„Tak, wszystko się gdzieś ze sobą łączy.”* Na marginesach drugiego tomu „Śmierci Komandora” Harukiego Murakamiego

Praktycznie wszystko się zmienia, jest niepewne, zależne, względne. Czasami wydaje się, że światło jest mrokiem, a mrok światłem. Może na obrazie uchwycisz i zatrzymasz ten moment, który stanie się kiedyś albo ideą, albo metaforą. Albo zrodzonym w twojej głowie pojęciem, które przybierze formę, albo przenośnią, która ukryje inny wymiar rzeczywistości, przekaże twoje przeżycia innej osobie. W labiryncie uczuć, sprzecznych emocji, wewnątrz ciemności pochłaniającej od środka, zgubisz drogę, jeśli nie przywołasz ciepłego, słonecznego wspomnienia, najlepiej kogoś bliskiego, ważnego, kto poprowadzi cię, łagodnie mówiąc, że dasz radę przejść przez ciemny las i wrócić do świata pełnego barw oraz dźwięków. W świecie niestałości potrzeba pewnego uczucia, silnego uścisku cudzej dłoni.

Będzie mętnie i niejasno. Kolejne wydarzenia prowadzą malarza-narratora drugiego tomu „Śmierci Komandora” Harukiego Murakamiego do podążenia za ideą, która przybrała ciało tytułowego Komandora z obrazu Tomohika Amady. Bohater odkryje więcej historycznych faktów i traumatycznych przeżyć dotyczących rodu Amadów, w których domu mieszka. Zacznie tworzyć kolejny obraz, tym razem związany z tajemniczym dołem, będzie pracował nad portretem Marie, jego kontakt z Menshikim nieco się rozluźni, ale zacznie coraz bardziej intensywnie myśleć o byłej żonie, Yuzu. Jednocześnie bohater zbyt mocno wejdzie w iluzoryczną krainę cudzej przeszłość i wspomnień, zaburzy granicę między jawą a snem, zdrowiem a obłędem. Będzie musiał dokonać symbolicznego ojcobójstwa, by móc przejść na drugą stronę rzeczywistości – czyli z jawy w sen, z zewnętrznego świata do wewnętrznego. Dokona zatem introwertycznej podróży, przemierzy ciemność i pustkowie, przeprawi się przez rzekę między bytem a niebytem, pokona las, by dotrzeć do jaskini (podobnej do tej ze wspomnień o siostrze) – na kilku odcinkach podróży towarzyszyć mu będzie ktoś/coś w rodzaju przewodnika.

Wyprawa malarza trochę przywodzi na myśl podróż Danego w „Boskiej Komedii” przez kolejne kręgi – tym bardziej, że do figury kręgu Murakami nawiązuje kilka razy, głównie bezpośrednio, operując sformułowaniem „otworzyć krąg”, w znaczeniu „zainaugurować coś”, „zapoczątkować”, „przywołać”, „zaprosić do rzeczywistości”. Oczywiście, popkulturowe skojarzenia odsyłają nas między innymi do „The Ring” Kōjiego Suzukiego, a kulturowe asocjacje przywołują wiele obrazów-znaków związanych z (o)kręgiem i jego symboliką, kultem, pierwotnymi wierzeniami. Wędrówka bohatera początkowo wydaje się, że ma konkretny cel – musi uratować osobę, która teoretycznie zniknęła z rzeczywistości, znalazła się po drugiej stronie obrazu-lustra. Ale to iluzja. Podczas opowieści ocalonej osoby odkrywamy, że tak naprawdę podróż narratora nie miała większego sensu dla nikogo prócz niego. Tak naprawdę nie biegł on na ratunek innej osobie, lecz zmierzył się wreszcie z niektórymi problemami, przed którymi rozpaczliwie uciekał w apatię, chłód emocjonalny, zamknięcie i zduszenie uczuć. Inaczej ujmując, zniknięcie kogoś stanowiło katalizator czy raczej pretekst, by podjąć wyprawę w głąb własnej duszy, by zanurzyć się w ciemności pożerającej od środka i by wreszcie odzyskać spokój wewnętrzny i radość.

Drugi tom „Śmierci Komandora” to ryzykowne balansowanie między kiczem a realizmem magicznym podszytym filozofią idei, metaforami, znakami-obrazami. Opowieść przekształca się i otwiera-zamyka potencjalne odczytania w zależności od uruchamianych schematów fabularnych, takich jak: powieść obyczajowa, baśń, fantastyka baśniowa, kryminał, Bildungsroman, powieść przygodowa, romans czy thriller. Niezwykłe wydarzenia, zapowiedziane w pierwszym tomie i dość lekko w nim napoczęte, w drugiej części z rozmachem wkraczają w rzeczywistość, przetwarzając ją w oniryczną, momentami makabryczną krainę, na poły baśniową, na poły realistyczną. Zabiegi, które wytworzyły niesamowite, magiczno-iluzoryczne światy w takich książkach Murakamiego jak „Kafka nad morzem” czy „Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland”, w drugim tomie „Śmierci Komandora” rozczarowują, brakuje im świeżości, reinterpretacji, żonglerki, jakiejś zabawy ze schematem. W skutek czego otwierają się w zasadzie dwie, alternatywne drogi odczytania. Albo podążymy za interpretacją, że wszystko to zdarzyło się naprawdę, a magiczne postacie istnieją na równi z realnymi i narrator był trochę jak Alicja w Krainie Czarów, trochę jak jeszcze inni bohaterowie literackich dzieł, usiłujący przepracować traumę, odzyskać wewnętrzną wolność, pogodzić się ze stratą i zmianami w życiu. No i powiedzmy, że narrator przeszedł swoistą inicjację, wtajemniczenie w mrok, przepracował traumę z dzieciństwa, odzyskał siebie i połączenie z rzeczywistością, chociaż w gruncie rzeczy można mieć co do tego lekkie wątpliwości. Albo zdecydujemy się odczytywać powieść jako zapiski osoby trochę obłąkanej, szalonej, usiłującej w jakiś sposób wyjaśnić sobie to, co przeżywa. Zbyt nachalnie próbuje bohater „Śmierci Komandora” przekonać siebie i czytelników o autentyczności wydarzeń. Brakuje tego, co pomiędzy, co stymuluje interpretację, co zachęca do pojęcia gry przez czytelnika.

„Jeśli przejdzie się przez pewien szczególny kanał, rzeczywistość może się stać nierzeczywista. Albo nierzeczywistość może się stać rzeczywista. Jeżeli pragnie się tego z całego serca. Ale to nie dowodzi, że zostało się wyzwolonym. Być może dowodzi to czegoś wręcz przeciwnego.” [s. 173]

Im głębiej w las-słowny labirynt, tym więcej znaków, symboli, alegorii, metafor, odniesień, aluzji, nawiązań (także do własnej twórczości Murakamiego). Im dłużej się nad nimi zastanawiam, tym większe widzę dryfowanie, pustkę semantyczną, sprowadzanie czytelnika na manowce – niby wszystko się łączy ze sobą, ale tego „wszystkiego” jest zbyt wiele nagromadzonego, przytłaczającego, nierozwiniętego, a jedynie zasygnalizowanego, rozrzuconego: amulety i talizmany, miejsca, korytarze, detale rzeczywistości, elementy przestrzeni, kolory i monochromatyczność, dźwięk i absolutna cisza, zjawiska paranormalne, fenomeny, zbiegi okoliczności, zwidy, majaki, sny, których nie można odróżnić od rzeczywistości i rzeczywistość, której nie można odróżnić od snu. Oczekiwałam bardziej przemyślanej konstrukcji, starannie dobranych środków, inspirujących reinterpretacji stałych motywów w prozie Murakamiego, może trochę poeksperymentowania, a mniej zbierania (przypadkowych?) tropów rzeczywistości i snu, a następnie kolażowego ich układania.

„Śmierć Komandora” Harukiego Murakamiego jest powieścią zasadniczo o tym, że pewne emocje – bardzo silnie negatywne, jak nienawiść, chęć zemsty, poczucie krzywdy, rozgoryczenie, rozpacz – zjadają od środka. Ciemność w nas domaga się krwi – dąży do tego albo w realnym świecie, popychając do konkretnego działania, albo poprzez dzieła sztuki, jak obrazy, w których namalowane, zapisywane, zakodowane zostają przeżycia i doświadczenia. Innymi słowy, mrok zrodzony z niepogodzenia się, z braku wybaczenia i narastającej frustracji, próbuje znaleźć swoje ujście. Nie można nieustannie tłumić w sobie emocji i uciekać, bo potęguje się poczucie lęku, osamotnienia i opuszczenia. Dopiero podzielenie się, wypowiedzenie czy namalowanie otwiera drogę do wyjścia i pozwala znaleźć jakieś rozwiązanie.

——————

* Haruki Murakami, Śmierć Komandora, t. 2, Metafora się zmienia, przeł. z jap. Anna Zielińska-Elliott, Muza, Warszawa 2018, s. 279. Wszystkie pozostałe cytaty pochodzą z tego wydania i zostały umiejscowione bezpośrednio w tekście.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s