Gubienie istnienia. Słowo o „Podziemiu pamięci” Ogawy Yōko

W nocy trwa proces gubienia. Początkowo pokątny, z czasem się rozzuchwala. Drobne i większe elementy zostają utracone, wyrwane z korzeniami, by nie pozostało po nich nic, co pozwoliłoby im kiedykolwiek odrosnąć. Rozmywają się w cieniu snu. Ogawa YōkoPodziemie pamięci"O świcie zaczynasz przemierzać podziurawioną, pełną mikroprzepaści czasoprzestrzeń. Ale zdajesz sobie sprawę, że proces anihilacji sięgnie kiedyś i ciebie. Nie pozostanie nawet głos ani echo.

Nikt nie pamięta, od kiedy na wyspie stopniowo znikają poszczególne elementy. „Rzeczy utracone”, rozpływające się detale świata w mgle niepamięci tworzą wyrwy. Tajna policja kontroluje prawidłowy przebieg wyzbywania się wspomnień. Są bowiem ludzie, którzy nie potrafią zapomnieć, jak zabrana przez „łowców wspomnień” piętnaście lat temu matka narratorki, rzeźbiarka. W sercu tych na swój sposób wybranych czy naznaczonych osób wciąż żywe są reminiscencje związane z tym, co zniknęło. Część z nich ukrywa się w tak zwanych melinach, inni symulują utratę wspomnień. Narratorka-przewodniczka po wyspie pełnej pustych miejsc, plam, próżni, jest pisarką. Każda jej powieść dotyczy utraty i właśnie pracuje nad czwartym utworem. Pewnego dnia dowiaduje się, że R., który jest jej redaktorem, zachowuje pamięć rzeczy. Kobieta pragnie uchronić go przed tajną policją i wspólnie z zaprzyjaźnionym staruszkiem, mężem swojej niegdysiejszej, nieżyjącej już niani, obmyślają ryzykowny plan ocalenia.

Ogawa Yōko (ur. 1962) w 1994 roku opublikowała „Podziemie pamięci”, powieść niesamowitą, pełną rozgałęzień, labiryntową, meandryczną, lustrzaną, anamorficzną, z elementami oniryzmu, absurdu, surrealizmu, fantastyki, dotykającą kwestii związanych między innymi z pamięcią, przeszłością, tożsamością, kruchością „ja”, które konstytuowane jest w jakiejś części przez wspomnienia, więzi, nici łączące z innymi ludźmi oraz rzeczami i miejscami. Im więcej zostanie wymazane, (z)gubione, tym bardziej „ja” zacznie blaknąć, stopniowo znikać, ale u Ogawy nie zamieni się w pustą kukłę, wydrążoną lalkę – podzieli poniekąd los widm, iluzorycznych fenomenów rzeczywistości, igraszek umysłu, wytworów demiurgów. Można zaryzykować twierdzenie, że „Podziemie pamięci” to paraboliczny utwór, swego rodzaju przypowieść tyleż o utracie, ile o świadomym, systematycznym wyniszczeniu, wymazywaniu, obsesyjnym pragnieniu wytępienia, anihilacji szeroko pojętych „elementów” świata – począwszy od rzeczy, artefaktów, aż po ludzi i całych społeczeństw, kultur, grup etnicznych, narodów. W niszczejącym, rdzewiejącym, rozpadającym się ogrodzie opowieści Ogawy rozbłyskają jednak inne przejścia, drogi (od)czytań pozwalające widzieć na przykład historię zaborczej, szalonej miłości przeradzającej się w obłędną zazdrość, która kierować może do degeneracji, a w efekcie do unicestwienia obiektu adoracji.

Japońska autorka wprowadza autotematyzm, metafikcję, metatekstowość w obręb głównej narracji, nie tylko czyniąc z bohaterki-narratorki pisarkę, ale prezentując zasadniczy zrąb jej najnowszej powieści, tym razem o maszynistce, która utraciła głos. Początkowo paralelna historia wpleciona w opowieść o wyspie, zdaje się metaforycznym subtelnym lustrzanym odbiciem rzeczywistości – kobieta bierze udział w kursie pisania na maszynie, zakochuje się w nauczycielu, ale nagle traci głos, toteż posługuje się maszyną do pisania, by móc komunikować się z ukochanym. Z czasem jednak opowieść wchodzi w mroczne, demoniczne rejestry, zaczyna przywodzić na myśl makabryczną baśń. Groza z fikcji narratorki (ha! fikcja w fikcji?) niepokojąco koresponduje z jej codziennością. Wiele elementów i punktów w obu światach okaże się zdumiewająco i przerażająco zbieżnych, a nawet nierozerwalnych jak awers i rewers, recto-verso, pozytyw i negatyw. Choćby sekretny pokój w domu narratorki oraz dzwonnica w jej powieści (w zależności od interpretacji jedno i drugie będzie więzieniem, „złotą klatką”, miejscem zamierania albo utopijną wyrwą w czasoprzestrzeni jako kontra do dystopijnej wizji świata-wyspy, azylem, miejscem bezpiecznym) czy cisza – jeden z częstych motywów w prozie Ogawy, o szerokim polu semantycznym, konotujący rozmaite obrazy i w zależności od uruchomionych kontekstów otworzy nowe przejścia interpretacyjne. To, co rozgrywa się w ciszy, opalizuje znaczeniami.

Co ciekawe, im bardziej dynamicznie i prężnie zaczyna działać tajna policja, tym więcej rzeczy ginie, a wyspa pokrywa się śniegiem, który jakby celowo nie dopuszczał do głosu (!) wiosny, tłumił dźwięki, wyciszał (!) nie tylko kakofonię, ale i melodię, muzykę przestrzeni, włączał w obręb siebie poszczególne elementy i ludzi, by pewnego dnia rozpłynąć się wraz z nimi. W tej perspektywie zastanawiające jest zakończenie powieści, wskazujące na, można rzec, zaburzoną cykliczność, anomalię, odchylenie, paralaksę, skazę. A owe mankamenty, odstępstwa bardzo mocno otwierają i/czy uwypuklają różne dychotomie, jak przykładowo „prawda-fikcja” czy „wolność-uwięzienie/zniewolenie”. Ciekawym tropem jest odwrócenie ról i obrazów – o ile w pierwszych odsłonach powieści wydaje się, że mieszkańcy, którzy nie tracą pamięci, są napiętnowani, naznaczeni (ale… przez kogo/co? przez system? kto zarządza „tajną policją? trochę Kafkowskie…), co prawda, nikt ich nie denuncjuje, nikt otwarcie nie wskazuje miejsc ich ukrycia, niemniej jednak ich status jest niepewny, ryzykują życiem, o tyle blisko finału odsłania się na moment inna ścieżka interpretacyjna – są wybrani, a spośród nich nieliczni mogą przeżyć, by odbudować czy przebudować świat-wyspę po dokonaniu się tego, co powinno się dokonać, czyli anihilacji, unicestwienia. Pytanie, czy w takim razie sytuacja po „wskrzeszeniu” wyspy nie powtórzy się, nie okaże się błędnym kołem, paranoiczną cyklicznością gubienia-utraty-odbudowy-gubienia-utraty? A może wyspa jest iluzją, literackim eksperymentem, łabędzim śpiewem demiurga. Albo parabolą codzienności, w której gubimy, tracimy, lecz w nadmiarze bodźców, ekstatycznych impulsów, ludzi i rzeczy nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, nie jesteśmy świadomi – do czasu, aż sami nie zaczniemy znikać, aż części naszego ciała nie rozpłyną się, aż nie pozostanie po nas nic z wyjątkiem przepaści…

W oryginale tytuł kieruje uwagę na „sekretny kryształ” i taki drobny element pojawi się w powieści. Jakkolwiek warto odczytywać ów kamień jako metaforę, rozszerzyć jego znaczenie na serce, a wtedy czytelnik otrzyma kolejny klucz do drzwi, za którymi skrywa się inna droga interpretacyjna. W polskim tłumaczeniu wybrano intrygującą i dobrze korespondującą z treścią frazę „podziemie pamięci”. Narratorka przy pomocy R. usiłuje (a raczej udaje przed nim, że próbuje) odzyskać wspomnienia, poprzez konfrontację z ocalałymi „rzeczami utraconymi”, jej zadaniem jest zejść w głąb „podziemia pamięci”, niejako „nieświadomości” pamięci*, by wydobyć pogrzebane okruchy, odłamki, odpryski reminiscencji. Ale pojawia się w opowieści przypuszczenie, że to geny są odpowiedzialne za zdolności przechowywania przeszłości w pamięci. I znów – japońska pisarka prowadzi odbiorcę w nowe rejony. Takich zaskakujących przejść, zamaskowanych pułapek, aporii, „nierozstrzygalników” w utworze jest sporo – czekają na otwartych czytelników-interpretatorów, fascynujących się literackimi eksperymentami, wędrującymi między słowami, za dźwiękami, pośród ciszy i milczenia.

Wielowarstwowa, wieloznaczna powieść Ogawy Yōko „Podziemie pamięci” jest ministudium tyleż rozpadu, ile gubienia istnienia. Zanikanie „ja” i świata zaczyna się jako powolny proces, od detali, z czasem jednak nabiera rozpędu i pochłania coraz więcej, aż powoduje rozstrój, dysharmonię, zaburza równowagę.

Świetna.

——————

Ogawa Yōko, Podziemie pamięci, z jap. przeł. Anna Karpiuk, Tajfuny, Warszawa 2022.

Zgodnie z zapisem dalekowschodnim nazwisko poprzedza imię.

* Zamiast jednak wybierać psychoanalizę do zagłębiania tekstu japońskiej pisarki, moim zdaniem lepiej wybrać hermeneutykę.

*

W powieści znajdzie się także kilka detali znanych polskiemu czytelnikowi z powieści „Miłość na marginesie” z 1991 roku – między innymi kwestie stenotypisty, placów (i „percypowania”, odbierania rzeczywistości za pomocą dotyku) czy ciszy. Artefakty, pamięć, milczenie i cisza pojawią się także w powieści z 2000 roku – „Muzeum Ciszy”.

*

Podczas czytania moje najsilniejsze skojarzenia były z poezją Krystyny Miłobędzkiej, prozą Magdaleny Tulli (pisałam tylko o dwóch tu i tu^^’, a warto w zasadzie wszystko, co wydała) i „Pogrzebanym olbrzymem” Kazuo Ishiguro.

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s