Miłość. Kilka słów o zbiorze opowiadań „Ministerstwo moralnej paniki” Amandy Lee Koe

Jesteś dla mnie powietrzem, tobą oddycham. To, co robię, robię dla ciebie. Każdej chwili wołam cię, biegnę za tobą, próbując cię dogonić, ale ty wciąż się oddalasz. Dostrzeż mnie. Jestem tuż za tobą. Tworzysz piękną, czarującą aurę, przyciągającą mnie i zniewalającą. Ja nic jednak dla ciebie nie znaczę. Jeśli teraz rozpłynę się, zniknę z tego świata, to nawet tego nie zauważysz.

W czternastu opowiadaniach zamieszczonych w zbiorze o intrygującym tytule „Ministerstwo moralnej paniki” singapursko-amerykańska pisarka Amanda Lee Koe konstruuje mikroobrazy miłości odrzuconych, niespełnionych, nieakceptowanych społecznie czy bagatelizowanych przez drugą osobę. Wyidealizowane uczucie prowadzi do labiryntu, z którego nie ma wyjścia. Im dłużej żyje się w ułudzie, iluzorycznym świecie, tym tyleż boleśniej odczuwa się rzeczywistość, ile po prostu się ją odrzuca, neguje, wypiera ze świadomości. W singapurskiej przestrzeni przecinają się losy kochających za bardzo, zbyt namiętnie, zachłannie oraz kochanych, lecz niekoniecznie odwzajemniających uczucie, bawiących się, igrających, wykorzystujących.

Znamienne, że autorka swoje opowieści poprzedza cytatem z artykułu „Disneyland with the Death Penalty” amerykańskiego pisarza Williama Gibsona. Fragment dotyczy czystości singapurskiego lotniska, tak nierealnej, że przywodzącej na myśl wirtualną rzeczywistość. Można zaryzykować twierdzenie, że pod fasadą wysprzątanego punktu przesiadkowego (nie-miejsca), dopracowanego wizerunku-wizytówki wielokulturowej przestrzeni, do pewnego stopnia współtworzonej przez mniejszości narodowe i etniczne, skrywają się uliczki, zaułki, w których dryfują ludzie odrzuceni (na różnych płaszczyznach), duchowo wydrążeni, okaleczeni, pełni ran. Jeśli skrzętnie zamiatane i chowane relacje z Innym, uczucia, emocje, preferencje, pragnienia, żądze (od erotycznych do makabrycznych jak w opowiadaniach „Karuzela i fort” czy „Pisklę”) zostaną odsłonięte choćby na moment, to zapewne wzbudzą (moralną) panikę.

Utwory Amandy Lee Koe są mikroświatami, w których poszczególne elementy tworzą misterną konstrukcję, a próba zarysowania treści każdej z opowieści oddzielnie prowadzi albo do zbytniego zdradzania szczegółów, albo do operowania ogólnikami, niejasnymi, mglistymi zwrotami. Na tle obrazów miłości niespełnionej pojawiają się problemy z akceptacją społeczną, wykluczeniem, ostracyzmem (na przykład wątek transseksualisty w „Syrenie” czy miłości osób tej samej płci w „Balladzie o Arlene i Nelly”). W kilku momentach autorka eksperymentuje z formą literacką – wprowadza dwugłos narracyjny, opowieść w opowieści w „Syrenie”, elementy „intymistyki” w „Czternastu zapiskach z dziennika Marii Hertogh”, konstruuje quasi-bliźniacze opowieści, pozornie lustrzane odbicia, a w rzeczywistości dwa utwory powiązane ze sobą na zasadzie kontynuacji, o tym samym tytule i z tą samą bohaterką „Na dwa sposoby”, elementy pisania o pisaniu („Król Caldecott Hill”) czy wreszcie tworzy wariant wywiadu-rozmowy, przywodzący też na myśl kadry w krótkometrażowym filmie („Ballada o Arlene i Nelly”).

„(…) jedno, co warto wiedzieć, to że kiedyś mieliśmy siebie.”

[„Król Caldecott Hill”, s. 70]

Bohaterowie utworów singapursko-amerykańskiej pisarki, kobiety i mężczyźni odrzuceni, niemogący spełnić swojej miłości, niekiedy decydują się na skierowanie tej niewykorzystanej energii, silnego uczucia w kierunku sztuki, złudnie pełniącej funkcję terapeutyczną („Karuzela i fort”), a w rzeczywistością upamiętniającej, niepozwalającej wygasnąć, zabliźnić się, pogodzić. Czasem miłość niemożliwa, niemająca prawa zaistnieć stanowi motywację do rozwoju, zdobycia sławy i uznania („Flamingo Valley”), zagłuszających ból, rozpacz.

W trudnym dzieciństwie, w życiu pełnym cierpienia, w samotności, pustce i odrzuceniu, łaknący miłości, dobroci i ukojenia bohaterowie niektórych utworów Amandy Lee Koe idealizują aktora czy napotkanego człowieka („Król Caldecott Hill”, „Na dwa sposoby”, „Każdy park na tej wyspie”, „Alice, to ty musisz być środkiem własnego wszechświata”). Czasem tak zostaną pochłonięci obezwładniającym pragnieniem bycia jedyną, najbliższą osobą, że zachłystują się każdym momentem, zatracają się (siebie), rozmywają się ich kontury, przechodzą płynnie w ukochanego człowieka, stają się jego cieniem i nie mogą pogodzić się z tym, że są jednymi z wielu, a nie jedynymi, że druga strona nie obdarza ich aż tak wielkim, bezgranicznym uczuciem („Alice, to ty musisz być środkiem własnego wszechświata”, „Ballada o Arlene i Nelly”). To w zasadzie eskapizm, rejterada w świat marzeń, ucieczka od siebie, dekonstrukcja własnej tożsamości. Dlatego też część z nich bywa wykorzystywana, przeobraża się w substytut, namiastkę tego, co w danym momencie nie jest osiągalne dla ich ideału. Innymi słowy, są przydatni, trochę jak rzeczy, ale nie są niezbędni, nie są wyjątkowi, nie są jednostkowi i niepowtarzalni dla tej ich jedynej osoby – gdyby ich nie było, znalazłby się ktoś inny („Pisklę”, „Każdy park na tej wyspie”, „Ballada o Arlene i Nelly”, „Na dwa sposoby”).

Pojawia się w utworach Amandy Lee Koe też pozorowana miłość, (prze)kupiona, (prze)handlowana, która zdaje się swoistą grą („Pionek”). Autorka pyta, kto i kiedy wygrywa – czy ten, który za pieniądze i prezenty umawia się z drugą osobą, czy też ten, kto wzbudza zazdrość innych tym, iż ma tak atrakcyjnego partnera – cóż z tego, że kupionego, przecież praktycznie nikt nie jest tego świadomy. Są też eksperymentatorzy. Oni jednak nie płacą, ale przyciągają swoim urokiem (jak lolitki), aurą, pomysłowością, inwencją („Pisklę”, „Pralniomat”, „Karuzela i fort”). Ich zimne, bezduszne, niekiedy naukowe spojrzenie na drugiego człowieka, obserwowanie reakcji okazu, przedmiotu-lalki, obiektu do testowania własnych zdolności, sprawia ból drugiej stronie. Oni-zdobywcy i testerzy, eksploratorzy przeżyć, być może świadomi tego, że krzywdzą kogoś, brną mimo wszystko dalej, sprawdzając, jak daleko leżą granice wytrzymałości.

Co ciekawe, środkowym (centralnym?) utworem w zbiorze jest „Miłość to żadna wielka prawda” o historii kobiety, która w wypadku została okaleczona i jej twarz uległa zdeformowaniu. A że nie prezentuje się już tak pięknie i ponętnie, mąż od niej odchodzi. Miłość romantyczna w jej pokoleniu istniała wyłącznie w kinie, relacje międzyludzkie sprowadzały się do obowiązków i służenia drugiej osobie (okalające to opowiadanie utwory „Na dwa sposoby” też poruszają motyw miłości jako tyleż gestów względem ukochanego, ile służenia, bezkrytycznego wykonywania poleceń). Bohaterka zauważa, że w młodszej generacji „ja” jest na pierwszym miejscu, a „samotność to wolność”, bez przymusu, bez poświęcenia siebie (coś podobnego można usłyszeć z ust Jenny, gdy mówi młodziutkiej, zapatrzonej w nią dziewczynie „Alice, to ty musisz być środkiem własnego wszechświata”). Ale patrząc na obie strony – służalczą i skupioną na sobie – aż chce się zapytać, a gdzie miejsce na miłość? I czym jest miłość? Na te pytania kobiety i mężczyźni z opowieści Amandy Lee Koe jednak nie szukają odpowiedzi, ba! nawet ich nie zadają. Każdy z nich tworzy własną, prywatną definicję miłości, wygodną dla siebie, niedotykającą istoty, sedna, po prostu wyidealizowaną, zbudowaną z wizji, mrzonek, marzeń, fantazji. Zupełnie jakby się lękali albo nie potrafili zmierzyć się z rzeczywistością, jakby rozważanie tego, zastanawianie się, dociekanie, dookreślanie oznaczało dla nich rozpaczliwe przekonanie się, że jednak miłość to nie (tylko) stanie się jednością z ukochaną osobą, że miłość to nie patrzenie na siebie cały czas.

Zbiór „Ministerstwo moralnej paniki” Amandy Lee Koe składa się z ministudiów różnych odmian samotności, opuszczenia, nienasyconego pragnienia miłości i rozpaczliwego wołania o nią. Ale to też utwory kierujące do pytania o własną tożsamość, bycie sobą, stawanie się sobą, bez konieczności definiowania siebie i określania swojej wartości w odniesieniu do drugiej osoby.

Ciekawy głos we współczesnej literaturze.

——————

Amanda Lee Koe, Ministerstwo moralnej paniki, z ang. przeł. Mikołaj Denderski, Tajfuny, Warszawa 2020.

Autor: Luiza Stachura

Spis utworów:

  1. „Flamingo Valley”
  2. „Karuzela i fort”
  3. „Pionek”
  4. „Król Caldecott Hall”
  5. „Każdy park na tej wyspie”
  6. „Na dwa sposoby”
  7. „Miłość do żadna wielka prawda”
  8. „Na dwa sposoby”
  9. „Alice, to ty musisz być środkiem własnego wszechświata”
  10. „Czternaście zapisków z dziennika Marii Hertogh”
  11. „Pisklę”
  12. „Pralniomat”
  13. „Syrena”
  14. „Ballada o Arlene i Nelly”

2 uwagi do wpisu “Miłość. Kilka słów o zbiorze opowiadań „Ministerstwo moralnej paniki” Amandy Lee Koe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s