„Pyłek dryfujący w kosmosie”. Parę myśli o „Końcu śmierci” Liu Cixina

„Koniec śmierci” to trzeci tom „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” – w tekście możliwe spoilery do poprzednich tomów („Problem trzech ciał”, „Ciemny las”)!

Opowieści baśniowe, pełne czarów, onirycznego przemierzania kosmosu przez eksploratorów-podróżników czasu i przestrzeni bywają piękną iluzją, mrzonką. Ale owe rojenia mogą drogo kosztować, jeśli się uwierzy w ich realność i zechce idyllicznie, niefrasobliwie, wręcz nonszalancko traktować niezmierzoną, ciemną noc wielowymiarowego Wszechświata. A to mroczna, przerażająca otchłań, pełna pułapek, ukrytych przejść, zawiłych labiryntów, „bezdenna przepaść”.

Zaczyna się od tajemniczego, pełnego zagadkowych sformułowań fragmentu wstępu do eseju, szkicu czy pamiętnika o przewrotnym tytule „Przeszłość poza czasem”. W kilku akapitach ktoś pisze, że chciałby stworzyć ramy historii, pewnych wyimków (z) przeszłości, by były w stanie przetrwać i dotrzeć do nowego wszechświata. Następnie jesteśmy świadkami upadku Konstantynopola w 1453 roku. Do Konstantyna IX przychodzi prostytutka Helena, która mówi, że dzięki magicznym predyspozycjom potrafi zabić sułtana i tym samym powstrzymać wojska Imperium Osmańskiego. Na dowód swoich magicznych zdolności przedstawia kielich wydobyty z cesarskiej ukrytej komory pod kościołem oraz… mózg jednego z pilnie strzeżonych więźniów. Zagadkę czarodziejskich umiejętności Heleny i jej oczarowania wielowymiarowością przestrzeni odnajdziemy w odległej przyszłości. Ale zanim to nastąpi powrócimy do znanego z tomu „Ciemny las” pierwszego roku ery kryzysu i dowiemy się, dlaczego samobójstwo popełniła fizyczka Yang Dong, córka Ye Wenjie, która zainicjowała kontakt z Trisolaris.

W czwartym roku ery kryzysu spotkamy bohaterów kolejnych pomysłów ludzkości na przetrwanie zagłady. W stanie terminalnym raka dwudziestoośmioletni Yun Tianming, odludek, zamknięty w sobie, pod naporem niemych pretensji siostry o finansowanie jego leczenia przez chorego ojca, decyduje się na właśnie umożliwioną przez rząd eutanazję. Zanim to jednak nastąpi, odwiedza go kolega ze studiów, by odwdzięczyć się za pomysł Yuna, na którym skorzystał i zarobił dużo pieniędzy – przekazuje mu pokaźną kwotę. Yun decyduje się na zakup (w ramach nowego programu „Gwiazda Naszym Przeznaczeniem”) gwiazdy dla ukochanej z czasów studenckich Cheng Xin. Ale ofiaruje ją dziewczynie anonimowo. Tymczasem niespodziewanie, gdy Yun przygotowuje się do eutanazji, Cheng Xin zjawia się ze zdumiewająco-przerażającą propozycją. Równolegle bowiem do projektu Wpatrujących się w Ścianę, pracowano nad planem Klatki Schodowej z wykorzystaniem sond kosmicznych…

„Wszechświat nie jest baśnią.” [s. 255]

Chiński pisarz Liu Cixin (ur. 1963) w finalnym tomie serii „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” – „Koniec śmierci” wydanej w 2010 roku – zabiera czytelnika w niezwykłą, pełną dramatycznych wyborów podróż po wielowymiarowym Wszechświecie. Wątków (programów, projektów, pomysłów, odkryć dokonywanych przez ludzi nauki i techniki), bohaterów (pojawi się między innymi Luo Ji jako Dzierżyciel Miecza i jako osobliwy kurator tyleż muzeum, ile swoistych nagrobków ludzkości), zwrotów akcji, suspensów, zawirowań czasoprzestrzennych, rewolt, gry motywami będzie mnóstwo – w dużej mierze udanych. W pamiętnikowo-eseistycznym tekście „Przeszłość poza czasem”, którego autora-narratora poznamy w finale, podsumowywane są różne etapy historii ludzkości od ery kryzysu, niekiedy pojawiają się wyjaśnienia czy rozwinięcia zasygnalizowanych w powieści kwestii, problemów, sytuacji i wyborów podjętych zarówno przez decydentów rządowych, jak i przez poszczególne postacie.

Autor poza wprowadzeniem dwugłosu narracyjnego (opowieść o dziejach w kolejnych epokach i „Przeszłość poza czasem” – paralelne teksty, które w pewnym momencie się łączą) ponownie sięga po chwyty z wcześniejszych tomów – w sposób przemyślany posługuje się retrospektywnymi obrazami i antycypacjami, wykorzystuje symultaniczność, równoczesność „wydarzania się”, „dziania się”, żongluje elementami typowymi dla pamiętników, fragmentami protokołów z procesów, instrukcją gry, pieśniami. Intrygującym pomysłem jest wplecenie w opowieść trzech połączonych ze sobą baśni, będących sposobem na (za)szyfrowanie informacji poprzez wielowymiarowe metafory, stanowiących szaradę, łamigłówkę dla interpretatorów. Chiński pisarz wykorzystuje schemat baśni do oswajania nieznanego, poznawania Innego, odsłaniania kart adwersarza, ale każdy obraz w baśni multiplikuje znaczenia, otwiera szeroką perspektywę odczytań, prowadząc licznych badaczy na manowce. Czytelnik zostaje wciągnięty do tej (roz)gry(wki). W odpowiednim momencie autor zdecyduje się zdekodować-odcyfrować część przekazanych wskazówek.

Będziemy śledzić, jak kolejne pomysły naukowców na obronę ludzkości przez potencjalnymi atakami z ciemnego lasu zostaną tyleż rozwinięte, ile zdekonstruowane. Ich plany i wizje niejednokrotnie będą musiały zmierzyć się zarówno z politycznymi decydentami czy finansowymi problemami, jak i oporem ze strony jednej, lecz niezwykle wpływowej osoby. Okaże się ona swego rodzaju Mistrzem gry wybranym przypadkowo (a może tak miało być?), kierującymi się sercem, wrażliwością, stojącym po stronie życia, jakkolwiek poprzez swoje wybory wywołującą dramatyczne wydarzenia i wprawiającą czytelnika czasem w konsternację. Dlatego (podobnie jak było to z Luo Ji) odbiór społeczny wizerunku tej osoby zmienia się kalejdoskopowo – od nadziei, poprzez uwielbienie, afirmację, gloryfikację, niemalże kult, czczenie, aż po pretensje, obwinianie i nienawiść. Liu Cixin zastanawia się jednak, czy rzeczywiście w ręku jednego człowieka leży los Ziemi. Nieco absurdalnym wydaje się myśl, żeby pojedynczy człowiek, pociągając za sznurek (dokonując decyzji), kieruje dziejami. Nieprzewidywalność innych ludzi, powiązania między nimi, zmiany w nich zachodzące na przestrzeni setek lat determinują cząstkowo przyszłość. Bo na to, co się zdarzy, wpływ mają także czynniki „zewnętrzne”, w tym w dużej mierze spoza Układu Słonecznego, a zatem  wychodzące z „ciemnego lasu” ataki. Może jest tak, jak powie jeden z bohaterów – „Stanie się, co ma się stać.” [s. 368] A może to coś w rodzaju… efektu motyla?

Liu porusza w powieści kwestie związane z człowieczeństwem, pokorą wobec nieznanego (Wszechświata), manipulowaniem (między innymi informacjami), moralnością, prawem do osądu drugiej osoby, która znalazła się w ekstremalnych warunków (vide: procesy członków załóg statków z dnia Sądu Ostatecznego), czy wolności błędnie, opacznie rozumianej jako nieograniczona swoboda jednostki, ignorującej potrzeby i bezpieczeństwo innych (jednostek). Liu zdaje się pytać, czym tak naprawdę jest wolność, jak ją definiować, kto decyduje o granicach. Te aspekty rozwija między innymi w kontekstach relacji z innymi cywilizacjami (vide: Trisolarianami) i międzyludzkich stosunków, wzajemnego poszanowania, problemu migracji, przymusowego przesiedlenia, groźby odcięcia od surowców naturalnych i od technologii, prowadzących do walki o przetrwanie najsilniejszych (ich orężem będzie przemoc, a jeśli dosięgnie ich głód, to być może zdecydują się na kanibalizm), nierówności wobec śmierci (vide: zamożni, których stać na promy kosmiczne, teoretycznie mają większe szanse na przeżycie). A to część problemów, które chiński pisarz stawia przed czytelnikami-deszyfratorami.

„Koniec śmierci” Liu Cixina jest pełną fajerwerków ekspedycją penetrującą mroczną stronę psychiki człowieka i jego zachłanności, nienasyconych pragnień do eksploracji, aneksji kosztem innych istot. To opowieść między innymi o dokonywaniu wyborów i wzięciu za swoje decyzje odpowiedzialności, o ucieczce, rejteradzie i walce, o pokorze i pysze, a przede wszystkim o kruchości istnienia. Wszyscy jesteśmy jak pyłek dryfujący po wielowymiarowej, nieodgadnionej, zagadkowej czasoprzestrzeni Wszechświata. W tym ciemnym lesie jesteśmy głośno plączącym, przerażonym dzieckiem.

——————

Liu Cixin, Koniec śmierci, przeł. Andrzej Jankowski, wyd. 1 (dodr.), Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2021.

Zgodnie z zapisem dalekowschodnim nazwisko poprzedza imię.

W tej części wybór głównego bohatera – bohatera prowadzącego czytelnika po czasoprzestrzeni (w drugim tomie był Luo Ji, w pierwszym byli głównie Ye Wenjie, Wang Miao, Shi Qiang) – nie spełnił moich dużych oczekiwań, dlatego poczułam lekkie rozczarowanie jedną z warstw powieści. A zakończenie? Hm.

Autor: Luiza Stachura

2 uwagi do wpisu “„Pyłek dryfujący w kosmosie”. Parę myśli o „Końcu śmierci” Liu Cixina

  1. Poprzednie 2 tomy przeczytałem, a właściwie pochłonąłem, błyskawicznie. Liu wywarł na mnie wrażenie swoją wiedzą i nieograniczoną wyobraźnią (np. idea ciemnego lasu). „Koniec śmierci” jest kontynuacją historii kontaktów z obcą cywilizacją, jedną z możliwych, ale trochę mnie zawiódł, szczerze mówiąc. Właśnie chyba z powodu, który sama „wytknęłaś” pisarzowi: pojedynczy człowiek kieruje losem ludzkości. Pojawił się już kolejna książka Cixina, „Era supernowej” – oczywiście mam zamiar „rzucić się” na nią zaraz po skończeniu obecnej lektury (Elsberg).

    1. Słyszałam o „Erze supernowej”, ale postanowiłam poczekać, zrobić dłuższą przerwę po „Końcu śmierci”, bo obawiam się, że mój czytelniczy zawód może wpłynąć na tę książkę. Daj znać, jakie będą Twoje wrażenia po przeczytaniu „Ery supernowej”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s