Nici. Słów parę o „Grobowej ciszy, żałobnym zgiełku” Yōko Ogawy

To palimpsestowa przestrzeń. Nowe opowieści nadpisują przeszłe słowa i historie. Jakby chciały je tyleż ukryć, ile wymazać, usunąć, dokonać anihilacji. Ale drobne elementy przebijają, podstępnie, pokątnie wplatają się w nowe opowieści. Niedostrzeżone rozrastają się, zapuszczają korzenie, rozgałęziają się po kolejnych zaułkach, bocznych korytarzach. Kiedyś przejmą kontrolę nad główną opowieścią. Nie pozwolą, by o nich zapomniano. Niebacznie jednak zatracą oryginalne kształty, porozcierają kontury, dopuszczą do paralaks, odchyleń, modyfikacji. To tak jak nasze ścieżki wypełnione słowami i milczeniem na tyle się przeplotły, zazębiły, wgryzły, że stworzyły nową opowieść.

Można zaryzykować twierdzenie, że „Grobowa cisza, żałobny zgiełk” japońskiej pisarki Yōko Ogawy pozornie jest zbiorem dwunastu opowiadań (nota bene finałowe „Posłowie” jest świetną grą z konwencją opowiadania), będących w zasadzie powieścią trochę à rebours. Albo inaczej: to trzynaście opowieści, w tym dwanaście autonomicznych, a trzynastym jest tytułowy utwór, czyli cała książka. Oto każde z opowiadań jest w jakiś sposób powiązane – czasem będzie to rzecz, artefakt, owoc, a najczęściej konkretny człowiek. Załamuje się czasowość utworów, nie istnieje linearność opowieści, toteż bohaterów raz spotykamy jako dzieci czy młodych ludzi, a innym razem jako starców.

Wskażę jedynie wybrane delikatne nici, które łączą poszczególne mikroświaty, wymiary rzeczywistości, mikroopowieści. Nie chcę wyjawić zbyt wiele, by czytelnik nie stracił przyjemności z przemierzania kolejnych korytarzy w labiryncie misternie skonstruowanym przez Ogawę i jednie lekko zarysuję opowieści w opowieściach: Czytaj dalej

Fanowskie gadżety. Słowo o „BTS i ja. Nieoficjalny activity book dla fanów”

Nie aż tak dawno temu były wycinki z nielicznych gazet, magazynów poświęconych popkulturze. Niewiele kaset magnetofonowych, płyt CD i VHS. Nie mówiąc o jakichkolwiek gadżetach w postaci pocztówek czy naklejek. Wszystko na wagę fanowskiego złota. Dziś internetowe przestrzenie pozwalają nie tylko na zamawianie rzeczy z logiem czy zdjęciem ulubieńca, ale przede wszystkim na śledzenie tego, co na bieżąco dzieje się w artystycznym, a niekiedy też prywatnym życiu wykonawców, twórców i przetwórców popkultury. I fajnie.

BTS osiągnął na świecie oszałamiający sukces, stworzył silny fanklub ARMY, bardzo mocno wspierający wykonawców. Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się nieoficjalna biografia zespołu „BTS. Koreańska fala” Adriana Besleya, a w 2019 roku opublikowano także activity book dla fanów zespołu. Activity book zwykle przeznaczone jest dla dziecięcego lub nastoletniego odbiorcy. Zawiera różne aktywizujące zadania, między innymi gry, puzzle, quizy, a także motywuje do wymyślania historyjek, rysowania, pisania, a zatem do poszerzania wyobraźni i rozwijania własnej twórczości. Tak samo jest w przypadku „BTS i ja. Nieoficjalny activity book dla fanów” – publikacji przeznaczonej dla (naj)młodszych fanów południowokoreańskiej grupy muzycznej. Czytaj dalej

Szczęście. Słów parę o „»Nocy na kolei galaktycznej« i innych baśniach” Kenjiego Miyazawy

Twój piękny uśmiech, twoje łzy, drobne gesty i grymasy twarzy tak właściwe tobie, potok słów, niepoukładanych myśli, twoje milczenie. I chociaż nasze ścieżki rozłączą się któregoś dnia, nie zapomnę tej chwili spędzonej z tobą. Bądź tylko szczęśliwy.

Kenji Miyazawa (1896-1933) od dziecka był wrażliwy na los innych, biedniejszych, słabszych, potrzebujących pomocy i opieki. Pochodził z zamożnej rodziny, wychowany na literaturze pięknej, muzyce klasycznej, poezji, pragnął, by ludzie, którzy nie posiadają tyle, co on, również mogli obcować ze sztuką, rozwijać swego ducha. Bezskutecznie próbował udoskonalać pracę na roli – jego pomysły nie do końca przystawały do realiów i praktyki rolników. Artystyczna osobowość, ogromna wyobraźnia, wrażliwość językowa nie pozwoliły Japończykowi być tylko odbiorcą kultury – sam tworzył, przede wszystkim poezję oraz opowiadania dla dzieci. Za życia finansował publikowanie swoich utworów. Po śmierci, a zmarł na gruźlicę w wieku trzydziestu siedmiu lat, odkryto jego dzieła i do dziś w Japonii pozostaje jednym z najpopularniejszych i bardzo cenionych autorów literatury dziecięcej. Polski czytelnik ma okazję przeczytać trzy fantastyczne, niezwykłe opowieści Miyazawy w inaugurującym serię „Yume” Wydawnictwa Kirin zbiorze „Noc na kolei galaktycznej” i inne baśnie. Publikację zaopatrzono w krótki i przystępny biogram japońskiego pisarza, przybliżono jego artystyczną wizję (wszech)świata odzwierciedloną w twórczości, kreację rzeczywistości, motywy i tropy wplatane przez niego w literackie wymiary świata. Czytaj dalej

„Zawsze jest jakieś wyjście. (…) Trzeba tylko je znaleźć.” Kilka słów o „Gdzieś przy Granicy” Alicji Szulborskiej

Z życzeniami sukcesów dla Alicji

Jeśli wchodzisz do lasu, nie oglądaj się za siebie. Podążaj labiryntem strzeżonym przez drzewa. Wsłuchaj się w muzykę przestrzeni. Może uchwycisz szmery, szumy, szepty, pojedyncze słowa. Gdzieś w jednym z rozgałęzień, w którymś z korytarzy kryje się wejście do kolejnego wymiaru świata – wcale nie pokątnego. W nim niezliczone stworzenia mają swoje schronienie przed wzrokiem ciekawskich. Jeśli zachowasz w sobie dziecięcą fascynację rzeczywistością i jej poszczególnymi elementami, może trafisz do przedsionka krainy czarów.

Alicja Szulborska w „Gdzieś przy Granicy”, utworze wchodzącym w skład cyklu „Opowieści z Lasu”, prezentuje czytelnikom magiczną historię o inicjacji w świat leśnych dzieci, początkowo mrożącą krew w żyłach, bo wyrosłą na zniekształconej legendzie o potworach. Oto właśnie ma się ku końcowi, można rzec, że najważniejsze cykliczne wydarzenie w wiosce zwanej Granicą, a mianowicie Grzybobranie. Co roku mieszkańcy w wyznaczonych sektorach muszą w ciągu siedmiu dni zebrać wszystkie grzyby i dostarczyć je do ustalonego miejsca. Zgodnie z przekazywaną młodszemu pokoleniu Czerwoną Przepowiednią jeśli tego nie wykonają, jeśli tylko jedna osoba „zdradzi’, wychyli się, ucieknie od obowiązku, to przyjdzie licho, a wraz z nim Najdłuższa Noc, czyli ciemności i śmierć. Czytaj dalej

„Co się zaczęło, to się zaczęło”. Słów kilka o książce „Nasz syn zostaje mnichem” Kiyohiro Miury

Czy wierzysz w przeznaczenie? Że z jakichś względów przecięły się nasze drogi i tym samym naznaczyły naszą przyszłość? Gdybyśmy się nie spotkali, to nasze uczucia, emocje, doświadczenia byłyby inne, nic nie byłoby takie samo. Jeślibyś mógł znaleźć maszynę czasu, to czy cofnąłbyś się do momentu, gdy nasze ścieżki jeszcze się nie złączyły, i czy zmieniłbyś bieg swojej podróży?

Uczeń szkoły podstawowej Ryōta Kimura pewnego dnia podczas powrotu z ojcem do domu ze świątyni, do której co tydzień chodzili na medytacje, oświadczył, że… zostanie mnichem. Zaskoczeni rodzice początkowo niezbyt poważnie podchodzili do deklaracji dziecka. Z upływem czasu pomyśleli jednak, że to nie taki zły pomysł, tym bardziej, iż ich syn w gimnazjum przebywał z grupką awanturników urządzających bijatyki i znacząco opuścił się w nauce. Mniszka Gūkai Tamaizumi, odnowicielka świątyni Zenkaiji, gdzie odbywały się medytacje, cały czas pamiętała o słowach chłopca i w odpowiednim momencie o nich przypomniała. Jej zręczne działania wkrótce doprowadziły do ceremonii przyjęcia do klasztoru i „zerwania więzów” z rodzicami. Ale czy rodzice byli świadomi, co naprawdę dla nich oznacza, że ich syn stanie się mnichem?

Kiyohiro Miura (ur. 1930) wiele lat spędził w Stanach Zjednoczonych, po powrocie do Japonii wykładał język angielski oraz literatury angielską i amerykańską. W 1988 roku opublikował powieść pod znamiennym tytułem „Nasz syn zostaje mnichem”. Narratorem jest mężczyzna o nazwisku Kimura, ojciec Ryōty. Przeszło dekadę przebywał w Stanach Zjednoczonych. Lata na obczyźnie były dla niego czasem pustki, delirycznego włóczenia się po nocnych klubach. Później spotkał kobietę, z którą wziął ślub i ma dwójkę dzieci – Ryōtę oraz jego młodszą siostrę Rie. Kiedyś podczas jednego ze spacerów z żoną po okolicznych terenach trafili do świątyni Zenkaiji. Niebawem – być może pod wpływem słów i silnej osobowości mniszki – Kimura zaczął chodzić na medytacje. Czytaj dalej

„Krajobraz brzmienia”. Słów parę o „Lesie z wełny i stali” Natsu Miyashity

Czasem wystarczy jedna chwila, byś dokonał wyboru ścieżki, którą pójdziesz. Jeden gest, jedno słowo, jeden dźwięk czy obraz. Możesz porzucić wszystko inne, poświęcić wiele, i mimo niepewności, momentów zwątpienia, rozpaczy, nauczysz się, że rozwijanie swoich umiejętności, wytrwałość, powolne wchodzenie w gęsty las i przedzieranie się przez kolejne rozgałęzienia kiedyś przyniosą efekty. Ale musisz też wiedzieć, kiedy zrezygnować. Nie, nie zrezygnować z wędrówki, ale z podążania za idealnością – w tym życiu, w tym świecie nic nigdy nie będzie doskonale. Jeśli istnieje gdzieś idealne brzmienie, to nie chciałabym go jeszcze usłyszeć.

Siedemnastoletni Tomura zostaje poproszony przez swojego nauczyciela, by zaprowadził do sali gimnastycznej stroiciela pana Sōichirō Itadoriego, który ma zająć się szkolnym fortepianem. Nastolatek przypatruje się pracy mężczyzny i przypadkowo (a może to przeznaczenie?) słyszy brzmienie (na)strojonego instrumentu. W jednej chwili przenosi się do położonego w górach lasu. Doznanie jest na tyle olśniewające, silne i przejmujące, że Tomura podejmuje szybką decyzję o swojej przyszłości zawodowej – pragnie zostać stroicielem, by wydobyć dla siebie i dla innych ludzi niezwykłe obrazy świata wywoływane dźwiękami. Jego wizja bycia stroicielem nie jest jednak doprecyzowana, sprawia wrażenie mglistej, niejasnej, delikatnie zarysowanej. Ale młodzieniec opuszcza rodzinne strony, swoją małą miejscowość, by podjąć naukę w szkole dla stroicieli, a następnie starać się o posadę w sklepie, w którym pracuje pan Itadori. Czytaj dalej