Sens życia. Słów parę o powieści „A gdyby tak ze świata zniknęły koty?” Genkiego Kawamury

Z każdym odejściem coś tracimy. Gubimy jakąś cząstkę nas. Twoja krucha obecność, każdy moment spędzony z tobą jest bezcenny. I niby o tym wiemy, niby zdajemy sobie sprawę, ale wciąż odkładamy na później te kilka słów i gestów, biegnąc za tym, co tak naprawdę nie jest dla nas najważniejsze, zabiegając o chwilowe rozrywki, próbując choć trochę ugasić nienasycone pragnienie bycia szczęśliwym. Tymczasem szczęściem jest twoja uśmiechnięta i radosna twarz.

Trzydziestoletni listonosz dowiaduje się, że ma zaawansowane stadium guza mózgu. Gdy zastanawia się, co chciałby zrobić przed śmiercią, zjawia się u niego… diabeł, swoisty Doppelgänger, sobowtór, który poza ubraniem wygląda dokładnie tak jak on. I mówi, że mężczyzna jutro umrze. Jednakże kusiciel przedstawia też arcyciekawą propozycję. Wystarczy, że jakaś rzecz zniknie ze świata, a listonosz będzie żył o dobę dłużej. Tym sposobem może przedłużyć swoje istnienie o kolejne dni, dokonując anihilacji czegoś innego – coś za coś. Początkowo niedowierzający mężczyzna w końcu ulegnie pokusie i przystanie na warunki diabła. Niełatwe decyzje o tym, co powinno zostać usunięte, przyczynią się do rewizji i rekapitulacji życia, spojrzenia na przeszłość, zbudowane relacje, więzi, a wreszcie sens własnego istnienia. Czytaj dalej