Gliniane dzieci. Słowo o „Żabach” Mo Yana

Po przelanej krwi pozostanie echo, z martwych ciał powstanie chór lamentujących widm, który pewnej nocy powróci i wypełniając jakąś formę, tymczasowo się zmaterializuje, by domagać się zadośćuczynienia. Ich przerażające krzyki cierpienia, jęki i płacz będą cię gnębiły, nie pozwolą zasnąć, nie pozwolą umrzeć.Żaby" Nie ma nigdzie miejsca dla potępionych, nie ma ucieczki przed upiorami. Tylko wieczna udręka.

Dramatopisarz występujący pod pseudonimem Kijanka, Wan Noga, zwany w dzieciństwie Biegaczem, w 2002 roku pisze list do japońskiego pisarza Sugitaniego Yoshity. Nie tylko dziękuje mu za wizytę w Chinach, ale także informuje o swoich planach stworzenia sztuki teatralnej na kanwie losów swojej ciotki Wan Serce, położnej od przeszło pół wieku. Sugitani wyraził podczas spotkania chęć poznania dziejów jednej z pierwszych wykwalifikowanych położnych w Dongbeixiang w powiecie Gaomi, toteż w kolejnych czterech listach wysyłanych do Sugitaniego na przestrzeni lat 2002-2008 Kijanka prezentuje barwne i tragiczne życie Wan Serce, począwszy od lat 50. XX wieku, aż po rok 2008, jednocześnie przygotowując się do napisania własnego utworu. W finalnej epistole nie tylko coraz bardziej odrealnia i uteatralnia opowieść oraz wypowiedzi i wspomnienia mieszkańców-bohaterów, ale także zapowiada swoją niejednoznaczną, utrzymaną w poetykach zbliżonych do snu i mitu sztukę w dziewięciu odsłonach „Żaby”.

Mo Yan (ur. 1955) w eksperymentalnej, dryfującej ku teatralności, mityzacji i surrealizmowi, powieści z 2009 roku „Żaby” sięga po tematy związane z ogromnymi przemianami w obrębie odbiorów porodów – oto wykwalifikowane położne pojawiają się w miejsce dotychczasowych „babek”, spośród których część prymitywnie i brutalnie podchodziła do rodzących, powodując wiele zgonów i kalectw. Następnie wprowadza kwestie dotyczące polityki kontroli urodzeń, przymusowych aborcji i operacji pozbawiających płodności, a także przeznaczonych dla zamożnych osób klinik specjalizujących się w „dostarczaniu” wymarzonego dziecka czy to za pomocą in vitro (w powieści Mo Yana – wraz z aspektami eugeniki), czy to dzięki surogatkom. Wątki te poddaje tyleż literackiej, ile teatralnej obróbce, a chwyt ten świetnie pozwala wybrzmieć sztuczności i teatralności świata (jakby fikcyjności, ułudy, iluzji, hochsztaplerskiej perfidnej i podstępnej gry), życia snem, różnym akordom absurdów i wrażeniom oniryzmu rozpleniającym się w przerażającym czasie wprowadzenia w Chinach drastycznych obostrzeń dotyczących prokreacji.

Po niecałej dekadzie pierwszej fali euforii i afirmacji ciężkiej pracy Wan Serce jako położnej, która z troską i dbałością pomagała w porodach, uratowała wiele dzieci i matek przed okaleczeniem albo śmiercią, nastąpiła czarna fala negacji, złości, agresji, nienawiści względem tej samej położnej. Kobieta bowiem ślepo wykonywała nowe naówczas dyrektywy kontroli urodzeń i dokonywała aborcji nawet w siódmym miesiącu ciąży, gdy tylko wyśledziła i wywabiła z ukrycia „przestępczynie”. Nie oszczędziła też żony Kijanki, który był przecież jej bratankiem. Poświęciła wszystko i wszystkich, byleby tylko wykonać polecenia przełożonych. Jej zabójcza determinacja przekroczyła granicę absurdu. I może dlatego pewnej nocy, gdy po alkoholowym spotkaniu z okazji przymusowej emerytury Wan Serce sama wracała do domu, zaatakowały ją żaby. Dźwięki wydawane przez te płazy przywodziły jej na myśl płacz tysięcy (zabitych przez nią) noworodków – Mo Yan wykorzystuje brzmieniową warstwę słowa „żaba” w języku chińskim 蛙, które czytane jest jako „wā” i dźwiękowo przypomina płacz dziecka. Od tego żabiego ataku, swoistej plagi zaczął narastać i potęgować się obłęd ciotki. Jej świat rozsypał się na kawałki, toteż usiłowała go prowizorycznie skleić, wytworzyć substytut. Ale zdaje się, że jej świadomość wzrosła i mogła zainicjować pokutę dopiero wtedy, gdy zmierzyła się z sytuacją graniczną, podjęła samotną konfrontację z własnymi wyborami, które – jak można przypuszczać – usprawiedliwiała czy tłumiła, przygaszała wspomnieniami o zewnętrznych okolicznościach (choćby zdradą narzeczonego czy poniżeniem podczas kampanii prowadzonych przez czerwonogwardzistów), i gdy znalazła się w rozedrganej rzeczywistości, jej percepcja została z(a)burzona, gdy weszła w wymiar określany szaleństwem, paranoją. Pogłębiająca się fobia Wan Serca (jak to przedstawia Kijanka) czy też jej wyostrzona samoświadomość, przerażenie własnymi czynami (jak można odczytywać jej słowa i gesty) objawi się najpełniej w części piątej, zwłaszcza gdy starsza kobieta będzie widziała dwojaką krew na swoich rękach – czystą krew po porodzie, czyli oznakę nowego życia, oraz brudną krew po aborcji, a zatem oznaka, piętno śmierci.

W kontekście wymowy powieści oraz poszczególnych elementów, tropów, znaków rozkładanych przez chińskiego pisarza, niebagatelne okażą się zarówno rola żab (rozmaicie objawiających się i rozbłyskujących, migoczących w utworze), kulturowe nawiązania do tych płazów, jak i odczytywanie żaby jako symbolu (między innymi: akuszerki, transformacji, odnowy, ponownych narodzin, rozrodczości, lubieżności, ale i dwuznaczności, nieczystości, plagi, śmierci) oraz wpisanie jej w mit(y) stworzenia. Żabia obecność rozprzestrzeni niczym chwasty albo stopniowo zjadająca choroba, rozsadzająca od środka. Zresztą symboli w tym utworze będzie więcej, a każdy z nich otworzy nowe korytarze.

Warto zwrócić jeszcze uwagę, że pisarz sięga po inny mit, dawne wierzenie w boginię Nüwa, która tworzyła ludzi poprzez wypalanie w piecu glinianych figurek. Mo Yan wykorzystuje moc mityczności tego gestu kreacyjnego i ofiarowuje go dwóm bohaterom opowieści – Hao Wielkiej Ręce, późniejszemu mężowi Wan Serce, oraz Qin He, który od lat zakochany jest w ciotce Kijanki. Lepione przez nich gliniane lalki-figurki przybierają postać dzieci, symbolicznego nowego (wiecznego?, odkupionego?) życia. To nie tylko swoiste talizmany dla kobiet pragnących urodzić, ale także sposób na pokutę Wan Serce – jakby każde dziecko z gliny było wskrzeszeniem zabitego przez nią konkretnego płodu.

„Wszyscy gramy w sztuce, a czyż społeczeństwo nie jest wielką sceną?” [s. 379]

„Żaby” to wielopoziomowa powieść, w której wybrzmiewają między innymi warstwy obłędu, szaleństwa i absurdu, warstwy prób podporządkowania ludzi dyrektywie, prób oszukania „systemu” i jego strażników, a zatem walki o własne samostanowienie i decydowanie o swoim ciele czy warstwy usiłowania samousprawiedliwienia się, szukania wymówek, co prowadzi do pogłębiania się poczucia winy. To złożona, pełna uskoków i aporii opowieść. Jest rozedrganą, niejednoznaczną podróżą w chorobliwą czasoprzestrzeń literacko przetworzoną (podwójnie przetworzoną – można rzec, że i przez Mo Yana, i przez Kijankę!), pełną konfabulacji, mityzacji, retuszu, (de)montażu i dekolażowych zestawień. Cztery pierwsze części inauguruje list od narratora-Kijanki. Piąta odsłona to sztuka teatralna de(re)konstruująca, obrabiająca, zestawiająca wyimki prezentowane zwłaszcza w czwartej części. Retrospektywne obrazy komplikowane są antycypacjami, retardacjami i licznymi dygresjami, które rozgałęziają opowieść, prowadzą ją w różnych kierunkach – tam, gdzie zakwitają i obumierają wątki (vide: wielki głód w Chinach, jedzenie węgla, lotnicy i zdrajcy, ojciec pisarza Sugitaniego i jego powiązanie z ojcem Wan Serce, batatowe dzieci, czyli dzieci narodzone po wielkim głodzie, czy fabryka żab i poparzona Chen Brew – swoista czarna matka poszukująca porwanego dziecka, archetypowa Demeter?). Narracja początkowo realistyczna i naturalistyczna przechodzi stopniowo w rejestry tyleż patetyczne, ile teatralne, przerysowane, karykaturalne, groteskowe, absurdalne, pełne mityzacji i hiperbolizacji, wyostrzania rozmaitych elementów, przesuwania akcentów, wprowadzania uwag metatekstowych i metafikcyjnych, pisania o pisaniu, podwójnej kreacji, powołania do istnienia nowego „bytu” (spłodzenia dziecka i stworzenia mitu, utworu literackiego-teatralnego). Nota bene, powieść wyłaniająca się z listów do Sugitaniego w założeniu Kijanki jest jedynie odpryskiem, efektem ubocznym, materiałem i jednym z impulsów do napisania dramatu.

Utwór „Żaby” Mo Yana jest intrygującą, niejednoznaczną opowieścią o winie, zadośćuczynieniu-pokucie oraz wybaczeniu zarówno sobie, jak i krzywdzicielowi. To literackie laboratorium, w którym w wyniku zmieszania rozmaitych schematów fabularnych i narracyjnych powieści ze sztuką teatralną wytwarza się osobliwa sztuczność, makabryczna baśniowość, surrealistyczna, absurdalna oniryczność dryfująca w kierunku przerażającego snu, koszmaru.

——————

Mo Yan, Żaby, przeł. Małgorzata Religa, W.A.B., Warszawa 2014.

Zgodnie z dalekowschodnim zapisem nazwisko poprzedza imię.

2988-ukraine-heart1

war.ukraine.ua 🌻

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s