„Dziwny przypadek zrządził, że byłem świadkiem początku sztuki; jakie miało wszakże być jej rozwiązanie?”. Słowo o „Ogniach polnych” Ōoki Shōheia

Widzisz, jak piękna rzeczywistość rozpada się na kawałki. W przestrzeni dryfują nadpalone, krwawiące elementy, niektóre z nich podmuch wiatru znosi na manowce, rubieże historii. Jakaś siła próbuje schwycić uciekające detale i skleić je ze sobą, dopasować niepasujące, skonfigurować. Ōoka Shōhei, "Ognie polne"W odłamkach migoczą światła. Czy to igraszki umysłu, szaleństwo, a może sen, iluzja, kuglarskie sztuczki?

Koniec drugiej wojny światowej, japońska armia przegrywa z amerykańskim wojskiem i wpieranymi przez nich partyzantami na Filipinach. Na wyspie Leyte szeregowiec Tamura, który zmaga się z gruźlicą, odesłany zostaje do japońskiego szpitala. Ale wyrzucają go stamtąd, gdyż brakuje im w zasadzie wszystkiego. W wyniku kolejnego ostrzału przez Amerykanów Tamura rozpoczyna swoją obłąkańczą wędrówkę po przestrzeni naznaczonej ogniami polnymi, będącymi nie tylko pozostałością po wypalaniu badylów kukurydzy czy szyfrem partyzantów, ale i piętnem śmierci, piekielną pożogą, przedsmakiem kary dla potępionych, skazańców, wyzwoleniem, jedynym wyjściem. W malignie, na pograniczu jawy i snu, błądząc, balansując nad krawędzią przepaści, otchłanią odczłowieczającą, o jego duszę rozpocznie się walka, przywodząca na myśl psychomachię.

W 1951 roku ukazała się powieść „Ognie polne” japońskiego pisarza Ōoki Shōheia (1909-1988). Zanim został powołany do wojska, studiował literaturę francuską. Pod koniec drugiej wojny światowej wysłano go na Filipiny, a niedługo później trafił do amerykańskiej niewoli. Własne doświadczenia w armii japońskiej i jako jeńca wojennego opisywał w literackiej formie, czego świetną egzemplifikacją są „Ognie polne”, przetłumaczone na język polski z japońskiego stosunkowo szybko, bo w 1959 roku. Ale powieść to – można rzec – dziwna, niepokojąca, rozbijająca odbiorcę, wprowadzająca go w wilgotną, duszną, parną atmosferę podzwrotnikowej (nie)rzeczywistości wytwarzającej omamy, przestrzeni wypełnionej z jednej strony piękną, bujną, zachwycającą przyrodą rzeźbiącą tereny w arcydzieła natury, z drugiej zaś – trupami, ale nie tylko rozkładającymi się ciałami, lecz i wydrążonymi ludźmi-zombie, ludożercami, zdegenerowanymi, pustymi skorupami napędzanymi instynktem i rozkazem. Czytaj dalej