Mój niestabilny, kruchy świat. Na marginesach „Błysku szczęścia” Ekuni Kaori*

Dostrzegasz drobne pęknięcia i rysy w moim pięknym, krystalicznym świecie? To te momenty, kiedy tracę równowagę i potrzebuję twojego ciepła, twojej stabilności, silnej dłoni, która nie pozwoli mi upaść. Dlaczego łzy nie przestają płynąć? Tak bardzo chcę się śmiać, a tymczasem, tymczasem wszystko wypada z moich rąk. I mimo iż rozpadam się na kawałki, to z przekonaniem codziennie powtarzam, że wszystko w porządku. Czasami kłamstwo jest najlepszym wyjściem, dobrą wymówką. Bo nie każdy potrafi zrozumieć.

Alkoholizm połączony z nerwowym załamaniem, Ekuni Kaori, a w zasadzie z zaburzeniami emocjonalno-psychicznymi, wynikającymi być może z neurotyzmu czy osobowości borderline, dotyka młodą tłumaczę z języka włoskiego, Shoko. Lekarz zrezygnowany brakiem szybkich postępów rehabilitacji psychiki przepisuje doskonałe lekarstwo na poskładanie odłamków rozbitego świata i uśpienie samotności – małżeństwo. Zaaranżowane przez rodziców spotkanie, tradycyjne (o)miai, pozwala dziewczynie odnaleźć Mutsukiego – tego, który pomoże jej dość pobieżnie, powierzchownie posklejać pęknięcia, zatuszować momenty depresyjne i stany manii. Bo całkowite wyleczenie nie jest możliwe. Kishida Mutsuki to lekarz geriatra. I homoseksualista. Napiętnowany, odrzucony i wykluczony – analogicznie jak Shoko – nie tyle przez społeczeństwo (niezdające sobie sprawy z seksualnych upodobań szanowanego lekarza), ale przede wszystkim przez najbliższych. Matka mężczyzny nie akceptuje jego preferencji, dlatego w małżeństwie z niestabilną emocjonalnie i psychicznie dziewczyną upatruje szansę na tyleż „wyleczenie” syna, ile zachowanie twarzy przed społecznością. Ojciec Mutsukiego natomiast współczuje Shoko bycia w relacji przypominającej z jego perspektywy „przytulanie wody” (eufemistyczne określenie braku seksu w związku, synonim białego małżeństwa).

Tymczasem dziewczyna nie potrzebuje kochanka, ale kogoś, kto obroni ją przed nią samą, przed jej demonami i ofiaruje bezpieczeństwo. Niełatwą relację dwojga odrzuconych nie komplikuje, lecz dopełnia obecność kochanka Mutsukiego – Kona. Młody mężczyzna potrafi lepiej niż Mutsuki zrozumieć Shoko oraz jej uczucia (zwłaszcza do męża). Jest w stanie pomóc dziewczynie w zbudowaniu iluzji rzeczywistości, pięknej bajki, w której sny już nie będą puste, a mąż nie będzie jej nieświadomie ranił. Bo o ile świat Mutsukiego jest uporządkowany, zorganizowany (i taki też zdaje się Mutsuki – stabilny, zrównoważony), o tyle świat Shoko to kruche nie-miejsca, rozsypująca się rzeczywistość. Pomiędzy nimi wyrasta świat Kona – częściowo zbieżny z rzeczywistością Mutsukiego, częściowo z rzeczywistością Shoko. Wspólną przestrzeń małżonków wyznacza kilka elementów, szczególnie istotne zdają się dwa: portret Paula Cézanne’a (nazywanego przez dziewczynę „fioletowym wujkiem”), któremu Shoko śpiewa piosenki w chwilach załamań i pod wpływem alkoholu, oraz drzewko „szczęścia” (juka gwatemalska) podarowane w ślubnym prezencie przez Kona, a podlewane przez dziewczynę herbatą. Intymny, mały, ale wspólny świat, mający szansę na przetrwanie, zostaje zbudowany z łez i pojedynczych uśmiechów Shoko, troski i ciepła Mutsukiego oraz Kona, który stanowi pomost między dwojgiem małżonków, okazując się swego rodzaju spoiwem odmiennych osobowości.

Inspiracją dla Ekuni Kaori (ur. 1964) do naszkicowania historii skomplikowanej relacji trojga zagubionych ludzi były dwa obrazy angielskiego dziewiętnastowiecznego malarza Simeona Solomona**; obok malarstwa w powieści zaakcentowana została także muzyka (w tym muzyka przestrzeni, także cisza). Całkiem nieźle tłumaczka, Amy Bajer, poradziła sobie z tytułem – きらきらひかる (kirakira hikaru; fraza zaczerpnięta z wiersza Irisawy Yasuo) – chociaż w polskiej wersji językowej brakować może trochę dziecięcego zachwytu nad tym pięknym, ciepłym, błyszczącym światłem, które potrafi zabłysnąć na moment w drugim człowieku i przynieść niestabilnej osobie odrobinę równowagi i siły. Po poznaniu jednej powieści Ekuni przełożonej na język polski trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tłumaczka nie do końca poradziła sobie z powieściowym światem wyrażonym w języku japońskim. Być może brak płynności i chropowatość należą do stylu pisarki albo… są celowym zabiegiem mającym na celu odzwierciedlenie rozszczepienia, zachwiania, nieustannego gubienia i odnajdywania.

Japońska pisarka zdecydowała się skonstruować powieść dwugłosową – kolejne odsłony dni i nocy relacjonowane są na zmianę przez Shoko i Mutsukiego. Rozchwianie emocjonalne zestawione ze spokojem pogłębia literacki portret osoby poszukującej tego, co najważniejsze, a później zmagającej się z ukryciem „tego” przed tymi, którzy mogliby zniszczyć małe prywatne szczęście. Błysk szczęścia został wydany w 1992 roku i pozwolił autorce uzyskać Nagrodę Murasaki Shikibu. W polskiej wersji językowej ukazuje się po ponad dwudziestu latach od premiery i po zapoznaniu czytelników z dorobkiem literackim Murakamiego Harukiego. Mimo iż oboje z nich tworzy odrębne opowieściowe światy, ewokujące nie do końca tożsame obrazy, to jednak odnaleźć w nich można wyraźnie wspólny rys (jakkolwiek właściwy dla wielu pisarzy) – kształtowanie literackiego wizerunku współczesnego człowieka, człowieka dryfującego, niezakorzenionego, niestabilnego emocjonalnie i psychicznie, ale niekoniecznie poszukującego wyjścia.

Błysk szczęścia to zapis kameralnych słonecznych momentów pośród dryfowania po rozbitych dniach i nocach, wewnątrz pustych snów. Powieść Ekuni jest rejestrem roz-błysków dziecięcej radości – delikatnej i ulotnej – wywołanej ciepłem oraz dobrocią Innego. W kruchym i niestabilnym świecie potrzeba tego, który przyniesie szczery uśmiech. Dlatego Shoko tak bardzo kocha Mutsukiego – kocha jego spokój, jego obecność, jego zapach. Nie jest to miłość platoniczna, a tym bardziej erotyczna, lecz takie uczucie, którego w zasadzie nie można nazwać, bo każde słowo okaże się pułapką. /A może ja po prostu kolejny raz nie potrafię znaleźć właściwego słowa?/

——————
* Zgodnie z zapisem nazwisk dalekowschodnich imię poprzedzone zostało nazwiskiem.
** Z uwagi na fakt, że tłumaczka pozostawiła jedynie polskie tytuły obrazów, udało mi się na razie zlokalizować jeden z nich: http://www.illusionsgallery.com/One-who-watches-Solomon.html.

Przepraszam za powtórzenia i chaotyczność.

Kaori Ekuni, Błysk szczęścia, przeł. z jap. Amy Bajer, WUW, Warszawa 2015.

Autor: Luiza Stachura

君へ

Reklamy

6 thoughts on “Mój niestabilny, kruchy świat. Na marginesach „Błysku szczęścia” Ekuni Kaori*

  1. Tak się zastanawiam, jak inaczej można było oddać w języku polskim subtelność określenia kira-kira – na angielski tłumaczono go jako glittering, co przecież nie do końca odpowiada naszemu błysk, który wydaje mi się bardziej namacalny przecież (jakkolwiek absurdalnie to brzmi).

    1. Hm, też się nad tym zastanawiam, ale nie wiem, czy w ogóle można znaleźć chociaż zbliżone słowo/zbliżony dźwięk, by oddać „oryginalne” znaczenie. I może też nie chodzi o japońskie znaczenie? Nie wiem.

  2. może od „glitter” bardziej pasuje „shimmer”?. Po polsku oba mogą znaczyć tyle co błyszczeć czy lśnić, ale faktycznie, jednym słowem więcej coś z tego wykrzesać.

    Pierwszy akapit to cytat?

    Ciekawa opowieść o trójkącie – w nieco innym tego słowa znaczeniu niż typowe. Z drugiej strony, trójkąt składa się z wierzchołków i linii je łączących. Akcent przy definiowaniu trójkąta można postawić na wierzchołki (osoby, osobne, zamknięte światy) bądź linie (relacje).

    1. Hm, „shimmer”, mówisz? Może i tak, może coś w tym jest – dziękuję za ten trop! Spotykam się zwykle z tłumaczeniem na „glitter”, ale „shimmer” wydaje się też dobrym ekwiwalentem.
      Nie, pierwszy akapit nie jest cytatem.
      Oooo, dziękuję Ci za to dopowiedzenie o trójkącie! Jasne! To wydaje się takie proste i oczywiste, ale jednak chyba nie jest. Świetny trop do interpretacji Błysku szczęścia.

      1. fajnie się przydać, choć moim celem było oczywiście nie „usprawnianie” Twoich wypowiedzi – gdyż te są całkowicie spójne i kompletne pod każdym względem – ile raczej przedstawienie własnego toku myślowego ;-). Jeśli jednak jakoś to pasuje to fajnie ;-)

        1. Hehe, ale ja lubię dopowiedzenia – wiele myśli przychodzi mi już po napisaniu i opublikowaniu tekstu. Dlatego cieszę się, że ktoś ma też swoje przemyślenia czy wrażenia (pierwsze albo kolejne) i chce się nimi podzielić. Dlatego dziękuję!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s