„(…) czyż można być wielością naraz? Pochodzić z wielu porzuconych przeszłości?” Słówko na marginesach opowiadania „Maska” Stanisława Lema

To pozory, kuszące złudzenia wytworzone przez sztuczne uśmiechy, imitujące serdeczność, a będące szyderczym rechotem, złośliwym skrzekiem. Kongres futurologiczny. Maska"W tym odurzającym, przesyconym kolorowymi, błyszczącymi dekoracjami świecie, pośród manekinów prześwituje prawda, skryta w podszewce, pod tym, co widzialne i słyszalne. Nie wolno dryfować po mirażowej powierzchni, trzeba zeskrobywać, zdzierać zwodzące migoczące powłoki, by dotrzeć do granicy między snem a autentycznością.

W ciemności powstało, początkowo bez płci, ale szybko w języku przybrało formę żeńską. I zjawiła się ona – piękna, pociągająca, zachwycająca w sali balowej, lecz jedynie król na nią nie patrzył. Oczarowała tego, którego miała uwikłać w miłosno-śmiertelną sieć – Arrhodesa, myśliciela, intelektualistę, który rozgniewał władcę. Jej ofiara jednak wymyka się, a ona zgodnie z zaprogramowanymi umysłem i wolą rusza w pogoń, podąża tropem uciekiniera, by go zgładzić. Ale w drodze zadaje sobie niebezpieczne pytania o możliwość uratowania mężczyzny i o granice własnej wolności, możliwości wyboru.

W 1974 roku w „Kulturze” ukazało się intrygujące opowiadanie „Maska” Stanisława Lema, później wydawane w zbiorze krótkich utworów prozatorskich pisarza, a raz współwydane z „Kongresem futurologicznym”. Pierwsze słowa dzieła przywodzą na myśl stworzenie świata, sięgają po echa mitu kosmogonicznego, ale akt stworzenia jest tu przewrotny, celowo zwodzący i mylący tropy. Narratorka została precyzyjnie skonstruowana. Jej ciemność prapoczątku wiąże się z nicością (chciałoby się dodać – niebytem, nieistnieniem, ale na ile można mówić o „bycie”, o „istnieniu” maszyny? ha! wszystko zależy od tego, którą drogę interpretacyjną wybierzemy). A jej słowa, język, w którym samą siebie dookreśla, jej czyny, działania, reakcje, są czymś wpisanym w nią, zaprogramowanym. Przywodzi to na myśl kod genetyczny, wewnętrzne ID, zaplanowaną tożsamość. Czy jednak na pewno wszystkie elementy zostały zakodowane, bez pozostawienia choćby drobnego przesmyku, marginesu dla „błędu”, samowoli? A może każdy „błąd” został z rozmysłem wprowadzony, by jeszcze lepiej imitować „autentyczność”, „realność”?

Wieloznaczny tytuł otwiera szerokie pole semantyczne i tym samym morze możliwości interpretacyjnych, potencjalnych odczytań. Ot, cała przestrzeń, miejsca, postacie zdają się metaforyczną maską, kostiumem, aranżacją, scenografią i rekwizytami, pod którymi czytelnik będzie widział określone elementy, tezy, wizje. W szerokiej perspektywie można sięgnąć po ideę świata jako czegoś, co istnieje jedynie w wyobraźni „ja”, jest projektowane przez „ja”. Rzeczywistość byłaby snem, onirycznym szaleństwem, obłędnym żartem, nicością, pustką, teatralnym fałszem, okrutną mistyfikacją. Ale w węższych odczytaniach, koncentrujących się na wyimkach naszej codzienności, dostrzec można po maską utworu Lema elementy ułudy i kłamstw w relacjach międzyludzkich, manipulacji (nie tylko przez władzę, media, ale także na co dzień przez osoby „prywatne”, w relacjach mniej czy bardziej bliskich, intymnych). Zmyślenia, konfabulacje, autokreacje… I już ten pobieżny rys otwiera kolejne ścieżki, przejścia, odnogi, rozgałęzienia, niekończące się korzenie, intelektualny labirynt.

Maską w kilku znaczeniach jest też sama narratorka – niemalże doskonała  maszyna tropiąca o wyglądzie srebrnego owada, modliszki. Jest ona proteuszowa, zmiennokształtna, przybiera postać uwodzicielki, ale taką ją widzi tylko konkretna osoba, a zatem „rzuca urok” na wybrańców, w tym samym czasie jawiąc się pozostałym obserwatorom pod innymi kształtami. Na innym poziomie odczytywania narratorka-robot to maska, pod którą skrywa autor między innymi wizerunek zaprogramowanych, zniewolonych umysłów, posłusznych niewolników (wykonawców poleceń systemu, określonej władzy), lalek-marionetek, manekinów, kukiełek w teatrze świata, w wielkim przedstawieniu. Ale z odmiennej perspektywy czyż nie widać niekiedy zza tej maski także kruchego uczucia, oczarowania, dojrzewającej miłości, gdy człowiek zakochany głupieje, rozstraja się, jego „zaprogramowany” świat ulega rozkruszeniu, destabilizacji? Zastanawiające, na ile narratorka zapragnie uratować kochanka, bo w jej „pustej” skorupie, pancerzu ochraniającym mechanizm zamieszkał duch, a na ile jej „uczucia” są iluzją, zręczną kuglarską sztuczką konstruktorów maszyny, okrutnych kawalarzy, którzy eksperymentują z nowocześniejszymi modelami mechanicznych lalek, robotów. A przerażającą wizją-interpretacją jest choćby ta, w której maskę odczytamy jako metaforę naszego istnienia – prawie doskonałej mistyfikacji. Może to, co uważamy za wolność, jest (tylko? aż?) tym, co pozwolono nam uważać za wolność. Może wolna wola to ułuda, wpisana w nas myśl, które nijak się ma do prawdy, prawdy zakrytej (zamaskowanej!) przed nami za pomocą nałożonych na siebie, palimpsestowych obrazów, projekcji, obiektów. Może to wszystko sen…

Utwór Lema jest monologiem, można nawet rzec, że monodramą, a nawet swego rodzaju arią, śpiewem przebudzenia i rozpaczy – autentycznym czy imitowanym, zależy od wizji czytelnika. Narratorka przegląda się w słowach, chodzi „słowami”, delektuje się nimi, smakuje je, testuje granice tego, co może powiedzieć, gdzie znajduje się prawda (czyli tajemnica), a gdzie kłamstwo, fałsz (maska!). W języku dookreśla siebie, konstytuuje swoją tożsamość kobiety. Wpisano w nią paralelne historie, sprzeczne obrazy, żywoty różnych dziewcząt (ma wiele imion, wiele przeszłości, zmultiplikowane tyleż istnienie, ile odbicie istnienia, lustrzane „istnienie”, bycie swoistym sobowtórem), ale nie dlatego, by zgubiła się w labiryncie – wręcz przeciwnie, może wybrać maskę, sformatować częściowo swój wizerunek, przekształcić go w ramach dopuszczonych wartości, niezbędnych do wykonania zadania dostępnych wariantów. Jej złożona konstrukcja, zabezpieczona przed włamaniem, rekonfiguracją, stanowi zagadkę, szaradę. Jest aporią.

Jednym z rozgałęzień narracji są kwestie cielesności, nagości. Narratorka wyodrębnia swoją twarz jakby była czymś zewnętrznym. Może lustrem, w którym przeglądają się wszyscy i coś (kogoś?) innego dostrzegają. Albo twarz jest maską nałożoną jej, by przybrała postać czarującej dziewczyny, i dlatego wydaje się jej czymś spoza niej samej. Ciekawie rozważać można nie tylko cielesność, ale właśnie nagość – na ile i kiedy jest narratorka naga, która „nagość” jest bliższa prawdzie? Nagość to nie tylko fizyczna golizna, ale i odsłonięcie psychiki, emocji, duszy – a tu kolejne dylematy, czy jednak bohaterka może być w ten sposób naga, czy jest to dla niej nieosiągalne, czy jej ciało prawdziwe to srebrna powłoka, a może mechanizm ukryty pod pancerzem.

Utrzymana w konwencji fantastyki naukowej, z lekkim rysem baśniowości, mityczności, oniryczności, elementami motywu życia snem, autokreacji „Maska” Stanisława Lema to niepokojąca, mroczna wyprawa w głąb „ja”, wywołująca pytania o wolność jednostki, samoświadomość, wolną wolę i tajemnicę istnienia.

——————

Stanisław Lem, Maska, [w:] tegoż, Kongres futurologiczny. Maska, Wydawnictwo Literackie, Kraków, Wrocław 1983.

Przepraszam za mętność tekstu.

2988-ukraine-heart1

war.ukraine.ua 🌻

Autor: Luiza Stachura

2 uwagi do wpisu “„(…) czyż można być wielością naraz? Pochodzić z wielu porzuconych przeszłości?” Słówko na marginesach opowiadania „Maska” Stanisława Lema

    1. Coś kiedyś słyszałam, ale nie znam na tyle prozy Lema, żeby porównywać te aspekty, więc nie odniosę się do tego. Ale z chęcią poznam Twoje zdanie, jak to wygląda przy „Masce”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s