Nie-miejsce. Kilka myśli na marginesach powieści „Oneiron” Laury Lindstedt

W sieciach zależności, w poplątanych niciach, czasem tak cienkich jak pajęcze, lecz niezwykle mocnych, trudnych do zerwania, uwikłane, pokiereszowane ciała i dusze przeżywają upokorzenia, ból, przemoc psychiczną i fizyczną. Dręczone przez koszmary, łatwowierne, naiwne, krytykowane, oceniane. Inni zawsze wiedzą lepiej, co powinny zrobić, jak się zachować, co wybrać, co powiedzieć. Narastająca frustracja, złość, nienawiść, poczucie krzywdy sprawiają, że potykają się co chwilę, popełniają trudne do naprawienia błędy, pogrążają się w mroku, zabijają swoją radość (z) życia i pogodę ducha. Ale czym okaże się to poszukiwane wyzwolenie z matni, otchłani? Obojętnością? Beznamiętnym, wyzbytym emocji wzruszeniem ramion, odwróceniem wzroku i podążeniem w głąb siebie oraz swoich pragnień i marzeń? A może…

Nastoletnia Austriaczka Urlike trafia do białego nie-miejsca, dziwnej przestrzeni poza czasem i bez wyraźnych konturów, gdzie wyobraźnia kreuje kształty elementów. Otacza ją sześć kobiet – każda innej narodowości, posługująca się odmiennym językiem. Pierwsza jest anorektyczką, amerykańską kontrowersyjną performerką żydowskiego pochodzenia o przybranym imieniu Shlomith. To będzie Przewodniczka po nie-miejscu. Druga to Rosjanka Polina, gaduła, której nikt nie chce słuchać, topiąca rozpacz i samotność w alkoholu i książkach. Następnie Brazylijka Rosa Imaculada z przeszczepionym sercem, Francuzka Nina w ciąży bliźniaczej, Holenderka chora na raka krtani, wyłysiała z czerwoną peruką Wlbgis i jeszcze pochodząca z Senegalu Maimuna, młoda przemytniczka. Kobiety decydują, że sztuczne włosy Wlbgis to będzie ognisko, wokół którego zgromadzą się. Urządzą prowizoryczny dom, wytyczając ze swoich ubrań granice w bezkresnej i przerażającej bieli. Te gesty kreacyjne mają im pomóc odnaleźć w mrokach niepamięci i wyartykułować swoje opowieści. Każda z nich odtworzy wydarzenia poprzedzające ich przybycie, nagłe zjawienie się w tym nie-miejscu. Zmierzą się z błędnymi decyzjami, negatywnymi emocjami, bólem i cierpieniem. Wypowiedzenie przed innymi kobietami albo tylko przywołanie w głowie obrazów i urywków słów, rozmaitych chwil i myśli będzie formą oswojenia się (siebie) z prawdą, przygotowaniem do zmierzenia się z rzeczywistością, pogodzeniem się z tym, co się zdarzyło, z dokonanymi wyborami, przebytymi drogami.

Fińska pisarka Laura Lindstedt (ur. 1976) debiutowała powieścią „Sakset” w 2007 roku, przez kolejne osiem lat tworzyła swój drugi utwór – „Oneiron. Fantazja o kilku sekundach po śmierci”, opublikowany w 2015 roku. I jest to książka, w której widać literaturoznawcze wykształcenie autorki, jej swobodę balansowania po kodach (pop)kulturowych i znakach. Gra bowiem koncepcjami narratora (narratorów) i form narracji, polifonicznością, wielogłosowością, fragmentarycznością czy rozmaitymi schematami fabularnymi (ot, choćby na przykład: powieść obyczajowa, konfesyjna, erotyczno-pornograficzna*, poemat dygresyjny, sztuka teatralna z charakterystycznymi dla niej dialogami i didaskaliami, baśń, list, powieść kryminalno-detektywistyczna, powieść szkatułkowa czy inicjacyjna), nie brakuje elementów charakterystycznych dla przykładowo: strony internetowej z bieżącymi wydarzeniami (wraz z komentarzami!), klepsydry (tu: zawiadomienie o śmierci), reportażu, literatury faktu, eseju, traktatu, tekstu literaturoznawczego, tekstu kulturoznawczego, rozprawy naukowej (nawet przypisy się pojawiają – jednakże nie będą spreparowane, lecz odnoszące do autentycznych tekstów). Co ciekawe, autorka wprowadzając artykuły z gazet i Internetu, starannie imituje układ szpalt, rozplanowanie elementów i grafiki. Lindstedt żongluje motywami, znakami, tropami, symbolami (elementami nie tylko takimi jak włosy, ciało, ale także jak kolory, barwy, dźwięki, cisza – wytarzanymi przez nie napięciami, zależnościami, uwikłaniami), słowami i frazami z rozmaitych języków (głównie angielskiego, ale też hebrajskiego, francuskiego, hiszpańskiego), (pop)kulturowymi odniesieniami, wprowadza liczne dygresje, nawiązania, aluzje (związane ze sztuką, z literaturą, filozofią, kulturami, religiami…), (krypto)cytaty, stylizacje (teatralne, prasowe – vide: wycinki i artykuły z gazet czy wywiady). A i to nie wszystko w tym dynamicznym labiryncie, swoistym nieustannie zmieniającym aranżację muzeum snu, onirycznym majaczeniu, wykorzystaniu poetyki snu, narracji marzenia sennego (nieoswojonej, rwącej, fragmentarycznej, rozbitej, rozbłyskującej, surrealistycznej, irracjonalnej), fantazjowania (także o umieraniu i tym, co po śmierci). Rozrzuca te tropy w nie-miejscu, czyli w (szeroko pojętym) „pomiędzy”, w zawieszeniu, na pograniczu, w przewrotnym limbo, poczekalni (jak na dworcu, w przestrzeni przesiadkowej), przedsionku (piekła-nieba?**), w „tymczasowości” trwającej – jeśli podążyć tropem podtytułu – kilka sekund.

„Tylko pokazuję, nie stawiam twierdzeń. Reszta to interpretacja.” [s. 269]

Autorka eksploruje i penetruje aspekty związane z takimi kategoriami jak „cielesność” i „ciało”, „nagość”, „zmysłowość”, „seksualność” czy wreszcie „kobiecość”. Zestawia rozmaite „atrybuty”, charakterystyczne, zakodowane w kulturze i w społecznym odbiorze elementy jak włosy (vide: Wlbgis, która tracąc włosy, czuje się naga, ogołocona, można zaryzykować twierdzenie, że mniej kobieca; a po utracie głosu, zostaje pozbawiona reszty praw), ciało (vide: performance Slomith i jej anoreksja, z której uczyniła sztukę), ubrania (scena-moment, gdy bohaterki rozbierają się, by ze swoich strojów wytyczyć granicę „domu”, są nagie, a więc bezbronne, pozbawione prowizorycznej ochronny, kostiumu-maski, są w stanie zatem być autentyczne i szczere). Rozłożone na czynniki bohaterki mogą zacząć mówić i myśleć to, co chcą. Wyrwane z gorsetu i rygoru społeczeństwa, oczekiwań, wyznaczonych ról. Ale nawet w takiej scenerii w ich myślach odbija się to, co wypada, co zgodne z konwenansami, same się retuszują, poprawiają, korygują. I chyba gdzieś w tych rozdźwiękach, rozpadach między tym, co mogłyby wspólnie, w takim nie-miejscu pełnym bieli, wypowiedzieć, wykrzyczeć, uświadomić sobie, a co tak naprawdę mówią, odczuwam niedosyt, czegoś mi brakuje, czegoś nieuchwytnego.

Zastanawiam się, ile tak naprawdę wnosi ta przebieżka poprzez rozmaite formy narracji, choćby wywiad-wyznanie, konfesja i zapis performance’u Slomith, baśniowa konwencja historii Ulrike, przywodząca na myśl sztukę teatralną opowieść Rosy, intymne, pozornie nieśmiałe, ale pełne goryczy i żalu wspomnienia Wlbgis, nieco podobny do strumienia świadomości monolog wewnętrzny Poliny, quasi-enumeracyjne ciągi, wypunktowanie w prezentowaniu życia Niny, dziewczęce marzenia-rojenia opowiadane przez Maimunę. Może to jedynie zabawa formami, schematami, skostniałymi strukturami, które autorka rozbija, rozkłada, przekłada, de(re)konstruuje, kalejdoskopowo przemienia. Dodaje do nich na wzór laboratoryjnych testów i prób takie składniki jak: magiczność, baśniowość, oniryczność, kontrowersyjność, szokowanie, śmiałą erotykę, pornograficzność, konfesyjność, „intymistykę”. Nadbudowuje czy komplikuje to komentarzami o charakterze między innymi krytycznym, kulturoznawczym, społecznie zaangażowanym, eseistycznym. Efektem jest intrygująca, wielopiętrowa wieża.

Przemoc wobec kobiet, opresyjność społeczno-kulturowa wyzierająca z opowieści bohaterek, zdaje się pretekstem do mówienia o tożsamości kobiety w ogóle, jej świadomym kształtowaniu osobowości, wyznaczaniu miejsc(a) w świecie, decydowaniu o sobie, wyciąganiu wniosków z doznanych krzywd, przykrości. Bo, co ważne, w przypadku Ulrike czy Slomith to matki (kobiety!) stają się tymi, które usiłują nagiąć postawę swoich córek, pragną kierować nimi, wytyczyć im życie zgodnie z wyznawanymi przez siebie (albo wbudowanymi przez tradycję czy społeczność) wartościami. Z drugiej strony pojawia się Rosa, której niebaczne zachowanie doprowadziło do tragedii, albo Polina odcinająca się od ludzi, zamykająca się w świecie literatury i delirycznego dryfowania czy Nina świadoma zdrad swojego męża i mimo to wybierająca życie z nim (albo jego majątkiem – jak kto woli odczytywać ten segment opowieści). Slomith doświadczy opresyjności i presji społecznej, zwłaszcza wchodząc w utopijny projekt kibucu. Maimuna zostanie wykorzystana, łudzona możliwością spełniania swoich marzeń, wyrwania się spod wpływu ojca i jego decyzji o jej ślubie z wyznaczonym mężczyzną. Wlbgis będzie cierpiała przez syna, który nie zawaha się jej uderzyć. W nie-miejscu, w bieli (oznaczającej między innymi niewinność, odnowę duchową, odrodzenie, żałobę, a w malarstwie ciszę), w której dokonują swoistej ablucji, rytualnego, obrzędowego oczyszczenia-spowiedzi, kobiety-bohaterki utworu mają możliwość zrekapitulować swoje wybory, dokonać radykalnej akceptacji, przestać zaprzeczać faktom. Dopiero po tym akcie będą w stanie wydostać się z otchłani.

„Oneiron. Fantazja o kilku sekundach po śmierci” Laury Lindstedt to gęsto utkana, pełna dygresji i parentez powieść-eksperyment literacki, zaproszenie czytelnika do dialogu i do gry. Może wszystko to żart, zwykła fantazja? Wielopiętrowy i wielopoziomowy labirynt, który skonstruowała fińska pisarka, dla niektórych może okazać się przekombinowany, „przesamplowany”, zbudowany z mnóstwa detali i obiektów różnych wymiarów (nie)rzeczywistości, w pewnych rejonach dryfujący, niezakotwiczony, nazbyt płynny (popopo[…]nowoczesny, post[…]modernistyczny), niedookreślony, jakby otwierał (nie-)miejsce dla odbiorcy, który może dopowiedzieć i dopisać całkiem sporo albo może pozostać w takim zawieszeniu jak bohaterki, czyli pełen domysłów. Intrygująca, niejednoznaczna literatura, nęcąca, zmysłowa i intelektualna, eklektyczna, stosująca mechanizm przyciągania-odpychania, pozwalająca na układanie z niesfornych, rozrzuconych, niekompletnych fragmentów obrazu ról społecznych kobiet, ich uwikłania w polityczne, obyczajowe, kulturowo-religijne przemiany, budowania tożsamości i własnej wartości nie w oparciu o to, co „zewnętrzne”, kruche, kapryśne i zmienne.

——————

Laura Lindstedt, Oneiron. Fantazja o kilku sekundach po śmierci, przeł. Sebastian Musielak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2021.

* Mam nadzieję, że czytelników/czytelniczki nie odrzuci śmiała scena seksu na pierwszych stronach książki, chociaż dla wielu może być kontrowersyjna. O dziwo, została dobrze sfunkcjonalizowana i ciekawie łączy się z ostatnimi scenami życia Ulrike, gdy docieramy do jej utrzymanej w baśniowej konwencji opowieści bliżej finału. Autorka dobrze wie, co robi. Pytanie, czy odbiorca jest gotowy zaryzykować oraz pozwolić się (siebie) uwieść i… uwieźć, ha!

** Trochę jak w filmie „Piekło i niebo” z 1966 roku w reżyserii Stanisława Różewicza.

*

Sformułowanie „nie-miejsce” to nawiązanie do terminu francuskiego antropologa kulturowego Marca Augé.

*

Wydaje mi się, że całkiem ciekawie odczytywać można tę powieść poprzez fenomenologię.

*

W czasach licealnych czytałam książki Manueli Gretkowskiej („My zdies’emigranty”, „Tarot paryski”, „Kabaret metafizyczny”, „Podręcznik dla ludzi”), utkane z licznych wstawek (pop)kulturowych i kulturoznawczych. Coś podobnego – ale na większą skalę – jest w powieści Lindstedt. Oczywiście chwyt ten odnaleźć można u innych autorów – podczas czytania jednak najsilniej oddziaływały na mnie skojarzenia z wymienionymi utworami.

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s