„(…) wpatruję się w horyzont mojej wyobraźni, / nad którym fruwają w chmurach świecące skrzydła (…)”* O poezji z tomu „Powrót do domu” Li Hao parę myśli

Z drobnych kawałków, fragmencików, pyłu, ziarenek ułożone jak monumentalna mozaika są wymiary świata. A gdyby tak przestawić elementy, przenieść detale z poszczególnych przestrzeni, z(a)mienić kolory, przesunąć światło, nałożyć cień, zakrzywić perspektywę, wybudować lustra, w niektórych miejscach wykorzystać właściwości szkła powiększającego? Może owa gra, zabawa rzeczywistością pozwoli odsłonić chociaż na moment to, co pod powierzchnią, zajrzeć przez sekundę na podszewkę, uchwycić mgnienie tego, co pod nią się skrywa, musnąć istotę istnienia.

W 2018 roku w polskim przekładzie ukazał się tom poetycki „Powrót do domu” chińskiego poety i eseisty Li Hao (ur. 1984). Niedługo przed decyzją o polskim wydaniu przez Kwiaty Orientu z księgarń w Chinach został wycofany nakład książki poetyckiej Li, między innymi ze względu na „zbyt religijną, zbyt reakcyjną” zawartość. Polską publikację starannie przygotowała Joanna Krenz, autorka tłumaczenia i kilku słów o chińskim poecie oraz swoich wędrówkach po Chinach niejako śladami Li Hao, nim go poznała osobiście. Tom zamyka rozmowa o poezji Li Hao z Chen Jiapingiem. Polska sinolog zwraca uwagę na niebywale ważną sprawę, zanim wejdzie się w liryczny labirynt słów i obrazów Li, pisze bowiem, że „jest to poezja, w której trzeba wczuć się w słowo (…)”**. Każde słowo wybrane zostało przez poetę precyzyjnie – nigdy nie spieszy się z publikacją wierszy, szlifuje je, dopracowuje. I dlatego w jego utworach już jeden wyraz potrafi otworzyć nierzadko zdumiewające ciągi asocjacyjne, zaskakujące (kraj)obrazy, jakby autor malował przed odbiorcą to, co dostrzega, odbiera zmysłowo i pozazmysłowo. A to, czemu się przygląda, to współczesny świat i człowiek zmagający się ze swoimi słabościami, lękami, pragnieniami, pożądaniami.

To gęsta, silnie zmetaforyzowana poezja. Obok metafor pojawią się liczne metonimie, będą porównania i przerzutnie, które multiplikują obrazy (w obrazach), nierzadko też przywodzą na myśl płacz – jakby frazy rozrywane czasem były z powodu szlochu. Mamy do czynienia z „ja” lirycznym, które jest bardzo wrażliwe na różne bodźce, toteż dostrzega w nich rozmaite kształty, słyszy dźwięki i odbiera brzmienia nieoczywiste, gdzieś głęboko ukryte, zakodowane w elementach świata albo skojarzone, wydobyte z pamięci, jako odpryski, reminiscencje. Ta wrażliwość przejawia się także w lingwistycznej sferze – poeta wykorzystuje świadomie polisemiczność wyrazów, które razem z przemyślaną budową wersów, frazowaniem prowadzą do otwierania się przed czytelnikiem kalejdoskopowo zmieniających się obrazów. Jedna wizja przechodzi w drugą – a to za sprawą języka, „ja” lirycznego oraz odbiorcy, bowiem każdy z tych trzech punktów wydobywa często inne doświadczenia. Wiele słów ma szerokie pola semantyczne, przywołuje kolejne skojarzenia-wyrazy (czasem rozbieżne), a one wywołują jeszcze inne i tak tworzy się swego rodzaju sieć połączeń, nić znaczeń, rozgałęzienia, liczne wymiary, morze możliwości, z którego czytelnik odcyfrowuje to, co mówi mu jego doświadczenie, wrażliwość, a nawet chwilowe pragnienia, marzenia, potrzeby. Do poezji Li warto wracać, by czytać, smakować, muskać, wyłuskiwać, obserwować, eksplorować, (de)montować, (de)konstruować. Można na przykład podążyć tropem symulakr i uznać za tworzenie własnej rzeczywistości przez Li…

„Ja” liryczne (porte-parole Li Hao) zabiera nas w podróż przez dziecięce wspomnienia rodzimej, jednej z najuboższych w Chinach wsi w prowincji Henan, która w 1959 roku doświadczyła najdotkliwiej wielkiego głodu, pociągającego za sobą akty kanibalizmu. Pokazuje nam jednak nie tylko ten tragiczny czas, ale zwraca uwagę na momenty, gdy podczas choćby wypasania krów jak dziecko dostrzegał w rzeczywistości elementy, można rzec, magiczne, niezwykłe. Znane detale świata (w wyobraźni?) przybierały inne kształty, wywoływały różne skojarzenia, czasem związane z legendami, mitami. Ten ogląd rzeczywistości, owa nieco zaburzona, zmieniona percepcja (trochę jak w chorobie, gorączce, w odmiennych stanach świadomości), czasem psychodeliczna, wychwytywanie niuansów, odchyleń, paralaks świata, subtelnych drgań, przeniósł ze sobą w dorosłość. Opisując pracę na budowie, fabryczną wegetację, ciężką pracę, a później Pekin wypełniony dryfującymi (zda się, że bez celu) ludźmi, wydobywa szczegóły, widzi analogie, rysuje następne kadry przy wykorzystaniu metafor i metonimii, co wprowadza wrażenie osobliwego palimpsestu – poeta dostrzega to, co pod powierzchnią (współczesnością, fasadą, maskami), a jednocześnie wytwarza swoją opowieść, nadbudowuje obraz tym, w jaki sposób postrzega świat i połączenia, między innymi człowieka z człowiekiem, z przyrodą, z Absolutem, z kosmosem.

W niektórych utworach powstaje wrażenie, że poeta przygląda się konkretnemu elementowi świata z różnych perspektyw, pod rozmaitymi kątami, w świetle, w cieniu, w przeszłości i teraźniejszości – wydobywa wszelakie załamania, deformacje, punkt przejścia, momenty graniczne, wejście do innych obrazów. W poezji Li Hao istotne role odgrywać będą także żywioły czy w ogóle siły natury, kolory (dominują biel, czerń, czerwień i fiolet) – a każdy z tych elementów, swoistych pierwiastków świata otwiera szerokie pola znaczeń, wyrastających z prapoczątków człowieka, nieustannie poddawanych rewizji, obarczanych nowymi sensami.

W „Powrocie do domu” dominuje „tu i teraz”, świat jakby na nowo i wciąż, nieustannie rozgrywał się przed oczami „ja” lirycznego, czego doskonałą egzemplifikacją jest tytuły utwór. Przeszłe zdarzenia odradzają się pod wpływem „słowoobrazów”, jak w odtwarzanym filmie czy oglądanych zdjęciach, które ktoś komentuje. To zdumiewający teatr świata, trochę jak mikrokosmos, nakręcany przez Absolut mechanizm, pozytywka. A jednocześnie zdaje się przestrzenią człowieka wytwarzaną przez napięcie między sferą duchową a cielesną, seksualną, tę dwoistość właściwą ludziom, przez ducha i ciało, wyznaczaną przez słabości człowieka. Z jednej strony pojawią się odwołania do Boga, ofiary, poświęcenia (choćby symbole jak gwoździe, krew), widzenie w wydarzeniach współczesnych analogii z Pismem Świętym (rzeczywistość przywodzi na myśl lustrzane odbicie zdarzeń z Biblii), z drugiej zaś aspekty związane z cielesnością, fizjologią, popędami. W obu punktach istotna będzie kwestia śmierci, ale z racji, że słowo „śmierć” przywołuje tak wiele rozmaitych konotacji, w poezji Li Hao, wybrzmiewa ono na różnych poziomach, zwielokrotnia obrazy.

Poeta sięga po pieśni, elegie, poematy, treny, dialog, prozę poetycką. Wykorzystuje i piętrzy różnorodne środki stylistyczne, oprócz wspomnianych wcześniej metafor, metonimii wraz z przerzutniami, z których buduje kunsztowne liryczne wieże czy korytarze, pojawią się między innymi: anafory, aliteracje (chociaż nie wiem, na ile to wynik tłumaczenia), inwokacje, peryfrazy, hiperbole czy enumeracje.

„(…) głód mnie goni,

ale nie mogę znaleźć nikogo, z kim można by nawiązać kontakt.”***

Poezja Li Hao to próby odkrywania tajemnicy istnienia, prześwitów bycia, które wyrażają się zarówno w swego rodzaju archeologii języka, świadomości polisemiczności języka (wyrazach przez wieki obrastających w znaczenia), jak i bogactwie asocjacji pojedynczych kadrów rzeczywistości, wycinków świata – tak podobnych do tego, co było kiedyś (w przeszłych dziejach, historii, mitologiach, legendach, utworach), a jednak odmiennych, na swój sposób unikalnych, wyjątkowych, efemerycznych. Człowiek odbierając świadomie świat, zmysłowo i pozazmysłowo, fizycznie, cieleśnie i duchowo, może przybliżać się do ukrytej tajemnicy bycia, uchylać jej maski, odsłaniać kotary, docierać do praobrazu, prasłowa, pod warstwami domalowanych, nadbudowanych rysunków, słów, gestów. „Powrót do domu” Li Hao jest wędrówką po korytarzach labiryntu istnienia, a jak to bywa podczas takich wypraw, eksplorator przestrzeni zmaga się z licznymi drogami krętymi, pozornie nie do przejścia, pełnych aporii.

——————

* Li Hao, Powrót do domu, z jęz. chiń. przeł. Joanna Krenz, Kwiaty Orientu, Skarżysko-Kamienna 2018, s. 124.

** Joanna Krenz, Drepcząc Li Hao po piętach, czyli kilka słów od tłumaczki, [w:], dz. cyt., s. 8.

*** Dz. cyt., s. 87.

Zgodnie z dalekowschodnim zapisem nazwisko poprzedza imię.

Autor: Luiza Stachura

5 uwag do wpisu “„(…) wpatruję się w horyzont mojej wyobraźni, / nad którym fruwają w chmurach świecące skrzydła (…)”* O poezji z tomu „Powrót do domu” Li Hao parę myśli

  1. Wiem, że to może nieco przyziemnie zabrzmi, ale po części zachęca mnie jego… rocznik. Jakoś przemawia do mnie wizja poznania perspektywy (choćby poetyckiej) kogoś w moim wieku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s