„(…) nie wszystko z tego, co jest możliwe, człowiek potrafi zrozumieć”*. Słowo na marginesach „Edenu” Stanisława Lema

Odpryski informacji, zdarzeń, słów dryfują w przestrzeni. Możesz je zbierać i próbować ułożyć z nich obraz-mozaikę, by odcyfrować rzeczywistość, ale i tak pozostaną mylnie dopasowane obiekty, puste miejsca, białe plamy, szerokie pola semantyczne. Mimowolnie wytworzysz nowe wymiary, może niektóre z nich będą blisko prawdy. Stanisław Lem, "Eden"Dokąd zaprowadzi cię labirynt elementów, które w różnych konfiguracjach otwierają odrębne ścieżki?

Grupa sześciu astronautów wpada w ogon planety Eden, ale udaje się im awaryjnie wylądować. Ich rakieta wbija się w grunt i początkowo pracują nad wyjściem na zewnątrz, by z czasem rozpocząć naprawę, odkopać pojazd i odlecieć. Jakieś 10-11 lat wcześniej przy tej planecie znalazła się sonda kosmiczna i pobrała próbki do badania, od tamtego czas nikt nie planował żadnej naukowo-badawczej ekspedycji, toteż jedyną informacją jest, że „Eden ma znośną atmosferę” [s. 9]. Po wyjściu z rakiety mężczyźni rozpoczynają eksplorację terenu. I odkrywają, że wśród mieszkańców są istoty rozumne. Rozwijane przez nich technologie wzbudzają zdumienie kosmonautów. Początkowo próbują dopasować ludzkie kategorie do zrozumienia dziwnych zjawisk, roślinności i stworzeń nieznanej planety.

W 1958 roku Stanisław Lem stworzył wielopoziomową powieść „Eden” – świetnie napisaną (pięknym językiem – jak on wybrzmiewa!), niepozbawioną czarnego humoru i ironii, chociaż dla niektórych czytelników terminologia techniczno-naukowa może stanowić barierę. Pięciu „Robinsonów międzyplanetarnych” będzie istniało pod nazwami swoich funkcji i zawodów, poznamy imię tylko jednego z nich: Koordynator, Doktor, Chemik, Cybernetyk, Fizyk, Inżynier (Henryk). Ale przewrotnie ich role nie zawsze będą tożsame z ich poglądami na planetę Eden – to pierwszy zwiastun niebezpieczeństwa stereotypów, bo jak radzi Doktor trzeba zawiesić ziemskie sądy i wzorce w odniesieniu do obcej przestrzeni, nieznanej nam cywilizacji. Spotkanie i poznawanie bowiem Innego nie powinno być zawłaszczaniem. Złudne i mylne jest także przyporządkowywanie pod wiadome kategorie i ujmowanie w ich sztywnych ramach, gwałtowna synteza, szukanie analogii, podobieństw, uproszczenie nowej dla nas wielowymiarowości.** Na ile jednak potrafimy bez „przedsądów” wejść w obręb Innego, prowadzić z nim dialog i jak wysoka będzie cena, którą zapłacimy za widzę, jak bardzo psychicznie i emocjonalnie obciąży nas przybliżanie się do okruchów prawdy? Bohaterowie powieści Lema będą się z tym zmagać, ich światopogląd, dotychczasowe postrzeganie mechanizmów rządzących społeczeństwem przejdą test, zostaną zweryfikowane kategorie, którymi posługują się na co dzień. Strzępy, fragmenty zjawisk, nie w pełni sprawne enigmatyczne machinerie, elementy flory i fauny, ukształtowanie terenu, odnajdowane, odkrywane porzucone produkty, zdezelowana fabryka, cmentarzyska, zwłoki i przelotnie widziani tubylcy, którzy zdają się zdeformowani – wszystko to jawić się będzie niczym fenomeny, wyłaniać z mgły i multiplikować domysły, dywagacje, założenia, hipotezy. A czytelnik wraz z nimi będzie stopniowo dokonywał wtajemniczeń w planetę, przewrotnie (okrutnie) nazwaną rajską.

Wyciągnięcie daleko idących wniosków, nierzadko zafałszowujących rzeczywistość, prowadzących do nadinterpretacji, poskutkuje dylematami i problemami astronautów, zwłaszcza istotnymi pytaniami, czym jest pomoc i kiedy chęć niesienia pomocy może zamienić się w czyn destrukcyjny, przynoszący kolejne cierpienia, prześladowania, niszczenie, zagładę. Bohaterowie zastanawiają się, na ile po szczytnej idei ratowania kogoś nie pozostaje w gruncie rzeczy wyłącznie wyciągnięta broń przyczyniająca się do rozlewu krwi i wprowadzenia nowego terroru. Połączoną z tą kwestią jest refleksja, czy uszczęśliwianie kogoś na siłę, włączanie swoich kategorii, własnego sposoby postrzegania świata, usilne „naprostowywanie” „barbarzyńców” nie jest przypadkiem większą krzywdą niż stan obecny, bez zewnętrznej ingerencji. Innymi słowy, musimy mieć świadomość i pamiętać, że to, co nam wydaje się słuszne i właściwe, niekoniecznie takie będzie w odniesieniu do drugiego człowieka czy danej społeczności. Zbrojne interwencje w różnych państwach na świecie choćby tylko w XX wieku nierzadko podyktowane były próbami wynarodowienia i asymilacji, aneksji ziem, wykorzystywania surowców, budowania imperiów, rozszerzania wpływów – część z nich rzekomo wynikała z chęci pomocy i wyzwolenia spod tyranii, dyktatury.

Powieść Lema dobrze jest czytać na wielu płaszczyznach, nie tylko podążając za tropami, myślami, ideami, stanowiskami, światopoglądami, dziejami ludzkości, procesami historycznymi, ale i przywołując je, konfrontując, testując je. Autor porusza uniwersalne, niezmiennie aktualne zagadnienia związane z tyranią, totalitaryzmem, tworzeniem nowego obywatela, swoistego Homunkulusa, jednostkami i zbiorowością „wewnątrz” oraz obserwatorami „z zewnątrz”. Pojawiają się kwestie przejęcia władzy, sprawowania jej, podporządkowywania sobie społeczności oraz sposobów, w jaki najłatwiej to (u)czynić. Jednymi z nich są reglamentacja informacji, cenzura, manipulowanie danymi, wiadomościami, retuszowanie, zafałszowywanie, tworzenie iluzorycznej rzeczywistości za pomocą tyleż słów, ile… (prze)milczenia. Jednostki, które się sprzeciwią, okażą się nazbyt dociekliwe albo nie będą wpisywały się w koncepcję społeczeństwa „idealnego”, czeka kara – izolacja, śmierć. Kolejnym krokiem jest udoskonalanie obywateli poprzez inżynierię genetyczną i bioinżynierię, ale także eugenikę oraz eksterminację „nieudanych” „tworów”.

Można zaryzykować twierdzenie, że „Eden” Stanisława Lema to paraboliczna powieść o spotkaniu z Innym – drugim człowiekiem, odmienną cywilizacją, kimś/czymś obcym, w skali mikro i w skali makro – oraz strategiach, jakie się podejmuje, by albo rozmawiać, prowadzić dialog, uczyć się, nabierać nowych doświadczeń, albo zdominować, podporządkować sobie i zniszczyć unikalność Innego.

——————

* Stanisław Lem, Eden, wyd. 4, Wydawnictwo Literackie, Kraków, Wrocław 1984, s. 177.

** Usilne „docinanie”, dopasowywanie jednostek i społeczności do danych wzorców w „Edenie” Lem nazywa „prokrustyką” od mitycznego Prokrusta, który obcinał swoim ofiarom części ciała wystające poza łoże, do którego je przywiązywał (tak, by pasowały).

Autor: Luiza Stachura

4 uwagi do wpisu “„(…) nie wszystko z tego, co jest możliwe, człowiek potrafi zrozumieć”*. Słowo na marginesach „Edenu” Stanisława Lema

  1. Lem!!! Wspaniała niespodzianka na niedzielny wieczór;)) Ja teraz jestem w trakcie lektury „Powrotu z gwiazd”. „Eden” dopiero przede mną. Moje pytanie brzmi więc: jak oceniasz ten tytuł? Polecasz go? PozdrawiaM!;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s