Czas mityczny. Kilka słów o „Niewidzialnych” Roya Jacobsena

Drzewo świata rozrasta się w wielu kierunkach. Jego rozgałęzienia i korzenie kształtują labirynt przestrzeni. Niektóre korytarzyki, poboczne, po-kątne zaułki zostają oderwane przez porywy wiatru, nieustanny ruch w drzewie czy inne czynniki i subtelnie dryfują, tworząc odrębny, pozornie autonomiczny mikroświat. W takim mikrokosmosie wiecznie trwa „teraz”, mityczny cykl narodzin i śmierci, odradzania (się) i obumierania, niezakłócony przez podróżników, eksploratorów drzewa. Ale kiedyś to „teraz” zostanie złamane, przerwane, zdradzone przez mieszkańców. Nie zawsze udaje się ocalić mikroświat, czasem tonie w rzece niepamięci.

Wyspa Barrøy jest „miniaturowym kosmosem”, jak ziarnko piasku, ale z własnymi regułami, wyznaczanymi przez przyrodę. Zamieszkują ją rybak Hans Barrøy, jego żona Maria, ich córeczka Ingrid, siostra Hansa Barbro, ojciec Hansa Martin. Do okolicznych wysp rodzina Barrøy płynie, gdy potrzebuje konkretnych produktów – nie są trwale odcięci, odizolowani. Norweski pisarz Roy Jacobsen (ur. 1954) w powieści „Niewidzialni”, pierwszym tomie sagi o wyspie Barrøy, przedstawia kilkanaście lat z dziejów Hansa i jego bliskich. Autor wprowadza czytelnika w mikroświat, pozwala podglądać ich zmagania z morzem, próbuje uchwycić relacje między członkami rodziny Barrøy, ale robi to w dużej mierze z perspektywy Ingrid. Jak dziecko dorastając, poznaje, eksploruje najbliższą przestrzeń, by później móc albo pozostać i rozwijać miejsce, albo wyruszyć do nowych rejonów, tak Ingrid uczy się rytmu wyspy, rytmu morza, rytmu życia na wyspie, nieobawiania się wielkiej wody czy wreszcie niegdyś ściśle określonych, a z czasem zachwianych ról kobiety i mężczyzny żyjących na wyspach.

Ojciec nieustannie będzie z lękiem przyglądał się córce, zwłaszcza podczas jej śmiechu, gdyż wśród rodzin na wyspach zdarza się, iż dziecko wykazuje objawy niestabilności, lekkiego obłędu, opóźnienia w rozwoju, dysfunkcji umysłowych – taka jest też Barbro. Dziecięce usposobienie siostry oraz niedookreślony nieustanny lęk Hansa paraliżują każdą próbę wysłania Barbro na inne wyspy, do innych domów, by pracowała. Hans znacznie różni się od Martina, który z racji wieku i spadku sił nie jest w stanie utrzymywać rodziny, więc musiał niejako „abdykować”, pozwolić synowi i synowej na decydowanie. A synowa jest subtelną, nadwrażliwą kobietą i być może też dlatego Hans wiecznie odczuwa niepokój zarówno o żonę, siostrę, jak i o Ingrid. Jego decyzjom brak tej męskiej pewności (choćby sytuacja z koniem i pochopny wybór, obciążający psychicznie i Hansa, i Marię), odwagi, jakby nieustannie dryfował, próbował uchwycić się czegoś. Zresztą małżonkowie, rodzicie Ingrid zmagają się z życiem, z którego są niezadowoleni, bo chcieliby innego, lecz obawiają się cokolwiek zrobić, zmienić, jakby nieodwołalnie zostali skazani na taki los i nie można było odwrócić odwiecznego (pra)porządku. Dopiero następna generacja będzie mogła wyjść z tego impasu, niemożności, paraliżu woli. Co znamienne, na grobie matki Hansa znajduje się wiersz, którego wymowa jest kontrowersyjna, wskazuje bowiem, że nie warto żyć – i ta myśl będzie swego rodzaju fatum albo zapowiedzią emocjonalnego dryfowania Hansa i Marii.

„Niewidzialni” jest powieścią inicjacyjną, utworem o dorastaniu czy raczej o konieczności stania się przez dziecko dorosłym, gdy dorośli zawodzą, można rzec, że to reinterpretacja Bildungsroman, „powieści o formowaniu” osobowości bohatera. Charakter Ingrid (i poniekąd Larsa, nieślubnego syna Barbro, także) pozornie kształtowany jest przez wyniki obserwacji poczynań starszych mieszkańców wyspy, ich niedopowiedzenia, milczenie, nieodpowiadanie na zadane wprost pytania (choćby wtedy, gdy Ingrid pyta o to, dlaczego nie ma rodzeństwa), gesty, westchnięcia, mniej czy bardziej ukradkowe spojrzenia, a następnie konfrontowania ich z zachowaniem osób spoza wyspy. Ingrid jest bardzo samodzielną dziewczyną, bystrą obserwatorką, nie usłyszymy wielu jej myśli, bo autor nie pozwala nam bezpośrednio podsłuchiwać, ale jej zachowanie, zwłaszcza w drugiej części powieści, gdy podejmuje się opieki i czuwania nad wyspą oraz porzuconymi dziećmi, wskazują na większą dojrzałość niż u rodziców. Paradoksalnie Maria, która powinna przygotować córkę do bycia kobietą, matką, żoną (takim atrybutem przekazywanym przez matkę z wyspy jest kufer, a i tego Maria nie jest w stanie dobrze zrobić), sama mogłaby uczyć się od Ingrid. Delikatna, eteryczna matka dopóki ma silny grunt, na którym może wzrastać, będzie cieniem, namiastką „filozofa” wyspy – kimś, kto z perspektywy doświadczenia i dostrzegania różnic między rodzimą wyspą a Barrøy, mógłby wskazać kierunki zmian – ale po utracie fundamentu zachwieje się jej krucha równowaga psychofizyczna. Natomiast im więcej przeciwności Ingrid napotka, tym bardziej jej duch się zahartuje, jej wizja rozwoju wyspy zakiełkuje i rozrośnie się, otworzy nowe perspektywy. Bo Ingrid została ukształtowana, uformowana przez wyspę – to wyspa wybrała ją na spadkobierczynię.

Powieściowa wyspa przedzielona jest ogrodzeniami, tworząc dziewięć łąk, zwanych ogrodami, każdy z nich posiada swoją nazwę pochodzącą od charakterystyki terenu, właściwości, zaszłości. Miejsce, gdzie występują zabudowania, zostało wyznaczone na podstawie doświadczeń (pra)pokoleń. Ruiny, fundamenty niegdysiejszych budynków w zatoczce zwanej Karvikiem są jednym z ostrzeżeń, by nie lekceważyć natury w kształtowaniu wyspy, próbach ujarzmienia i podporządkowania jej. Teren Barrøy wydaje się bezpieczny – każdy, kto przypływa, jest widoczny, „widzialny”. Ale pewnego dnia pojawia się na Barrøy mężczyzna, który sieje ziarno zwątpienia w bezpieczeństwo, budzi wewnętrzne lęki, każe czuwać, mieć się na baczności.

Co ważne, norweski pisarz Roy Jacobsen wybiera narrację trzecioosobową w dużej mierze w czasie teraźniejszym, złudne „tu i teraz”, wchodzące w korelację z czasem mitycznym, cyklem natury, narodzin i śmierci, regularnych sztormów i wichur, mrozów i lodu, ale także wypraw Hansa na pełne morze i jego powrotów, przenoszenia w domu z północy na południe i z południa na północ sypialni Hansa i Marii w zależności od pory roku. Własny, nieujarzmiony rytm mikroświata, czyli wyspy, konstytuuje życie mieszkańców, swego rodzaju gości, którzy albo poradzą sobie z własnym strachem i wejdą w rytm wyspy, albo będą musieli odejść, lecz znów na warunkach wyspy. Bo na wyspie zawsze jest „tu i teraz”, jedynie w pamięci i myśli ludzi istnieje rozróżnienie na to, co kiedyś było, i na to, co kiedyś będzie.

Ciekawą kwestią jest to, kim są tytułowi „niewidzialni”. Można rozpatrywać ją z perspektywy mieszkańców wyspy Barrøy. Na początku powieści bowiem, gdy pastor przypływa do rodziny Hansa, jest zdumiony, jak wiele elementów na innych wyspach widać z Barrøy – zdaje się, że życie na Barrøy nie jest łatwe do zobaczenia spoza wyspy, tak dosłownie, jak metaforycznie. Trudno dostrzec działania na wyspie, ruch ludzi, ale też nie jest się w stanie pojąć zmagań mieszkańców Barrøy z siłami natury, nieurodzajem czy relacji wewnątrz rodziny. A zatem mamy zagadnienie związane z percepcją, sposobu postrzegania rzeczywistości i jej elementów. Może w duchu filozofii George’a Berkeleya, zwłaszcza kwestii nieobiektywność i „bycia postrzeganym”, „bytu obserwowanego” (w skrócie: istnieć oznacza być postrzeganym przez kogoś)? „Niewidzialnymi” są też duchy przeszłości, dawni mieszkańcy-goście oraz ich bagaż doświadczeń, przeżyć, niejednokrotnie obarczający nowe pokolenia. Zastanawiające.

Powieść z 2013 roku „Niewidzialni” Roya Jacobsena jest intymną, kameralną konstrukcją mikrokosmosu, odwzorowującego prawa rządzące makrokosmosem. Trochę jak w alchemii hermeneutycznej, w „Tablicy szmaragdowej” – mniejsze struktury odzwierciedlają większe i odwrotnie. Można zaryzykować twierdzenie, że mikroświat (wyspa Barrøy) to odzwierciedlenie makroświata (całego świata). Jeśli tak spojrzeć na ten utwór, to może otworzy się przed odbiorcą kolejna perspektywa interpretacyjna, lekko rozbłyskująca prze(d)świtem tajemnicy istnienia.

Szkoda, że w „Niewidzialnych” poszczególne znaki, tropy pozostawione w czasoprzestrzeni zdają się jednak w dużej mierze puste semantycznie. Trochę jakby autor nas mamił, łudził, czarował i ofiarował obiecujący, początkowo ekscytujący, ale w rzeczywistości kruchy obraz, rozpadający się, gdy przyglądamy się szczegółom w odniesieniu do całości i (s)próbujemy przyjrzeć się bliżej, dokładniej, głębiej, gdy usiłujemy zajrzeć przez prześwity.

——————

Roy Jacobsen, Niewidzialni, przekł. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018.

Dla mnie norweskim mistrzem jest i będzie Tarjei Vesaas.

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s