Czas przemiel(ni)ony. Jedynie parę słów o „Pradawnej łodzi” Zhang Weia

Stare młyny mielą czas. Bez względu na rozpad kolejnych elementów świata, narodziny i śmierć, krwawe walki, zemsty i płonne, kruche marzenia. Zhang Wei, "Pradawna łódź"Może ten czas przemielony ulegnie przemienieniu. Może po łzach, krzywdzie i cierpieniu przyjdzie nadzieja, jak w ciemności rozbłyska światło, a w wyschniętych korytach rzeki pojawia się woda.

„(…) najprostsze słowa mają największą moc.” [s. 317]

Wioska Wali niegdyś była otoczona murami, jak i wiele innych miejscowości w chińskich (bezkresnych) przestrzeniach. Po latach ostały się ruiny, ale były jednym z mniej czy bardziej pamiętanych symboli dawnej świetności. Podobnie rzecz się miała z odnalezionym w wysychającej zatoce statkiem – pradawną łodzią, swego rodzaju przypomnieniem czasów, gdy Wei była ośrodkiem handlowym. Tymczasem wody w rzece ubywa, jakby ktoś ją potajemnie kradł. Na szczęście ostała się fabryka makaronu z fasoli mung słynnej marki Biały Smok. Ale i jej los chwieje się w niepewności zmiennych czasów, ludzkich serc, kolejnych przemian politycznych, których echa i grzmoty uderzają jak niegdyś piorun w świątynię w Wali, by zdruzgotać, zdewastować, wyniszczyć.

Mieszkańcy wioski należeli głównie do trzech klanów: najzamożniejszego i najlepiej prosperującego Sui oraz Zhao i Li. W świetnej powieści z 1987 roku „Pradawna łódź” chińskiego pisarza Zhang Weia (ur. 1956) zawarł tragiczne, burzliwe, pełne cierpienia, łez, upokorzenia, bólu losy i dzieje kolejnych pokoleń tych rodów. Obserwujemy ich zasadniczo przez połowę XX wieku obejmującą wprowadzoną przez Mao reformę rolną, kampanię przeciwko prawicowcom, kampanię Wielkiego Skoku, klęskę głodu, rewolucję kulturalną i działania czerwonogwardzistów, aż po upadek Bandy Czworga i myśli o przyszłości Chin na arenie międzynarodowej jako rywala Stanów Zjednoczonych i Rosji w dominacji nie tylko gospodarczej czy technologicznej, ale i kosmicznej, o której śmiałe plany snuć będzie kilku bohaterów.

„Człowiek powinien nieustannie zagłębiać samego siebie.” [s. 310]

Powieść Zhanga jest tyleż sagą rodzinną, ile panoramą, spojrzeniem na fragment współczesnej historii Chin i próbą rozrachunku, rewizję, przyczynku do analizy charakteru i osobowości Chińczyków (choćby walk o dominację różnych stronnictw, frakcji, snucia intryg, przebiegłości, podstępności, wyrachowania, ale nie tylko – także myśli prospołecznych, egalitarnych), a egzemplifikacjami są przedstawiciele trzech różniących się od siebie rodów oraz postacie występujące tyleż obok, na obrzeżach, ile jako „pomosty”. Zwłaszcza na uwagę zasługują miejscowy lekarz Guo Yun i Zhang Wang niejako „pośredniczka” i „łączniczka” między ludźmi, ale i między światem zmarłych, wróżbiarka i odprawiająca rytuały pogrzebowe, nieco przywodząca na myśl przewrotną archetypiczną czarownicę, jedna z najciekawszych bohaterek w powieści. Jako drogowskazy dla rodu Sui w zrozumieniu chińskich i lokalnych przemian na przestrzeni wieków i lat będą funkcjonowały trzy teksty: „Manifest komunistyczny” i „Pytam niebiosa” starożytny klasyczny poemat Qu Yuana (nieustannie zagłębiane przez Baopu, zwłaszcza pierwszy z wymienionych) oraz „Księga morskich szlaków”, podręcznik do nawigacji (stanowiący punkt odniesienia, swego rodzaju busolę dla Buzhao). Zagłębianie kolejnych fraz, próby hermeneutycznego czytania będą żmudnym zajęciem i nie przyniosą łatwych odpowiedzi.

Suiowie należeli niegdyś, przed komunistycznymi rządami, do elity. Byli wpływowi, majętni, posiadali rozległe kontakty, prowadzili rozliczne interesy, ich chęć i odwaga do działania, podejmowania wyzwań zakończyła się w zasadzie w pokoleniu synów Sui Hengdego – Yingzhi, który obrał wykształcenie zachodnie, prowadził prężnie biznesy rodzinne, a Buzhao… uciekł w morze, gdzie szukał swojej wolności. Powrócił przed tragiczną śmiercią brata podczas kolejnych fal reformy rolnej. Z licznych wojaży Buzhao przywiózł legendy i opowieści o morskich przygodach, chętnie słuchanych przez mieszkańców Wali w zasadzie bez względu na okoliczności i deliryczny stan opowiadacza-narratora. Yinzghi pozostawił Baopu, syna z pierwszego małżeństwa, oraz Jiansu i Hanzhang, syna i córkę z drugiego związku. Czasy ich dzieciństwa przypadły na czas kampanii przeciw prawicowcom, reformy rolnej i kolejnych zarządzeń Mao, Baopu jako najstarszy był też świadkiem przerażającej śmierci macochy, Huizi, i postanowił nigdy o tym nie mówić rodzeństwu, podobnie jak o wielu innych wstrząsających, traumatycznych wydarzeniach.

Drugim rodem jest klan Zhao, którego główny przedstawiciel w powieści to Zhao Bing zwany przez wszystkich w Wali Czwartym Panem. Jego postawa, opanowanie, można rzec – majestat, sprawiały, iż ludzie chętnie radzi się go, brali pod uwagę jego zdanie, prosili o pomoc. Ale to przewrotna postać. Jakże okrutna i wyrachowana, o czym czytelnik przekona się, gdy zagłębi kolejne odsłony opowieści, gdy zacznie układać odłamki prawdy, zbierać rozpryski i odpryski wspomnień, reminiscencyjnych obrazów. Ale z tego rodu pochodzi również Duoduo – nieokrzesany, brutalny mężczyzna, niegdyś przywódca jednej z najsilniejszych grup rewolucyjnych, członek miejscowej milicji, bezwzględny w torturach i biciu… Klan Li zaś jest rodem wynalazców i szaleńców, dlatego w myślach mieszkańców Wali stanowi synonim „dziwactwa i ekscentryczności”. Nikt ich nie rozumie, może poza Buzhao, który zaprzyjaźni się z rówieśnikiem Jiansu i Hanzhang, Li Zhichang. To młody eksperymentator, on zaprowadził mechanizację w fabryce makaronu, on też zelektryfikował wioskę. Zakochany w Hanzhang nieustannie próbował okazać swoje uczucia dziewczynie. Jego ojciec Li Qinsheng był innowatorem, wsławił się między innymi mechanicznym pługiem, traktorem wielofunkcyjnym, wynalazkami podczas jednej z nowych kampanii Mao czy wytworzeniem ciasta podczas klęski głodu, by uratować ludzi z Wali. Przeżycia i doświadczenia nieludzkiego czasu, dramatyczna śmierć żony i zbyt płonny umysł jak na rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, przyczyniły się do narastania w nim obłędu.

„Skąd się u nas bierze ta choroba nienawiści, okrucieństwa, krwiożerczości?” [s. 310]

Zhang Wei stworzył fragmentaryczną, nielinearną opowieść, czasy (czasoprzestrzenie) i historie przeplatają się, wracają we wspomnieniach, czasem sprawiają wrażenie paralelnych, symultanicznych obrazów, wydarzenia początkowo ledwo muśnięte, naszkicowane z kolejnymi odsłonami, jakby po opadnięciu mgły (niepamięci) czy odkryciu większości elementów (jak po dopasowaniu puzzli), uderzają z siłą w odbiorcę. Subtelnie wprowadza autor pejzaż mentalny – przemiany w przyrodzie odzwierciedlają ludzkie serca, emocje, pragnienia i odwrotnie, bo cykl natury i cykl życia człowieka są nierozerwalnie związane. Można zaryzykować twierdzenie, że o ile pradawna łódź, którą zabrano do stolicy (ku rozpaczy Buzhao) jako symbol niegdysiejszej morskiej dominacji, to symbol chińskiej historii, dziejów, o tyle Wali i jej mieszkańcy są synekdochą (czyli odmianą metonimii; a konkretnie pars pro toto, a zatem częścią zamiast całości) Chin i Chińczyków. Przerażająca, okrutna, bezmyślna przemoc ludzi, krwawe odwety, nienawiść, zdrady naznaczają licznymi bliznami mieszkańców Wali i samą wioskę (w skali „mikro” – Wali, a w wymiarze „makro” – Państwo Środka i wszystkich jej mieszkańców). Ich ślady, co prawda, w oficjalnych kronikach (pełnych luk, pisanych zgodnie z dominującą narracją) były, są i pewnie będą retuszowane, usuwane, modyfikowane, ale w pamięci chociażby Baopu zostały, przetrwały głęboko pogrzebane.

Tylko że chęć działania Baopu została sparaliżowana strachem, niejako przywiązana łańcuchami. Wybiera cichą rejteradę i siedzi całymi dniami w młynie-azylu. Milczy, wewnątrz cierpi, rozrywa go ból, targają nim rozmaite emocje, nękają go różne myśli, ale nie odezwie się chociażby do rodzeństwa. Przemyka jak cień, pokutujące widmo. Odrzuca kochające go kobiety – czekającą przez wiele lat Xiaokuni i uwielbiającą go Naonao. Tymczasem jego młodszy brat Jiansu to człowiek czynu. Ale czynu nie do końca przemyślanego, bo wynikającego z impulsywnego, porywczego charakteru mężczyzny. Pragnie działać, nie znosi inercji. Ostentacyjnie buntuje przeciwko kierowaniu fabryką przez Duoduo. Otwiera własny sklep „Supermarket Wali”, przy którym pomaga mu Zhang Wang. Mężczyzna decyduje się nawet na wyjazd do miasta, by dorobić się i wrócić w chwale do wioski, a następnie odzyskać fabrykę makaronu, która według niego powinna jak dawniej należeć do rodu Sui. Jego też, jak Baopu, trawi choroba. Zjada go od wewnątrz, wypala w nim znamię. Tego samego losu nie uniknęła i Hanzhang. Protekcja Czwartego Pana, który uratował ją w czasie rewolucji kulturalnej od Duoduo, i bycie jego „przybraną córką” zostały drogo okupione. Ale ona milczy. Tłumi w sobie uczucia, przez lata planuje ostateczne wyzwolenie, jakby sądziła, że musi chronić braci, a nie prosić ich o pomoc. Tragiczne pokolenie Sui obejmuje również krewnego Baopu, Jiansu i Hanzhang, Sui Dahu, który jako młodziutki chłopiec poszedł na wojnę i najpewniej zginął. Opowieści o jego niepewnej śmierci, próby odnalezienia odłamków historii o nim będą prześladowały zwłaszcza Jiansu. Fatum ciążące nad rodem Sui oraz odium, które na nich spadło w czasie przemian politycznych i dojścia do władzy przez Mao oraz kolejne fale przemocy w Wali, może zostać przełamane, gdy Baopu i jego rodzeństwo dojrzeją do podjęcia zdecydowanych, nastawionych prospołecznie działań. Takimi punktami przełomowymi będzie nie tylko załamanie stanu zdrowia Jiansu, odwet Hanzhang, ale moment, gdy najstarsze pokolenie zacznie odchodzić, niejako zabierając ze sobą widma, echa przeszłości – zarówno tej świetlanej, sprzed rządów Mao, jak i tej spływającej krwawymi rzekami. Nota bene, wysuszenie rzeki można odczytywać jako pokutę za czas bestialstwa – woda-życie została stłumiona przez nienawiść/krwiożerczość-śmierć. Takich symbolicznych momentów i elementów w powieści jest więcej.

Zaburzony „porządek rzeczy” i porządek świata, rozbita harmonia doprowadzają Wali i jej mieszkańców za każdym razem do amoku, upadku, rozlewu krwi, okrucieństwa, szaleńczych walk o władzę, a w konsekwencji degenerująco oddziałują na umysły i emocje, zwłaszcza po falach rozruchów, w momentach ciszy, udawanej stabilizacji, przemilczanych krzywd. Czym jednak jest ta władza upragniona przez wielu? Czy to tylko pieczęć, o którą toczyć będą boje kolejne grupy „rewolucjonistów”? A może władzę będzie miał ten, kto ukradnie pojemnik z radioaktywną substancją i ukryje go, skazując mieszkańców na domysły i niepewność odnośnie do bezpieczeństwa w przyszłości, narodzin zdrowych dzieci? Zagadnienie kierowanie społecznością (a w szerokiej skali – państwem), przewodzenie grupą ludzi będzie jednym z problemów nękających Baopu.

„Niektórzy czytają słowa. Inni czytają zdania. A ja czytam ducha książki.” [s. 454]

„Pradawna łódź” Zhang Weia jest przejmującą (przy)powieścią o człowieku, jego winie i odkupieniu, cierpieniu, wycofaniu, ostracyzmie, napiętnowaniu, rezygnacji, marazmowi, uwikłaniom w polityczne przemiany oraz impulsom, które wywołują chęć do (wspólnego) działania dążącego do odbudowy, rekonstrukcji, a nie destrukcji czy anihilacji. Wyniszczone, wydrążone ciała, okaleczone skorupy nie są schronieniem dla ducha. Rekonwalescencja psychofizyczna trwa długo i jest wymagająca. „Pradawna łódź” to wielowarstwowa proza podskórnie odczuwana, krystaliczna, przeszywająca, otwierająca różne drogi interpretacyjne, w zależności od uruchomionych kontekstów, symboli.

——————

Zhang Wei, Pradawna łódź, przeł. [z chiń.] Agnieszka Walulik, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa, 2019.

Autor: Luiza Stachura

4 uwagi do wpisu “Czas przemiel(ni)ony. Jedynie parę słów o „Pradawnej łodzi” Zhang Weia

  1. Pozwolę sobie podzielić się skojarzeniem muzycznym…

    „To młyny zboże mielą
    I choć tych młynów nie widzę
    Nie wiem nawet gdzie są
    To mam przed oczami efekt ich pracy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s