Taniec. Myśli parę o „Święcie ognia” Jakuba Małeckiego

Wielowymiarowa przestrzeń do wyrażania myśli i emocji to labirynt. Jakub Małecki, "Święto ognia"Kolejne korytarze prowadzą w kierunkach choćby języków, gier słownych, neologizmów, idiomów, metafor, żonglerek znakami, elementami i detalami świata, kodów, gestykulacji, mimiki, dźwięków czy tanecznych kroków, nie mówiąc o szumach, szelestach albo zgrzytach rzeczywistości. Ale bądź uważny, bo w tym bezmiarze łatwo jednak się zgubić i nie znaleźć na czas wymiaru, w którym możliwe będzie wyrażenie siebie i porozumienie z innym(i).

Dwudziestoletnia Anastazja Łabendowicz ma „poroże mózgowe”, czyli porażenie mózgowe. Opiekuje się nią ojciec, Leopold. Czasem pomaga też ukochana siostra, jedyna, która rozumie, co Nastka komunikuje-mówi, trzydziestoletnia baletnica, tancerka Polskiego Baletu Narodowego Łucja, która marzy o roli solistki i wytrwale trenuje. Dlatego gdy pojawia się szansa na rolę w mało znanym balecie z 1902 roku „Święto ognia”, młoda kobieta stawia sobie za cel zdobycie jej. Tymczasem ojciec młodych kobiet próbuje nadal odnaleźć najoptymalniejszy sposób myślenia o bolesnej przeszłości – sposób, który nie będzie kolejnym substytutem bliższym rejteradzie. A Nastka obserwuje i na swój sposób eksploruje świat.

Jakub Małecki (ur. 1982) w utworze z 2021 roku „Święto ognia” rejestruje i zapisuje myśli, wrażenia, emocje, marzenia i lęki, przy tej okazji obnażając komunikacyjne trudności trojga osób, które nie mówią sobie tego, co najbardziej ich przeraża, boli czy cieszy. Jak się zdaje, nadrzędną narratorką jest Anastazja posiadająca dar patrzenia. Porażenie mózgowe uszkodziło u niej ośrodek ruchu i mowę, ale jej wewnętrzny świat jest niezwykle bogaty, różnorodny, pełen pasji, pragnień niemożliwych do realizacji w związku z jej fizyczną kondycją. Mimo tych przeciwności jest pogodną, optymistycznie nastawioną do świata dziewczyną. Obserwuje ludzi ze swojego okna, a czasem i przyciągnie czyjś wzrok na dłużej, jak pani Józefiny, która stanie się jedną z towarzyszek jej codzienności.

Patrzenie umożliwia Anastazji wejście w przedsionek stanu psychofizycznego drugiej osoby. I dzięki temu niepostrzeżenie do opowieści wplecione zostają dwa głosy, dwie szybko rozrastające się jak korzenie narracje – Leopolda i Łucji. Ojciec ucieka od wielu lat przy użyciu różnych metod, ale żadna nie przynosi mu ukojenia, wyciszenia, które trwałoby dłużej niż ułamek chwili zapomnienia podczas delirycznych majaków, wyrzucania nienawiści względem ludzi czy nocnego przesiadywania w pustym mieszkaniu kolegi, by przywołać efemeryczne wspomnienia, reaktywować i wskrzeszać na moment fantomy, widma przeszłości. Łucja też ucieka, ale w balet. Od dziecka trenuje, każdą chwilę poświęca doskonaleniu siebie, swojego ciała tancerki i techniki, by zdobywać upragnione cele, zwłaszcza rolę solistki. Jest zdeterminowana, ale niezwykle krucha, delikatna. Fasada, za którą skrywa swoje emocje i obawy, powstawała pod wpływem doświadczenia utraty matki i piętrzących się tyleż kłamstw, ile przemilczeń ojca. Co ciekawe, oboje – i Leopold, i Łucja – dopiero w spontanicznym tańcu do wewnętrznej melodii, melodii ich serca, szczególnie wspomnień, odnajdą wąską drogę do (być może) wyzwolenia. Chyba że… zamkną w swoim tańcu wspomnienia, uczucia, przeżycia i będą je pielęgnować w tej bańce mydlanej, onirycznej krainie. Inaczej mówiąc, taniec zamiast ich otworzyć i umożliwić komunikację, stanie się swego rodzaju klatką, zamknięciem w wewnętrznym świecie.

Wśród tych przeplatających się narracji najwyraźniej pod względem językowym, ale i pewnego uroku, dziecięcego zachwytu, afirmacji świata, odbija się opowieść Nastki z tą jej swobodą budowania wypowiedzeń o własnym, przyjemnym rytmie, nie zawsze świadomymi grami słownymi, kontaminacjami, łączeniami odrębnych wyrazów w coś w rodzaju jednostki leksykalnej (nota bene, autor mniej czy bardziej dyskretnie rozkłada lingwistyczne tropy, vide: nazwisko bohaterów). Wszystkie narracje-głosy w „Święcie ognia” przywodzą na myśl warianty strumienia świadomości, są swego rodzaju konfesjami, sekretnymi zwierzeniami, otwieraniem się (siebie) przed samym sobą, rozbłyskują w nich odłamki prawdy dotyczącej przeszłości, zwłaszcza żony Leopolda – Leny. Czytelnik tyleż odtwarza historię, ile układa ją z tropów, śladów reminiscencyjnych obrazów, odprysków. Łatwo zgubić drogę, jeśli samodzielnie dopowie się opowieść, nadpisze fakty – trzeba cierpliwie czekać, aż bohaterowie wyłowią „autentyk(i)” z mroków niepamięci, z rzeki Lete. Chociaż paradoksalnie zdaje się jednak, że to czytelnik pozna opowieść o Lenie i Leopoldzie, ale pozostanie ona poza zasięgiem Łucji oraz Anastazji. Chyba że ojciec przełamie swoje milczenie…

W spotkaniu z Innym lepiej wyzbywać się przedsądów, by próbować podejść z otwartością, chęcią porozumienia i zrozumienia. Tym Innym w powieściowym świecie Małeckiego będzie nie tylko Anastazja (ona, oczywiście, głównie ze względu na odmienny sposób percypowania świata i utrudnione możliwości komunikacji językowej, słownej), ale i jej ojciec oraz jej siostra – zagubieni, zawieszeni, wciąż na granicy między życiem autentycznym a życiem „na poczekaniu”, w wiecznym oczekiwaniu na „coś”, jakiś mocny impuls albo samoistne wygaszenie popiołów przeszłości ukrytych w sercach, tracący drobne radości, roztrwaniający chwile, ciągle w cieniu ciążącej im przeszłości. Ich inność nie jest oczywista, ale w pewnym momencie wyznacza kierunek rozwoju utworu, przesuwa akcenty.

Tytułowe święto ognia odczytywać można w kontekście baletu, w którym tak mocno pragnie zatańczyć Łucja, że aż przekroczy granice bólu, czy w zestawieniu z hiszpańskim świętem-festiwalem o tej samej nazwie. Ciekawą perspektywę otwiera również na przykład spalenie przez Łucję pocztówki przesłanej parę lat wcześniej do Nastki na urodziny, a podpisanej przez matkę. Gest niszczenia retuszu rzeczywistości, w zasadzie falsyfikatu, mógłby stać się próbą do mówienia o przeszłości, dialogu warunkującego ukojenie, pogodzenie się z minionymi wydarzeniami. Nie ma to jednak miejsca, bo tego typu działania są w zasadzie symboliczne, niby odczarowują, pozornie demityzują, ale w efekcie pozwalają milczeć, nie wyrażać wprost, dosłownie tego, co boli, niepokoi, co nie zostało wyjaśnione i nadal prześladuje. Zresztą tę pocztówkę odczytać można też jako zaskakujący sposób Nastki na wyrażenie potrzeby porozmawiania o przeszłości, a nie uciekania w milczenie albo kłamstwa. Wracając jednak do powieściowego baletu – może właśnie to (przełomowe) wydarzenie, przygotowania i oczekiwania Łucji, chęć udowodnienia sobie i innym, że jest wartościowa, oraz powiązane z baletem zdarzenia z życia Leopolda, przyczynią się do zaniechania życiowego zawieszenia przez Łucję i jej ojca oraz wyboru drogi, określenia swojego miejsca, wypowiedzenia i uzmysłowienia sobie pragnień?

„Święto ognia” Jakuba Małeckiego to gorzko-słodka opowieść o problemach w komunikacji, porozumieniu z najbliższymi osobami, niewypowiedzianych pytaniach, niewyjaśnionych sytuacjach, licznych wątpliwościach wynikających z niedopowiedzeń, przemilczeń, ucieczek. Nawarstwiające się niedomówienia powodują oddalanie się, niezrozumienie. Jeśli brakuje słów, trzeba znaleźć inny „język”, inny wymiar komunikowania, wyrażania siebie i swoich emocji.

——————

Jakub Małecki, Święto ognia, SQN, Kraków 2021.

To pierwsza (i już wiem, że nie ostatnia) przeczytana przeze mnie książka Jakuba Małeckiego i z zaskoczeniem odkrywam, ile kolejnych korytarzy otwiera, im dłużej się o niej myśli. Nic zatem dziwnego, że jest jednym z bestsellerów.

Autor: Luiza Stachura

2 uwagi do wpisu “Taniec. Myśli parę o „Święcie ognia” Jakuba Małeckiego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s