„Pieniądze to koncentrat utopii.”* Słów parę o powieści „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” Kurta Vonneguta

Zakrzywione, przerysowane proporcje i detale portretu w poszczególnych załomach oraz przejściach między kolejnymi liniami czy punktami odsłaniają więcej niż pozornie zgodny z percypowaną rzeczywistością szkic. W tych wykoślawionych elementach, powiększających wybrane aspekty, otwiera się anamorficzny labirynt luster wystawiający na próbę ciekawskich.

Młody kombinator, prawnik Norman Mushari podczas pracy w kancelarii McAllister, Robjent, Reed i McGee został oczarowany bajońską sumą pieniędzy należącą do jednych z klientów – rodziny Rosewaterów. Zgodnie z poradą starego McAllistera przed laty Rosewaterowie, by uniknąć podatków spadkowych, powołali Fundację Rosewatera oraz Korporację Rosewatera. Ta druga zajmuje się zarządzeniem kapitału, zaś ta pierwsza generuje dochody, z których mogą dowolnie korzystać kolejni dziedzice fortuny. Tymczasem Eliot, jedyny syn senatora Rosewatera i obecny prezes, zajął się… filantropią. Pojechał do rodzinnego (z zamierzchłych czasów) miasteczka Rosewater, gdzie poza pracą w ochotniczej straży pożarowej wspierał finansowo i duchowo najbiedniejszych. Wielu mówi, że zwariował. W statucie Fundacji zaś kryje się zapis, iż każdy członek zarządu uznany za niepoczytalnego zostanie odwołany. A że Eliot nie ma dziecka, bo z żoną Sylvią, która przeszła już kilka załamań nerwowych i obecnie wypracowała nową, trzecią osobowość, właśnie się rozwodzą, to jedynym spadkobiercą może okazać się mieszkający w Rhode Island biedny daleki krewny, Fred Rosewater. I te bardzo sprzyjające przechwyceniu znacznej sumy pieniędzy okoliczność będzie chciał niecnie wykorzystać Mushari.

W brawurowej, tragikomicznej satyrze na amerykańskich żłopaczy z Rzeki Forsy o przewrotnym tytule „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” z 1965 roku, amerykański pisarz Kurt Vonnegut (1922-2007) przy pomocy między innymi hiperbolizacji utka absurdalną i momentami groteskową opowieść, którą odczytywać można na kilku poziomach, uruchamiając dowolne konteksty oraz motywy. Nic tu nie jest jednoznaczne, nic czarno-białe. Czytaj dalej