Niedopasowanie (do) rzeczywistości. Słów parę o zbiorze opowiadań „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” Harukiego Murakamiego

Po długiej drodze, im bliżej wyjścia z tunelu zaczynają wracać odległe wspomnienia, okruchy przeszłości, przebłyski i rozbłyski, reminiscencje, drobnostki, epizody, niewiele znaczące fragmenty i obrazy. Pojawiają się znów ludzie, których kiedyś spotkałeś, przelotnie minąłeś podczas podróży, w jednym z korytarzy, zaułków świata. Każdy detal rzeczywistości jest częścią składową i świadectwem twojego jednostkowego istnienia „tu i teraz”. Możesz zakładać kolejne maski, ukrywać się w słowach i gestach, kreować i wymyślać, ale tej wewnętrznej świadomości rozdwojenia między wizerunkiem a prawdziwą twarzą nie uciszysz – ona będzie o sobie nieustannie przypominać, gdy nastanie mrok.

„Byliśmy jak dwie proste linie, które przecięły się w pewnym miejscu, a potem znowu od siebie oddaliły.”

[„Do kamiennej poduszki”, s. 21]

Osiem opowiadań tworzących zbiór „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” Harukiego Murakamiego ukazało się latem 2020 roku w Japonii. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy Kraju Wschodzenia Słońca w tym roku skończył 71 lat. I być może dlatego jego najnowsze utwory są zapisem wspomnień, reminiscencji czasów głównie wczesnej młodości. Autor dokonuje swego rodzaju wstępu, próby pierwszych podsumowań, rewizji mniej czy bardziej znaczących epizodów z życia, a każdy z nich składa się na to, kim jest i że istnieje tu i teraz „w pierwszej osobie liczby pojedynczej”. Odsłania się przed nim i może przed odbiorcą prześwit istnienia, tajemnica bycia w świecie – subtelna, niejasna, podskórnie wyczuwalna. Jest w tej prozie i urok, magia, niezwykłość wczesnych utworów Murakamiego, i nostalgia, i poczucie przemijania, cielesnej metamorfozy, estetyka piękna i brzydoty, ale przede wszystkim świadomość siebie i swojego istnienia.

Zbiór otwiera „Do kamiennej poduszki”, w którym Murakami wspomina jedną noc spędzoną z nieco starszą od niego dziewczyną, z którą pracował, gdy miał 19 lat. Nie wiedział o niej praktycznie nic, nie pamięta jej imienia, ale powraca do niego myśl, że młoda kobieta tworzyła wiersze w formie tanka. Jej utwory poruszały dwa tematy – miłość kobiety i mężczyzny oraz śmierć, rozpad, jakby te dwa motywy były ze sobą ściśle powiązane, przywołuje asocjację zespolenia Erosa i Tanatosa. Spośród 42 wierszy, które dziewczyna przesłała narratorowi, 8 do niego przemówiło i kilka z nich zamieszcza, między innymi ten, z którego pochodzi fraza „Do kamiennej poduszki”. Wspomnienie tych poetyckich szkiców i przelotnej znajomości koresponduje ze świadomością niepowstrzymanego starzenia się, upływu czasu, zmierzania ciała ku rozpadowi, pędowi ku śmierci. Kruchość, ulotność, przemijanie, przemianę w proch, pochłonięcie przez nicość, niepamięć można jednak symbolicznie wstrzymać, jeśli znajdzie się słowa, które przetrwają po naszym odejściu. Wydaje się, że tanka tamtej młodej dziewczyny sprzed lat pozwoliły jej „nie całkiem” umrzeć – pozostały po niej silne słowa.

„Śmietanka”, kolejny utwór dotyczący czasu młodzieńczego autora, nawiązuje do francuskiego crème de la crème. Osiemnastoletni narrator spotyka nieco onirycznego mężczyznę (może to tylko wytwór wyobraźni), który chce, by chłopiec wyobraził sobie „koło o kilku środkach”, ale bez obwodu. Tajemnicza, zaskakująca prośba nieznajomego łączy się z ważną lekcją życiową, która będzie młodzieńca prowadzić przez całe życie: „osiągnięcie czegoś trudnego przy dużym nakładzie czasu i wysiłku to właśnie śmietanka życia” [s. 41-42]. Innymi słowy, nielogiczne, niewyjaśnione zdarzenia czasami się nam przytrafiają, ale jeśli nie mają związku ze śmietanką życia (crème de la crème), nie ma sensu próba ich rozwikłania; natomiast każda ważna sprawa w naszym życiu wymaga od nas nakładu pracy i trudów. Nic, co cenne, nie przychodzi łatwo, zdaje się mówić pisarz.

Magiczne, niewyjaśnione przypadki pojawia się również w opowiadaniu „Charlie Parker plays bossa nova”. Autor w czasach studenckich napisał recenzję fikcyjnej płyty Charliego Parkera (Birda). Tekst był na tyle sugestywny, że został wydrukowany i spotkał się z żywą reakcją czytelników, głównie z protestem. Po latach sfabrykowana płyta powraca do niego w zdumiewających okolicznościach w Nowym Jorku oraz we śnie, gdy rozmawia z Charliem Parkerem na temat śmierci, nicości i ciemności. To „jedna z poplątanych ścieżek” życia pisarza, konstytuująca jego jednostkowe istnienie.

Literacki szkic „With the Beatles” to dwa wspomnienia dziewcząt z czasów liceum i znamienna myśl, że „nasze życie to w końcu tylko ładnie opakowane dobro nietrwałe”. Pierwszą nastolatką jest jego rówieśniczka, która niosła w rękach tytułową płytę brytyjskiego zespołu, i swoją ulotnością, czarem zachwyciła narratora, wywołując bicie serca i cichy dźwięk dzwoneczka w uszach. Od tamtej chwili owe dzwoneczki stały się elementem pozwalającym odróżnić mu silne uczucie względem kobiety. Kolejna przywoływana z przeszłości dziewczyna to Sayoko, pierwsza dziewczyna autora. Reminiscencje związane z nią w nieoczekiwany sposób przywołują we wspomnieniach pisarza rozmowę z bratem dziewczyny oraz jego niecodzienną przypadłość – nagłe luki w pamięci. Jest w tej historii smutek samotności, odrzucenia, niemożności odnalezienia się, dopasowania do rzeczywistości.

Tytuł kolejnego opowiadania – „Wiersze zebrane o drużynie Yakult Swallows” – jest jednocześnie tytułem zbioru quasi-poetyckich szkiców tworzonych przez Murakamiego podczas oglądania meczów baseballa swojej ulubionej drużyny. W czasach, gdy dopiero zaczynał tworzyć pierwsze prozatorskie utwory, żaden wydawca nie był zainteresowany publikacją jego wierszy. Murakami własnym sumptem je wydał, ale niewiele z nich się sprzedało, więc pozostałe rozdawał. Autor stopniowo odtwarza swoją fascynację baseballem i zespołem, który praktycznie nigdy nie wygrywał. Te nieustanne niepowodzenia zdają się tyleż pretekstem, ile punktem wyjścia do rozważań o umiejętności przegrywania. Nie zawsze w życiu jest się zwycięzcą, dlatego trzeba umieć „dobrze przegrywać”. Znamienne, że Murakami w tym utworze dokonuje też delikatnej, subtelnej rewizji swoich stosunków z ojcem – jakby jedynie je szkicował, nie do końca był w stanie (albo po prostu nie chciał) uzewnętrzniać zbyt wiele.

„Karnawał” jest jednym z najciekawszych utworów zbioru. Murakami nawiązuje do utworu Roberta Schumanna oraz interpretacji dzieła prowadzącej do wniosku, że każdy z nas nosi maskę, za którą ukrywa swoją prawdziwą twarz, własne demony, podszepty, mrok (czytelnikowi może przypomni się chociażby zbiór „Mężczyźni bez kobiet”). Wszyscy coś odgrywamy, nie jesteśmy w stanie odsłonić siebie, pokazać autentycznej twarzy w obawie przed osądem innych i przed dopuszczeniem do głosu duchów, które nas gnębią, gdy zapadamy się w ciemności. Maska jest rozumiana tak symbolicznie, jak i dosłownie – mówi bowiem autor nie tyle o sposobie zachowania, konwenansach, lecz skupia się na fizjonomii, wyglądzie, aparycji. Opisuje swoją krótką, bo półroczną, znajomość z młodszą o 10 lat kobietą świadomą swojej brzydoty i poprzez tę świadomość przyciągającą ludzi. Połączyła ich fascynacja i zamiłowanie do muzyki klasycznej, szczególnie upodobanie do „Karnawału” Schumanna. Jedna z tajemnic, które kobieta skrywała za swoją maską, uświadamia, jak podczas karnawału (czyli po prostu życia) pokazują się mroczne duchy wijące się w ludzkiej psychice. Zresztą jak powie brzydka kobieta: „Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu żyje w masce. Bo bez maski nie da się żyć na tym bezlitosnym świecie. Pod maską złych duchów kryją się oblicza aniołów, a pod maskami aniołów – oblicza diabłów. Niemożliwe jest, żeby ktoś nosił taką samą maskę, jak jego prawdziwa twarz. Tacy właśnie jesteśmy. To karnawał.” [s. 160] Można pokusić się o stwierdzenie, że w zasadzie życie to teatr, teatr jest życiem. Odgrywamy swoje role jak lalki – w przebraniach, kostiumach, zamaskowani. Dopiero za kulisami, w prześwitach istnienia, ujawnia się na mgnienie oka to, co skrywamy.

Przedostatni w książce utwór – „Wyznanie Małpy z Shinagawy” – może przypomnieć czytelnikom inne opowiadanie Murakamiego „Małpa z Shinagawy”. Autor opisuje swoją podróż do gorących źródeł i noc, podczas której rozmawiał z… małpą. Zwierzę powiedziało mu, że znalazło sposób na samotne zimne noce – kradzież imion i nazwisk kobietom, których pożąda. Kolekcjonowanie nazwisk, czyli elementów tożsamości, stanowi swego rodzaju katalog pamiątek przywołujących ciepłe wspomnienia miłości, uwielbienia i tym samym dodaje energii. Podczas podróży życia zbieramy, gromadzimy ślady czyjejś obecności, ciepła, przelotnego uśmiechu, bo może dzięki temu jesteśmy w stanie nie tylko stłumić poczucie samotności, ale odnaleźć więź ze światem, połączenie z innymi, a więc udowodnić, że istnieliśmy (w pierwszej osobie liczby pojedynczej).

Tytułowe opowiadanie zbioru – „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” – to zdradzenie małego sekretu pisarza. W jego szafie znajdują się garnitury i krawaty, które niezwykle rzadko zakłada, a jeśli już je ma na sobie, to czuje się nie na miejscu, niedopasowany, jakby z innej rzeczywistości. Czasami jednak żal mu tak zapomnianych ubrań, więc wychodzi w nich na średnio godzinny spacer. Któregoś dnia w takim ubraniu zawędrował do baru, gdzie dosiadła się do niego nieznajoma kobieta, która w niewybredny sposób wypominała mu jego rzekome niegodziwe zachowanie sprzed lat. Czyżby przeobraził się w kogoś, kim nie był, jedynie dzięki garniturowi, który do niego nie pasował? Ha. Ot, zagadka niezwykłego świata. Zastanawiające, na ile nasze ubranie-przebranie jest dopasowywaniem się do społecznych wymagań, rzeczywistości dyktowanej przez standardy i normy, a na ile niedopasowywaniem się do świata, próbą wyjścia poza sztywny, skostniały wizerunek i tym samym podkreśleniem swojego istnienia w pierwszej osobie liczby pojedynczej.

„Czas to zawsze ten sam czas. Minuta jest minutą, a godzina godziną. Musimy go cenić. Musimy osiągnąć porozumienie z czasem, żeby zostały nam po nim jak najlepsze wspomnienia – to jest najważniejsze.”

[„Wiersze zebrane o drużynie Yakult Swallows”, s. 138]

Haruki Murakami w opowiadaniach ze zbioru „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” zabiera czytelnika w podróż do przeszłości, uchylając drzwi do epizodów ze swojego życia, wprowadzając odbiorcę w intymną czasoprzestrzeń, gdzie niezwykłość kryje się w codzienności, oniryczność przeplata się z realnością, każdy jest na swój sposób niedopasowany do świata. Jako obserwator i słuchacz rzeczywistości pisarz wychwytuje drobne pęknięcia, rysy, skazy w przestrzeni i wizerunku. Uświadomienie sobie upływu czasu, starzenia się ciała, ulotności i kruchości wspomnień o pięknie młodości, delikatności i subtelności, które z czasem ulegają modyfikacji pod wpływem kolejnych wydarzeń w życiu, są przedsionkiem do odkrywania tajemnicy istnienia, podszewki codzienności, kulisów teatru świata, zagadki życia. To niespieszne opowieści, w których kryje się mądrość kogoś, kto przebył długą drogę i powoli dostrzega wyjście z tunelu.

——————

Haruki Murakami, Pierwsza osoba liczby pojedynczej, przeł. z jap. Anna Zielińska-Elliott, Muza, Warszawa 2020.

Autor: Luiza Stachura

Spis utworów:

1. „Do kamiennej poduszki”

2. „Śmietanka”

3. „Charlie Parker plays bossa nova”

4. „With the Beatles”

5. „Wiersze zebrane o drużynie Yakult Swallows”

6. „Karnawał”

7. „Wyznanie Małpy z Shinagawy”

8. „Pierwsza osoba liczby pojedynczej”

.

.

Tekst w całości sponsorowany przeze mnie. Za chaos myśli przepraszam. Znów pisane (za) szybko. O kilku rzeczach nie napisałam. Ale może ktoś inny kiedyś dopowie.

.

.

7 uwag do wpisu “Niedopasowanie (do) rzeczywistości. Słów parę o zbiorze opowiadań „Pierwsza osoba liczby pojedynczej” Harukiego Murakamiego

    1. Lubię. Polubiłam w zasadzie. Początki były przedzieraniem się. Brzmiał dla mnie trochę jak zgrzyty rzeczywistości. Coś we mnie się sprzeciwiało takiemu językowi, stylowi. Ale po latach go polubiłam. A Ty?

      1. Luizo, mogę podpisać się pod tym, co tutaj napisałaś. Dla mnie to były też takie zgrzyty rzeczywistości, zgrzyty języka i zgrzyty stylu. Ale… po lekturze „Zawód powieściopisarz” i „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” jakoś zmieniłam nastawienie i powróciłam do niego. Choć przyznam Ci się szczerze, że ja nie znam dobrze jego twórczości.

          1. Miałam okazję przeczytać „Zniknięcie słonia”. Dawno temu jeszcze coś czytałam, ale zupełnie nie pamiętam, co to było. Także chętnie czekam na jakąś rekomendację;-)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s