Bezpaństwowcy. Kilka słów o „Pachinko” Lee Min Jin

Taka miłość sprowadza tylko ból i łzy. Nie ma prawa zaistnieć, bez względu na to, jak bardzo tego pragniesz. Może być wyłącznie iluzją, onirycznym widziadłem, niespełnioną obietnicą, niedokończonym snem. W codzienności świata skazana jest na zagładę. Zatruwa krew i obciąża jak klątwa. Ale jeśli, jeśli nadal będziesz marzyć o tej miłości, budować dla niej piękne ogrody, to możesz stracić coś cenniejszego, ważniejszego, prawdziwego niż te mgliste rojenia albo zrobić coś, czego nigdy sobie nie wybaczysz.

W rybackiej wiosce Yeongdo kołu Pusanu, w Korei okupowanej przez Japonię, Yangjin po kilku poronieniach rodzi córeczkę Sunję. Wraz z mężem Hunem prowadzą pensjonat, są zgodną, ciepłą rodziną. Po śmierci ukochanego Huna zaradna kobieta wraz z Sunją zmagają się z postępującymi w kraju biedą i głodem. Pod koniec 1932 roku przybywa do nich Peak Isak, koreański pastor, który docelowo jedzie do Osaki, gdzie mieszka i pracuje w fabryce jego brat Yosep (tak, ich imiona są zaczerpnięte z Biblii) oraz jego żona Kyeongeui. Mężczyzna jest delikatnego, wątłego zdrowia i podczas wyprawy nawróciła do niego gruźlica. Przebywa więc w pensjonacie, gdzie opiekuje się nim życzliwa i serdeczna Yangjin. Tymczasem młodziutka Sunja na targu poznaje enigmatycznego, przyciągającego mężczyznę Ko Hansu. Jest niby handlarzem ryb, ale podejrzanie niezwykle majętnym jak na te czasy. Czytaj dalej