„Ludzki umysł to pułapka”. Kilka słów o „Syryjskiej legendzie” Wojciecha Kulawskiego

Z podziękowaniem dla Wojciecha

W mrokach przeszłości zacierają się kontury prawdy. Odłamki zdarzeń dryfują w czasie i przestrzeni, ulegają celowym, nieuniknionym lub przypadkowym paralaksom, przekształceniom, modyfikacjom. Niektóre stają się legendami, mitami, onirycznymi narracjami. Nieliczni zechcą przetestować pogłoski, wystawić na próbę świadectwa i zapiski, dotrzeć do źródła. Niewiele jednak będzie można zrekonstruować, większość pozostanie hipotezą, domysłem, zawieszona między niedopowiedzeniami. To jak brzmi twoja opowieść?

Pracujący dla Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN profesor Bertrand Cologne, przygotowuje się do publicznej prezentacji magnetronu, czyli – w uproszczeniu – urządzenia umożliwiającego wykrywane pierwiastków chemicznych znajdujących się w dalszej odległości. Dowiaduje się jednak, że porwano jego córkę Laurę, więc postanawia zrobić wszystko, by ją uwolnić. W tym samym czasie do szwajcarskiego rządu zgłasza się przedsiębiorca Mark Radke, który otrzymał od przyjaciela zapisane w języku pragermańskim dwadzieścia trzy karty zaszyfrowanej mapy, prowadzącej do ukrytych najpewniej w Syrii skarbów zrabowanych przez hitlerowców. Po dokonaniu wstępnej ekspertyzy władze decydują się na podjęcie wyprawy archeologicznej, by odnaleźć zaginione dzieła sztuki. Ekspedycji ma przewodzić dwoje znanych i cenionych archeologów Tim Mayer i Sara Frei. Co łączy oba wątki? Ano postać Marka Radke, który na parę miesięcy przed porwaniem Laury zaczął się z nią spotykać…

Wojciech Kulawski w „Syryjskiej legendzie” zaprasza czytelników w podróż na Bliski Wschód. Nie jest to jednak wyprawa wyłącznie przygodowo-awanturnicza, w stylu choćby Indiany Jonesa, jak mogłoby się wydawać po naszkicowaniu dwóch głównych, równoległych linii opowieści. Dominują wątki sensacyjne i kryminalne – liczne zwroty akcji, zbiegi okoliczności, bezwzględne intrygi, romanse głównych bohaterów, makabryczne zbrodnie, handel ludźmi, tortury, spektakularne ucieczki, zdrady czy nieoczekiwane sojusze dotychczasowych przeciwników. Polski pisarz sięga po historię (między innymi powojenne losy jednego z austriackich zbrodniarzy Aloisa Brunnera, który najprawdopodobniej ukrywał się przez lata w Syrii i współpracował z tamtejszym rządem), osiągnięcia nauk ścisłych i przyrodniczych, archeologię czy legendy o ukrytym skarbie. Autor, decydując się na umieszczenie akcji w kraju arabskim, nakreśla sytuację polityczną oraz społeczno-obyczajową tego rejonu świata na początku XXI wieku. Wplata także w narrację wzmianki o zabytkach, wierzeniach, przemianach historycznych. Nie brakuje informacji dotyczących szyfrów i kodów. Różnorodność płaszczyzn, punktów widzenia całkiem nieźle współgra, tworząc opowieść o ludzkich pragnieniach, żądzach, zaślepieniu, doprowadzających do tragedii, nierzadko (auto)destrukcji.

Antycypacje, retrospekcje i bieżące wydarzenia są przez pisarza starannie dobierane i układane, by nie odsłaniać wszystkich kart przed czytelnikiem, pozostawić go w niepewności i nienasyceniu.  W porównaniu z czytanymi przeze mnie dwiema innymi powieściami Wojciecha Kulawskiego („Zamknięci” i „Między udręką miłości a rozkoszą nienawiści”) w „Syryjskiej legendzie” szkicowanie czy raczej tworzenie postaci – ich charakteru, osobowości, przyzwyczajeń, upodobań, aparycji – jest znacznie lepsze, bo pozostawia więcej miejsca dla czytelnika, który sam oceni postępowanie i motywacje poszczególnych bohaterów. Momentami jednak odnosiłam wrażenie, że wprowadzenie sporej liczby postaci w pewien sposób przeszkadza – są niczym statyści, którzy znikają albo uśmierceni, albo z braku napisanych dla nich kwestii do wygłoszenia. Odbiorca niby wie, kim są centralne postacie, główni aktorzy, ale nigdy nie ma pewności, że wprowadzona właśnie osoba nie odegra jakiejś znaczącej roli. Gorzej, jeśli później taki epizodyczny bohater rozpływa się w narracyjnej mgle.

„Syryjską legendę” czyta się bardzo dobrze, chociaż często pojawia się déjà vu, wrażenie, że gdzieś, kiedyś, coś… Nie jest to – wbrew pozorom – mankament, bowiem powieść Wojciecha Kulawskiego zbudowana jest z elementów kultury i popkultury pojawiających się w różnych konfiguracjach w naszej codzienności literackiej, filmowej czy publicystycznej. Nie ma przewrotności, niestandardowych rozwiązań, gry ze schematami – może dlatego zakończenie nieco mnie rozczarowało – ale jest niezła akcja, dobre tempo prowadzenia opowieści, bez przestojów i rozbudowanych anegdot czy nieznośnych opisów. To powieść, która nadawałaby się na adaptację filmową i może rzeczywiście kiedyś doczeka się ekranizacji.

——————

Wojciech Kulawski, Syryjska legenda, Wydawnictwo CM, Warszawa 2020.

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s