Niekończący się sen – część 1. Kilka słów na marginesach książki „Wizerunek mężczyzny w visual kei” Klaudii Adamowicz

Visual kei to fascynacja, zachwyt i lęk. Jak sen – ambiwalentny, wieloznaczny, zmienny, niedopowiedziany. Czasami słodki, kolorowy i czarujący, przeważnie jednak przerażający i okrutny, zimny i monochromatyczny.Klaudia Adamowicz, "Wizerunek mężczyzny w visual kei" To przestrzeń, w której krew powoli spływa po ostrzu noża, okaleczona dusza szuka nowego ciała, w którym mogłaby zamieszkać chociaż na chwilę. Ciało trawią robaki. Płatki wiśni niesione są przez wiatr. Przebłyski promieni słonecznych docierające do najbardziej opuszczonych i zniszczonych nie-miejsc, przestrzeni, gdzie kwitnie śmiertelny kwiat, nie pozwalają zapomnieć o nadziei. Nadziei, że kiedyś… Piękny uśmiech, ślad Twojej dłoni to znaki kruchości, ulotności świata, nieustannego końca i początku. Nie można ich ochronić przed zniknięciem inaczej niż tylko w innym wymiarze rzeczywistości – onirycznym królestwie wyobrażeń. Bo visual kei to jeden z korytarzy w moim ogrodzie. Iluzja pozwalająca skrystalizować się marginalizowanym emocjom i niewypowiedzianym pragnieniom.

Można zaryzykować twierdzenie, że visual kei jest jednym z przejawów dążenia do tworzenia dzieł sztuki wizualnej, wpisującej się w japońską estetykę, jakkolwiek bogato czerpiącej z elementów, znaków tradycji i kultur europejskich oraz azjatyckich. To nie tylko undergroundowa muzyka, ale przede wszystkim wizualna oprawa, teatralność, wcielanie się w rolę, ucieleśnianie ulotnych snów i fantazji. To gra wyobraźni, teatr lalek, mariaż piękna mroku i piękna światła, idealne połączenie kobiecości i męskości, bez konieczności potwierdzania swojej przynależności i tożsamości. Visual kei wpisuje się w „estetyka niedoskonałości i niedoboru” [s. 215], japońskich kategorii sugestii, nieregularności, prostoty czy wreszcie nietrwałości [zob. s. 208]. Klaudia Adamowicz napisze: „visual kei to styl czy też ruch artystyczny w japońskiej muzyce, który charakteryzuje się zastosowaniem silnych efektów wizualnych” [s. 17].

Publikacja „Wizerunek mężczyzny w visual kei” Klaudii Adamowicz jest przeznaczona dla każdego otwartego eksploratora przestrzeni (nie tylko) wizualnej. Autorka prezentuje w kolejnych rozdziałach ideę visual kei, próbuje uchwycić jego genezę, wpływy i inspiracje (między innymi glam rock, David Bowie, gotyk i czasy wiktoriańskie, ale również japońska tradycja, dwuznaczności i ambiwalencja w kategoriach estetycznych w Japonii), modyfikacje, rozwój, odgałęzienia, jasne i mroczne korytarze muzyczno-wizualnych eksperymentów. Adamowicz przedstawia społeczno-kulturowe definiowanie i kreowanie wizerunku na Zachodzie oraz w Japonii. Następnie wskazuje na ewolucję pojęć i kategorii męskości oraz kobiecości w odniesieniu do dwóch różnych kręgów kulturowych – europejskiego i japońskiego. Nie dokonuje jednak ostrego przeciwstawienia, konfrontacji, ale usiłuje wskazać istotne różnice i podobieństwa, tym samym pomagając odbiorcom zrozumieć Innego. Na uwagę zasługują podrozdziały poświęcone cross-dressingowi, fanservice’owi, idełowi bishōnena (pięknego chłopca) i shōjo (dziewczyny), androginiczności czy wreszcie onnagata – autorka unika schematycznego i uproszczonego opisywania tych zjawisk, przejawów, kategorii. Publikację zamykają rozważania dotyczące wpływu estetyki japońskiej (tradycyjnych kategorii oraz dwudziestowiecznych, między innymi ero guro nansensu czy kawaii, które zestawione z kowai ewokuje dwuznaczny obraz, na wzór mariażu makabryczności, przerażenia z niewinnością, dziecięcą wyobraźnią) oraz teatralności (teatry kabuki oraz nō), opery, przedstawienia, fikcyjności, zmysłowych obrazów oddziałujących na emocje, nie zaś na rozum, czyli nieodłącznych elementów fantazjowania i źródeł doznań estetycznych. Autorka stara się za każdym razem przedstawić możliwie szerokie tło społeczno-obyczajowe, historyczne wydarzenia wpływające na przemiany w obrębie japońskiego społeczeństwa i kierunkach rozwoju kultury Wschodzącego Słońca.

Mankamentem książki jest niestety styl. Owszem, „Wizerunek mężczyzny w visual kei” dedykowany jest szerokiemu gronu odbiorców i przez to traci narracja. Język jest nazbyt uproszczony, dominują elipsy, skrótowość, antycypacje, niedopowiedzenia, dygresyjność, liczne tłumaczenia się i usprawiedliwienia autorki na początku, na końcu i w środku niemalże każdego podrozdziału. Już we wstępie czytamy: „Głównym celem niniejszej monografii jest całościowe ukazanie wizerunku mężczyzny w visual kei – jego zróżnicowania oraz różnorakich płaszczyzn, w obrębie których może się on przejawiać. Wybór tematu można umotywować faktem, że wizerunek muzyków stanowi cechę konstytutywną stylu i w efekcie jego analiza umożliwi całościowe zrozumienie zjawiska w różnych jego przejawach. Już na początku pragnę zaznaczyć, że choć tytuł brzmi Wizerunek mężczyzny w visual kei, co ma podkreślać cechy wspólne różnych przestrzeni prezentowanego zjawiska, szczególną uwagę należy poświęcić różnorodności, jaka panuje w obrębie tego stylu.” [s. 9]. W kolejnych częściach tekstu Adamowicz sygnalizuje wielość zjawisk, motywów, kontekstów, perspektyw, w których można rozważać visual kei, i kilka z nich próbuje uchwycić, ale to zadanie ją nierzadko przerasta. Wbrew pozorom pisanie o aspektach japońskiej przestrzeni społeczno-kulturowej, jak na przykład visual kei, nie jest łatwym przedsięwzięciem i wymaga przemyślanej konstrukcji oraz – co chyba najważniejsze – dobrze dobranego sposobu opowiadania. Niemniej jednak publikacja Klaudii Adamowicz jest dobrym pretekstem do rozważań bardziej akademickich o visual kei – zjawiskowości i fenomenalności japońskiej inwencji w przetwarzaniu rozmaitych znaków kultury w celu penetracji i eksploracji świata przeżyć, emocji jednostki, będącej częścią zbiorowości i poprzez tę zbiorowość definiowanej.

Problem z akceptacją bieżącej narracji świata, kreowanej wizji rzeczywistości, niemożność odnalezienia siebie i swojego miejsca w ogromie słów, myśli, idei i obrazów, rozczarowanie, potrzeba buntu niezagłuszonego kakofonią medialną, poczucie współuczestnictwa i bycia częścią zbiorowości, a jednocześnie chęć potwierdzenia własnej jednostkowości i problemów związanych z brakiem zrozumienia przez innych, czyli nienasycone pragnienie wolności, to wszystko może ofiarować visual kei. Ale nie każdemu, kto przeżywa pozornie podobne stany, co jasne. Visual kei jest jedną z form fantazjowania. Ujście negatywnych emocji, afirmacja piękna rodzącego się w ulotności bądź w okrucieństwie, niezwykle trudne są do opisania. Chyba dlatego wizualność, połączenie poszczególnych znaków (z) przestrzeni, emblematów, wizerunków, gestów, słów i dźwięków pozwalają na chwilę zanurzyć się w obłąkanej nierzeczywistości, przejście na drugą stronę lustra, gdzie można porzucić myśl o własnej seksualności, cielesności obarczonej społecznym, politycznym, kulturowym czy – szerzej – ideologicznym brzemieniem. Świat lalek jest piękny, bo kruchy, słoneczno-mroczny. Iluzoryczne życie marionetek przypomina o przemijaniu, cykliczności narodzin i śmierci, o ograniczonej wolności. Ale visual kei – jak wszelkie doskonale wyreżyserowane przedstawienia, fantazje, ujścia nienasyconych, skrytych pragnień i podszeptów, choćby manga czy kabuki – to obszar wolności, odrębny wymiar rzeczywistości, niemający prawa zaistnieć w naszym (co)dziennym, to idealne piękno, wizja doskonałej przestrzeni poza czasem, marzenie, świat snu. Jak w mojej ulubionej książce – „Alicji w Krainie Czarów”.

——————

Klaudia Adamowicz, Wizerunek mężczyzny w visual kei, Kirin, Bydgoszcz 2015.

Autor: Ruiza

.

Muzycznego wyboru nie będzie – nie wskażę własnych fascynacji i inspiracji.

Przepraszam za chaos myśli.

Reklamy

6 thoughts on “Niekończący się sen – część 1. Kilka słów na marginesach książki „Wizerunek mężczyzny w visual kei” Klaudii Adamowicz

  1. Witaj Luizo,

    Nawet nie wiedziałam, że wyszła na naszym rynku taka książeczka. Już sobie zapisałam tytuł i autorkę, z chęcią zajrzę. Swoją drogą jestem ciekawa jak ten tytuł został odebrany przez fanów muzyki… Tak na marginesie, sama kiedyś troszkę tego słuchałam (chyba jak każdy kto choć trochę liznął tematu Japonii czy Azji):D Podoba mi się stwierdzenie, że visual kei jest jedną z form fantazjowania…

    PozdrawiaM

    1. Alicjo,
      polecam : )
      Wiesz, że kiedyś będę musiała poszukać w internetach reakcji fanów visual kei – dziękuję za trop!
      Hehe, trudno nie zetknąć się z visual kei : )
      Tak, to forma fantazjowania, życia marzeniem, snem. Kruchy świat. Ulotny.
      Słoneczności!

      1. To prawda, ulotny jest to świat… Niemniej z sentymentem wspominam czasy, kiedy odkryłam visual kei;) To było takie… inne, dziwne i zarazem interesujące. Odnośnie Azji… to kiedyś nawet przemknęła mi przez głowę myśl, abym sama coś napisała „większego” o chińskiej muzyce popularnej… bo właśnie w tym obszarze czuję się najmocniejsza. Czytając Twój tekst akurat sobie o tym przypomniałam;) Kto wie, może kiedyś się odważę:D

        Dużo słońca,
        PozdrawiaM!

        1. Tak, dla mnie to też był ciekawy czas. I też mam sentyment. Lubię czasami jako antydot na codzienność włączyć PVki zespołów visual kei i wejść do jednej z części mojego ogrodu. Tak zauważyłam na jednym z Twoich blogów, że Ty kiedyś pisałaś o c-music i z chęcią bym poczytała coś więcej na ten temat, bo ja to tylko tak wybiórczo bardzooo ; )
          Będę zatem czekała!
          Dziękuję i wzajemnie – słoneczności!

          1. Luizo,

            Jakże pięknie to ujęłaś „antydot na codzienność”:-)

            Troszkę tam pisałam, bardziej udostępniałam pewne piosenki z filmikami na YT. Muzyka to w ogóle bardzo fajny pomysł na poznawanie tamtejszego języka czy kultury. A przynajmniej „fajny” towarzysz jeśli uczymy się języka czy chcemy poznać tamtejszą kulturę;) Póki co brak mi odwagi do napisania czegoś na kształt książki o c-music, ale… kto mnie tam wie… to byłoby swego rodzaju wyzwanie;))

            Pozdrawiam ciepło,
            dużo słońca!:-)

          2. Dziękuję^^’
            Tak, ale udostępnianie piosenek i pisanie o nich/o wykonawcach jest cenne i inspirujące : )
            Pewnie, że tak – przez muzykę, filmy, literaturę, malarstwo, rzeźbę itd., nawet sztukę popularną, można zacząć swoją „przygodę” z inną kulturą, w jakiś sposób wejść, zainicjować kontakt.
            Pewnie, że wyzwanie – ale wyzwania są zawsze najbardziej twórcze i stymulujące : )
            Dziękuję i przesyłam niezmiennie słoneczności! : )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s