„Dźwięk krwawiącej duszy” pisarza. Tylko kilka słów o „Całusach Lenina” Yan Liankego

W sekretnym miejscu schowam cię, by nikt nie odnalazł twojego śladu. Tam będziesz bezpieczny przed wzrokiem chciwych i ciekawskich. Ale uważaj zarówno na pozornie zwykłych podróżników, jak i przejezdnych wizjonerów. Yan Lianke, "Całusy Lenina"Nie ufaj ich pięknie brzmiącym słowom, bo zwiodą cię na manowce, zabiorą na rubieże opowieści, marginesy narracji, chociaż obiecają ci bajeczne krainy, niezmierzone przestrzenie i kluczowe role w przedstawieniu świata.

W górach Balou istnieje wioska Żywot, składająca się z ludzi kalekich. Tego lata „czas zachorował” i spadł gorący śnieg. Starosta powiatu Liu Yingque przyjeżdża sprawdzić stan klęski. A w zasadzie to szuka kolejnego sposobu na zebranie pieniędzy na swój genialny projekt, czyli wykupienie… mumii Włodzimierza Lenina i umieszczenie ją w specjalnie przygotowywanym mauzoleum na Górze Dusz. Relikwie, w wizji Liu, przyciągną nieprzebrane rzesze pielgrzymów i majętnych turystów, a wraz z nimi przypłynie morze pieniędzy. Przypadkiem w Żywocie odkrywa niezwykłe talenty i umiejętności niepełnosprawnych, okaleczonych żywocian. Proponuje im założenie zespołu artystycznego, który ma jeździć po wybranych chińskich prowincjach z przedstawieniami. Nieformalna przywódczyni siedemdziesięciojednoletnia Babcia Mao Zhi, niegdysiejsza zapalona rewolucjonistka, nie chce się jednak zgodzić na upokarzanie mieszkańców. Ale Liu to tyleż zręczny kuglarz, prestidigitator, ile sprytny i elokwentny hochsztapler, który nie poddaje się tak łatwo i nęci, uwodzi pięknymi słówkami, ponętnymi obietnicami.

W „Całusach Lenina”, pełnej absurdu, tragikomicznej, groteskowej, momentami surrealistycznej i onirycznej powieści z 2004 roku, chiński pisarz Yan Lianke (ur. 1958), polskiemu czytelnikowi znany ze „Snu wioski Ding”, z „Kronik Eksplozji”, „Czteroksięgu”, porusza kolejny raz w nowej odsłonie problemy związane między innymi z nienasyceniem, zachłannością i manipulacją władzy oraz już nie retuszowaniem, ale jawnym fałszowaniem historii i rzeczywistości, brutalnym i prostackim przemalowywaniem jej, pisaniem na nowo. Bo być może jest tak, jak w krótkim postscriptum napisze Yan, że realizm pochodzi z serca i duszy pisarza, a w życiu i społeczeństwie po prostu nie istnieje. Może wszystko to teatr, gra, poza, podążanie za absurdami, ba! zatrucie absurdami, przedawkowanie ich, prowadzące do wiary w nonsensy, iluzje, miraże, rozpalający wyobraźnię potok i szelest pieniędzy. Wioska Żywot staje się literacką Arkadią, utraconym rajem, zbrukanym, zniszczonym przez „dołączenie do społeczeństwa”, czyli podleganie pod konkretne władze regionalne, a tym samym państwowe, bycie cząstką, trybikiem w wielkiej machinie społeczeństwa kierowanego przez owładniętych manią rządzenia szaleńców. Wir rewolucji, a później (hiper)kapitalizm i konsumpcjonizm, podsycane i napędzane pragnienie bogacenia się rozsadziły idylliczną, mityczną krainę „mlekiem i miodem płynącą”, zdegenerowały mentalnie, duchowo mieszkańców, jakby w kontraście do ułomnego, kalekiego ciała, które chroniło ich przez lata przed zakusami pazernych na władzę i wykorzystywanie ludzi do partykularnych interesów.

„(…) miał wrażenie, że nic nie dzieje się naprawdę, po prostu się jeszcze nie obudził i te wszystkie zwroty akcji to jedynie sen.” [s. 478-479]

Co znamienne, Yan Lianke numeruje kolejne księgi (od I do XV, notabene – księga 11. zapisana została cyframi arabskimi) i rozdziały w ramach ksiąg przy użyciu wyłącznie cyfr nieparzystych. Zastanawiać może, na ile brakuje parzystych części, bo zostały usunięte, zdemontowane, wycięte, ocenzurowane, zaczernione albo zakodowane, zaszyfrowane („zacyfrowane”), a na ile parzyste księgi i rozdziały są odbiciem lustrzanym, przeglądaniem się rzeczywistości i/czy czytelnika, pustym miejscem dla odbiorcy do wypełniania, nieustannego konfrontowania się i aktualizowania. Albo cyfry nieparzyste to jeden kolor (na przykład czarny), a parzyste to drugi kolor (na przykład biały, ale może też czerwony…)? A może to palimpsest i udało się odzyskać tylko część oryginalnego tekstu bądź wręcz przeciwnie – to nadpisanie autentyku? W obrębie narracji pojawiają się dwojakiego rodzaju przypisy – jedne odnoszą nas na koniec rozdziału, inne do nowych rozdziałów, które albo w całości są jednym wielkim przypisem, albo składają się z kilku dłuższych odwołań. I tak czytelnik nieco na wzór „Gry w klasy” Julia Cortázara „przeskakuje” na kolejne pola na tej niezwykłej planszy do gry, swoistej szachownicy. Dodajmy, że przypisy poświęcone zostały zarówno wyjaśnianiom regionalizmów (vide: „pełniacy”, „żywocić”), jak i tyleż nakreśleniu przeszłości, minionych czasów, ile rozpisaniu czy rozstawieniu stelaży historii. I dzięki temu zabiegowi dowiemy się więcej nie tylko o legendach i mitach przemieszanych z faktami, a dotyczącymi wsi Żywot, ale także o życiu Babci Mao Zhi (choćby jej rewolucyjnej przeszłości, przyłączeniu Żywotu do „społeczeństwa”, sprowadzeniu poprzez to klęk związanych z kolejnymi kampaniami jak między innymi kolektywizację czy wytop stali i głód, gdy Żywot został splądrowany i zniszczony przez „pełniaków”) czy o Liu Yingque (jego sieroctwie, przygarnięciu go przez nauczyciela z socszkoły Liu, jego Sali Szacunku, gdzie oddawał hołd przybranemu ojcu i gdzie wyimki z biografii komunistów motywowały go i wskazywały drogę kariery). Przypisy tworzą tyleż tło, ile paralelny tekst, dopełniającą opowieść, która mogłaby funkcjonować autonomicznie.

Narrator (porte-parole autora) ujawni się na moment, odsłoni swoją maskę, gdy stwierdzi, że przebywał w górach Balou, by napisać tę powieść. Warto zwrócić uwagę na liczne chwyty (vide: gra kolorami, zwłaszcza czerwony, czarnym, białym, fioletowym) i środki stylistyczne, wykorzystywane przez Yan Liankego – wymieńmy kilka: hiperbolizacja, groteska, paralelizmy, powtórzenia (wytwarzające specyficzny rytm), wykrzyknienia, pytania retoryczne, metonimie i metafory, onomatopeje, neologizmy i neosemantyzmy, paradoksy, retrospekcje, jukstapozycja, ironia, kontrasty, porównania. Wprowadza pisarz technikę montażu przywodzącego na myśl montaż filmowy, antycypacje, retardacje, refreny i chóry czy wreszcie nowomowę, regionalizmy i gwarę, skrótowce, rozmaite komizmy (z sytuacyjnym na czele), dygresje przeobrażające się w odrębną opowieść albo opowieści w opowieści. Yan twórczo przekształca w utworze elementy między innymi: powieści historycznej, szkiców biograficznych, epistoł, listów i pism urzędniczych, dyrektyw, pieśni ludowych, pieśni operowych, powieści szkatułkowej, poematu rozkwitającego, eseju, legendy, baśni, mitu, kroniki, „intymistyki”, wyznań, konfesji, literatury faktu, reportażu czy toposy takie jak: psychomachia, podróż, theatrum mundi, świat jako Księga.

Gęsto utkana, z licznymi rozgałęziającymi się wątkami-ścieżkami, niekiedy stanowiącymi aporię, powieść „Całusy Lenina” jest gorzką satyrą, śmiechem (królewskiego-cesarskiego) błazna, „dźwiękiem krwawiącej duszy” Yan Liankego, głosem, który jeszcze się wydobywa z ciała powoli drętwiejącego, rezygnującego, zamierającego. To świetna, wielopoziomowa proza, która prowadzi czytelnika do serca pisarza, serca pełnego bólu, niepokoju, sprzeciwu. Otwiera morze (przerażających) możliwości, szereg dróg interpretacyjnych.

——————

Yan Lianke, Całusy Lenina, przeł. [z chiń.] Katarzyna Sarek, PIW, Warszawa 2020.

*

Zgodnie z zapisem dalekowschodnim nazwisko poprzedza imię.

O wielu elementach nie napisałam nawet – choćby o barwnych postaciach, brawurowych umiejętnościach (nie tylko żywocian, ale i Liu w jego lawirowaniu)…

Zabawne, że w moim egzemplarzu brakuje kilku stron – nie zostały zadrukowane – jakby dodatkowe białe plamy poza brakiem parzystych ksiąg i rozdziałów.

*

2988-ukraine-heart1

war.ukraine.ua 🌻

Autor: Luiza Stachura

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s