Wrażliwość. Parę słów o powieści „Riku i królestwo bieli” Randy Taguchi

Sprzeczne komunikaty, zakładanie masek, dorysowanie uśmiechu, pozorowanie, retuszowanie nie ukryją twojego drżącego ze strachu serca i twojego bólu. Nie chowaj w sobie tego, co czujesz, nie udawaj kogoś silniejszego niż jesteś. Możesz wyszeptać, możesz wykrzyczeć to, co cię dręczy. Dopóki będziemy razem, damy radę i przetrwamy. Nie puszczę twojej ręki.

„Jest takie powiedzenie, że żeby żyć, trzeba być silnym, ale żeby życie miało jakąkolwiek wartość, trzeba być wrażliwym.” [s. 193]

Niedługo po katastrofie elektrowni atomowej w Fukushimie dziesięcioletni Riku Satō przeprowadza się z tatą z Utsunomiyi do Makigahary, miasta położonego czterdzieści kilometrów od elektrowni. Mężczyzna otrzymał pracę w szpitalu i zdecydował się nieść pomoc poszkodowanym mieszkańcom. Ciotka Midori bezskutecznie próbuje odwieźć szwagra od tego pomysłu, przerażona, że jej siostrzeniec zostanie skażony promieniowaniem. Wyjazd do miejscowości naznaczonej i napiętnowanej, pełnej okaleczonych dusz, wydrążonych i psychicznie wyczerpanych ludzi, przestrzeni, w której nie wolno otwierać okien, bawić się na zewnątrz i nieustannie trzeba sprawdzać poziom promieniowania na dozymetrze zawieszonym na szyi, będzie dla Riku istotnym etapem inicjacji w dorosłość i impulsem do rozpoczęcia poszukiwań sensu (własnego) istnienia. Czytaj dalej