Podróż(e) w biel. Słów parę o „Relacji Arthura Gordona Pyma z Nantucket” Edgara Allana Poego

Białe plamy na mapach, niezapisane karty, nieodkryte lądy wzbudzają emocje, prowokują do ekspedycji, wypraw, ale i do fantazjowania, onirycznego dryfowania po potencjalnej (czaso)przestrzeni, tworzenia, przetwarzania, dopowiadania, nadpisywania opowieści, historii. Takie rejony, miejsca-niemiejsca są siedliskiem demonów, niesamowitych stworzeń, nieziemskich istot, niewyjaśnionych zjawisk, fenomenów, ukrytych lęków, rzadziej rajskich, słonecznych marzeń, rojeń. Otwierają morze możliwości, kuszą, nęcą, zwodzą, przyciągają, inspirują. I ktoś by rzekł, że obecnie praktycznie nie ma białych plam, że człowiek przemierzył kulę ziemską wzdłuż, wszerz. Ale czy na pewno, czy już nic nie kryje się w naszym wymiarze świata?

Arthur Gordon Pym po latach za namową Poego (sic!) spisuje swoje niezwykłe, zdumiewające przygody z czasów młodzieńczej wyprawy w okolice bieguna południowego. Jako młody chłopak zafascynował się statkami i marzył o podróży, trochę pod wpływem opowieści przyjaciela Augustusa, syna kapitana żeglugi morskiej Bernarda. Rozpalona pasja Arthura, a jednocześnie wyraźny sprzeciw rodziny wobec szaleńczych, niebezpiecznych eskapad morskich, przyczyniły się do wykoncypowania przez młodzieńca i jego przyjaciela potajemnej podróży statkiem Bernarda, który przygotowywał się do wyprawy na połów wielorybów. Przemycony na pokład Arthur miał ukrywać się, aż nie wypłyną na pełne morze, gdzie niemożliwy będzie odwrót. Ale nie zawsze wszystko idzie po myśli planujących i na Arthura posypała się lawina makabrycznych wydarzeń, prowadząca w głąb jednej z kartograficznych białych plam, czyli tam, gdzie otwiera się niesamowity wymiar rzeczywistości niezbadanej, nieodkrytej. Czytaj dalej