Nici. Słów parę o „Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku” Yōko Ogawy

To palimpsestowa przestrzeń. Nowe opowieści nadpisują przeszłe słowa i historie. Jakby chciały je tyleż ukryć, ile wymazać, usunąć, dokonać anihilacji. Ale drobne elementy przebijają, podstępnie, pokątnie wplatają się w nowe opowieści. Niedostrzeżone rozrastają się, zapuszczają korzenie, rozgałęziają się po kolejnych zaułkach, bocznych korytarzach. Kiedyś przejmą kontrolę nad główną opowieścią. Nie pozwolą, by o nich zapomniano. Niebacznie jednak zatracą oryginalne kształty, porozcierają kontury, dopuszczą do paralaks, odchyleń, modyfikacji. To tak jak nasze ścieżki wypełnione słowami i milczeniem na tyle się przeplotły, zazębiły, wgryzły, że stworzyły nową opowieść.

Można zaryzykować twierdzenie, że „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” japońskiej pisarki Yōko Ogawy pozornie jest zbiorem dwunastu opowiadań (nota bene finałowe „Posłowie” jest świetną grą z konwencją opowiadania), będących w zasadzie powieścią trochę à rebours. Albo inaczej: to trzynaście opowieści, w tym dwanaście autonomicznych, a trzynastym jest tytułowy utwór, czyli cała książka. Oto każde z opowiadań jest w jakiś sposób powiązane – czasem będzie to rzecz, artefakt, owoc, a najczęściej konkretny człowiek. Załamuje się czasowość utworów, nie istnieje linearność opowieści, toteż bohaterów raz spotykamy jako dzieci czy młodych ludzi, a innym razem jako starców.

Wskażę jedynie wybrane delikatne nici, które łączą poszczególne mikroświaty, wymiary rzeczywistości, mikroopowieści. Nie chcę wyjawić zbyt wiele, by czytelnik nie stracił przyjemności z przemierzania kolejnych korytarzy w labiryncie misternie skonstruowanym przez Ogawę i jednie lekko zarysuję opowieści w opowieściach:

„Popołudnie w cukierni” rozpoczyna się niewinnie. Kobieta niedawno przeprowadziła się do małego miasteczka i idzie do cukierni, w której chce kupić dwa kawałki tortu truskawkowego (zarówno miasteczko, cukiernia, jak i tort truskawkowy powrócą niejednokrotnie w innych opowieściach, w różnych konfiguracjach, nie wspominając o kolorze truskawek – czerwieni, pojawiającej się również pod postacią pomidorów, a także do pewnego stopnia marchewek). W cukierni jednak nie ma nikogo, panuje spokojna cisza. Bohaterka-narratorka przypomina sobie, jakiego wstrząsającego odkrycia dokonała dwanaście lat temu w porzuconej lodówce (która również odegra znaczącą rolę w „Trujących roślinach”). Kątem oka dostrzega na zapleczu cukierniczkę – dziewczyna trzyma słuchawkę telefonu i bezgłośnie, pięknie płacze. Lepiej poznamy tę dziewczynę w opowieści „Sok”, gdy była cichą, niepozorną uczennicą. Dryfuje po szkolnych korytarzach, w samotności zmagając się z chorobą matki. Któregoś dnia jednak w zaskakujących okolicznościach katalizatorem jej żałobnego płaczu okaże się… kiwi. Owoc ten zaś będzie jednym z elementów starannie wykreowanej przestrzeni pani J. z opowieści „Stara J.”. Narratorka tej historii jest powieściopisarką i wynajmuje mieszkanie u pani J. Starsza kobieta sprezentuje jej pewnego razu pięciopalczastą marchewkę, ale za niebywałym okazem kryje się przerażająca, makabryczna opowieść. Pasierba pisarki, która miała obsesję, że ktoś kradnie jej brudnopisy, autorki utworu o pięciopalczastej marchewce, poznamy w „Piaskowym Dziadku” – mężczyzna utknie w pociągu w związku z awarią. Te okoliczności wyzwolą w nim proces wspominania, reminiscencje dotyczyć będą eterycznej, delikatnej młodej macochy, która jako jedyna ofiarowała mu przestrzeń ciszy, by mógł swobodnie mówić wtedy, kiedy tylko chciał. Ale wraz z mężczyzną jechać będą i inne postacie z kolejnych historii, między innymi chór dziecięcy czy adiunkt na oddziale pulmonologii – jego kochankę, piękną sekretarkę, spotkamy w „Kitlach”. Następny zaś oddział w tym samym szpitalu, w którym oboje pracują, pojawi się w opowieści kaletnika. Rzemieślnik zrobi torebkę na serce dla swojej klientki („Fastryga na serce”), ale zlecenie wyzwoli w nim obsesję i doprowadzi do tragedii. Zarówno sekretarka, jak i kaletnik powrócą w tle opowieści „Witamy w Muzeum Tortur”. Stażystka w salonie fryzjerskim po nieporozumieniu z kochankiem uda się na spacer krętymi uliczkami miasteczka (z „Popołudnia w cukierni”) i zabłądzi pod stary dom. W nim powstało „Muzeum Tortur”. Bliźniaczki, właścicielki posesji, sprowadzały ze świata różne narzędzia do zadawania bólu, a raz nawet przywiozły tygrysa bengalskiego, którego trzymają w ogrodzie. Ich lokaj-pomocnik po śmierci sióstr utworzył osobliwą ekspozycje dla zwiedzających. Jego zaś historię, naznaczoną nieustannym rozpadem i utratą wszystkiego, usłyszymy w „Sprzedawcy ortez”, gdzie kolejny raz pojawi się wątek tygrysa, który swój finał znajdzie w utworze „Ostatnia godzina tygrysa”. Narratorka-bohaterka tej opowieści jedzie do kochanki swojego męża, po drodze jest świadkiem wypadku, a scenerię w upiorny sposób ozdabia mnóstwo rozsypanych pomidorów. Kobieta błądzi w miasteczku (tak, tym samym, co z pierwszego opowiadania), a następnie trafia do ogrodu, w którym kona tygrys, a staruszek-przewodnik po Muzeum Tortur czuwa nad jego ostatnimi chwilami. Powieściopisarka ze „Starej J.” i „Piaskowego Dziadka” zjawi się niczym duch, trzymając w rękach pomidory, zawiniątko oraz smycz z czarnym labradorem, w historii „Pełnia i pomidory”. Dziecięcy chór, utwór „Stara J.” oraz lodówki odegrają swoje znaczące role w „Trujących roślinach” – bohaterka jest starą kobietą, mecenaską młodego muzyka. W zamian za opłacanie stypendium, spotyka się z nim w każdą sobotę, a ten towarzyszy jej w spacerach, czyta książki, zabawia rozmową. I jest jeszcze „Posłowie” – pisarka z psem na spacerze podejmuje rozmowę z chłopcem. Urywa jednak tę historię-anegdotę, by wpleść elementy metafikcji, literatury o literaturze i pisania o pisaniu. Czasem przemierzając literackie światy, znaleźć możemy książkę, do której brudnopis ze szkicami ktoś nam „zabrał” i zamiast nas ją napisał.

Yōko Ogawa w zbiorze opowiadań „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” zachwyca. Jej krótkie formy prozatorskie są wycinkami, kadrami (z) rzeczywistości, paralaksami, odchyleniami w teatrze świata, gdzie ważniejsze od sceny są kulisy, gdy aktorzy zrzucają maski. Każda z opowieści nich może funkcjonować oddzielnie, autonomicznie, ale dopiero w powiązaniu, gdy zostaną zszyte za pomocą poszczególnych elementów, detali, niuansów odsłaniają niezwykłość świata, fascynująco-przerażającą (czaso)przestrzeń, w której wszystko jest ze sobą powiązane. Jedna opowieść wynika z kolejnej opowieści – rozkwitowi nie ma końca. Czyjś gest, słowo, milczenie, czyn determinują gest, słowo, milczenie, czyn drugiej osoby. Jak zespół naczyń połączonych, zbiór organów wewnętrznych człowieka, trybiki w maszynie skonstruowanej przez wielkiego budowniczego, kostki domina.

Japońska pisarka eksperymentuje nie tylko z literacką strukturą, konstrukcją zbioru opowiadań i rozdziałami w powieści, konwencją powieści szkatułkowej (warto zwrócić uwagę na reinterpretację powieści szkatułkowej przez Ogawę – odmienną niż w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Jana Potockiego czy „Księdze tysiąca i jednej nocy”), swoistego poematu rozkwitającego. W laboratorium literackim autorka testuje także schematy fabularne (między innymi: opowieści niesamowitej, grozy, makabreski, detektywistycznej, obyczajowej, rozliczeniowej, konfesyjnej, intymistyki), motywy, toposy, tropy (na przykład: zdrada, zemsta, rekonwalescencja duchowa po traumie, obsesja, pożądanie, psychoza, rozpad, śmierć, toksyczna miłość, urojenia czy samotność i wyobcowanie).

Nadrzędnym elementem będzie cisza, także w znaczeniu milczenia. Polski odbiorca miał okazję przyjrzeć się funkcjonowaniu ciszy w utworach Ogawy, zwłaszcza dwóch: „Miłość na marginesie” i „Muzeum Ciszy”. W większości sytuacji nie jest to wyniszczające, bolesne milczenie, dojmująca cisza, która przeraża i powoduje chęć ucieczki, rejterady. Ta cisza będzie spokojna, dopóki ktoś nie zechce jej zniszczyć i wprowadzić nerwowej, pełnej napięcia ciszy („Witamy w Muzeum Tortur”). Na swój sposób jest wyzwalająca – ale ową moc wyzwalającą dobrze rozpatrywać w co najmniej dwóch aspektach. Z jednej strony to wyzwolenie od „żałobnego zgiełku”, tumultu, kakofonicznego karnawału rzeczywistości, a zatem ukojenie, złapanie oddechu, ale też pojawi się wyzwolenie rozumiane jako katalizator, impuls. Ci, którzy odeszli ze świata żywych, przebywają w ciszy. A my podczas „żałobnego zgiełku” zagłuszamy milczenie, bo wydaje się nam, że łatwiej będzie sobie poradzić z bólem i że życie to dźwięki, hałas, nieustanny ruch i działanie. Nic bardziej mylnego. Dopiero w ciszy otwiera się przestrzeń dla cudzej opowieści, wysłuchania czyjejś historii, miejsce spotkania Innego.

„Ciszoprzestrzenność” czy przestrzeń milczenia konstruowana przez Yōko Ogawę w „Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku” pochłania wrzawę rzeczywistości, pozwalając wsłuchać się w opowieści odrzucone, pozostawione na marginesach pamięci, prawie zatarte, opowieści w nas samych. Wystarczy jeden moment, iskra, odczuwalny brak kogoś, jakiś element (jak Proustowska magdalenka), by przywołać historie i przyjrzeć się im z odmiennej perspektywy. To, co dla nas jest tłem, anegdotą, wycinkiem z gazety, sensacją, dla innej osoby, która odgrywa pierwszoplanową rolę w tych wydarzeniach, jest znaczącym etapem w życiu. Wszyscy i wszystko jest ze sobą połączone, zdaje się mówić Ogawa.

Krystaliczna, pozbawiona ozdobników, oszczędna narracja japońskiej pisarki boli podskórnie. Obsesyjne zachowanie bohaterów, ich nerwowość, nierzadko neurotyzm, somnambuliczne przemierzanie świata, odkrywanie siebie w opowieściach innych, wywołują niepokój. Zastanawiające, że dopiero, gdy zamilkną, przestaną gwałtownie walczyć, gdy nadejdzie cisza, w czytelniku zakończy się rozedrganie i też nastanie swego rodzaju wy-ciszenie.

Świetna proza.

——————

Yōko Ogawa, Grobowa cisza, żałobny zgiełk, z jap. przeł. Anna Karpiuk, Tajfuny, Warszawa 2020.

Autor: Luiza Stachura

3 uwagi do wpisu “Nici. Słów parę o „Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku” Yōko Ogawy

  1. Świetna proza i świetna recenzja. Bardzo miło znaleźć kolejne blogowe miejsce do śledzenia. Będę zaglądał częściej.

    Czy któryś z tekstów wybił się dla Ciebie ponad resztę czy może trudno odrywać je od siebie?

    1. Cała przyjemność po mojej stronie!

      Dla mnie takimi utworami – jeśli odrywać je od siebie – były „Fastryga na serce” oraz „Pełnia i pomidory”.
      A dla Ciebie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s