„Młodość jest piękna właśnie dlatego, że tak szybko przemija.” Trochę słów o „Czerwonych dziewczynach. Legendzie rodu Akakuchibów” Kazuki Sakuraby

Ten piękny świat zdaje się efemerydą. Mogłoby się wydawać, że niedługo już nie będzie po nim śladu. Ale nie. Ślad zostanie, cząstka twojego istnienia w przestrzeni nie pozwoli na całkowite zniknięcie, rozpłynięcie się we mgle. Odnajdziesz go w szumie wiatru, świetle księżyca, promyku słońca, kroplach deszczu.

Mieszkańcy gór zwani „cudzoziemcami” to koczowniczy lud, który przybywał do wioski Benimidori i pomagał w ceremoniach, zwłaszcza pogrzebach samobójców, gdy mieszkańcy palili wiązkę trawy tokonen wydzielającą fioletowy dym. Pewnego razu „cudzoziemcy” porzucili trzyletnią dziewczynkę. Mała Manyō została przygarnięta przez młode małżeństwo Tada. Dziecko obdarzone było darem jasnowidzenia. W dzieciństwie wieszczka nierzadko określana jako dziwoląg zmagała się z dokuczającą jej rówieśniczką Midori, córką szkutników Kurobishi, ale z czasem się z nią zaprzyjaźniła. Po latach na dorastającą Manyō zwróciła uwagę Tatsu, pani z najmożniejszego w okolicy rodu Akakuchibów. Matrona zdecydowała, że któregoś dnia dziewczyna wyjdzie za mąż za jej syna Yōjiego.

„Czerwone dziewczyny” (2006) japońskiej pisarki i autorki mang Kazuki Sakuraby to saga o rodzinie Akakuchibów. Narratorką jest Tōko*, wnuczka Manyō. Dziewczyna dokonuje rekapitulacji historii swojego rodu, wychwytuje radości i tragedie, marzenia i plany oraz ich realizacje przez członków Akakuchibów, przygląda się również kolejnym przemianom społeczno-obyczajowym i gospodarczym w Japonii od czasów powojennych do początku XXI wieku, czyniąc z nich tło dla burzliwych dziejów rodu. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, ale pewne elementy warto nakreślić, między innymi by być świadomym mnogości motywów, wątków, tematów, tropów. Czytaj dalej