Kobieta z Ognia. „Droga do domu” Yaa Gyasi

Yaa Gyasi, "Droga do domu"Tekst można przeczytać na stronie artPapier

Reklamy

10 thoughts on “Kobieta z Ognia. „Droga do domu” Yaa Gyasi

  1. bardzo ciekawy temat, jednak z Twojej recenzji wnoszę, że tym razem nie doczekał się odpowiednio głębokiego i kompletnego potraktowania. Szkoda, bo nawet my, obywatele nie tylko innego kraju ale i innego świata, moglibyśmy w swojej niewiedzy wytypować i nazwać szereg interesujących wątków / płaszczyzn problematyki. Możliwość poznania niuansów dostrzeganych przez „tambylcę” i w dodatku osoba, która „czuje” te sprawy, także w ujęciu historycznym, byłaby bezcenna. Niestety, w literaturze dominują mocno spłaszczone perspektywy poznawcze. Albo – jak np. u Willbura Smitha – Czarni są dobrymi ludźmi, ale właściwie nie zasługują na nic lepszego niż dobry pan, albo – w literaturze poskolonialnej – to biali są źli, od a do zet. Taka saga prawie-rodzinna wydaje się być wymarzoną okazja aby należycie, na przestrzeni dekad, namalować obraz pełną paletą barw. Szkoda.

    1. Wiesz, to książka dla masowego odbiorcy – ma wzruszać, czegoś nauczyć (m.in. poszanowania dla inności, odmienności – nie tylko kulturowej). I jest dobrym pretekstem do głębszych rozważań, rozmów. Tylko że to wszystko, no właśnie, pozostaje na marginesie powieści, a w efekcie oddala się od niej. Nie mówię, że to źle, ale jednak ja szukam czegoś innego ; ) W tej sadze zabrakło mi jakiegoś, hm, czas, by bohaterowie mogli się rozwinąć, mogli pobyć trochę z czytelnikiem. Zupełnie jakby byli marionetkami-lalkami, które mają do odegrania jakąś rolę i tylko na tyle mogą zaistnieć.

      Zwracasz uwagę na ważne sprawy. Pewnie, że dominują uproszczenia w literaturze i w rozmowach o niej – łatwo jest podzielić świat na pół, narysować kreskę i po jednej stronie umieścić „dobrych’, a po drugiej „złych”. Brakuje dostrzeżenia, że nikt i nic nie jest jednoznaczne. W zależności od sytuacji, okoliczności, osobistych preferencji i uwarunkowań (psychicznych, emocjonalnych, intelektualnych, kulturowych itd.) wybory każdego człowieka można oceniać rozmaicie. W dodatku nikt nie może być pewnym, jak sam by się zachował w minionych czasach – kim by był, jakich wyborów by dokonywał.

      1. my jesteśmy dziećmi naszych czasów, stoimy w pewnym sensie na szczycie piramidy humanitaryzmu, a przecież i tak nasze czasy nie są idealne. Brak równouprawnienia płci, rasizm, seksizm ect. Długo by wymieniać…

        1. Ciekawe spojrzenie – jesteśmy produktem naszych czasów. Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu – czy tak rzeczywiście jest, czy jesteśmy tworem „dziś”, a „wczoraj” powraca w natrętnych snach. Z drugiej strony może i racja – jesteśmy jako masa, jako zbiorowość. A każda jednostka w zależności od rozwoju samoświadomości będzie wypadkową różnych czasów.
          Nie wiem. Ale to ciekawe.

          Pewnie, że nasze czasy nie są idealne – chyba powielają stale te same błędy. Mam wrażenie, że nadal jesteśmy w wiekach młodości (młodości świata, młodości ludzkości – jakkolwiek to nie zabrzmi), na początku drogi ku dorosłości i dlatego popełniamy tyle błędów, krzywdzimy itd. To znaczy nie nadeszły jeszcze czasy dojrzałości, kiedy zbiorowość potrafi wyciągnąć wnioski z przeszłości.

          1. Myślę, że teraźniejszość definiuje nas o tyle, że zawsze – czyli w każdych czasach – stanowi punkt wyjścia. Nie musimy badać teraźniejszości, gdyż jesteśmy w niej zanurzeni, czujemy ją. „Wczoraj” poznajemy z pewnej perspektywy. „Wczoraj” jest dla nas obce, to inna planeta. Czasami podchodzimy do „wczoraj” z ciekawością, czasami z niechęcią. Podejście jest skonfigurowane relacją z „teraz”.

            Dorosłość nigdy nie nadejdzie ;-). Głupota i skłonność do popełniania zbędnych błędów to niezbywalne prawo każdej społeczności odpowiednio dużej by jednostki wybitne były w niej niedostrzegalną anomalią ;-)

          2. No tak, by my jesteśmy i tworzymy „teraz”, „dziś”. Ale czasami kusi niektórych, by to „dziś” badać, analizować, interpretować, gdybać ; )
            „Wczoraj” – tak, jak inna planeta czy inny wymiar tej samej, ale jednak różnej rzeczywistości.
            Sądzisz, że dorosłość nigdy nie nadejdzie? W sumie coś w tym jest. Zresztą… wybitne jednostki, gdyby zaczęły dominować, to też mogłyby doprowadzić do upadku. Może nawet przyczyniłyby się do większej generacji głupot? Racja.

          3. dorosłość jest przypadłością jednostek, nigdy społeczeństw. Coś jest w biologii homo sapiens co uniemożliwia dojrzewanie ludzkim grupom… Może też być tak, że dominacja mądrych jednostek byłaby szkodliwa, trochę na tej zasadzie jak się mają rzeczy z idealizmem: doprowadził do większego zła niż egoizm.

          4. Racja. No ale taka dorosłość społeczeństw może być ciekawym marzeniem ; ) A do czego mogłoby to doprowadzić – inspirujące ; )

            Hm, to jest zauważalne nawet na mniejszą skalę. Często jeśli się chce lepiej, „mądrzej”, rozsądniej, , ambitniej itd., to skutki bywają fatalne, mniej bądź bardziej bolesne, rozczarowujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s