Posklejać to, co popękane. Słów kilka o „Bliźnie” Auður Avy Ólafsdóttir

„Ile potrzeba słów, żeby przeżyć?” [s. 190]

Te chwile przepływają przez palce jak woda, przesypują się jak piasek w klepsydrze. Zbliża się godzina, kiedy dostrzeżesz brak sensu, pustkę, nicość pochłaniającą cię od środka. Auður Ava Ólafsdóttir, "Blizna"Czy jedynym wyzwoleniem będzie zatrzymanie iluzji poprzez roztrzaskanie kruchego życia? A może… gdy zmieni się optyka, gdy posłuchasz szeptów duchów chwytających się istnienia, uciekających przez anihilacją, to zapragniesz zagrać dalej w życie, stworzysz nowy, trwalszy sens, odkryjesz wartość siebie i swojego bycia?

Czterdziestodziewięcioletni Jonas Ebeneser niedawno rozwiódł się z żoną Gudrun, ale ich małżeństwo już ponad osiem lat temu uległo rozpadowi. Mają dwudziestosześcioletnią córkę Gudrun Lilię Wodną. Jest jeszcze trzecia Gudrun w życiu Jonasa – mężczyzna bowiem odwiedza często w domu starców swoją matkę Gudrun Stellę Jonesdottir Snaeland, cierpiącą na demencję, nieustannie nawracającą do tematu wojny na świecie i okrucieństw, które konflikty zbrojne niosą ze sobą. Jonas jest nieszczęśliwy, niespełniony, nie widzi sensu życia, uważa, że nic nie ma i sam jest niczym, świat nic nie straci na jego odejściu. Myśli o samobójstwie, ale najlepiej poza domem, by zwłok nie odnalazła córka. Wybiera zatem kraj, w którym niedawno zakończyła się wojna, lecz porozumienie zdaje się niepewne, toteż w każdej chwili mogą zostać wznowione działania zbrojne. Porządkowanie rzeczy przed planowaną śmiercią, odnalezienie dzienników sprzed około trzech dekad, wyjazd i ulokowanie w hotelu o znamiennej nazwie „Silence” („Cisza”) staną się impulsami do rewizji dotychczasowego życia przez Jonasa.

Islandzka pisarka Auður Ava Ólafsdóttir (ur. 1958) opublikowała powieść „Blizna” w 2016 roku. Narratorem jest Jonas. Spisuje on swoje – jak uważa – ostatnie chwile i podejmowane decyzje w ciągu jednego miesiąca, by przygotować się należycie do opuszczenia świata, nie pozostawiając problemów córce. Jednym z pierwszy etapów będzie próba przykrycia największej „blizny”, czyli serca, gdzie tatuuje sobie białą lilię wodną. Później zacznie porządkować papiery i pozostawione w schowku rzeczy. Jego dwuczęściową opowieść tyleż przerywać, ile dzielić na mniejsze segmenty czy sceny-scenki będą różne frazy i cytaty, nierzadko łączące się z treścią w sposób ulotny, subtelny, metaforyczny. Pierwsza odsłona narracji zatytułowana „Ciało” obejmuje moment przed wyjazdem, druga – „Blizna” – opisuje doświadczenia i przeżycia Jonasa w hotelu „Silence” oraz interakcje z kilkorgiem młodych ludzi ocalałych po wojnie.

Główny bohater jest takim mężczyzną, który jeśli kobieta prosi go o pomoc, to bez wahania robi, co w jego mocy. W ojczyźnie ma trzy Gudrun, których zlecenia wypełnia, w hotelu „Silence” spotyka dziewczynę o imieniu Maj, która wraz z bratem Fifim oraz jej synkiem Adamem stopniowo coraz śmielej będą go prosili o przysługi w remoncie zniszczonego miejsca. Poznając ich historie, wgryzając się w ziemię, która z dnia na dzień została zalana krwią sąsiadów i braci (była to wojna domowa), stopniowo dostępując swego rodzaju inicjacji w przestrzeń ogołoconą, zrujnowaną, pogrzebaną, wydrążoną, wypaloną, przeobrażając się z podejrzanego dla miejscowych turysty (bo do tego kraju przyjeżdżają głównie szabrownicy, agenci czy deweloperzy) w kogoś, kto mógłby próbować zakorzenić się, dostrzega wolę życia ludzi. Ich nienasycone pragnienie istnienia, oddychania, działania, marzenia, planowania. Zachwyt drobnymi sprawami. Czy jednak dokona przewartościowania?

Tytułową bliznę rozpatrywać można na dwóch płaszczyznach – dosłownie jako skazę na ciele, ślad po jakimś zdarzeniu, na przykład narodzinach (pępek) czy ranie, oraz metaforycznie. Pozostaje wrażenie, że więcej uwagi poświęca autorka pierwszemu wymiarowi, a przenośne znaczenie znamienia, stygmatu, pozostałości, gdzieś umyka. Ciekawy wątek z Adamem i jego traumą powojenną (też przecież „blizną”) zostaje jedynie zasygnalizowany, analogicznie z blizną-sercem Jonasa, z podziurawionym miastem, gdzie znajduje się hotel „Silence”, albo z rozmaitymi aspektami związanymi cielesnością i nagością, również rozumianymi dosłownie oraz metaforycznie, rozpatrywanymi z różnych perspektyw (choćby w podziale na sacrum i profanum, czystość i zbrukanie, rytualne oczyszczenie i maltretowanie). Zresztą islandzka pisarka dość sporo tropów nie tylko związanych z bliznami, zrostami rozrzuca w powieści i często pozwala im zabłysnąć na moment, a później tylko dryfować.

Są bowiem niestety tematy, które zamiast zaistnieć i współbudować opowieść, zdają się ozdobnikami, ornamentami, przez co tracą na znaczeniu, są spłycane: choćby pamięć o kimś, kto odszedł, zapominanie, wspominanie, budowanie tożsamości, (re)konstruowanie siebie, wartość każdego istnienia (według Jonasa świat bez niego nic nie straci, ale czy na pewno?, czy Maj i inni mieszkańcy nie uzmysłowili mu jego wartości?), skonfrontowanie „zimnego”, zdystansowanego, rozczarowanego życiem, niespełnionego Jonasa (przedstawiciela dobrobytu) z pełnymi życia, witalności, nadziei, nienasycenia Maj oraz Fifim (przedstawicieli pokolenia próbującego odbudować nawet na chwilę kraj po wojnie) czy wreszcie inne mocne zestawienie – Jonasa, który uważa się za pana swojego życia i śmierci (może umrzeć wtedy, kiedy chce, w zależności od swojego kaprysu), z ludźmi z rejonów ogarniętych wojną, gdy każda chwila życia jest dla nich najcenniejszym darem. I takie aspekty nie wybrzmiały, a jedynie między wierszami zajaśniały – szkoda, bo ta powieść ma duży potencjał.

„W kraju ogarniętym śmiercią jakoś nie czuć potrzeby umierania.” [s. 129]

„Blizna” Auður Avy Ólafsdóttir to dobry punkt wyjścia do rozmów o kondycji człowieka pochodzącego z państwa, gdzie nie ma konfliktów zbrojnych. Znudzenie życiem, zblazowanie, pragnienie śmierci, niemożność czy raczej niechęć do stwarzania sensu albo sensów istnienia, brak radości z najmniejszych spraw, z drobnych gestów jak z uśmiechu najbliższej osoby, zazdrość i zawiść zjadające od środka, nienawiść do ludzi, poczucie osamotnienia, brak chęci czy umiejętności nawiązywania relacji, nieustanne wątpienie, odrzucanie, oszukiwanie siebie i ludzi dookoła, udawanie kogoś innego, odgrywanie, zakładanie masek, w których gubi się swoje autentyczne „ja” – można wymienia jeszcze wiele doświadczeń, stanów, przeżyć, ale jak się wydaje, że zauważa Ólafsdóttir, są one właściwe dla ludzi mieszkających w „bezpiecznych” rejonach świata, nieznających wojennego zamętu, przerażającej ucieczki przed bombami, nalotami, atakiem żołnierzy, permanentnego poczucia zagrożenia, braku bezpieczeństwa. I nie chodzi (mi) o dusze nienasycone, wciąż łaknące rozwoju, wzrostu, eksploracji przestrzeni niematerialnych, nieustannie poszukujące, twórcze, ale między innymi o ludzi, którzy poddają się, gdy coś nie idzie po ich myśli, wściekają się, wyładowują swoje frustracje na innych, łatwo rezygnują, niszczą i wybierają (auto)destrukcję, zamiast tworzenia, wchodzą w głęboką ciemność i tam chcą pozostać, a nie szukają jasności, blasku słońca, stanowiących element równowagi, harmonii wewnętrznej i zewnętrznej.

——————

Auður Ava Ólafsdóttir, Blizna, przeł. Jacek Godek, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020.

Autor: Luiza Stachura

2 uwagi do wpisu “Posklejać to, co popękane. Słów kilka o „Bliźnie” Auður Avy Ólafsdóttir

  1. Może to ludzkie nienasycenie, dążenie do przebodźcowania odpowiada za obecny stan świata? Trudno nam zadowolić się po prostu tym, co mamy.

    1. Coś w tym jest. Odróżniam jednak (na swój użytek) nienasycenie wynikające z tego, że ktoś ma np. dużo, ale chce mieć więcej i więcej, i więcej, od nienasycenia wynikającego z pragnienia poznawania, doświadczania rzeczywistości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s