wgryzą się w serce i nie pozwolą zapomnieć.

Ōego KenzaburōKenzaburō, "Osobiste doświadczenie"Dwudziestodziewięcioletni mężczyzna nazywany od młodzieńczych lat Ptakiem ogląda w księgarni mapę Afryki i powraca do swojego marzenia o wyjeździe na ten odległy kontynent. Tymczasem jego żona rodzi ich pierwsze dziecko. Wezwany do szpitala Ptak dowiaduje się, że synek cierpi na przepuklinę mózgową i konieczna będzie operacja, ale nikt nie może zagwarantować sukcesu. Przerażony wizją uwięzienia i kontrolowania jego życia przez „dziecko-potwora” Ptak gwałtownie ucieka. Jego eskapizm, rozpaczliwa rejterada poprowadzi go po mrocznych, lepkich korytarzach upokorzenia, upodlenia, atawistycznych odruchów, aż do chorobliwego pragnienia usunięcia, wymazania istnienia „przeszkody”.

W 1964 roku ukazała się powieść „Osobiste doświadczenie” japońskiego pisarza Ōego Kenzaburō (ur. 1935), autora znanych w Polsce utworów: świetnego „Futbolu ery Man’en”, intrygującego „Zerwać pąki, zabić dzieci”, utrzymanego w estetyce naturalizmu opowiadania „Zdobycz” (zamieszczonego w zbiorze „Cień wschodzącego słońca”).* Pierwsze polskie tłumaczenie pod tytułem „Sprawa osobista” pojawiło się dekadę po japońskiej edycji, ale niestety opierało się na angielskim wydaniu („A personal matter”, 1968 rok). Dopiero w 2022 roku polscy czytelnicy otrzymali przekład bezpośrednio z języka japońskiego. Stąd też odmienny tytuł kolejnej nowości w ramach serii Proza Dalekiego Wschodu Państwowego Instytutu Wydawniczego – wreszcie bliższy oryginałowi. Po dwunastu latach wróciłam do tej książki i nadal pozostawia we mnie poczucie niepokoju, niejednoznaczności, nierozstrzygalności pewnych pierwiastków, niewygody czytelniczej, momentami sprzeciwu. Czytaj dalej

Pogranicza rzeczywistości. Słowo o zbiorze „»Irys«. Opowiadania japońskie”

Na przecięciach czasoprzestrzennych linii, w załamaniach, krzywiznach tworzy się wymiar pokątny, zapożyczony. W nim rozrastają się wyobrażenia, fantazje, spełniające się pragnienia. Tam rozwija się jednak też chorobliwość, nerwowość, neurotyzm. Ale pozwala na uchwycenie przez moment pierwiastek sedna rzeczy.

„»Irys«. Opowiadania japońskie”Dziesięć japońskich opowieści, szkiców, nowelek wydano w polskim tłumaczeniu pod tytułem „»Irys«. Opowiadania japońskie” w 1960 roku według wyboru i przekładu angielskiego I. I. Morrisa, jak zaznaczono na stronie redakcyjnej. Chodzi zapewne o Ivana Irę Esmego Morrisa (1925-1976), brytyjskiego pisarza, tłumacza, specjalizującego się w tematyce Japonii. Brakuje informacji, na podstawie której jego kompilacji powstał polski zbiór – czyżby to rozproszone przekłady Morrisa, a może wyimki z „Modern Japanese stories” (chociaż opublikowanej później niż polskie wydawnictwo…)? Publikacji nie zaopatrzono we wprowadzenie czy daty życia twórców, ale pojawiają się przypisy. Niestety przekład jest pośredni, można zaryzykować twierdzenie, że stanowi interpretację interpretacji. A szkoda, może kiedyś Państwowy Instytut Wydawniczy wznowi tom nowel japońskich twórców, lecz w tłumaczeniu bezpośrednio z języka japońskiego. Bo zaprezentowane w antologii opowieści intrygują, przyciągają, ale przede wszystkim niepokoją. Wydobywają podziemne (podniebne) (roze)drgania, poruszają ukryte w codzienności struny, wprawiają w rezonans różne, także marginalizowane, wymiary rzeczywistości. Czytaj dalej

Podróżnik czasu. Słówko o wyborze z „Oku no hosomichi. Ścieżkami Północy – w poszukiwaniu korzeni poezji” Matsuo Bashō

Pozostawionych po tobie śladów nie zbieram, by tworzyć z nich prywatną kolekcję, lecz zostawiam je na miejscach, dla innych. Może oni bardziej potrzebują symboli, do których będą pielgrzymować. To, co ja dostrzegam w tych drobinach, pierwiastkach, odłamkach, koduję w różnych językach opisu doświadczania rzeczywistości – słowach, szkicach, rysunkach, dźwiękach. Matsuo Bashō, "Oku no hosomichi. Ścieżkami Północy – w poszukiwaniu korzeni poezji"Zawieszam między w(i)ers(z)ami.

„Koniec wędrówki był jeszcze daleko przed nami, a już choroba zaczęła doskwierać… Alem się wziął w garść. Wszak to pielgrzymowanie wśród zmiennych pejzaży, ta zgoda na przemijanie wszelkich spraw i rzeczy, to wyrzeczenie się sławy, kariery, pieniędzy, zgoda na śmierć w podróży – jest przeznaczeniem danym nam od Nieba.” [s. 103]

Jeden z najbardziej znanych w Polsce japońskich twórców haiku Matsuo Bashō  (1644-1694; właśc. Matsuo Munefasa) komponował „Oku no hosomichi” po podróży, którą odbył późną wiosną 1689 roku. Notatki, szkice z brudnopisu przepisywało dwóch jego uczniów, toteż część badaczy zastanawia się, któremu z tekstów bliżej do oryginału. „Oku no hosomichi” zostało opublikowane po śmierci autora, w 1702 roku. Co ciekawe, Bashō posługiwał się terminem haibun (俳文) na określenie dzieł łączących w sobie prozę i haiku, a w zasadzie utworów, w których proza i poezja przenikają się, można rzec, że współkreują, kształtują narrację. W naszym kręgu kulturowym w czasach średniowiecznych, renesansowych i barokowych popularne było prosimetrum*, o zbliżonym znaczeniu do haibun, a zatem połączenie prozy i metrum – rytmicznego wzorca**. „Oku no hosomichi” jest artystyczną, oryginalną kombinacją prozatorsko-poetycką, będącą sposobem opisu doświadczenia podróży w poszukiwaniu licznych symbolicznych słów, przywołujących minione wieki, wydarzenia, krajobrazy, miejsca (jap. 歌枕, utamakura), słów kluczy wyzwalających asocjacyjne ciągi, uruchamiających aluzje, intertekstualność. Stąd też polski podtytuł „w poszukiwaniu korzeni poezji”, bo zdaje się, że Bashō wędruje po czasoprzestrzeni, tropi elementy odległych lat zapisane, wyryte, zakodowane w rozmaitych miejscach, by wrócić do źródeł poezji czy też odwiedzić je, gdy jeszcze jest w stanie to zrobić. Czytaj dalej

Zagadki czasoprzestrzeni. Słów parę o „Niesamowitych opowieściach ze świątyni Sei’a” Okamoty Kidō

W ciemnościach, mrocznych zaułkach rozkwita krwiożerczy kwiat. Absorbuje żal, urazę, gorycz, poczucie krzywdy. Rozrasta się, rozplenia, stopniowo przejmuje kontrolę nad ciałem i umysłem żywiciela, czyni z niego pałubę, lalkę. Piętrzy negatywne emocje i ruminacje, które napędzają (o)błędne koło.

Pasjonat i mistrz haiku Umezawa, tworzący pod pseudonimem Kinka, jest także założycielem znajdującej się w tokonomie jego domu świątyni Sei’a, wzniesionej ku czci Żabiego boga. Okamoto Kidō, "Niesamowite opowieści ze świątyni Sei'a"Symbolizuje go przywieziona z Chin trójnożna figura, którą niegdyś otrzymał w prezencie. Pewnego śnieżnego wieczoru zaprasza jak zwykle kilkoro znajomych. Tym razem nie w celach poetyckich, lecz by usłyszeć od gości opowieści niesamowite. Wśród obecnych jest mężczyzna, który postanowił co ciekawsze historie spisać.

Okamoto Kidō (1872-1939; właśc. Okamoto Keiji) pochodził z samurajskiej rodziny, uczył się między innymi języka angielskiego i chińskiego, był miłośnikiem teatru kabuki i z czasem sam zaczął tworzyć sztuki teatralne, adaptował także istniejące historie, nierzadko je modernizując. Zainspirowany opowiadaniami Arthura Conan Doyle’a o Sherlocku Holmesie, postanowił napisać coś podobnego, ale umiejscowionego w Japonii ostatnich lat siogunatu Tokugawów, by przybliżyć czytelnikom część spuścizny minionych epok. W 1917 roku powstał pierwszy utwór z inspektorem Hanashichim i zafascynował czytelników. Okamoto nie ustawał w popularyzacji dziedzictwa okresu Edo i od 1925 roku w magazynie „Kuraku” prezentował opowiadania, które złożyły się na dwanaście „Niesamowitych opowieści ze świątyni Sei’a”. W otwierającym publikację szkicu „Testament minionych wieków” Adrianna Wosińska przedstawia czytelnikom między innymi życie i twórczość Okamoty, konstrukcję zbioru opowieści, cechy charakterystyczne narracji autora oraz znaczenie tytułowego „Sei’a”, odwołujące się do zielonej/niebieskiej żaby. Badaczka nadmieni także o kaidanach (kwaidanach, czyli opowieściach niesamowitych, w Polsce znanych głównie dzięki utworom Lafcadia Hearna*) czy wreszcie o „spotkaniach przy stu knotkach” – rozpowszechnionej w okresie Edo rozrywce polegającej na opowiadaniu sobie po zmroku przerażających historii (Hyaku-monogatari kaidan-kai, 百物語怪談会**).

Japoński dramatopisarz eksploruje mroczne korytarze ludzkiej psychiki, kreśli portrety ludzi szalonych, owładniętych obsesją, paranoją, pragnieniem zemsty tak silnym, że przekraczającym granice śmierci i życia, zakrzywiającym czasoprzestrzeń, wprawiającym ją w rozedrganie. Czytaj dalej

Smakowanie świata. Słów kilka o publikacji „Wspomnienia podniebienia. Zbiór esejów”

Zmysłowość, sensualność to, co jasne, nie tylko erotyzm, cielesność, nagość. To również szeroko pojęte smakowanie wymiarów rzeczywistości, nienasycone pożądanie eksplorowania, doznawania przyjemności na przykład z jedzenia – zarówno z jego przygotowywania dla kogoś, jak i konsumowania, delektowania się, degustowania, poznawania nowych produktów, zestawień, połączeń, konfiguracji. "Wspomnienia podniebieniaPrzemierzanie morza możliwości oferowanych przez świat wiąże się jednak nie tylko z olśnieniem, ale i z rozczarowaniem. Niekiedy próby, eksperymenty, testowanie nowych kulinarnych wymiarów albo powroty do pierwszych smaków stają się inspiracją do opowieści o zachwytach i zawodach.

W 2022 roku ukazała się ciekawa publikacja „Wspomnienia podniebienia. Zbiór esejów”. Czternaście tekstów częściowo o charakterze eseistycznym, felietonowym, osobistych szkiców, notek dotyczących smakowania rzeczywistości, spisanych wspomnień związanych z jedzeniem autorstwa trzynaściorga Japończyków – zarówno pisarzy, jak i naukowców, ekonomistów czy dziennikarzy – zaczerpniętych zostało z japońskiej biblioteki cyfrowej 青空文庫 Aozora Bunko. Każdy szkic opatrzono biogramem autora. Wydawnictwo zadbało także o przypisy. Spostrzeżenia o rozkoszowaniu się tyleż potrawami, ile poszczególnymi elementami, produktami, plonami ziemi i wody – owocem, warzywem, rybą – w niektórych tekstach są punktem wyjścia do krótkich, acz interesujących rozważań między innymi o różnicach kulturowych, przemianach społeczno-obyczajowych, reminiscencjach i mechanizmie przypominania sobie minionych zdarzeń czy wreszcie o zakodowanym nierzadko magicznym smaku dzieciństwa, determinującym odbiór jedzenia w późniejszych latach. Nieliczni autorzy podążyli nawet za niemalże fantastycznymi wizjami, z finezją i wdziękiem opisali iluzoryczny, ulotny świat doznań zmysłowych. Czytaj dalej

Fabryka automatów. Słów kilka o „Strefie próżni” Nomy Hiroshiego

Poddawany przemyślanej reedukacji zamieniasz się w kukiełkę, wydrążone ciało do wykonywania mniej czy bardziej bezsensowych rozkazów, podyktowanych kaprysem, znudzeniem albo chęcią zagarnięcia większych przywilejów, zgromadzenia bogactwa. Lecz gdzieś tam poza otchłanią reifikacji, poza fabryką automatów, robotów produkowanych z ludzi, istnieje „prawdziwe” życie. Strefa próżni"To tam zapieczętowana i ukryta została samoświadomość. Bo gdy kiedyś uda ci się powrócić do domu, odnajdziesz i wyzwolisz „ja” z więzów.

Początek 1944 roku, wojskowe koszary w Osace. Po dwóch latach więzienia, na trzy miesiące przed końcem kary, wychodzi niegdysiejszych pracownik intendentury i starszy szeregowiec Kitani Riichirō. Początkowo ukrywa swój pobyt w areszcie, korzystając z ogólnego wrażenia żołnierzy, że wrócił ze szpitala. Magnetyczna, elektryzująca siła i tajemnicza przeszłość Kitaniego przyciągają jednego z wojskowych zajmujących się kancelarią, Sodę Harajiego. Chciałby zaprzyjaźnić się z tym mężczyzną stroniącym od innych, wyraźnie odbijającym się w „strefie próżni” – jak nazywa Soda koszary. Ich pełna nieporozumień, niedopowiedzeń znajomość naznaczona jest z jednej strony pragnieniem krwawej zemsty Kitaniego na osobach, które niesłusznie skazały go na więzienie, oraz miłością do prostytutki Hanae, z drugiej zaś – próbami przełamania tchórzostwa i oportunizmu przez Sodę, uzmysławiającego sobie z przerażeniem, że wojsko czyni z ludzi automaty do wykonywania rozkazów, odhumanizuje, niszczy godność i jednostkowość – wszystko pod maską walki o ojczyznę. Pod sloganami bowiem ukrywają się podłe, wyrachowane działania żądnych władzy i przywilejów.

W 1952 roku ukazała się antywojenna powieść japońskiego pisarza, krytyka literackiego Nomy Hiroshiego (1915-1991) o znamiennym tytule „Strefa próżni”. Polskie wydanie pojawiło się bardzo szybko, bo w 1957 roku, ale niestety oparte o francuskie tłumaczenie, w dodatku słabe literacko, kulejące językowo, pełne widocznych ściegów, zszyć, przeskoków narracyjnych (jakby coś usunięto, wycięto, zdemontowano – albo to tylko wrażenie…), niezgrabności stylistycznych. Szkoda, bo pełne niuansów, intrygujących znaków, elementów jak choćby strumienie świadomości (bardziej w stylu Virginii Woolf niż Jamesa Joyce’a), gorzkie w wymowie dzieło Nomy zasługuje na czytelniczą uwagę – może kiedyś doczeka się wznowienia, ale tym razem w tłumaczeniu z oryginału. Czytaj dalej