Słodko-gorzkie. O tomie poetyckim „Szczęście w czapce niewidce i 99 nowych wierszy” Józefa Barana

Józef Baran, "Szczęście w czapce niewidce i 99 nowych wierszy"Tekst można (było) przeczytać na stronie PapieroweMyśli.pl

[Bezpośrednio na blogu od 06.03.2020]

Szaleńcza karuzela rzeczywistości, dynamika zdarzeń, lawina przypadków, zbiegów okoliczności i konieczności, powodują zamęt, zawrót w głowie. Społeczność żąda, byś odgrywał posłusznie rolę. Kolejne podawane ci maski wyznaczają następne etapy przedstawienia. Ale jeśli zatrzymasz się na chwilę, uciekniesz z teatru lalek, to zobaczysz prześwity swojego pięknego życia – kruchego, jednostkowego. Wyjątkowego. To prze(d)świty istnienia. Zastanawiałeś się kiedykolwiek nad niezwykłością tego, że tu i teraz  j e s t e ś? Bo naprawdę  i s t n i e j e s z.

Krakowski poeta, Józef Baran, w najnowszym tomie poetyckim „Szczęście w czapce niewidce i 99 nowych wierszy” kieruje uwagę czytelnika na blask życia, jego piękno, które jest jednocześnie niezwykle słodkie i gorzkie, przynosi dziecięcą radość, promienny uśmiech i łzy bólu, bezgłośny krzyk. Podzielona na sześć części książka poetycka przywodzi na myśl zapiski podróżnika przemierzającego czasoprzestrzeń w poszukiwaniu tajemnicy istnienia, eksploratora miejsc i nie-miejsc, zbieracza drobnych przejawów niezwykłości, cudowności życia. Dla wygody nazwijmy go Wędrowcem.

Pierwsza odsłona – „Wiosenne kukanie” – to próba ujęcia istnienia w kontekście nieskończoności, wieczności (kukułka jest zwiastunem Wieczności, „echem Nieskończoności”), jakkolwiek oba te pojęcia wykraczają poza ludzkie pojmowanie. Wiersze zamieszczone w tej części pełne są afirmacji, eterycznego blasku, słonecznych promieni, nadziei, cudownej woni i obrazów pięknej przestrzeni – jakby cudowny świ(a)t właśnie powstawał na naszych oczach. Życie w wiośnie i lecie, a zatem w rozkwicie, jeszcze jest zachwytem, a błysk lekko tylko muśnięty zostaje cieniem, ciemnością. Kolejna część tomu, „Zapiski z podróży”, składa się z obrazów brazylijskich i koreańskich miejsc oraz nie-miejsc skonfrontowanych z polskimi. Wędrowiec wchodzi w etap myślenia o życiu i istnieniu poprzez pamięć o przeszłości oraz uświadomienie sobie istoty przemijania, nie-istnienia. To moment rodzenia się tożsamości, zakorzeniania się (siebie).

„Najkrótsza definicja człowieka”, trzecia część tomu poetyckiego Józefa Barana, odkrywa drugi (poza duchowością) aspekt człowieka – cielesność. W świecie zdehumanizowanym, stechnicyzowanym człowiek poddany jest reifikacji. Sprowadzony do ciała-maszyny, którego części są na sprzedaż, większość ludzi zakłada najrozmaitsze maski, by nie odpaść w wyścigu (głupoty) i by materialność zabiła pustkę wewnątrz serca. Wędrowiec tymczasem nabiera większej samoświadomości i dlatego może zbliżyć się do świata snu, onirycznego królestwa (część czwarta – „Każdy o coś się modli”), nierealności, za granicą której znajduje się być może to, czego szuka, czyli tajemnica istnienia.

„(…) może rzeczywistość na jawie

to tylko podszewka

prawdziwego istnienia”

[„Podejrzewam się o podwójność istnienia”, s. 108].

Nim jednak odsłoni na moment kurtynę skrywającą istnienie, musi doświadczać bolesności śmierci, odejścia, Nicości (część piąta, „Śniadanie na trawie”). Lekcja umierania uzmysłowi mu, że musi tyleż odnaleźć, ile stworzyć prywatny język umożliwiający wyrażanie złożoności istnienia (część szósta, „Ostrzeżenie dla samego siebie”). Będzie Wędrowiec zatem zestawiał, kontrastował: ktoś-nikt, optymista-pesymista, szczęśliwy-nieszczęśliwy, mądry-głupi, trawie-odejście, życie-śmierć, istnienie-nieistnienie. Rekapitulacja doświadczeń, rozrachunek z przeszłością, konfrontacja z potencjalnymi drogami, którymi mógł podążyć, przyniesie ostatecznie myśli, że istnienie przejawia się nieustannie poprzez życie – drobne zdarzenia, spotkanych ludzi i ich uśmiechy oraz łzy, gesty, spojrzenia, słowa. A życie mimo wszystko to szczęście i piękno, bo jego nieodłącznymi elementami są radość i cierpienie, wyznaczające istotę bycia człowiekiem. I chyba dlatego życie jest tak pociągające, że składają się na nie momenty słońca i chwile mroku.

Wykorzystując potencjały piosenki, prozy poetyckiej, poezji epifanicznej, trenu czy modlitwy, Józef Baran tworzy dobre preludium do (poza)poetyckich rozważań nad istnieniem. Innymi słowy, wiersze Barana mogą stanowić asumpt do czytelniczego olśnienia faktem jednostkowości istnienia i równocześnie stać się katalizatorem do poszukiwań takich poetów, którzy są nieustannymi eksploratorami tajemnicy istnienia.

„(…) zapadając się w mroku świecisz”

[„Macierzyństwo, s. 32]

——————

Józef Baran, Szczęście w czapce niewidce i 99 nowych wierszy, Zysk i S-ka, Poznań 2015.

Autor: Luiza Stachura

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s