„Wszyscy coś gramy”*. Na marginesach zbioru opowiadań „Mężczyźni bez kobiet” Murakamiego Harukiego**

„Ja też jestem jednak człowiekiem, więc można mnie zranić. Na razie nie wiem, czy trochę, czy bardzo.”

[Kino, s. 234]

Granie dowolnej roli w przedstawieniu życia nie jest – wbrew pozorom – trudne i skomplikowane. Zdecydowanie łatwiej założyć maskę, gdy pragniesz ukryć swoją prawdziwą twarz przed ludźmi, którzy nie będą w stanie cię zrozumieć i celowo bądź przypadkowo by cię skrzywdzili. Wystudiowana mimika zakrywa twoje autentyczne łzy, ale także szczery uśmiech. Prawdziwa gra zaczyna się jednak wtedy, gdy niepostrzeżenie tracisz pewność, co jest prawdą, a co mistyfikacją. Murakami Haruki, "Mężczyźni bez kobiet"Gubisz się (siebie) w pożyczonych słowach, gestach i uśmiechach. To jeszcze raz – jak masz na imię?

Najnowszy, bo z 2014 roku, zbiór krótkich form prozatorskich Murakamiego Harukiego. oryginalnie składa się z szczęściu utworów: Drive my car, Yesterday, Niezależny organ, Szeherezada, Kino, Mężczyźni bez kobiet. Polskie wydanie zostało jednak uzupełnione opowiadaniem z innego tomu – Zakochany Samsa – jednakże tematycznie doskonale wpisującym się w ideę przewodnią zbioru wycinków z życia mężczyzn pozbawionych kobiet. Mężczyźni, samotnie dryfujący po (czaso)przestrzeni bądź tkwiący w tymczasowych związkach nieprzynoszących im satysfakcji i ekscytacji, w pewnym momencie decydują się na powrót do przeszłości, odkrycie, ujawnienie wspomnień oraz uświadomienie sobie straty. Rewizja dotyczy wyłącznie ich relacji z wyśnioną kobietą życia, a szczególnie miłości inspirującej i wyzwalającej, dlatego ulotnej, niemożliwej do zaistnienia, onirycznej. Konfrontacja reminiscencyjnego wizerunku kobiety z rzeczywistym portretem wykonalna jest w zasadzie jedynie dzięki szczerej rozmowie z drugim człowiekiem – konwersacja zdaje się katalizatorem mechanizmu przypominania. Swoista konfesja będzie dla mężczyzn rodzajem osobliwej terapii, po której tyleż przepracują swój żal, ile… pogrążą się w głębszej rozpaczy.

Kafuku***, główny bohater i narrator Drive my car, to aktor. Prowadził samochód pod wpływem alkoholu, zmuszony jest zatem wynajmować szoferów. I jednym z jego kierowców staje się młodziutka Watari Misaki. Milcząca, samotna i pozornie obojętna dziewczyna wyzwoli w Kafuku chęć do zwierzeń o tyleż nieżyjącej żonie, także aktorce, ile o bolesnej relacji mężczyzny z kobietą – pełnej wzajemnej gry, iluzji i krzywdzących oboje gestów. Bo i „związki między ludźmi, a szczególnie między kobietą i mężczyzną, funkcjonują na bardziej ogólnym poziomie. Są bardziej niejasne, bardziej egoistyczne, bardziej bolesne” [Drive my car, s. 37]. Nieustanne udawanie, że nie dostrzega się drobnych śladów zdrad(y), rys i pęknięć w pięknej bajce, prowadzi do perfekcyjnego opanowania uzależniającej gry. Bo być kimś innym, być tym, kto nie zauważa, czyli nie wie, a zatem nie odczuwa straty, nie odczuwa bólu, jest znacznie łatwiej niż być sobą – złamanym, rozpadającym się wewnętrznie. Ale… jeśli ucieknie się od siebie, utraci się szczerość (wobec siebie), to czy można zrozumieć kogoś innego, zwłaszcza tego, kto się oddala, odchodzi, wybiera dla siebie odrębny rodzaj ukojenia, kompensacji?

Narrator utworu Yesterday, Tanimura, wspomina kolegę z dawnych czasów, Kitaru, który zdecydował się, by mówić dialektem z Kansai. Nikt, nawet jego dziewczyna Erika, nie mógł znaleźć powodu tej decyzji. Tymczasem Kitaru opanował do perfekcji dialekt, jakby w myśl zasady, że „język, którym mówimy, kształtuje nas jako ludzi.” [Yesterday, s. 67]. W poszukiwaniu własnego miejsca, w imię budowania tożsamości Kitaru Akiyoshi odrzuci kochającą go Erikę – kobietę idealną, nietykalną dla niego, nieskalaną i dlatego nieosiągalną (nie będzie potrafił się z nią kochać ani myśleć o niej w sytuacjach erotycznych). Samotność okaże się dla niego (w przeciwieństwie do Eriki) lekcją, istotną częścią procesu dorastania, nabierania (samo)świadomości, pozbywania się iluzji, ułudy rzeczywistości, odrzucania mrzonek. Co ciekawe, zachowanie Kitaru uzmysłowi Tanimurze, że on wybrał przeciwną drogę. Tanimura bowiem przestał mówić dialektem z Kansai. Wyzbył się go, by „odrodzić się jako inna osoba” [s. 66] czy też „spróbować nowych możliwości bycia sobą” [s. 67]. Odrzucenie języka jest symbolicznym gestem zmiany tożsamości, podjęcia gry (pierwszym stopniem inicjacji w odmienną grupę społeczną jest nauka specyficznego języka – kodu umożliwiającego sprawne komunikowanie), jednocześnie też niejako sygnałem wyrzeczenia się, zaprzeczenia, negacji swojego dotychczasowego życia, przeistoczenia się w kogoś (coś) innego.

„Miłość to właśnie coś takiego. Człowiek przestaje panować nad własnym sercem i czuje się tak, jakby rządziła nim jakaś irracjonalna siła.”

[Niezależny organ, s. 140]

Narrator Niezależnego organu w pierwszej fazie opowieści odtwarza portret dojrzałego, poukładanego oraz usatysfakcjonowanego ze swojego życia zawodowego i prywatnego chirurga plastycznego, doktora Tokaia. Odsłony kolejnych gestów i decyzji mężczyzny potęgują jednak demoniczność finalnego obrazu. Tokai nie ożenił się, lecz wybrał wygodne związki z mężatkami, relacje bez większych zobowiązań i przyrzeczeń, oparte na seksie. Ale „nieskomplikowane wewnętrzne życie” Tokaia zostało przerwane przez „pokrętne życie” zewnętrzne – mężczyzna się zakochał. Tak po prostu. Jak młody i naiwny człowiek, pełen marzeń i skrywanych nadziei, szalonych myśli. Zakochał się bez wzajemności. I dopiero to doświadczenie uświadomiło mu boleśnie, że tak naprawdę nie wie, kim jest. Owszem, dookreśla się jako chirurg plastyczny, ale to tylko jedna rola społeczna, niekoniecznie zaświadczająca o jednostkowym istnieniu, o wartości człowieka, ba! jest chirurgiem plastycznym dla innych (to etykietka – jak metka wszyta do lalki), ale nie dla siebie, nie gdy przygląda się swojemu odbiciu w lustrze. Nienasycone, obłędne pożądanie miłości ukochanej kobiety (będącej dowodem na istnienie mężczyzny) w zderzeniu z brutalną obojętnością zacznie zjadać od środka Tokaia.

Trzydziestojednoletniego Habarę Nobuyukiego (z utworu Szeherezada), uwięzionego w mieszkaniu z bliżej nieokreślonych przyczyn, zaopatruje w żywność i uprzyjemnia czas kobieta nazywana przez niego Szeherezadą. Po seksie zawsze przedstawia mu różne historie. Przerywa je – niczym wytrawny opowiadacz – w najbardziej ekscytującym momencie, gdyż właśnie kończy się czas jej wizyty i musi spieszyć do swojego domu. Jedną z takich opowieści jest historia jej obsesji na punkcie kolegi ze szkoły. Habara nigdy nie może być pewnym, że kobieta powróci i dokończy opowiastkę. Nie wie także, dlaczego tajemnicza, prywatna Szeherezada go odwiedza. Seks i opowieść stanowią w odbiorze mężczyzny jedność, są nierozłączne – może się zdawać, że kobieta tak naprawdę nie istnieje, jest substytutem, wizualizacją, urojeniem Habary, mężczyzny bez kobiety.

Bohater opowiadania Kino po nakryciu żony na zdradzie postanawia zmienić scenerię, odnaleźć spokój w zaaranżowanych przez siebie barze. Z czasem do mikroprzestrzeni Kino przychodzi kot, a za nim różni ludzie, lecz nie przynoszą właścicielowi wyzwolenia. Jest wśród odwiedzających go dyskretny obserwator – anioł stróż uzmysławiający mężczyźnie, że wykreowany przez niego bar jest nie miejscem izolacji, w którym można przepracować traumę, przecierpieć i odnaleźć siebie, ale przestrzenią pozwalającą maskować czy wchłaniać wspomnienia i uczucia. Wyparte i niewypowiedziane myśli powodują, że mężczyzna staje się coraz bardziej wybrakowany, niekompletny, pusty. Zdusił w sobie uczucia, postanowił rozpłynąć się, przestać istnieć – wyrzucenie bowiem wspomnień jest drogą do opustoszenia serca, a puste serce to nieistnienie.

Finalnym utworem, swoistą codą, są Mężczyźni bez kobiet – tyleż hymn, ile pieśń żałobna mężczyzn, którzy kiedykolwiek utracili kobietę. Narrator opowiadania dowiaduje się o samobójczej śmierci swojej dawnej dziewczyny. Tworzy dla niej piękny portret nieuchwytnej czarodziejki zmysłów, subtelnej, eterycznej, nieskazitelnej kobiety – kreuje ich wspólne idealne spotkanie (bo spotkał ją zbyt późno, w nieodpowiednim czasie, jak to zwykle bywa) oraz nagłe rozłączenie; szuka okruchów jej istnienia w czasoprzestrzeni: miejscach i nie-miejscach, ludziach oraz ich gestach i słowach, uśmiechach i łzach. Bezpowrotna utrata pierwszej najważniejszej kobiety (zdrada bądź śmierć) infekuje życie każdego mężczyzny – od tej chwili już nieustannie będzie się obawiał straty kobiety, a przecież „dla mężczyzn bez kobiet świat jest bezmiernym i bolesnym chaosem, ciemną stroną księżyca.” [Mężczyźni bez kobiet, s. 312-313].

A kobiety bez mężczyzn?

W polskim wydaniu utwór Mężczyźni bez kobiet poprzedzony został Zakochanym Samsą, zaskakująco (jak na Murakamiego) poruszającym i niepokojącym opowiadaniem. Inspirowana mistrzowską Przemianą Franza Kafki (nie tylko z uwagi na imię i nazwisko bohatera – Gregor Samsa – ale i niezwykłe okoliczności, w których tytułowa postać się budzi) historia odwołuje się do narodzin pierwszego człowieka i gwałtownego, brutalnego doświadczania istnienia – począwszy od uczucia pustki, głodu (fizycznego przede wszystkim), skończywszy na nieosiągalnym uczuciu miłości, swoistej afirmacji, adoracji drugiej osoby. O ile pożywienie dla zaspokojenia ciała jest w zasięgu ręki, o tyle głód miłości musi pozostać nienasycony.

Zbiór opowiadań Mężczyźni bez kobiet to typowe dla Murakamiego wejście w inny wymiar odczuwania i odbierania rzeczywistości – z powierzchni surowy, zimny, bo wystudiowany, zgodny z regułami gry, a wewnątrz, pod maską obojętności, pełen pasji, niepokoju i nienasycenia. Otwiera japoński pisarz przejście do lodowego ogrodu, w którym zakwitają uczucia, pragnienia, żądze, ale tylko na chwilę, bowiem szybko zostają ścięte jednym słowem i gestem. Dlatego, że „wszyscy coś gramy”. Szkoda.

——————

* Murakami Haruki, Drive my car, [w:] tegoż, Mężczyźni bez kobiet, przeł. z jap. Anna Zalewska-Elliott, Muza, Warszawa 2015, s. 57. Wszystkie następne cytaty pochodzą z tego wydania i zostały bezpośrednio umiejscowione w tekście.

** W przypadku japońskich nazwisk – imię zostało poprzedzone nazwiskiem.

*** Nie wiem, jak to zapisano w oryginale, ale… Ka-fu-ku – Kafka? Jak bohater Kafki nad morzem?

Nadal podtrzymuję stwierdzenie, że proza Murakamiego silnie oddziałuje jedynie na sferę emocjonalną, nie stanowi intelektualnej szarady, która umożliwia świadome doświadczanie istnienia, ba! która pozwala na rozwinięcie samoświadomości, szukanie wyzwolenia. A mimo to przyciąga (mnie). Może tą oczywistością, prostotą i jakąś szczerością. A może…

A kobiety bez mężczyzn są lustrzanym odbiciem mężczyzn bez kobiet.

Tekst sponsorowany w całości przeze mnie.

Autor: Luiza Stachura

Reklamy

15 thoughts on “„Wszyscy coś gramy”*. Na marginesach zbioru opowiadań „Mężczyźni bez kobiet” Murakamiego Harukiego**

  1. pomyślałem, że nie zgodzę się: monotematyczność antologii źle jej wróży. Zbyt wiele tu melodii granych na jeden rytm, opowiadających o jednym. Jednak z Twojej recenzji wyniosłem obraz zbioru harmonijnego, na swój sposób kompletnego (i składającego się z… nie wiem czy dobrze określę… komplementarnych części). A jednak, dziwne, że Murakami podjął się stworzyć kilka tekstów traktujących o jednym problemie. Zastanawiam się czy utwory powstały w ciągu jednej sesji czy zostały raczej wyłowione z różnych okresów twórczości Murakamiego?

    1. Też się nad tym zastanawiałam, czy te utwory powstały w jednym czasie, czy pochodzą z różnych lat. Z drugiej strony Wszystkie boże dzieci tańczą też w zasadzie jest zbiorem dość konsekwentnym (chociaż może nie aż tak czytelna jest tam „komplementarność”) jak ten. Zresztą on pisze nieustannie o tym samym – o samotności i utracie ; ) Zdaje się, że tym razem wybrał taki aspekt utraty, opuszczenia.

      1. Samsa in love oraz Drive my car to rok 2013. Yesterday i Szeherezada to 2014. Kino to 2015. Brakuje mi Niezależnego organu, Mężczyzn. Daty są na wiki (https://en.wikipedia.org/wiki/Haruki_Murakami#cite_note-73) – może Ty dojdziesz po tytułach japońskich ;-P. Być może polskie tytuły nie odpowiadają oryginałom lub angielskim wersjom. Albo czegoś nie dojrzałem ;-). Tak czy siak, opowiadania powstawały przez co najmniej trzy lata, szmat czasu…

        1. Ale nie – 2 lata, bo wszystkie powstawały między 2013 a 2014. Oryginalnie zbiór ukazał się w Japonii w 2014, więc Kino na pewno nie jest z 2015. Dziękuję za trop!
          Tylko że to jest jedno z wielu źródeł informacji o oficjalnym powstaniu utworów. A pomysły, szkice czasami czekają długo nim zostaną zrealizowane.
          2 lata to dobry czas – można wiele przemyśleć, nabrać niezbędnego dystansu. Pisanie w ciągu niecałego roku takiej liczby opowiadań niekoniecznie przekłada się na ich jakość ; )

          1. no tak, czasami stawia się przysłowiową kropkę na końcu opowiadania, które powstało dekadę wcześniej… Dobre jest pisanie, które opiera się o myślenie i przemyślenie. Wiele tekstów da się niestety napisać bez głębszego myślenia ;-)

          2. Ale analogicznie jest z tekstem o tekście – recenzją, wrażeniami z lektury czy tekstem krytycznym. Czasami trzeba wiele lat, by dostrzec różne zależności, wartości itd. Tak mi się zdaje.
            Myślenie i przemyślenie – racja. To chyba w prawie każdej dziedzinie życia ; )
            Niestety tak. A przyrost takich tekst jest zatrważających.

          3. A wiesz co, masz rację! Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że recenzję należałoby napisać parę miesięcy – i kilka książek – po przeczytaniu danej pozycji. Aby nabrać dystansu, ukonstytuować porównanie, pozbyć się emocji. Tylko jak napisać tekst po takim czasie? Raz, że to nie możliwe w przypadku zobowiązań zewnętrznych (portale aż takie cierpliwe nie są), dwa, że pamięć też nie taka jak trzeba, a przy regularnym czytaniu kilku książek miesięcznie oznaczałoby to łańcuchowy przyrost masy krytycznej ;-P. Pomijam już fakt, że portale oczekują nie tyle wnikliwych i obiektywnych recenzji co zwyczajnie streszczenia i garści informacji.

          4. Robię notatki zawsze – na kartkach spisuję (służą mi później jako zakładki w książce, której dotyczą). Ale to prawda, że wiele rzeczy umyka. Czasami takich, które okazują się istotne w recenzji. Niejednokrotnie tak miałam, że po czasie przypomniałam sobie, o czym jeszcze powinnam napisać ; )
            Tak – większość portali i wydawnictw pragnie recenzji na cito, w dodatku powinna być rozwinięciem blurba ; ) A że od dłuższego czasu mówi się o sile marketingu szeptanego, to nic dziwnego, że szukają ludzi, którzy piszą szybko, niekoniecznie czytając wnikliwie książki. Bo można napisać recenzję wielu książek, nawet nie znając treści ; )

          5. ja notatek nie robię, to błąd, który trochę utrudnia życie ;-). Ale teraz to i tak bez znaczenia… choć na blog coś prywatnie pisać będę nadal. Więc może jednak kiedyś zaczne notatki robić ;-D

          6. Wiesz dobrze, że do lichych książek notatek nie trzeba. Do genialnych – zawsze za mało słów i te słowa też rzadko idealne ; )
            Bardzo się cieszę, że będziesz pisał o książkach prywatnie. Najprzyjemniej czytać to, co autentycznie się podoba i wpisuje w oczekiwania bądź wykracza poza ; )

  2. „Niezależny organ” – widzę, że też brakuje daty – marzec 2014. „Mężczyźni…” musieli powstać w 2014, bo to było opowiadanie specjalnie dla tego tomu, nowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s