Droga pióra i miecza. Słówko na marginesach „Słońca i stali” Mishimy Yukio

Usiłujący wyzwolić się od zakażenia iluzorycznymi, zwodzącymi i uwodzącymi słowami, literackimi kuszeniami mrokiem, nocą, dekadenckimi wizjami, afirmacją mityzowanej, wyobrażeniowej śmierci podważającej prawdziwość istnienia, Mishima Yukio (1925-1970) w eseju wydanym w 1968 roku o znamiennym tytule „Słońce i stal” zapisuje meandryczną ścieżkę, którą przemierzył, swoją filozofię bycia. Mishima Yukio, "Słońce i stal"Dokonał bowiem przejścia od podstępnych słów infekujących go w młodości na długie lata do odkrywanego w wieku dojrzałym kultu piękna ciała, cielesności męskiej, budowania mięśni, wejścia na drogę wojownika, adepta sztuk walki, gdzie w czynie, w ruchu, działaniu prześwituje szczęście, a może i sedno rzeczy. Ostry podział na ducha i ciało, mishimowski dualizm, wyznacza jedną z osi „Słońca i stali” – jemu poświęci wiele przestrzeni i na tej konstrukcji będzie dokonywał kolejnych przemian, przechodzenia przez etapy inicjacji w tajemnicę istnienia. Można zaryzykować twierdzenie, że momentem przecięcia, połączenia (się?) ducha i ciała, swoistym Uroborosem (przywołanym, nota bene, jako „wielki krąg wężowy” w Epilogu), jest śmierć. W chwili śmierci można doświadczyć, że się istnieje-istniało naprawdę, a zatem nie w wyobrażeniach, mistyfikacjach, aranżacjach, dekoracjach słów i imaginacji, rojeniach ducha karmionego igraszkami, zwodzeniami, grą języka. Oczyszczenie słów i połączenie ich z mięśniami, pozwalające wejść na drogę pióra i miecza „urzeczywistni się w formie absolutnej” i będzie weryfikowalne jednak jedynie w momencie śmierci.

Tytułowe słońce jest i nie jest metaforą. Słońce włada „upadkiem”, życie i śmierć człowieka nie wpływają na słoneczność. Promienie słoneczne oświetlające (naświetlające) „granicę wojny i pokoju”, niejako dotykające, muskające ciało, będące po stronie cielesności, działania, czynu, stanowią jeden z dwóch elementów wyzwalających Mishimę spod czaru słów. Słowa bowiem tworzą falsyfikaty, sztuczne kwiaty życia, imitują istnienie, otwierają otchłanie metaforycznych, a więc jałowych „śmierci”. Drugim pierwiastkiem, częścią rewers-awers, negatyw-pozytyw, jest również tytułowa (znów metaforycznie i dosłownie rozumiana) stal, którą będą między innymi mięśnie, atrybut i/czy metonimia siły, a siła zaś prowadzi do czynu, działania, wysiłku fizycznego. Podczas alchemicznych przemian (ciała) w prześwitach ujawniają się nie tylko szczęście, efemeryczna nić satysfakcji, ale przede wszystkim poczucie istnienia  n a p r a w d ę. Pełnią poczucia istnienia zdaje się śmierć (heroiczna, piękna). Ciało odczuwa kres, podlega zniszczeniu, zagładzie, ale duch („ja”) wielokrotnie „umierając” w słowach, w literaturze, utracił rozróżnienie końca „prawdziwego” od mistyfikowanego, fabrykowanego w wyobrażeniach, mirażach, oniryczno-artystycznym dryfowaniu, lubowaniu się w (żałosnym?) „bólu istnienia”. Bo duch według Japończyka uparcie nie zauważa końca (realnego? jedynego?), jakby duch przepływał z wymiaru w wymiar, zmieniał maski, uciekał, skrywał się, proteuszowo zmieniał, pozornie „żył” wielokrotnie, ale tak naprawdę nigdy nie istniał. Słowa zajmują się „nicością czasu teraźniejszego”, oczekiwaniem na „Absolut” (według Mishimy to jak czekanie na Godota), podkradając – można rzec – ciału czas na doskonalenie i działanie, by umrzeć piękną, bo heroiczną śmiercią i tym samym potwierdzić swoje istnienie. Nota bene, pisarz wprowadza ciekawą metaforę jabłka i jego wnętrza, które chce „zobaczyć” zewnętrzne, powłokę, a żeby to było możliwe, należałoby przeciąć jabłko, czyli je uśmiercić. Warto zwrócić uwagę na tę myśl, której realizacji – zdaje się – poniekąd szukał Mishima.

Zastanawiałam się, na ile szczegółowo analizować ten tekst japońskiego pisarza, jeszcze raz śledzić – w tym na podstawie swoich notatek zrobionych podczas czytania – kolejne etapy formowania, kształtowania (się?) idei, koncepcji (ciała-mięśni), drogi miecza i pióra, rozrachunku z funkcjami języka (słów), ponownie wejść na pogranicze powierzchni i głębi (bo głębią Mishima w zasadzie gardzi, odrzuca jej eksplorowanie, wskazuje jednak na inną kategorię – „głębię” powierzchni) w eseju-wyznaniu, konfesji czy kolejnej autokreacji Japończyka, podążaniu za tropami, śladami (vide: koła zębate, pojęcie „Troski”). Ale wymagałoby to kontrasygnaty eseistycznej, nie zaś wpisu blogowego-instagramowego – więc kiedyś może w innej formie i w innej przestrzeni słów. Dodam tylko jeszcze, że „Słońce i stal” jest narracją gęstą, labiryntową, meandryczną, momentami mętną, zanurzającą się w metaforyczne i metonimiczne przestrzenie, pełną złudnych, połyskliwych powierzchniowo fraz, antynomii, aporii, żonglowania, tasowania, przesuwania, przestawiania elementów, gestów jednoczesnego obudowywania i rozbierania, demontowania cielesności, ciała wpisującego się w (mishimowski, bliski starogreckiemu) kanon piękna. Otwiera intrygujące przejścia, przesmyki, skłania do polemiki.

W trzech odsłonach, jakże odmiennych (pozornie paradoksalnych, bo chociaż od literatury odchodzi, to do literatury wraca, ale z innym nastawieniem, ze świadomością ciała), japoński pisarz odwraca się od kreowania fikcyjnych światów w samotni twórcy, rezygnuje z samotności, alienacji, by wybrać wspólnotę czynu, „my”, wojowników współodczuwających fizyczne (!) cierpienie, ból. W kilku „miejscach” będzie snuł rozważania o poszukiwaniu „prawdziwej wolności” czy o „formach” istnienia, najintensywniejszą okaże się przynależenie do grupy, ale grupy-wspólnoty cierpienia (fizycznego), można zaryzykować twierdzenie, że momentu heroicznej śmierci w grupie. I ten tragizm członka grupy – to jeden z ideałów, które go ominęły (może dlatego zechciał spreparować coś podobnego, wytworzyć substytut, namiastkę?). Warto podczas czytania pomyśleć, na ile Mishima mityzuje ciało, cielesność, fizyczny ból i śmierć, na ile wybiera słowa tworzące iluzję i z nich buduje swoją „filozofię” (ontologiczną?). A owe trzy części, składające się na książkę Japończyka, to poza tekstem „właściwym” zapis doświadczeń w komorze hiperbarycznej i przeżyć podczas lotu myśliwcem naddźwiękowym F104 („Epilog – F104”), gdy dostrzega metaforycznego węża zjadającego swój ogon (punkt łączenia słów i mięśni?), oraz wiersz „Ikar”.

„Słońce i stal” Mishimy Yukio można oczywiście czytać jako zapowiedź czynu-gestu pisarza z listopada 1970 roku, gdy wraz z grupką wojskowych zabarykadował się w bazie dowództwa Japońskich Sił Samoobrony i wzywał między innymi do kontestacji powojennego statusu kraju, obalenia konstytucji z 1947 roku. Nie znajdując jednak „wspólnoty”, chęci do wskrzeszenia ideałów kultu siły (cielesnej, fizycznej), by w walce zginąć „piękną” śmiercią, dokonał seppuku. Wątki przeszkolenia wojskowego, doświadczenie przebywania w wojsku podczas pokoju (odbierane przez pisarza jako marnowanie wysiłków wyćwiczenia i rzeźbienia ciała, które ulegnie zagładzie, nie mając szans na uczestniczenie w walce!) pojawiają się w tekście Mishimy i pozwalają z odmiennej perspektywy spojrzeć na jego (starannie zaplanowane?) samobójstwo – substytut wymarzonej (!) śmierci.

Ale można – i chyba warto – myśleć o „Słońcu i stali” na przykład jako o rozrachunku z młodzieńczymi koncepcjami, ideami, które roztrzaskały się wraz z końcem drugiej wojny światowej, upadkiem, rozpadem dotychczasowego świata, okazującego się wydmuszką, iluzoryczną, fikcyjną rzeczywistością, cudzą kreacją, teatrem. Można zaryzykować twierdzenie, że doświadczenie fizyczności, cielesności, kruchości ciała i jego piękna wynikającego w dużej mierze dzięki tej ulotności, eteryczności, jest (naj)bliższe człowiekowi, nie zaś igrzyska wyobraźni, gry umysłu przeżartego artystycznymi konceptami, słowne prestidigitatorskie sztuczki powołujące do fałszywego „istnienia” (pseudoistnienia) „ja” oraz świat, a wróg wyobrażony jest jedynie marą, straszydłem, snem, iluzją szaleńca w przeciwieństwie do rywala w walce fizycznej.

„W okresie powojennym, gdy wywrócono wszystkie wartości, uważałem – i mówiłem o tym ludziom – że oto nadszedł czas na ożywienie dawnej cnoty bunbu ryōdō, wspólnej drogi pióra i miecza, jedności sztuki i działania. Potem opuściło mnie na jakiś czas zainteresowanie tym tematem, aż stopniowo – za sprawą słońca i stali – zacząłem pojmować sekretne reguły szkicowania słów przy pomocy ciała (zamiast rysowania ciała przy pomocy słów i utrzymywania w sobie równowagi pomiędzy dwoma przeciwnościami, tak jakby cały mechanizm mojego istnienia przełączył się z prądu stałego na zmienny. (…)” [s. 42-43]

——————

Mishima Yukio, Słońce i stal, przeł. [z jap.] Maciej Piotr Komorowski, PIW, Warszawa 2022.

Zgodnie z zapisem dalekowschodnim nazwisko poprzedza imię.

Tak na marginesie dodam, że z tą mishimowską budową mięśni to ciekawa sprawa, zwłaszcza jeśli samemu się ćwiczy i dostrzega się zasadnicze różnice w reakcji organizmu z czasów przed „kształtowaniem” ciała, treningiem i podczas siłowych ćwiczeń. Pewne stany, o których pisze Mishima, nie są wielkim odkryciem, zwłaszcza dla osób ćwiczących.

Autor: Luiza Stachura

Sponsorem tekstu jestem ja.

Reklama

7 uwag do wpisu “Droga pióra i miecza. Słówko na marginesach „Słońca i stali” Mishimy Yukio

  1. Pięknie napisane. Ten esej dopiero przede mną i z przyjemnością go przeczytam. Tym bardziej, że ostatnio po Mishimę sięgałem w miarę regularnie, nadrabiając te pozycje, które jeszcze nie doczekały się polskich przekładów (udało mi się zapoznać z „Thirst for Love„, „The Frolic of the Beasts” oraz „Star„). Zaopatrzyłem się też w niedawno wydaną przez PIW biografię Johna Nathana. Więc „Słońce i stal” może być pięknym zwieńczeniem tego stosiku.

    1. Dziękuję! O, wspaniale, dziękuję za linki do tekstów i za tytuły! Mishima jest jednym z intrygujących pisarzy.
      Biografię odpuszczam, ale daj znać, proszę, po przeczytaniu, jak oceniasz.

        1. Czytanie biografii i tzw. literatury faktu (głównie reporaży) nie jest dla mnie pasjonujące ani nawet specjalnie ciekawe. Próbowałam wiele razy (+ na studiach musiałam), ale to nie moje światy. Nie odnajduję tam tego, czego szukam.
          Mam też nieustannie wrażenie, że czytam przefiltrowane przez autora tekstu informacje, mniej czy bardziej zmanipulowane, wyselekcjonowane pod tezę. I o ile w „intymistce” autokreacja potrafi być intrygująca, przyciągająca (video: Gombrowicz), o tyle w biografiach czy reporażach chcę faktów, bez interpretacji narzuconej przez biografa czy reportażystę.

          1. Bardzo dziękuję za wyjaśnienie! Wydaje mi się, że trochę Cię rozumiem, bo sam stosunkowo rzadko sięgam czy to po (auto)biografie czy po reportaże. Szczególnie w przypadku literatury faktu, rzeczywiście trudno jest o fakty – bardziej liczą się opinie, interpretacje, itd. Trochę to smutne, że odbiera się, nam czytelnikom, możliwości samodzielnego wysnuwania wniosków z danych ciągów wydarzeń. Ale tę tendencję widać niemal wszędzie – wystarczy włączyć TV czy posurfować po mediach społecznościowych. Co rusz natrafiamy na ekspertów i proroków, którzy nierzadko bazując na silnej polaryzacji, tłumaczą i objaśniają nam rzeczywistość, narzucając schematy, wedle których powinniśmy myśleć :)

          2. Dziękuję za Twoje dopowiedzenie!
            W reportażach jest tendencja do opisywania „dziwactw” kraju/narodu/grupy społecznej/osoby. A przecież coś, co dla nas jest standardem, dla osób z np. innej kultury może być takim „dziwactwem”.
            Tak, zgadza się, masz rację – niemalże wszędzie pojawiają się „objaśniacze” rzeczywistości, wykładający swoją „filozofię”, wtłaczający własną interpretacje świata jako jedyną słuszną, ot – producenci marionetek. Dużo się też mówi o różnorodności, wielogłosowości, ale w praktyce jedni chcą zagłuszyć drugich, przejąć władzę nad umysłami.
            Inna sprawa, że jest sporo osób, które szukają „przewodników” po świecie – kogoś, kto im wyjaśni ten przyprawiający o zawrót głowy kalejdoskop elementów, słów, myśli, wizji, idei, poglądów, postaw życiowych, ról społecznych itd. Łatwo trafić wtedy na hochsztaplerów, kuglarzy…
            No ale ; )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s